Miałem w tej sprawie nic nie pisać, ale nie dawało nam to
spokoju. Z jednej strony mamy niezmienne i ciągłe wychwalanie bohaterstwa - tak
walczących powstańców jak i mieszkańców stolicy Polski, z drugiej strony zaś
coraz liczniejsze i śmielsze głosy krytyki, glosy przeciwne oficjalnemu wychwalaniu
tego powstańczego zrywu. Od razu zaznaczamy, że dzisiejszy wpis będzie w tym
drugim tonie, więc jeśli ktoś jest odmiennego zdania, to prosimy się zapoznać z
naszym poglądem. Nie staramy się nikogo do niczego przekonywać, lecz zawsze
warto poznać inny punkt widzenia, gdyż być może pozwoli to na pewną zmianę myślenia.
Co do tegorocznych obchodów rocznicy powstania, to doszło do prawdziwego zbezczeszczenia
miejsca uświęconego ofiarami powstańców i mieszkańców Warszawy. Przyleciał taki
jeden zza Oceanu i nakrzyczał coś, co mu napisali na kartce. Popłynął potok
pustych słów, słów brzmiących fałszywą nutą patriotyzmu i łechcących tanie
wzruszenie mas ludzi, co dali się ponieść fali łatwego uniesienia, jak na
jakimś wiecu politycznym, kiedy wszystkim obiecuje się gruszki na wierzbie. Prezydent
obcego kraju, wichrzyciel pierwszego szeregu możnych tego świata, jaki stale
wywołuje niezliczone zatargi międzynarodowe, wszczyna liczne wojny i ciągle
tylko szuka następnych okazji do robienia zamętu, choćby sankcjami
gospodarczymi, a jego wojska okupują teraz Polskę i prowokują naszego sąsiada;
nie ma żadnego prawa głosu w tej sprawie i na tym miejscu. I kto w ogóle go tam
wpuścił? Chyba tylko podobni mu słudzy fałszywego systemu. A po nim przychodzi
następny prezydent i krzyczy na uroczystości, że „Wasza ofiara nie poszła na marne”.
.
Niestety prezydencie Duda, każda ofiara jest zbędna. Od wieków
tylko walczymy i ciągle przegrywamy. A jak wolność nam żeście odebrali, to tak
ciągle jej nie mamy. I nie wystarczy powiedzieć słowo „Ojczyzna”, „Polska”,
żeby wszyscy myśleli, że żyjemy w wolnym kraju. Nie, nie żyjemy i jest jeszcze
gorzej niż przed drugą wojną światową, niż za sanacji. Ale o tym za chwilę.
Najpierw prześledźmy po kolei i na chłodno - bez parujących
patriotyzmem mózgownic - co zyskaliśmy a co straciliśmy dzięki tej walce i
czemu (komu) ona służyła (się przysłużyła).
Po pierwsze, zastanówmy się, w jakim celu wybucha powstanie. To
jasne, żeby pokonać wroga i odzyskać wolność. A zatem ani jeden cel nie został
osiągnięty.
Po drugie, żeby mieć korzyść ze zwycięstwa i dzięki niemu móc dalej
się rozwijać muszą przeżyć ci, co się tym zajmą. W tym przypadku w przeważającej
mierze nie przeżyli sami walczący, a na domiar złego przyczynili się do zagłady
bardzo wielu mieszkańców Warszawy, którzy byli bestialsko mordowani i nikt nie
mógł ich już obronić.
Po trzecie. Po zakończeniu wojny Powstańcy Warszawy wraz z
ludnością cywilną byliby w stanie więcej zdziałać na drodze pokojowej, niż
ginąc w nierównej walce.
Po czwarte. Nie jest naszym zamiarem ani celem ujmowanie honoru
poległym w walce Polakom. Jak najbardziej należy się chwała bohaterom za ich
tak odważną walkę, ponieważ wielu europejskim narodom tej odwagi w ogóle nie starczyło.
Jednak trzeba wyraźnie zaznaczyć, że nie można odmówić bohaterstwa również i
tym, co potem przez całe dziesięciolecia znosili upokorzenia, prześladowania i
panoszenie się swoich wrogów.
Po piąte. Nie daliście im wystarczającego uzbrojenia i z gołymi
rękami wypuściliście do walki. Obecnie również tworzycie oddziały wojskowe
młodych ludzi, którzy karabinami mają dać odpór rakietom i bombom. Tak jak
wtedy to tak i teraz gracie tylko na uczuciach i manipulujecie ludźmi. Nawet w
telewizji pokazaliście urywki filmów dokumentalnych z powstania, które żeście pokolorowali,
a ludzie się nimi zachwycają, że nawet w ten sposób oddajecie cześć poległym. Oddawanie
im czci, zachowanie o nich pamięci nic was nie kosztuje, ale znowu
przygotowujecie następne szeregi naiwnych, żeby bez zastanowienia poszły na
następną waszą wojenkę, jaką od dłuższego czasu zdradziecko przygotowujecie.
Chcecie, żeby młodzi na dźwięk trąbki - tak jak im „trump-ka” zagra - poszli na
rzeź, bo tylko na tym wam zależy.
Łatwiej jest zginąć za Ojczyznę w walce, niż ponosić codzienny i
mozolny trud, trwający kilkadziesiąt lat, utrzymując swoje rodziny przy życiu
ciężką i niewolniczą pracą. Łatwiej jest złożyć swe życie w ofierze na ołtarzu
patriotycznego zrywu zbrojnego, niż zachować to życie, podarować je najbliższym
i o nie dbać ze wszystkich sił.
