Oczywiście sami tego również
nie wiemy, czy to właśnie teraz zbliża się ten czas. Nie, nie - nie czas żadnego
tam końca świata, lecz czas rozpoczęcia się takich wydarzeń i takich zmian w naszym
wymiarze, jakich na Ziemi dawno nie mieliśmy, co najmniej w ostatnich
kilkunastu tysiącach lat jej burzliwej historii. A jeśli myślimy, że Duch
Święty wyjawi nam tę tajemnicę, kiedy ma to wszystko się rozpocząć, to jesteśmy
w grubym błędzie, ponieważ to On sam powiedział, że nic z tego, ponieważ żadnych
dat to On nie podaje. Niemniej pozostawił nam ciekawą wskazówkę. A właściwie to
wskazał na trzy rzeczy. Jedna - będzie już tyle nieprawdziwych dat „końca świata”,
że kiedy nadejdzie ten właściwy czas, to już nikt nie da temu wiary. Druga -
Sam Ojciec Niebieski postanowił o położeniu kresu temu wszystkiemu, co obecnie
na Ziemi bez przerwy się wyrabia. To są ostatnie chwile względnego spokoju i
złowrogiej ciszy przed burzą. I jest rzecz trzecia - nasilenie się katastrof naturalnych
aż do takich, po jakich ludzkość nie będzie w stanie się już podnieść, gdyż
będzie to już prawdziwa klęska humanitarna. Opiekun Ziemi uprzedził nas
wyraźnie - jest w przygotowaniu klika takich mocniejszych kataklizmów, jakie
skutecznie i porządnie mają potrząsnąć ludzkością. Tak mocno, żeby w końcu ta
się obudziła ze snu, z tego letargu powodującego tak ogromny marazm myślenia i
w ogóle zabójczy nieżyt umysłu, żeby ostatecznie przeprowadzona kuracja
wstrząsowa (i to porządna kuracja wstrząsowa) była tym razem najskuteczniejszą
ze wszystkich, jakie mieliśmy do tej pory. Igraliśmy z ogniem ignorancji, igraliśmy,
no to żeśmy się doigrali…
.
W miejscu, w którym
mieszkamy bardzo dziwne rzeczy dzieją się tego roku. Chodzi o pogodę. Akurat
nas to nie martwi, gdyż zimy są ostatnio nad wyraz łagodne. W porównaniu z tymi
sprzed kilku lat, kiedy przymrozki trzymały całymi tygodniami a w domu mieliśmy
około ośmiu stopni Celsjusza, to teraz, jak jest dwanaście - trzynaście stopni,
no to jesteśmy spokojni i da się wytrzymać i to nawet bez żadnego ogrzewania, przeważnie
korzystając tylko z zimnej wody. Latem zaś doświadczamy również dużej ulgi od
upałów, ponieważ zazwyczaj mamy ponad czterdzieści stopni Celsjusza w cieniu, a
niekiedy i tyle samo w pokojach na piętrze. Na szczęście tego roku dużo pada, często
jest pochmurno, a co najważniejsze temperatura wyraźnie się obniża i mamy
niebywałe o tej porze roku trzydzieści kilka stopni. (Jednak nadal są tygodnie,
kiedy upały powracają). Dla nas to znaczy wiele, bo nie mamy żadnej
klimatyzacji w domu, żadnego nawet wiatraczka, a po zakupy chodzimy pieszo. Najczęściej
rano, zanim zacznie się upał. (A tak - mamy jeden wiatraczek, ale nim chłodzimy
komputerek - mały przenośny. Jego wewnętrzny wiatraczek odmówił posłuszeństwa.)
