wtorek, 3 września 2024

Wpis 608. Duchowość

 

Z pewnością każdej osobie znane jest to określenie. Duchowość można rozumieć na wiele różnych sposobów. Dla jednych duchowość oznacza życie bez dóbr materialnych i bytowanie w ubóstwie. Dla innych jest to życie, jakie ktoś wiedzie pod prąd współczesnego świata, a dla jeszcze innych duchowość to utopia, jaka nie ma najmniejszego prawa bytu w otaczającej nas rzeczywistości. 

Mnie duchowość dane jest rozumieć w następujący sposób. Jest to życie zgodne z wyższymi wartościami, wartościami duchowymi.

Nie, sam tego nie wymyśliłem. Po prostu taka myśl przyszła mi do głowy, czyli jest to natchnienie. A ono nie jest wcale niczym nadzwyczajnym, gdyż każda osoba natchnienie odbiera na co dzień i to wielokrotnie. A właściwie cały czas żyjemy natchnieni tylko, że czasem nie zwracamy na nie uwagi albo wręcz zagłuszamy je w sobie. Zagłuszamy ten wewnętrzny głos, zagłuszamy ten nieomylny szósty zmysł, jaki zawsze ma rację, ponieważ jest to głos płynący z samej Wysokości.

Czy w takim razie w tym otaczającym nas świecie, świecie pełnym zła, podstępu, wrogości, przestępczości, głównie zorganizowanej, ogólnego zakłamania i manipulacji, wojen i śmierci jest w ogóle miejsce na duchowość? Odpowiedź może być tylko jedna: jak najbardziej, gdyż im mroczniejsza ta nasza rzeczywistość tym bardziej duch człowieczy łaknie dobra, piękna, miłości i sprawiedliwości. Im głębsza noc i same ciemności tym bardziej potrzeba mocnego światła, by te ciemności rozproszyć.

No, ale kłamstwa, pieniądze, przebiegłość, postawa samolubna, knowania przeciwko innym bardzo ułatwiają codzienne życie, a wtedy jest ono dla takiego kogoś dużo łatwiejsze.

Jeśli nawet, to i tak na krótką metę. Może to i są pewne korzyści, lecz tylko z pozoru. Ktoś może sobie myśleć, że wszystkich przechytrzył, ale nie zdaje sobie sprawy, że krzywdę, jaką wyrządza innym, wyrządza głównie sobie. I nie chodzi tutaj o to, że później, w zaświatach odbierze swoją zapłatę za swe niecne czyny, lecz jeszcze w tym życiu będzie miał za swoje, gdyż jedno z Praw Kosmosu mówi, że to co się wysyła wraca w dwójnasób.

Trzeba być rzeczywiście niespełna rozumu żeby lekceważyć to i wiele innych podobnych złotych zasad, jakie stanowią niezawodny drogowskaz w plątaninie codziennego zamętu spowodowanego ludzkimi „mądrościami”.

Duchowość wcale nie jest w sprzeczności z bogactwem, z dostatnim życiem. Duchowość wcale nie przekreśla tego, żeby mieć dom, samochód czy inne dobra materialne, będące tak pożytecznymi w codziennym życiu jak na przykład telefony czy komputery.

Należy tylko pamiętać co jest najważniejsze w życiu i należy pamiętać o zwykłej ludzkiej uczciwości. Trzeba być porządnym człowiekiem. Trzeba być człowiekiem skromnym i bogobojnym. Pokornym wobec Świata Duchowego i trzeźwo patrzeć na własne ograniczenia.

Osoba uduchowiona nigdy nie będzie sobie przypisywać żadnych osiągnięć. Wie, że dane jej jest zrobić to czy tamto jedynie dzięki pomocy z Wysokości.

Jest takie bardzo mądre polskie przysłowie: „Bez Pana Boga ani do proga”.

Nawet najłatwiejsze zdawałoby się czynności nie są dla nas możliwymi do wykonania, jeśli nie ma na to przyzwolenia oraz pomocy z Wysokości. Same i sami nie jesteśmy w stanie nic zrobić, ale to dosłownie nic.

Nie jesteśmy w stanie zadbać o swoje zdrowie, podejmować właściwe decyzje, znajdować trafne odpowiedzi na trudne pytania, łączyć się na całe życie w świętym związku małżeńskim kobiety i mężczyzny, zdobyć ulubioną pracę i mieszkać we właściwym miejscu na tym świecie, znaleźć to jedyne miejsce dla siebie wśród ludzi, z którymi współżyjemy w harmonii, pokoju, rozumiejąc się wzajemnie i wzajemnie sobie pomagając?

Utopia? Marzenie, które nigdy się nie spełni? Cóż, nie ma co nikogo tutaj na siłę przekonywać. Wystarczy spróbować. Tylko jedno „ale”. Sama ani sam nie jestem w stanie niczego dokonać. A z pomocą z Wysokości wszystko jest możliwe. Tylko jeden warunek. Uczciwe, czyste życie. Życie, w czasie którego kierujemy się główną zasadą: „Najpierw Królestwo Boże i jego sprawiedliwość, a inne rzeczy będą nam dodane”.

