Szamgazie, czy i Ty zgodziłbyś się powiedzieć, co sądzisz na temat Wielkiej Przemiany oraz tego czy ludzkość ziemska jest gotowa?
Ludzkość ziemska nie jest gotowa. Ludzkość usilnie wytycza sobie drogę ku najgorszemu końcowi z możliwych. Ku zagładzie nie tylko swojej, ale i swych bliskich. Nie będę teraz wygłaszał przemówienia o czułości oraz otwartych sercach i umysłach. To raczej mija się z celem. Poza tym i tak już naprawdę wiele Istot Duchowych, Nauczycieli, Gwiezdnych Narodów próbuje was naprowadzić na ten sposób myślenia, który koncentruje się wokół miłości. Moje zadanie jest zupełnie inne, chociaż w gruncie rzeczy ma podobny cel. Moim zadaniem było, jest i jak podejrzewam jeszcze długo będzie ukazywanie wam skutków podążania drogą wyzbytą z tych wszystkich pozytywnych uczuć. Dlatego też to nie będą raczej przyjemne słowa dla tych, dla których te słowa zostały przygotowane.
Ludzkość jest zaślepiona. Ludzkość jest niegotowa. Nieprzygotowana na to, co się może stać. Wy nie rozumiecie, że Wielka Przemiana bez Osłony Faraona nie będzie jedynie drobnym deszczem meteorytów a będzie ogromnym strachem, bólem, cierpieniem. Będzie wielkim trzęsieniem ziemi, będzie falą, która zmiecie wszystko, co spotka na swej drodze. Będzie wiatrem, który będzie dął z taką siłą, że nie będzie w sposób złapać nowego haustu powietrza. Będzie niebem pokrytym ciężkimi chmurami, z których nieustannie będzie padać śmiercionośny grad; deszcz, który będzie trwał przez wiele, wiele dni. To będzie ogień i mróz. To będzie katastrofa na tak olbrzymią skalę, że nie sposób sobie wam nawet tego uzmysłowić. To nie jest jedynie puste ostrzeżenie. Głupcami są ci, którzy myślą, że nasze słowa; słowa Wielkiego Opiekuna Ziemi – Enki, słowa Pana Rozkazu – Enlila, słowa tysięcy, setek tysięcy głosów ze Świata Duchowego, ze Świata Energii są jedynie czczymi pogróżkami byście ruszyli jedynie z miejsca, a tak naprawdę to mijają się one z prawdą. Ha! Jeśli dalej tak chcą myśleć, gdyż jest im wygodniej zasłonić oczy i uszy, to niech i tak będzie. Przekonają się sami. Mam na szczęście okazję to wszystko zobaczyć.
Słowa bezpośrednie, ale nie wydajesz się być jednak wrogiem ziemskiej ludzkości.
Bo i nim nie jestem. A że nie jestem i przyjacielem – to już inna kwestia. Moje zadanie jest w gruncie rzeczy proste – pokazać wam konsekwencje waszych decyzji. A ponieważ niepodjęcie decyzji jest również decyzją, to przekonacie się, jakie konsekwencje niesie ze sobą to „nic”. A to „nic”, wierz mi „niczego” to wam NIE przyniesie. Przyniesie Ziemianom bardzo wiele.
Zawsze zastanawiało mnie, czy Tobie, jako Istocie Duchowej przeszkadzało to, że zrobiono z Ciebie kozła ofiarnego? Czy sprawia Ci to smutek?
Bynajmniej. Moja natura Istoty Duchowej jest trochę innego rodzaju jak ta, którą reprezentuje sobą Enki czy Enlil, chociaż ten drugi i tak jest mniej optymistycznie nastawiony do Misji Ziemia. Niemądrze byłoby twierdzić, że każda Istota Duchowa jest tak sama. O nie! Każdy z nas jest wybitnym indywidualistą i każdy z nas ma inny charakter swej duchowej natury. Tak samo jak i wy na Ziemi. Nie czułem się pokrzywdzony z tego, że mam do wypełnienia taką a nie inną misję. Byłem idealnym kandydatem na to miejsce.
Co się z Tobą stanie kiedy okres oczyszczania Ziemi się skończy? Czy twoja misja nie będzie już potrzebna?
Na to pytanie odpowiem w ten sposób – ja będę potrzebny tak naprawdę, jeszcze przez bardzo, bardzo długi czas. Dlatego też nie wybiegajmy myślą aż tak daleko.
Jakie jest twoje prywatne zdanie Szamgaz? Ludzkość powinna otrzymać zabezpieczenie czy nie?