W tym roku nawiedziły nas
także huragany. W poprzednich latach też byliśmy pod ich wpływem, lecz tylko
pośrednim. Ich obrzeża docierały do nas, co skutkowało większym deszczem i mocniejszym
wiatrem. Najwięcej z nich było w Zatoce Meksykańskiej. Wdzierając się na ląd na
szczęście słabły. Jednak zdarzył się wyjątek - tylko raz. Huragan Patrycja przeszedł
przez północno-zachodnią część Meksyku. Siła wiatru osiągnęła wtedy 270 kilometrów na
godzinę. Wystąpiły powodzie, osunięcia ziemi, a drzewa były wyrywane z
korzeniami. Huraganowi nadano piątą kategorię i był najsilniejszym, jaki
kiedykolwiek odnotowano. Szczęście w nieszczęściu, to dokonane przez niego
spustoszenia wystąpiły na obszarach o małym zaludnieniu. I mimo wszystko
naukowcy nie mogli się nadziwić, jakim cudem żywioł ten zatrzymał się jeszcze
przed samym wejściem na ląd. Zupełnie tak, jakby jakaś niewidzialna a potężna
ściana nagle zagrodziła mu drogę.
Jednak to
niebezpieczeństwo nawet wtedy zbyt poważnie nie dało nam o sobie znać. Natomiast
o wiele bardziej odczuliśmy inną gwałtowną burzę, jaka nawiedziła sąsiednią,
pobliską miejscowość. Było to kilka tygodni temu. Wtedy naprawdę mocno wiało i
padał ulewny deszcz. W całym naszym mieście nie było też prądu. I w ogóle w tym
roku wieje jak nigdy dotąd. Na całe szczęście, a zwłaszcza dzięki niezawodnej
opiece Istot Duchownych obyło się bez żadnych strat. Nikt na osiedlu nie ucierpiał,
ani od sąsiadów nie słyszeliśmy o żadnym nieszczęściu w mieście.
Tylko niestety. Nie
będzie już tak pięknie. Mieliśmy tego próbkę w roku 2013-tym, a jak wszyscy
dobrze pamiętamy, zdarzyło się to w Czelabińsku. Środki masowego przekazu i tak
nie powiedziały o wszystkim, co się wtedy działo. A działo się o wiele, o wiele
więcej - tak w samej Rosji, jak i po stronie Oceanu Spokojnego. I wszystko
wskazuje na to, że historia znów się powtórzy, ponieważ tak jak wtedy meteoryty
spadały za sprawą Nibiru, to tak samo i teraz może dojść do tego samego. Mamy
jeszcze nieco czasu, ale niewiele, gdyż Planeta Nibiru prawdopodobnie już wkrótce
zrówna się z Planetą Ziemia. A na pewno już minęła Słońce.
Kiedy tylko osiągnie
Wenus, to wszyscy się o tym dowiemy dzięki takiemu rozbłyskowi tej Planety,
jakiego jeszcze nie widzieliśmy. Wenus po raz pierwszy zajaśnieje o wiele
większym światłem niż dotychczas.
Teraz kilka przemyśleń. Chcą
nas zająć czym tylko się da, chcą odwrócić naszą uwagę na wszelkie możliwe
sposoby. Jeśli się ma bogactwa całego świata, to pieniądze są nieważne, bo to
właśnie nimi tak żonglują, jak żonglują naszymi umysłami, odwracając uwagę od
tego co najważniejsze. Stąd widowiskowe komisje śledcze na przykład w sprawie
przestępczej reprywatyzacji, piramidy finansowej, a także nagle wyciąga się
zapomnianego „trupa” z szafy, jakim jest chęć reanimowania polskiego sądownictwa.
Rzecz jasna innych podobnych tym „uciech dla ludu” na całym świecie nie
brakuje.
Dla możnych tego świata wszystko
jest pożyteczne i użyteczne, co tylko pomaga im w ich jedynym celu - niech
ludzie zajmują się fałszem, ułudą i obłudą. Niech poświęcają swoją cenną uwagę
temu, co w chwili nadejścia decydujących zmian nie ma żadnego znaczenia. Bo
czymże jest cały świat wobec możliwości opowiedzenia się po stronie życia i
wybrania życia? Bo czymże jest cała sława i władza tego świata wobec władzy nad
śmiercią? Czymże jest nurzanie się w materialnym bycie wobec możliwości
pięknego wzniesienia duchowego?!
