KLUCZ

Król Chufu – Budowniczy Wielkiej Piramidy

 

KLUCZ DO URUCHOMIENIA ENERGII WIELKIEJ PIRAMIDY

 

ENKI: Troszeczkę wytłumaczę najpierw. Tam też było nasze medium. Oczywiście, że za czasów Mario, za czasów Cheopsa Drugiego – nie Budowniczego, ale Cheopsa Drugiego, wtedy kiedy to była renowacja Wielkiej Piramidy, tam w Memphis oczywiście była ogromna Świątynia i ten teren, który dzisiaj jest taki jaki jest, wtedy wyglądał zupełnie inaczej. Pałac i Świątynia rzeczywiście znajdowały się po drugiej stronie. Tu natomiast, gdzie w dalszym ciągu jest ten ołtarz ofiarny, bo za tamtych czasów rzeczywiście odbywały się te krwawe ofiary składania ofiary Bogom w postaci – całe szczęście, że tylko ze zwierząt. Była droga prowadząca do Sakkary od tego właśnie miejsca. Był ołtarz i była niewielka przylegająca do tego Świątynia. To wszystko, jak dzisiaj widzisz, obróciło się w gruz. Może najciekawszym fragmentem tego wszystkiego byłaby ta droga, droga Mario, gdzie po bokach byli strażnicy, strażnicy – to był Sfinks, czyli takie pomniki ze Sfinksa. Świątynia-Pałac rzeczywiście nazywała się Świątynią Boga Ptah. Nie znaczy to, że to był ptak. Do rytuałów często zakładano maski i królowie czy faraonowie ubierali się w te maski. Wybrano to miejsce w Memphis dlatego, że układ gwiazd tak się układa. Trzy gwiazdy Oriona to Giza i najważniejsze to co czczono, to pierwszą gwiazdę Syriusza. Świątynia Boga Ptah, dokładnie jeśli popatrzeć w niebo, znajduje się prostopadle do gwiazdy Syriusza. Tak to wygląda. Nie odgrywa to na czas dzisiejszy prawie żadnej roli. Tu chodzi o zaspokojenie ludzkiej ciekawości. Na zaspokojenie ludzkiej ciekawości, czy tu czy tam, przyjdzie jeszcze czas. Teraz to co najważniejsze byłoby, to żeby nasz zamierzony cel został wykonany i gdyby to było takie proste Mario, jak to jest mówione przez anioła w przekazach, to uwierz Mi, dokonalibyśmy tego już w 2006-tym roku, a może i wcześniej, bo przecież sam Jezus krótko przed tym zanim rozpoczął swoją pielgrzymkę, a miał wtedy lat 29, takie było polecenie od Rady Bogów, żeby pojechał do piramid i tam uzyskał informacje. Tak też zrobił. Mówiłem już, że nie był w ciele fizycznym w Piramidzie, ale był w ciele astralnym i gdyby, jeszcze powrócę do postaci Jezusa – też był człowiekiem, tylko człowiekiem, ale był doskonałym. Już wtedy, 2000 lat temu można było uruchomić zabezpieczenie, bo wiadomo, im wcześniej tym lepiej. Przecież czas obiegu Planety, która zmierza ku Słońcu – nazwijmy ją Olbrzymem, jest to cykl, cykl 12,5 tysiąca lat. Jakiż to byłby problem to uczynić, a później tyle wspaniałych postaci uduchowionych – prawdziwie uduchowionych było przy Piramidzie. Jaki byłby cel Mario, czekać do tego właśnie momentu, żeby wysłać na Ziemię ducha, który przybrał imię kobiety, ma na imię Lucyna i w pewnym okresie swojego życia miała się objawić lub pokazać światu – to myśmy uczynili. Więc czy byłby cel w 2000 roku tego czasu dopiero rozpocząć całą akcję? Przecież można to było, tak jak mówię, wcześniej zrobić i nawet wtedy kiedy dopiero się rozpoczęło, zrobiło się głośno na temat 2012-go roku, a był wtedy rok 2006-ty. Proste to przecież niby jest, odsunąć kamień tu, odsunąć kamień tam przy Piramidzie, czy na Piramidzie, kilka osób wejdzie do środka, odśpiewają mantrę i już sprawa załatwiona, i całe zabezpieczenie całej Planety jest uruchomione. Mario, dzieci w przedszkolu mają bardziej otwarte umysły niż wy obecnie, co używacie racjonalnego rozumowania. To jest najbardziej smutne, gdzie można było wymagać od pewnych osób tego logicznego rozumowania. Teraz na koniec, bo to już jest finał, że tak naprawdę ENKI bawił się przez tyle lat od 2000 roku z wami, każąc wam zrobić to to, to tamto. Blokował umysł najważniejszego strażnika, czyli Zahii Hawasa i cały czas poddawaliśmy was próbom. Mario, jeszcze raz powtarzam, Klucz, najważniejszy Klucz, jakim zgodził się być Budowniczy Piramidy, jest tutaj najważniejszy! To nie jest nasz wymysł czy zabawa z istotami ludzkimi, ale zamierzony cel, co by to zostało wykonane. Sama doskonale wiesz Mario, żeby dostać się do mumii Budowniczego – już nie nazwę go Faraonem, bo i tutaj były uszczypliwe uwagi: „Przecież w tym czasie nie było dynastii faraonów”. No tak, tak jakbyśmy o tym nie wiedzieli… Próbowaliśmy do was dotrzeć w najprostszy sposób, tak, żebyście wy ludzie, wszyscy ludzie w miarę zrozumieli, dlatego nazwaliśmy Faraonem Budowniczego! Faktycznie był Królem. W tamtych czasach, dawnych czasach, to byli powiedzmy pół bogowie. Rozgadałem się obszernie Mario i jeszcze trochę to bym się zapędził i powiedział wszystko, a Ja muszę coś trzymać w zanadrzu na to spotkanie, główne spotkanie w Chicago, żebym też miał tę satysfakcję, że ten przekaz telepatyczny w zespół z Mardukiem ukaże się na Internecie, tak samo jak Marii. Być może jestem już starym duchem, zrzędliwym duchem, bo tyle mówię, ale słucham dalej.