Słowem, czy uważam, że ludzkość ziemska jest godna otrzymać dalej miejsce na Ziemi? Nie. Ziemianie – Misja Ziemia, nie udała się. Stan ich serc odbiega od tego ideału, który był przeznaczony na samym początku. Oczywiście złożyło się na to wiele i nie jest to coś, co można by było ogarnąć poprzez jeden tylko umysł, ale nie udało się. Tak wyszło – nie udało się. Nawet jeśli ochrona zostanie włączona, upłynie wiele ziemskich lat zanim będziecie bliżsi tego, co rzeczywiście było zamiarem tych co was stworzyli. A raczej udoskonalili, jeśli mamy dbać o ścisłość, gdyż ówcześni Annunaki, do których przecież i ja się zaliczałem (i chyba zaliczam nadal), nie byli waszymi Stwórcami. Stwórca jest Jeden. A Enki i Ninmah oraz reszta ich pomocników udoskonalili istotę już stworzoną, taką, która znajdowała się już na tej drodze ewolucji wytyczonej przez Jahwe do celu, jakim była postać ludzka. Udoskonalili małpę człekokształtną i stworzyli pierwszych ziemskich ludzi. I chyba nie wykażę się niedyskrecją gdy powiem, że znaleźliby się i tacy, którzy żałują tego czynu mimo wielu dobrych chwil, które ten czyn on przyniósł. Taki jednak był zamiar Stwórcy, skoro mimo wszystko do tego doszło. A następstwem tego to test, czy ta powstała wówczas istota jest już gotowa by przedsięwziąć kolejny krok ku prawdziwemu człowieczeństwie. Według mnie – NIE.
Szamgazie mam prośbę. Czy zgodziłbyś się proszę, stworzyć wraz ze mną pewnego rodzaju dialog? Chciałabym porozmawiać z Tobą, zapisać Twoje wypowiedzi i przekazać je dalej. Czy zgodzisz się?
Dobrze, zgadzam się. To bardzo dobry pomysł, szczególnie, że mało który człowiek odważył się na stawianie mi pytań. Podejrzewam, że moje odpowiedzi będą różniły się od tych, które zwykli przekazywać inni Duchowi Przewodnicy. Nie będą ani tak pełne cierpliwości, ani tak łagodne w tonie. Więc jeśli nie będzie to w żaden sposób tobie przeszkadzać, to bardzo chętnie udzielę odpowiedzi na twoje pytania.
Dlaczego miałoby mi to przeszkadzać? W gruncie rzeczy można powiedzieć, że jest swego rodzaju medium uniwersalnym gdyż sama stawiam sobie niekiedy pytanie, który z wariantów przyszłości byłby lepszy. Na początek mam pytanie osobiste; wydajesz mi się być bardzo bliski. Już jako mała dziewczynka byłam zafascynowana Twoja postacią oraz dziwnym podejściem ludzi względem Ciebie. Mieliśmy ze sobą już styczność wcześniej?
Tak, znaliśmy się i to nawet całkiem dobrze. Kiedyś pracowaliśmy nad tym samym projektem, ale to było dawniej. Ta wypowiedź nie ma na celu cofnięcia się w naszą wspólną przeszłość. Ma raczej na celu pstryknięcia tych upartych ślepców, jakimi niekiedy są ludzie. Stworzyli ich na podobieństwo dawnych bogów, na podobieństwo Istot z wysoko rozwiniętej duchowo cywilizacji, ale pod względem zachowania i barbarzyństwa, daleko odbiegają od tego jak nawet w najgorszych momentach zachowywali się ich Stwórcy. I oni byli ludźmi i popełniali ludzkie błędy. Ja również byłem istotą obdarzoną ciałem i ludzkimi słabościami, i często tym słabością ulegałem. Ale to, co się dzieje na Ziemi – to jest coś, czego nie da się inaczej nazwać jak po prostu barbarzyństwem.
A zatem, co spowodowało, że nazwali ciebie „upadłym aniołem”?
Cóż, krótko mówiąc zbuntowałem się. Ale nie w sposób, w jaki chcieliby to ukazać przedstawiciele różnych religii. Prawda jest taka, że kiedy było wydobywane złoto na Ziemi by uratować nibiriańską atmosferę, wielu z moich ludzi, którzy pracowali pod moim dowództwem pokochali istoty, które mieszkały na ówczesnej Ziemi. Pokochali najnormalniej w świecie ziemskie kobiety. A wierz mi, niektóre były naprawdę piękne. W każdym razie ten fakt plus to, że niezbyt nam się podobała sytuacja, iż nie mamy własnego kawałka Planety, spowodował ten „bunt Aniołów”. W gruncie rzeczy, patrząc na to z ludzkiego punktu widzenia ten bunt, nie był niczym innym jak ludzkim odruchem na jakieś (nie ważne teraz; słuszne czy nie) poczucie niesprawiedliwości. To i tylko to było powodem naszego rozruchu. Czuliśmy się pokrzywdzeni przez tych, którzy w jakiś sposób dowodzili wówczas Ziemią. Ale z pewnością nie buntowaliśmy się przeciwko Stwórcy. Ani też nie wypowiedzieliśmy Mu wiecznej wojny o urażoną dumę. To są bajki wyssane z palca.