Dodane, czyli coś drugorzędnego, dodane, czyli nie najważniejsze, dodatkowe, pomocnicze, bo na pierwszym miejscu zawsze to, co najważniejsze.

Czy to trudne? I tak i nie. Tak trudne jak w to uwierzyć, że to możliwe. Tak trudne jak powiedzieć: „przecież to takie proste!” Tak trudne jak mieć to piękne przekonanie, że przecież dla Boga Ojca wszystko jest możliwe.

Niemniej jednak z naszej strony wymagana jest współpraca i praca nad sobą. Tak, praca nad sobą to chyba ten pierwszy krok na ścieżce duchowości. Dlaczego? Bo wtedy zdajemy sobie sprawę z własnej niedoskonałości i jesteśmy świadomi tej potrzeby, aby to zmienić. Aby zmienić ten stan rzeczy.

No bo jeśli będziemy uważać, że nie muszę pracować nad sobą, gdyż wszystko jest dobrze, no to wtedy już po nas. Przekreślamy wtedy całą potrzebę dążenia do doskonałości. A czy rzeczywiście doskonałość jest nam w ogóle potrzebna w życiu? Po co nam ona?

W sumie to nie chodzi o osiągnięcie doskonałości jak najszybciej, ale o stałe dążenie do niej. Potrzeba dążenia do doskonałości to jak potrzeba miłości, potrzeba bycia kochaną i kochanym. To przeogromna potrzeba dawania miłości innym, choćby całemu światu – ludziom, zwierzętom, Przyrodzie, Ziemi.

Dążenie do doskonałości to jak prawdziwa natura człowieka i jego stałe dążenie do bycia dobrym.

Dążenie do doskonałości to powracanie do źródła człowieczeństwa: czystego, szlachetnego, dobrego, prawdziwego, uczciwego i w wierze samemu Bogu Ojcu.

Tak, wiara polega na tym, że wierzymy Bogu Ojcu, wierzymy w to, co On nam mówi, wierzymy w każde Jego słowo, słuchamy się Jego i Jemu jesteśmy posłuszni.

(Bo wiarą wcale nie jest to, że „wierzymy” w Jego istnienie. Jego istnienie nie podlega najmniejszej wątpliwości. A jeśli ktoś ma te wątpliwości, to może oznaczać tylko jedno, że ma coś nie tak ze swoją głową.)

I nie tylko Jemu posłuszni, bo i Istotom Duchowym, Jego Synom i Córkom, którzy są posłani przez Niego. Wierzymy prorokom, co w Jego Imieniu nas pouczają i wprowadzają z powrotem na dobrą drogę.

Wiara to potrafić myśleć, czyli właściwie postępować. Postępować w światłości, kroczyć w świetle, ponieważ człowiek wierzący nie ma nic do ukrycia. Człowiek wierzący nie wstydzi się swoich czynów. Człowiek wierzący jest czysty jak kryształ w swojej uczciwości. Człowiek wierzący nigdy się nie zawstydzi, gdyż Bóg Ojciec ma o niego staranie.

Duchowość więc i wiara idą ze sobą w parze, a wspiera je odwaga, wspiera je chart ducha i mocno zakorzeniona moralność. Wspiera je wewnętrzna siła i to święte przeświadczenie, że to jest właśnie ta droga, że to jest właśnie ta postawa życiowa.

I dlatego Duchowy Opiekun Ziemi i ludzi Enki tak często daje nam Swojego Brata Enli za przykład. To dlatego Mistrz i Nauczyciel Jezus udowodnił, że takie duchowe życie jest możliwe. Udowodnił to w praktyce a nie w teorii. Połączył Niebo i Ziemię, połączył to, co duchowe z tym, co materialne.

Można powiedzieć, że dał świadectwo również Jedności, Jedności z Bogiem Ojcem. I powiedział, że my również możemy stanowić Jedno z Bogiem Stworzycielem. Dał nam na to niezawodny przepis poparty niezbitymi dowodami swojego świętego postępowania.

A z tego wszystkiego wynika jeszcze jedna niezwykle ważna rzecz. Tylko dzięki rozwojowi duchowemu możliwy jest rozwój materialny, postęp naukowy i cywilizacyjny. Nie ma innej możliwości ani drogi na skróty. Nie ma!

Wynalazki, odkrycia naukowe, odkrycia praw tego świata, w tym fizyki kwantowej, to wszystko dane nam jest z Wysokości.

Pragniemy mieć wolną energię, pragniemy lepiej żyć, pragniemy szczęścia, zdrowia, dobrobytu i pokoju. W porządku, bardzo dobrze, lecz najpierw zajmijmy się sobą, zadbajmy o swój rozwój duchowy, wejdźmy na drogę uczciwości, prawdomówności, dobra i miłości. Zacznijmy się doskonalić w codziennych ćwiczeniach duchowości, zacznijmy się zmieniać na lepsze, pracujmy nad sobą.

Przestańmy dopuszczać się tych wszystkich niegodziwości. Przestańmy kłamać, kraść, działać na szkodę innym i być takimi karłami moralnymi. Zacznijmy wzrastać duchowo, zacznijmy pracować nad sobą, stawać się coraz silniejszym i odważniejszymi, zacznijmy wspierać się wzajemnie.

