czwartek, 14 stycznia 2021

Wpis 99. 2012 = 2021?

Swego czasu, a był to rok zero dwanaście (012), napięcie wyczekiwania czegoś wielkiego i niespotykanego, bo wręcz na skalę kosmiczną sięgnęła zenitu. Niemal wszyscy spodziewaliśmy się, może nie zaraz końca świata, ale przynajmniej rozsypania się tego zakłamanego systemu, jak przysłowiowego domku z kart. I jakież było wielkie rozczarowanie tłumów, kiedy nie nastąpiły żadne wielkie katastrofy, nie było ogólnoświatowego przerażenia, ani choćby trzech dni ciemności czy samego promienia synchronizującego, wystrzelonego z samego środka naszej Galaktyki. Nasz świat wydawał się być niewzruszonym na najsłynniejszą ze wszystkich przepowiedni, tej pochodzącej z kultury Majów. Pomijając już fakt podobnych zapowiedzi, istniejących wśród rodowitych mieszkańców Ameryki Północnej oraz pozostawionych przez Starożytnych Sumerów, Starożytnych Słowian, czy samych dawnych Egipcjan.

Tak więc pozornie nic się nie stało. Tym bardziej, że nie było też przebiegunowania Ziemi. Zaraz też podniosły się liczne głosy oburzonych ludzi z niemal wszystkich stron Ziemi o nic nie wartym Kalendarzu Majów, a co gorsza, oskarżano wszystkich - kogo się tylko dało, a którzy wcześniej wskazywali na tę datę jako kluczową - o kłamstwo. Nie oszczędzono przy tym Wzniosłych Istot Duchowych, nie pomijając tutaj i samego Boga Ojca. Ludzka przewrotność, zarozumialstwo, pycha, przemądrzałość, brak cierpliwości i zrozumienia, czyli niewiedza i lekceważenie dały tutaj znać o sobie - aż nadto wyraźnie. Jednak czy rzeczywiście nic się wtedy nie wydarzyło i Święty Kalendarz Majów jest do niczego? Czy to możliwe, żeby doszło do tak znacznej i znaczącej pomyłki, bo dotyczącej całego Kosmosu? Czy naprawdę nastąpił tutaj błąd w obliczeniach?

A wielu ludzi, nie mogąc znaleźć odpowiedzi na powyższe pytania, czy też raczej kierując się swoją zarozumiałością, bo oni wiedzą lepiej, utracili wiarę w nadchodzące ogromne przeobrażenia i odpadli, zrezygnowali. Poddali się, co było widać i po samej Misji Faraon. Było wielu, a pozostała garstka. Jednak jak Duchowy Opiekun Ziemi EA często powtarza: „nie ilość, lecz jakość”. A w ogóle: „do Faraona dotrą najlepsi”. Tamci bardzo dużo stracili i nie łatwo będzie im to odzyskać.

Teraz z kolei mówi się, i to całkiem głośno o grudniu tego roku, czyli pojawia się następna data: 21-12-2021. Już nawet twierdzi się z całą stanowczością, że to ta właściwa data, bo wcześniej był błąd. To całkiem podejrzana sprawa, dlaczego tak nagle taka pewność co do dokładności akurat tego czasu?

Kiedyś w telewizji pokazali (to było przed lutym w roku 2018-tym) jak pytano ludzi na ulicy, kiedy będzie koniec świata, jak to nagminnie się wpaja ludziom, że taki w ogóle będzie. Spośród wielu odpowiedzi jedna tylko zasługuje tutaj na przytoczenie na potrzeby tego opracowania:

„Jak wiadomo, kiedy będzie, to go nie będzie, bo wtedy będzie, kiedy nie będzie wiadomo. Dlatego nie wiadomo, kiedy będzie”.

Jeśli mnie pamięć nie myli, to właśnie jakoś tak było to powiedziane. Jednak nie do końca jest tak, że nie wiadomo kiedy będzie. Są przecież wskazówki i znaki na Niebie i Ziemi, jakie są nam dawane. Można powiedzieć: dawane dla wtajemniczonych.

Po pierwsze. Nibiru ma pojawić się na naszym niebie już w tym roku. A razem z jego dotarciem nastąpi wprowadzenie rządu światowego, czyli to ostatnie i największe zniewolenie ludzkości, jak to oni mają w tych swoich planach. Długo nie trzeba nad tym myśleć, żeby dojść do wniosku, że właśnie jesteśmy tego świadkami, świadkami tego ostatniego i najgorszego zniewolenia dzięki wykorzystaniu tej niby zarazy, jaką sobie tamci wymyślili i zrobili. Te same rozwiązania na całym świecie i to w tym samym czasie. Ludziom odbiera się pracę, czyli główne źródło utrzymania, żeby w pełni byli zależni od rządów. (Zależni ci, co przeżyją wstrzykiwanie tej trucizny).