Czyli nie jesteś w żaden sposób oszpeconym Aniołem, rogatym demonem o nietoperzych skrzydłach, który czyha na słabe dusze ludzkie by wysłać je do ogniem ziejących piekieł, by w ten sposób uzyskać przewagę nad Bogiem. Co sądzisz o takim swoim wizerunku?
Przede wszystkim śmiać mi się chce. Nie jestem ani rogaty, ani skrzydlaty, ani nawet aż taki brzydki. Ten cały straszliwy wizerunek jest jedynie pogróżką dla tych, którzy nie zechcą się słuchać tych, którzy głoszą „jedyną prawdziwą wiarę”. Piekło tak naprawdę nie istnieje, dlatego też nawet nie miałbym gdzie tych wszystkich dusz wysyłać. A jeśli chodzi o walkę aniołów i demonów, to taka walka nie ma po prostu miejsca. Ona po prostu nie istnieje. Ludzie przez wieki wyobrażali sobie Niebiosa oraz ten cały Świat Piekieł, jako dwie armie, które najchętniej wyrżnęłyby się nawzajem by wytłumaczyć swoje własne wojny. A Anioły, które baczą nad twoim dobrym zachowaniem oraz te, których domeną są twoje złe poczynania (to jest bardzo uproszczony podział) mają w gruncie rzeczy jeden i ten sam cel – nauczyć ludzkość miłości. Prawdziwej miłości. A że szczerze mówiąc lepiej to wychodzi, moim zdaniem przez szturchańce jak głaskanie... cóż, tacy są ziemianie.
Czyli rozumiem, że również i utożsamianie Ciebie z całym złem na Ziemi jest błędem?
Oczywiście! To właśnie ten cały problem! Zrobiono ze mnie największego kozła ofiarnego w historii i to tylko dlatego, że nie jestem typem łagodnego nauczyciela. Nie jestem z tego powodu jakoś specjalnie załamany, ale sam ten fakt idealnie ukazuje charakter ludzkich serc. Byle tylko samemu nie czuć się winnym. Byle tylko nie ponosić za coś odpowiedzialności. Bo to przecież nie moja wina, że zostałem skuszony. A ja mówię (a jeśli mamy się trzymać starego obrazu mnie, jako jednego wielkiego kusiciela), kto tu jest tak naprawdę winny? Ten, co kusi, czy ten, który okazał się na tyle slaby i na tyle niemądry; by nie powiedzieć głupi, ale nie chcę, aby na dodatek zarzucano mi brak ogłady, aby tego kusiciela słuchać? To nie moja sprawa, że ludzkie serca, wasze serca wolą podejmować decyzje wygodniejsze jak te słuszne. To akurat moim zmartwieniem nie jest. Ja ze swego zadania się wywiązuję i koniec, kropka.
Powiedz zatem, na czym polega Twoja misja? Jak to wygląda pod względem energetycznym?
Nie otaczam was energią wszechmiłości. Otaczam was energią wszechzwątpienia dając wam wybór pomiędzy jednym a drugim. Ale może inaczej. Tak jak inni podsuwają wam najlepsze wizje, ja podsuwam całą resztę. Pomagam przewidzieć decyzje, które do bardzo szlachetnych nie należą. Oni pokazują wam warianty, ja skutki. Tak mniej więcej, gdyż długo by potrwało zanim bym to wszystko wytłumaczył ludzkim słowem tak, by było dla waszych umysłów zrozumiałe. Poza tym pomagam wam w tworzeniu tego, co pomyślicie, czego się podejmujecie w sobie a co niekiedy nie jest dla was dobre. Czasami zaś, gdy ktoś prosi mnie o radę – udzielam jej swoimi własnymi sposobami. Innym razem zaś, stwarzając wokół niego taką a nie inną energię, towarzysząc mu w takich a nie innych wydarzeniach, pokazuję mu, co się dzieje, gdy postanawia, że będzie się nad sobą tylko i wyłącznie użalał. Gdy wciąż będzie trzymał w sobie strach, ból, nienawiść. Skoro chce się czuć jak ostatni podlec – proszę, niech i tak będzie. Ale gdy właśnie wśród tej energii postanowi zmienić swój los, gdy wybierze radość, miłość, energie wyższe – wówczas odchodzę. Wciąż jednak stoję na straży by przypomnieć mu, z czego dopiero udało mi się uwolnić. Tak właśnie – mniej więcej pracuję. Oczywiście jest to w dużym uproszczeniu, gdyż moja praca jest wielopoziomowa. Ciężko jest istocie cielesnej wytłumaczyć jak działa Istota Duchowa.