Okazujmy sobie wzajemnie szacunek i uwagę. Tak, uwagę, bo nigdy nie wiemy, kiedy przez usta innej osoby usłyszymy wskazanie dla siebie, pouczenie. Uważajmy na otoczenie, bo możemy dostawać znaki. Wyostrzmy nasze zmysły, by niczego nie przegapić. Ale spokojnie, bo jak będzie taka potrzeba to dostaniemy taki znak, że trudno go będzie nie zauważyć. A jak będzie taka potrzeba to dostaniemy mocno po głowie, żeby pójść po rozum do głowy.

Wzorem duchowości jest dla nas oczywiście Mistrz i Nauczyciel Jezus. W Świecie Ducha otrzymał misję, zadanie do wykonania na Ziemi. Miał ponieść śmierć na krzyżu. Jak wszyscy doskonale wiemy wywiązał się z niego do samego końca i doskonale.

Tak samo jest z każdą istotą duchową. Każda istota duchowa schodzi na Ziemię z określonym zadaniem do wypełnienia. Przyjmuje określoną lekcję do przerobienia. Sama sobie wybiera jak trudną ma być. Czasem jest to kalectwo, przewlekła choroba, ubóstwo albo tułaczka, lub jeszcze coś innego i równie trudnego.

Jednak w zderzeniu z życiem w materii okazuje się, że wiele istot duchowych, będąc w Świecie Ducha przecenia swe możliwości i bierze na siebie zbyt wielki trud, któremu potem nie jest w stanie sprostać. Zapomina o tym, co postanowił, na co się zdecydował i przekreśla swój wysiłek całego swojego wcielenia, całego życia.

Zapomina o tym, co mówi Biblia, że Bóg Ojciec nie nakłada na nasze barki ciężaru większego niż ten, jaki jesteśmy w stanie unieść. I następne stwierdzenie: Bóg najpierw leczy rany a potem wymierza cios.

Zapominamy i o tym, co jest może najważniejsze, że jesteśmy w Jego ręku – na dobre i na złe. I zapominamy, że podążając ścieżką duchowości cały czas jesteśmy na niej prowadzeni jak dziecko za rękę. Tak, mamy pomoc, tę najlepszą, bo Świata Duchowego.

A skoro przychodzą na nas ból, cierpienie, niedola, zmęczenie, to nigdy ponad miarę, lecz właśnie w takim stopniu, w jakim jesteśmy zdolni i w stanie je znieść. Nigdy nie dostajemy ich za wiele, żebyśmy mieli nie zdołać unieść tego ciężaru.

Na tym właśnie polega zawierzenie Światu Duchowemu: dać się prowadzić, zawierzyć Istotom Duchowym, swoim Przewodnikom Duchowym, zawierzyć i ufać choćby miało się wystawić na niebezpieczeństwo całe swoje życie, stracić zdrowie i cały swój majątek.

Przykład Hioba jest tutaj aż nadto wymowny. I nie ma takiej ofiary jakiej nie można byłoby złożyć w imię miłości do Boga Ojca. Istoty Duchowe czuwają nad nami cały czas i wiedzą doskonale jaką ofiarę możemy złożyć a jakiej nie. Czuwają nad tym, żebyśmy same i sami z tym nie przesadziły i nie przesadzili. Mamy się poddać Światu Duchowemu, podporządkować się Światu Duchowemu w pokorze, w milczeniu, w zrozumieniu, że On wie lepiej i nam pomaga.

Skoro dana rzecz przyszła na nas, to znaczy, że tak miało być, to znaczy, że tego właśnie ty i ja mieliśmy doświadczyć, bo to akurat było nam pisane i nieuniknione. Zrozumienie i pokora, bez szemrania, bez narzekania. A do tego jeszcze cierpliwość. Jeszcze nastaną te piękne dni szczęśliwości, ukojenia, odpocznienia i nagrody. Jeszcze za tego życia doświadczymy uwolnienia od doczesnych udręk życia w materii.

Czy to będzie w dalszym ciągu życie w materii, czy już poza nią, czy to będzie już po jej opuszczeniu to naprawdę nieważne. Liczy się wypełnienie swojego planu wcielenia, swojej reinkarnacji. Liczy się wykonanie do końca swojej pracy, liczy się przerobienie swojej lekcji zgodnie z wcześniejszym postanowieniem podjętym w Świecie Ducha.

Liczy się to, żeby być odpowiedzialnym duchem, duchem poważnym, duchem takim, który nie rzuca słów na wiatr. Jak się do czegoś zobowiązuje, jak się zobowiązuje do przerobienia lekcji jaką sam sobie wybiera to ją wypełnia w najdrobniejszych szczegółach i nie robi z siebie pośmiewiska, bo co innego mówi a co innego robi. Jest duchem poważnym i silnym. Duchem mężnym i odważnym, duchem a nie ciałem, któremu miałby ulec i poddać się jego ograniczeniom.

Wszystko przetrwamy i ukończymy swój bieg zwany życiem ku Chwale Boga Ojca. Amen.