Po drugie: Watykan jest już dawno przygotowany, a kardynałowie „siedzą na walizkach”. Są przygotowani  i tylko czekają na znak do ucieczki. Politycy zaś są wymieniani i tłumnie zastępowani sobowtórami. Zresztą nie tylko oni. A w dodatku teraz ten cyrk w Waszyngtonie ze szturmem na ich Kapitol. Od razu widać, że bardzo im spieszno do wywołania wojny domowej, a Trump i Biden współpracują ze sobą w tym właśnie celu, jak nasza nierozłączna para PO-PIS.

Po trzecie i najważniejsze: Matka Ziemia z Matką Przyrodą dają już ostatnie znaki nadciągającego zagrożenia. Co jakiś czas budzi się następny wulkan a roje trzęsień ziemi stały się już codziennością, co wielu nawet już nie zastanawia. A pojawianie się zapadlisk na całej Ziemi również jest zatajana. Mówi się tylko o tych największych, jak choćby ostatnio o tragedii w Norwegii. Przestano też powiadamiać o głośnych dźwiękach słyszanych w różnych zakątkach Ziemi. To właśnie tak słychać ścierające się ze sobą, napierające na siebie płyty tektoniczne. Taki dźwięk odbija się od atmosfery i wraca na powierzchnię Ziemi, będąc wyraźnie słyszalnym. A meteorów i meteorytów na naszym niebie i spadających co chwila, to już jest prawdziwe zatrzęsienie. Te skały wyprzedzają już samą Nibiru, odrywając się od jej ogona. (Nie mówiąc już o gwałtownych zmianach pogody, zaburzeniach pogody i nagłych skokach temperatury, z następnymi coraz to wyższymi jej wartościami. Po prostu jest coraz cieplej na Ziemi.)

Ale na tym nie koniec. Te katastrofy się nasilą, bo to dopiero początek. Złodziej przychodzi nocą i trzeba czuwać, żeby nie dać się zaskoczyć.

Po czwarte: Księga Objawienia Jana. Chociaż nie ma w niej dokładnej daty, to przecież opisanych w niej wiele wydarzeń pasuje jak ulał do naszej obecnej rzeczywistości. Nie będę tutaj przytaczał cytatów, bo już dawno wyszedłem z wprawy, lecz taki ucisk, jaki jest teraz, to już jest ponad ludzkie siły. (I w dodatku ta wojna szykowana - nie tylko domowa w SZA, lecz i pomiędzy Ukrainą a Polską…)

A wracając do roku 2012-go, to wszystko wskazuje na to, że Świat Duchowy doskonale wiedział, że to jeszcze nie pora i doskonale wiedział, kiedy nastąpi ten Czas. Do takiego wniosku można dojść dlatego, że cały czas jest mowa o ludzkiej pysze, zarozumiałości, o tym, że ludzie uważają się za wszystkowiedzących, bo sami wszystko wiedzą najlepiej. A swoje ego, swoje wyolbrzymione „ja” mają już tak nadęte, że bardziej już nie można tego zrobić. Zawsze innych traktują z góry. Pełni pogardy, lekceważenia i braku szacunku do wszystkich i wszystkiego. Nawet wobec Najwyższych Istot Duchowych. Boga nie mają w sercu i żyją bez Niego, bo im do niczego nie jest potrzebny. Zatracili się w swoim bezwartościowym życiu mając jedynie bożka pieniądza stale przed swoimi oczami i tuż przed nosem, bo dalej ani wzrok, ani rozum już nie sięga.

Ludzka hardość osiągnęła już swój najwyższy poziom. Ich sztywne karki zapomniały co to znaczy ukorzyć się, uznać wyższość innych. Brak sumienia w codziennym postępowaniu i podstawowego zrozumienia istoty rzeczy, wartości duchowych. Pewność siebie zaślepiła już do końca zdrowy rozsądek. Nastąpił teraz czas powszechnej rozwiązłości, obżarstwa, pijaństwa i nie zwracania najmniejszej uwagi na dobre zachowanie, godne życie, jak i wypowiadane słowa. Swawola myśli i postępków, a raczej występków.

Dlatego właśnie, z tych właśnie licznych powodów oraz tak wielu uchybień, a przede wszystkim duchowego lenistwa, ciała rozpasania, braku karności i przyzwoitości myśli musiało dojść do tej nauczki, jakiej pierwszym być może etapem było właśnie wypróbowanie ludzi, co do owego roku zero dwanaście.

I nie jest tak, że wtedy nic się nie stało. Bo właśnie stało się i to coś niezwykle ważnego. Nastąpiło bowiem zamknięcie jednego okresu czasu a otwarcie następnego. Jeden Cykl Kosmiczny się zakończył, dając początek następnemu, w wyniku czego Energia Trzeciego Wymiaru zaczęła być zastępowana Energią Czwartego Wymiaru. Planeta Ziemia zaczęła więc wznosić się na wyższy poziom energetyczny. A kto pozostanie w miejscu i nie będzie robił tego samego, nie będzie pracował nad poprawą swojego własnego poziomu energetycznego, podwyższeniem swoich wibracji, to już po nim. Przepadł z kretesem.