Czyli ty nie jesteś negatywną energią a jedynie jej używasz?
Właśnie tak.
Czy moglibyśmy wrócić na moment do religii? Kim są dla Ciebie sataniści; ludzie, którzy uważają się za Twoich wyznawców?
Nie przyznaję się do żadnych z tych ludzi. Nie mam z nimi nic wspólnego. Efekty ich „działań” biorą się z ich wewnętrznej wiary i umiejętności kreowania rzeczywistości, którą posiada każdy. Ja w tym palców nie maczam.
Przejdźmy zatem do innej kwestii. Ludzie. Jaki masz stosunek do ludzi jako takich?
Do ludzi ziemskich, jako takich mam podejście stosunkowo, hm, chłodne, zdystansowane. W głównej mierze, ani mnie to ziębi ani nie grzeje. Grzeje mnie radość z dobrze wykonywanego zadania i ten swego rodzaju szacunek, jaki mają wobec mnie takie Osobistości jak Enki, Enlil i reszta. Ale ludzie wiedzą o mnie zbyt niewiele bym rzeczywiście przejmował się ich pogróżkami i oszczerstwami. Nie znaczy to oczywiście, że was nie lubię. Są bowiem jednostki właśnie wśród ludzi, których darzę sympatią i szacunkiem. Większość jednak idą za swoimi „przywódcami” jak owce na rzeź. Za co miałbym ich szanować? Szczególnie, że oni nawet nie raczą uznać mnie za jednego z Nauczycieli a jedynie pod-istotę, która w swym znieprawieniu jest nawet gorsza od nich samych. Teraz właśnie wyjawiłem moje kolejne zadanie. Można mnie nazwać swego rodzaju Pocieszycielem, bo chociaż nie wiadomo, jaki zdeprawowany byłby dany człowiek, to ma on jeszcze tę świadomość, że Diabeł jest jeszcze gorszy. A to jakaś pociecha. Ośmielę się nawet stwierdzić, że mocniejsze jak to o życiu wiecznym.
Jaki jest według Ciebie sens ludzkiej egzystencji?
Ewolucja. Ewolucja i rozwój w kierunku absolutnej miłości, pokoju i harmonii. To stworzenie światła, w którym człowiek jest już na tyle świadomy, że nie jest potrzebny ktoś taki jak ja.
Co zatem jest najcenniejsze w ludzkim życiu? Jak to znaleźć?
Najcenniejsza jest miłość. A jak ją znaleźć? Nie trzeba. Ona jest wszędzie. Może się wydawać dziwne, że mówię o miłości, ale taka jest prawda. Najcenniejszą, najwspanialszą rzeczą jest miłość!
Co, jako Istocie Duchowej, sprawia Tobie najwięcej radości? A co najwięcej radości dawało Ci, gdy byłeś człowiekiem?
Zadajesz niesamowite pytania. Jeszcze nikt chyba nie zadał mi takiego. Jako Istocie Duchowej najwięcej radości sprawia mi moment, gdy mój podopieczny zaczyna w końcu rozumieć, o co mi tak naprawdę chodzi. To jest ten właśnie magiczny moment. Za taką właśnie chwilę, gotów jestem tutaj siedzieć i dalej wysłuchiwać tysięcy oskarżeń. A jako człowiekowi – sporo tego było. Co jakiś czas się zmieniało: dobry posiłek, szybka jazda czy lot pojazdem latającym, ktoś u mego boku, dobrzy przyjaciele, ciekawe rozmowy, wchody i zachody Słońca, świeże powietrze po nocy spędzonej w pomieszczeniu.
Czy będziesz się jeszcze wcielał?
Na ten moment, nie odpowiem ci na to pytanie.
Co sądzisz o dzisiejszej sytuacji na Ziemi? O polityce, religii oraz o stanie środowiska?