Uważamy, że nasze życie
wcale nie wymaga zmiany? Myślimy, że już jesteśmy takie doskonałe i tacy
doskonali, że już nic więcej nie trzeba się nam tutaj wysilać? Uważamy, że nie
potrzebujemy żadnego przekształcania się, żadnego przeobrażania, zmiany na
lepsze, ani przewartościowania naszych wartości? O nie, najczęściej to nie są
żadne wartości, lecz pustkowie nic nie znaczącej bezwartościowości, na jakiej
żerują władcy tego świata, chcąc ją zapełnić następnymi bezwartościowymi
tworami materialnej ułudy. Tylko że niestety w niczym nam to nie przeszkadza,
ponieważ wielki głód sprawiedliwości i ogromne pragnienie dobra chwilowo jest
zaspokojone, a właściwie można powiedzieć - tymczasowo oszukane.
Ale nic z tego. Rzeczywistego
głodu prawdziwych wartości niczym oszukać się nie da, tak samo jak prawdziwego
głodu nie można oszukać jakimiś okruchami ze stołu możnych tego świata. Rzucają
nam ochłapy i mówią - „cieszcie się nimi, najedzcie się nimi do syta”. A my
posłusznie tym się żywimy, tylko im więcej tego spożywamy, to tym większy
czujemy brak nasycenia się prawdziwym pokarmem. To co od nich dostajemy, to
jeszcze nie jest to, czego naprawdę pragniemy, to wcale nie jest to prawdziwe
pożywienie, jakim możemy uśmierzyć głód serca i zaspokoić pragnienie duszy.
Dlaczego? Dlatego, że
czujemy się tak, jakbyśmy były i byli na jakiejś bezkresnej pustyni, na jakimś
ostatnim ugorze bez najmniejszego śladu człowieczych postaw i zwykłej ludzkiej uczciwości,
a o bezinteresownej miłości to już w ogóle można zapomnieć. (Oczywiście tutaj
uogólniamy, ponieważ na całe szczęście są przecież ludzie mający Pana Boga w sercu,
lecz w skali całego świata są to nieliczne i coraz rzadziej spotykane wyjątki).
Wobec tego dojdzie do
wywrócenia tego świata do góry nogami, a właściwie to nastąpi przywrócenie go
do właściwej postawy, do postawienia go na nogi, dojdzie do wprowadzenia go z
powrotem na właściwe ścieżki poszanowania życia i przywrócenia największych wartości
z samego Życia wynikających. Dosyć już hołubienia pieniądza i wielbienia go jak
bożka, czyniąc go naszym najpotężniejszym bóstwem, bez którego nie możemy się
już w ogóle obejść, ani którego na krok nawet nie odstępujemy. Pieniądz stał
się nieodzownym fetyszem skarłowaciałych ludzkich karykatur. Pieniądz zniszczył
w nas to wszystko, co wzniosłe, czyste, piękne i wolne. No, właściwie to nie
tylko pieniądz, ale i inne rzeczy biorące z niego swój początek, takie jak
sława, władza, ego, polityka, religie, państwowości - jednym słowem te
wszystkie sztuczne twory tej całej sztucznej jak plastik cywilizacji.
Czas nadejścia Nibiru
będzie czasem prawdziwych postaw. To będzie czas potwierdzenia naszej siły albo
słabości. To będzie czas okazania niezłomnej wiary i potęgi taj wiary, w
przeciwieństwie do całej rzeszy tych niewiernych, jakich przecież jest
przytłaczająca większość na tej Ziemi. inaczej mówiąc będzie to czas zmierzenia
się z nad wyraz wyjątkowymi okolicznościami życia, w jakich tylko prawdziwe
wartości (tak prawdziwe jak skała wiary niezłomnej) pozwoli na przetrwanie.
Wszyscy inni wyznający wszystkie inne bezwartości, które dla nich stanowiły jedyne
wartości, ulegną klęsce i odejdą w nicość, tak samo jak i ich nic nie znaczące
„wartości”.