Źródło: http://misjafaraon.com/sesja-173/

 

*     *     *

 


Źródło: https://misjafaraon.pl/egipt

 

*     *     *

 

W wyszukiwarce na stronie z sesjami można w łatwy sposób znaleźć więcej urywków sesji o Kluczu. Wystarczy wpisać szukane wyrażenie i zaraz pojawiają się wszystkie wyniki. A w podobny sposób można szukać wiele innych wyrażeń, o których chcemy przeczytać w przekazach.


*     *     *

 

Z wcześniejszych słów Duchowego Opiekuna Ziemi i ludzi Enki dowiadujemy się również o dwóch sposobach dotarcia do Grobowca.

Pierwszy z nich i trudniejszy to wykopaliska. Żeby dostać się do samego wejścia do Grobowca Króla Chufu, Budowniczego Wielkiej Piramidy należy wykonać wykop o głębokości dwóch pięter w dół, około 9-ciu metrów głębokości, co w przypadku piaszczystego podłoża wcale nie jest takie łatwe i na pewno czasochłonne. Nie tylko ze względu na konieczność usunięcia ogromnej ilości piachu, co również z konieczności budowania szalunku chroniącego wykop przed osuwaniem się jego ścian, ścian piachu.

Drugi sposób, o niebo łatwiejszy, prostszy, bezpieczniejszy i znacznie tańszy to dostanie się do Grobowca jedną z jaskiń, która ma połączenie ze Świątynią, prowadzi do Świątyni, znajdującej się nad Grobowcem. Świątynia jest w większości pusta. Wystarczyłoby zatem przebić się przez podłogę Świątyni żeby dostać się do Grobowca. A to jest o wiele łatwiejsze i znacznie tańsze. Wymaga też mniejszego nakładu pracy. Dostanie się do owej jaskini to kwestia pokonania trzech metrów odległości i usunięcia zalegającego piachu, aby odsłonić jaskinię.