Beznadzieja! Po prostu beznadzieja! To, co się dzieje, to, co wy wyprawiacie z tą Planetą to po prostu horror! Cieszę się, że niedługo położy się temu kres. O polityce mówić nie będę. Mógłbym wyjść na naprawdę wulgarnego Ducha. A nie jest to moim zamiarem. O religii... Ha! Ten męczący ucho brzęk też długo już nie pociągnie. Religie nie będą wam potrzebne. Będziecie czcili Boga poprzez swoje własne wewnętrzne świątynie. Nie będziecie potrzebowali do tego uczonych, którzy mówią wam, co robić i kiedy robić oraz ile za to zapłacić. To się skończy, czy oni tego chcą czy nie. Jeśli zaś chodzi o środowisko – naprawdę rad jestem, że niedługo zacznie być lepiej. Ziemski lament jest okrutnie smutny – rozdziera on serce.
Jak będzie wyglądała Nowa Ziemia?
Co z tego, że odpowiem skoro i tak ważniejsze jest teraz, byście myśleli o tej starej? Nie skupiałbym się na waszym miejscu na przyszłości, której jeszcze nie ma, a na tym, by stworzyć podstawę by ta przyszłość miała w ogóle gdzie zaistnieć. Tak to już z wami jest; zamiast skupiać się na tym, co trzeba zrobić teraz, roztrząsacie to, co się wydarzyło już lub dopiero się wydarzy. Ocknijcie się i weźcie za te sprawy, które leżą was najbliżej a nie te, które są najdalej. Czyńcie zmiany w teraźniejszości. Przyszłość i tak się pojawi, ale tylko ta, którą wybraliście w Teraz. Starczy już dysput na tematy błahe. Czas leniuchy zakasać rękawy!
Co powiedziałbyś na temat Opiekuna Ziemi – Enki oraz Pana Rozkazu – Enlil?
Jeden i drugi to dwie wspaniałe Postacie, których naprawdę się tutaj nie docenia. Dostawałem istnego ludzkiego szału, gdy słyszałem jak ludzie trwonili cenny czas na wytykanie im ich błędów, gdy byli ludźmi. I to nie tylko im, ale wszystkim tym, którzy kiedyś przybyli na Ziemię. Co to za porządki? Sami jesteście tacy doskonali? No to ja wam powiem, a wiem o tym bardzo dobrze, z PIERWSZEJ RĘKI, że nie dorastacie im do pięt. Enki jest dla was, według mnie zbyt łagodny. Kraje się serce jak widzę, jakimi niewdzięcznikami są niektórzy. Tak wiele dla was robi, a tak mało dajecie mu w zamian. Jego Brat nie jest taki cierpliwy. To mogę wam zapewnić. Ale i tak, oboje są niezwykłymi Istotami, które darzą was wciąż ogromną miłością. Mimo że Enlil traci powoli nawet i tę resztę cierpliwości.
A co sądzisz o Projekcie Cheops, o Misji Faraon? Jakie Twoim zdaniem są szanse jej powodzenia?
Szansa i nadzieja jest zawsze. Jest jeszcze trochę czasu i uważam, że jeśli naprawdę się sprężycie, ale wy wszyscy! – to zdążycie bez problemu i stworzycie przyszłość najlepszą z możliwych. Ale trzeba w końcu zacząć działać. Ale działać tak naprawdę a nie jedynie powierzchownie. W końcu ludzie z Projektu nie są w stanie zrobić wszystkiego sami. Radziłbym więc ruszyć wasze szanowne ziemskie ciała i przystąpić do szturmu na te wasze Rady i Komisje. To są tak naprawdę jedynie ledwo jeszcze stojące kruche mury, które runą pod większym naciskiem. Musicie uświadomić sobie, że tak naprawdę to oni nie mają tak naprawdę żadnej władzy nad wami. Oni boją się was w równej mierze jak wy ich. Odważcie się na akt siły jak rzeka występująca z brzegów. Jak huragan. Idźcie naprzód bez wahania. Stawiacie bowiem na szali swoje życie. Musi do was w końcu dotrzeć. Wy nie walczycie o to, by dokonać archeologicznego odkrycia. Wy walczycie o wasze życie. O to, czy przetrwacie. O to, czy będą żyły wasze dzieci, wasi partnerzy, przyjaciele, krewni. O to, czy ten okrutny świat w końcu się skończy. Chociaż skończy się i tak, ale to jeszcze zależy, czy wraz z nim nie znikniecie również i wy.
Dziękuję Tobie, Szamgaz. Czy chciałbyś dodać coś jeszcze?
A po co? I tak nie miałoby to sensu. I tak trąbi się wam naokoło owe „coś jeszcze”. Ja ze swej strony nie mam już nic do dodania.
Zatem dziękuję za tę rozmowę.
I ja ci dziękuję. Powodzenia. Szamgaz.