Oczywiście sami tego również
nie wiemy, czy to właśnie teraz zbliża się ten czas. Nie, nie - nie czas żadnego
tam końca świata, lecz czas rozpoczęcia się takich wydarzeń i takich zmian w naszym
wymiarze, jakich na Ziemi dawno nie mieliśmy, co najmniej w ostatnich
kilkunastu tysiącach lat jej burzliwej historii. A jeśli myślimy, że Duch
Święty wyjawi nam tę tajemnicę, kiedy ma to wszystko się rozpocząć, to jesteśmy
w grubym błędzie, ponieważ to On sam powiedział, że nic z tego, ponieważ żadnych
dat to On nie podaje. Niemniej pozostawił nam ciekawą wskazówkę. A właściwie to
wskazał na trzy rzeczy. Jedna - będzie już tyle nieprawdziwych dat „końca świata”,
że kiedy nadejdzie ten właściwy czas, to już nikt nie da temu wiary. Druga -
Sam Ojciec Niebieski postanowił o położeniu kresu temu wszystkiemu, co obecnie
na Ziemi bez przerwy się wyrabia. To są ostatnie chwile względnego spokoju i
złowrogiej ciszy przed burzą. I jest rzecz trzecia - nasilenie się katastrof naturalnych
aż do takich, po jakich ludzkość nie będzie w stanie się już podnieść, gdyż
będzie to już prawdziwa klęska humanitarna. Opiekun Ziemi uprzedził nas
wyraźnie - jest w przygotowaniu klika takich mocniejszych kataklizmów, jakie
skutecznie i porządnie mają potrząsnąć ludzkością. Tak mocno, żeby w końcu ta
się obudziła ze snu, z tego letargu powodującego tak ogromny marazm myślenia i
w ogóle zabójczy nieżyt umysłu, żeby ostatecznie przeprowadzona kuracja
wstrząsowa (i to porządna kuracja wstrząsowa) była tym razem najskuteczniejszą
ze wszystkich, jakie mieliśmy do tej pory. Igraliśmy z ogniem ignorancji, igraliśmy,
no to żeśmy się doigrali…
.