To będzie ten czas
zrewidowania naszych prawdziwych ludzkich postaw. To będzie czas ukazania
naszego człowieczeństwa (albo jego braku), ukazania naszej siły wzniesionej na
niezachwianych i najtrwalszych fundamentach. Jaka wiara taka miara. Jaka wiara
taka chwała (albo niesława). Jak wierzymy tak skończymy. Jak wierzymy tak się
ocalimy. Jak wierzymy tak się określimy. Jakie zaufanie takie przetrwanie.
I właśnie dlatego ci nasi
„mądrzy” rządzący, możni tego świata, ci wszyscy prześladowcy i ciemiężyciele
chcą za sobą pociągnąć w nieistnienie tylu ludzi, ilu tylko się da. Sami tego
do końca nie wiedzą, że sobie stąd odejdą. Bardzo dobrze sobie obmyślili ten
ich przebiegły plan. Nibiru sobie przyleci, oni niczym szczury czym prędzej pochowają
się do tych swoich bunkrów, podziemnych miast i przeczekają zniszczenia na
powierzchni Ziemi, by potem powyłazić ze swoich wszelkich nor i już
niepodzielnie, ostatecznie zapanować nad całym światem, posługując się w tym
celu jak zawsze niezawodnym (w ich chorym i małym mniemaniu) pieniądzem.
To nic, że zostawili nas
na powierzchni, narażając na wszystkie niebezpieczeństwa, katastrofy naturalne
i kataklizmy, jakich jeszcze świat nie widział. To nic, że skazali nas na pewną
śmierć. W końcu o to im chodzi, żeby jak najwięcej ludzi wyginęło, bo oni
potrzebują zaledwie kilkuset milionów, by z nas uczynić sobie - tym razem już
otwarcie - ostatnich niewolników.
Tak, wszystko pięknie
ładnie, ale nie wzięli pod uwagę jednego „drobiazgu”, jednej „niepozornej”
kwestii. Nie wzięli pod uwagę, że ich bezkarność bezpowrotnie właśnie się
skończyła. Ich swawola raz na zawsze została ukrócona i to w takim stopniu, że
już więcej nie będzie w stanie podnieść swojego wrednego ego. Ich nieludzkie
plany tym razem nie mają żadnego prawa się ziścić. Ich potworne zamysły
wypełzające z ich chorych głów, tym razem nie będą w stanie opleść Ziemi swoimi
czarnymi, lepkimi mackami, chcącymi uśmiercić na niej wszystko co tylko zechcą.
Tym razem to koniec, ale
nie nasz lecz ich. A ich koniec to nasz upragniony początek. Początek nowego
życia, jakie wreszcie musi się tutaj zacząć, bo nadszedł ku temu najwyższy
czas. Niech rozumni to pojmą, niech widzący to ujrzą, a wzniesieni duchowo
niech się tym cieszą. Ci zaś, co nie są ani rozumni, ani widzący, ani
wzniesieni, to niech nie załamują jeszcze rąk i niech się nie martwią, bo
niewinni mieć jeszcze będą swoją szansę, możliwość zrozumienia, ujrzenia i wzniesienia,
ale pod jednym jedynym warunkiem - że będą tego chcieć. A to zależy przecież od
każdej i każdego z nas - tylko i wyłącznie.
Nikt nikogo do niczego
wcale nie będzie zmuszał, a tym bardziej nie będzie zmuszał do prawdziwej,
czystej, szczerej miłości. Ale nie takiej miłości pustej, bo wyrażonej samymi
słowami, co nic, ale to nic nie kosztuje, nie kosztuje nawet najmniejszej krzty
najbardziej lichego wysiłku. O nie, tak łatwo to już nie będzie. Teraz to będą
zupełnie nowe czasy, kiedy prawdziwą miłość to trzeba będzie po prostu potwierdzić
swoimi czynami - tak wobec Największego Majestatu, Ojca Niebieskiego Jahwe, jak
i wobec każdej Jego Cząsteczki Energii znanej nam inaczej jako Życie!