Przeżyją ci, co mają przeżyć i są godni życia na Nowej Ziemi. A kluczem do tego jest pokora, posłuszeństwo, zaufanie, wiara, prawda i miłość.

A co to jest pokora? Chyba takie przypomnienie jest potrzebne, gdyż teraz to naprawdę jest jej jak na lekarstwo.

Za Wikipedią można tutaj podać: Pokora, to cnota moralna, która w ogólnym rozumieniu polega na uznaniu własnej ograniczoności, niewywyższaniu się ponad innych i unikaniu chwalenia się swoimi dokonaniami.

Jak mówi znany holenderski psychiatra, Gerard J. M. van den Aardweg: „Pokora jest warunkiem uzyskania dojrzałości duchowej oraz psychicznej”.

W ujęciu humanistycznym pokora jest bardziej stanem ducha, postawą życiową wyrażającą nasze przekonanie na temat otaczającego nas świata, jak również ogółu istot go zamieszkujących. Może stanowić punkt odniesienia do naszych działań lub przemyśleń. Ale także w rozumieniu psychologicznym dawać oparcie. Jestem pokorny, a zatem uznaję, że wszyscy ludzie są równi i podlegają tym samym prawom. Pokora w sensie filozoficznym jest uznaniem ludzkich ograniczeń; ciała i umysłu. Ale także nadrzędnej roli człowieka w świecie przyrody, nakładającym na niego prawa i obowiązki

A jak mnie dane jest rozumieć tę wartość duchową? Pokora, to uznanie wyższości Świata Duchowego, Istot Duchowych i przekonanie o wyższości ich racji. Pokora to ufanie im, a nie sobie, jak również umiejętność dostrzeżenia swoich niedoskonałości i ciągła praca nad sobą. Pokora to określona postawa w życiu, cechująca się jego wielkim poszanowaniem w każdej postaci, w jakiej występuje i się przejawia. Wiem, że nic nie wiem i wierzę na słowo tym, którzy mnie uczą. Nie jestem nikim wyjątkowym ani szczególnym. Otrzymałem wielki dar istnienia w tym świecie i obcowania z Wyższymi Światami. Pokora to umiejętność uczenia się od innych.

Może w pewnym stopniu powtarzam co zacytowane jest z Wikipedii, lecz tak to rozumiem. A pokora jest kluczem do wielu darów duchowych. Jest ważnym początkiem pracy nad sobą i umożliwia wejście na drogę duchowego rozwoju. Pokora to też umiejętność przyjmowania tego wszystkiego, co każdy dzień niesie ze sobą. To postawa pełnej zgody na każde zdarzenie płynące z Wysokości i bez najmniejszego szemrania przyjmowania wszystkiego z ręki samego Ojca Stworzyciela.

Pokora to wyzbycie się własnych oczekiwań, to zaprzestanie spodziewania się, że własne sprawy i każde inne potoczą się zgodnie z moim oczekiwanie, że wszystko będzie po mojej myśli, że ma być tak, jak ja tego chcę. Pokora to wdzięczność nawet za każdy okruch chleba w czasie głodu i podziękowanie za zdrowie w dniach najgorszej choroby. Pokora nawet w czasie największej niedoli potrafi zawsze być wdzięczną, bo i za każdy grosz, i każdy dzień ciężkiego życia, dając szczęście choćby poprzez najmniejsze radości.

Oprócz tego dzięki pokorze wyzbywamy się wyolbrzymionego, własnego „ja”, własnego ego, a ponadto przestajemy być samolubni, wyzbywamy się samouwielbienia i nabieramy ogłady, uprzejmości wobec innych.

Uczeń nie zabiera głosu przed mistrzem i odpowiada dopiero, jak jest zapytany. W obcowaniu z Istotami Duchowymi nie podważa Ich słów, odnosi się do Nich z najwyższym szacunkiem. Okazuje Im wdzięczność za przekazane nauki i wprowadza je w czyn. Nie stawia się ponad innymi i jest skromny. Zajmuje ostatnie miejsca i nie zabiega o zaszczyty. Ustępuje innym i za wszelką cenę nie przekonuje do swoich racji. Szanuje zdanie i przekonania innych, choć nie musi się z nimi zgadzać. Jest cierpliwy i zawsze łagodny. Opanowany i grzeczny. Zawsze prawdomówny i pełen miłości.

 

*          *          *

Jeśli, Droga Czytelniczko i Drogi Czytelniku, zajrzałaś - zajrzałeś na tę stronę i przeczytałaś - przeczytałeś coś ciekawego albo pożytecznego, to w zamian, w ramach odwdzięczenia się można przekazać darowiznę. Prawo dawania i przyjmowania mówi o hojności działającej w obie strony.