*     *     *

Kwestia pieniędzy. Wielokrotnie została poruszona. Niestety, bez nich i Misja nie może się obejść, tym bardziej, że już jest na ukończeniu i to już ostatni czas żeby ją zakończyć pełnym powodzeniem. Oczywiście nie wszystko zależy od pieniędzy, gdyż zawsze decydujące słowo ma Świat Duchowy i Istoty Duchowe, które pomagają w dotarciu do Grobowca Budowniczego Wielkiej Piramidy. Tylko że my ludzie nie możemy stać z boku i tylko się przyglądać, lecz możemy wziąć na siebie część tej odpowiedzialności i wziąć czynny udział w tym dziele ocalenia Ziemi i nas samych.

Tylko czy rzeczywiście tak myślimy? Czy rzeczywiście zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji? Czy naprawdę do nas dociera, co może się wydarzyć na Ziemi? Czy naprawdę wierzymy w nadchodzące zmiany i poprawę naszego życia? Czy jesteśmy o tym głęboko przekonane, przekonani, że tak właśnie będzie? Czy naprawdę jesteśmy świadome, świadomi Oczyszczania i tego, jak szerokim kołem przetoczy się ono po całej Planecie Ziemia?

A gdyby na te wszystkie pytania odpowiedź byłaby twierdzącą, to zebranie stu tysięcy dolarów, zaledwie stu tysięcy dolarów dla miliona wiernych czytelników sesji z przekazami Duchowego Opiekuna Ziemi i ludzi Enki nie stanowiłoby najmniejszej trudności.

Tylko jest pewien szkopuł, jest jedno „ale”, bo ciągle mamy pilniejsze sprawy i ważniejsze sprawy na głowie. Mamy ważniejsze wydatki i wciąż potrzebujemy pieniędzy dla siebie i naszych rodzin. Codzienny kierat pracy, codzienny młyn obowiązków nie pozwala nam czasem choć na chwilę poważnie się zastanowić nad tym, co nieuniknione, nad tym, co nieuchronne i przyjść musi. Nad tym, przed czym nie ma ucieczki.

Jednak trzeba być o tym święcie przekonaną i przekonanym. Bo jeśli nie bierzemy tego wszystkiego na poważnie, to nic z tego nie będzie, z tego naszego wspólnego wysiłku i zbierania pieniędzy.

Jeśli tylko dotarłoby do nas to, jak wiele od tego zależy, to chyba zbędne by było to całe tłumaczenie. Przecież tu chodzi o nasze przyszłe życie, tak, o samo życie. A cóż ponad życie jest cenniejszego? W ogóle istnieje coś takiego? Może wreszcie trzeba odważnie spojrzeć prawdzie w oczy i rzeczywiście poważnie się zastanowić, co dla mnie jest najważniejsze? Czy bardziej cenię swój dom, samochód, różne przedmioty, dobra materialne, wyjazdy na lato i podróże, czy jednak lepsze życie i życie samo w sobie.

A może wystarczyłoby też zrobić ten mały wysiłek i odmówić sobie niektórych (wątpliwych) smakołyków, używek, alkoholu, papierosów. Czy stać by nas było na skromniejsze życie, na mniej obżarstwa i na nieco wysiłku i pracy nad sobą z obopólną korzyścią? Mniej jeść a więcej myśleć to wcale nie byłby zły pomysł.

I w ogóle czy samo Oczyszczanie biorę na poważnie, czy jest ono tylko jakimś odległym wydarzeniem, które niekoniecznie musi mnie dotyczyć, a jeśli nawet to być może nie w takim stopniu jak innych. Zresztą, to cały czas wydaje się być tak odległe i jakieś mało rzeczywiste, więc nie ma co się z góry tym przejmować.

A zmiana systemu na lepsze też jest mało prawdopodobna, bo system ma się dobre a pieniądz rządzi światek i jako największy bożek tej rzeczywistości, tej ułudy i programowania ma niezliczone rzesze swych wiernych i mało rozgarniętych wyznawców na całym świecie. Takich jest bez liku, więc trudno iść pod prąd codzienności i utartego sposobu postępowania. Nie ma się co wyłamywać. Trzeba żyć swoim życiem a jakoś to będzie…

No cóż. Trudno przekonywać na siłę. Jedyną odpowiedzią jest tylko jedno stwierdzenie: Czas pokarze i da odpowiedź.

Być może nic się nie stanie i wszystko będzie jak zawsze, wszystko będzie po staremu. A jeśli jednak dojdzie do zapowiadanych wydarzeń, to oprócz tego, że wtedy będzie za późno na podjęcie jakichkolwiek działań, to w dodatku okaże się, iż brak nam było jednej i podstawowej rzeczy. A właściwie dwóch: odwagi i wiary. A trzecią wartością jest miłość. Tak więc może się okazać, że nie stać nas było ani na trochę miłości, ani zdobyć się na odwagę, czy też wykrzesać z siebie choćby odrobinę wiary. No ale co tu dużo pisać. Każda z nas, każdy z nas w swoim sumieniu wie najlepiej na co każdą osobę stać i ile może z sienie dać.

Czy w takim rzazie należy wszystko postawić na jedną kartę, pójść na całość bez względu na wszystko? Tego nie wiem, lecz jestem przekonany, że to właśnie jest ten Czas Ostateczny i następnej takiej szansy mieć już nie będziemy.

Co do mnie, żebym nie był posądzony o puste słowa i wymądrzanie się, to przytoczę tylko jeden przykład. Przed wyjazdem z Polski wraz z moją żoną mieliśmy dwa samochody, duży dom i ładną działkę. Bez wahania postanowiliśmy sprzedać to wszystko i wyjechać do innego kraju by zacząć nowe życie. Szczęśliwe bardzo szybko udało się sprzedać i samochód i dom z działką. Jednak nie wszystkie pieniądze zachowaliśmy tylko dla siebie. Już na samym początku, jeszcze przed sprzedażą uzgodniłem ze swoją umiłowaną małżonką, że sporą kwotę przeznaczymy na wykopaliska w Egipcie.

I tak też się stało. Był rok dwa tysiące siódmy i dotrzymaliśmy słowa. Nie będę się tutaj chwalił ile to było pieniędzy, lecz ówczesny prezes fundacji polskiej stwierdził, że była to poważna suma. Mogę tylko dodać, że przekazanych w darowiźnie pieniędzy starczyłoby na zakup przyzwoitego samochodu – używanego, ale zawsze samochodu.

Był to nasz dar ze szczerego serca i tylko było nam przykro, że do wykopalisk wtedy nie doszło. Jednak sami mieliśmy czyste sumienie i ten wewnętrzny spokój, że zrobiliśmy to, co do nas należało. Tak po prostu.

 


Pomóż dotrzeć do Grobowca Budowniczego Wielkiej Piramidyprzekazując darowiznę. Dziękujemy.

 

*     *     *

Michał Fiedorczuk jest założycielem Niemieckiego Towarzystwa Wiedzy Archeologicznej, wspierającego Misję Faraon, w działalność której jest bardzo zaangażowany. Na bieżąco ściśle współpracuje ze Stowarzyszeniem w Polsce, z Fundacją chicagowską oraz meksykańską. Pełni odpowiedzialne stanowisko będąc sekretarzem Billa Browna. Obydwaj opracowują i przygotowują materiały do publikacji, m.in. teksty, grafikę, prezentacje, jak również usilnie zabiegają o wydanie zezwolenia na wykopaliska w Egipcie. Również podejmują wysiłki, by pozyskać do współpracy nie tylko stronę japońską, lecz i uznanych archeologów z wielu innych państw, dążąc do tego, aby przyszłe prace wykopaliskowe na Płaskowyżu w Gizie stały się przedsięwzięciem międzynarodowym.