Następna rzecz. Sami powstańcy mówili, ze już nie mogli
wytrzymać niemieckiej okupacji. Mieli jej dość i dlatego rzucili się do walki.
To w takim razie co mieli powiedzieć mieszkańcy stolicy? Czy oni też nie mieli
dość niewoli? Z pewnością tak, tylko że potrafili to znosić, bo zdawali sobie
sprawę, że samymi pięściami nic nie zwojują. A powstańcy, to przecież dzieci, młodzież,
młodzi ludzie po kilkanaście lat - co oni mogą wiedzieć o cierpliwości i
wytrwałości? Czego takiego doświadczyli, że już nie mogli wytrzymać? Więcej
cierpieli od innych dorosłych ludzi, swych rodziców? Wszyscy dzielili ten sam
los, a ich śmierć wcale go nie poprawiła, lecz o zgrozo znacznie go pogorszyła
i to na następne długie lata.
Zamiast podejmować się nierównej, samobójczej walki trzeba było
siedzieć cicho i czekać na Rosjan. Po ich przeprawieniu się przez Wisłę dopiero
rozpocząć walkę, żeby tamtym łatwiej było przyjść z pomocą. A to, że nie mogli
ich powitać już jako gospodarze to trudno. Tym bardziej nimi nie byli jak zginęli.
A zachowując swe życie zabrać się po wojnie do roboty, ale nie
tej zbrojnej, lecz politycznej. Może i łatwo mi tak pisać, bo jestem mądry po
szkodzie, jak to zwykle każdy Polak, ale puśćmy wodze marzeniom i pogdybajmy
trochę, co by to mogło być, żeby być może w przyszłości uniknąć czegoś podobnego.
Wiadomym jest, że wskutek przegranej walki powstańczej doszło do
ujawnienia całego podziemia AK. I kiedy NKWD rozpoczęło prześladowania, to
miało bardzo ułatwione zadanie z dokończeniem mordu rozpoczętego przez ich
sojusznika z pierwszych miesięcy wojny. A potem to już wszyscy wiemy co się
działo. Stalinizm, zamordyzm, ciągłe prześladowania, aresztowania, zbrodnie i
dalsze ofiary.
Czy można było uniknąć tego wszystkiego, gdyby nie Powstanie
Warszawskie? Być może nie, lecz z całą pewnością wszyscy ci młodzi ludzie,
którzy tak licznie polegli, mieliby większą szansę, większe prawdopodobieństwo przeżycia.
I bardzo byście się przydali po wojnie, naprawdę bardzo. Może to
właśnie Wy potrafilibyście skutecznie głosować w wyborach po zakończeniu wojny
i nie dopuścić do ich sfałszowania. Może to właśnie dzięki wam zamiast „trzy razy
tak”, byłoby „Trzy Razy Nie”. Może to akurat dzięki wam Naród Polski właśnie
wtedy potrafiłby coś zrozumieć i jeszcze bardziej się zjednoczyć przeciw tej zdradzie.
Mogliście być przywódcami Polaków i poprowadzić ich inną, niezależną drogą.
A gdyby nawet tak się nie stało, to w latach pięćdziesiątych
była jeszcze jedna wyśmienita okazja, kiedy to przez cały kraj przetoczyła się
fala strajków. Została jednak stłumiona w bezwzględnym sposób. Pozbawiano pracy
wszystkich biorących w nich udział. I wtedy właśnie niewiele brakowało do odniesienia
zwycięstwa przez polskie społeczeństwo. Wystarczyło by więcej wytrwałości i
system komunistyczny by tego nie wytrzymał. Zabrakło siły ducha w narodzie,
którą Wy mogliście mu dać. Należało postąpić na wzór przeprowadzonego w RPA
biernego oporu. W odpowiedzi władze tamtego kraju dokonywały bardzo licznych
aresztowań przeciwstawiających się jej robotników. Jednak ci nie zaprzestali
swych strajków. Aresztowań było coraz więcej, a pomimo tego Mohandas Karamchand
Gandhi wytrwale prowadził dalej ten sprzeciw, którym cały czas kierował.
I stał się cud. Władze RPA zwolniły wszystkich uwięzionych
robotników, gdyż… nie było komu pracować! Najpierw niemal wszystkich pozbawili
wolności, a potem zdali sobie sprawę, że obróciło się to przeciwko nim. (O tym
już pisaliśmy). Bierny opór zwyciężył i nie trzeba było zaraz walczyć. To my Polacy
jak napotykamy jakąś trudność, albo pojawia się jakiś sprzeciw, to pierwszą
rzeczą jaka przychodzi nam do głowy, to chwytać za szabelki, sięgać po karabiny
i na ślepo rzucać się do walki. Zamiast pójść po rozum do głowy, zamiast
najpierw trochę pomyśleć i wykazać się sprytem dla przechytrzenia przeciwnika,
to takie zachowania uznajemy za tchórzostwo albo niegodne patrioty. Nam nie
trzeba dać się zabić i ginąć z byle powodu, lecz wskazane jest nam przetrwać,
żyć i zmieniać ten świat na lepszy. Trzeba umieć rozpoznać czas.
Dlatego czasem warto przeczekać i w pokorze znosić
prześladowania, żeby potem zwyciężyć. W związku z tym, gdyby wtedy Polakom
udało się wytrzymać i nie dać się złamać, lecz dalej strajkować, nie walczyć -
prowadzić bierny opór choćby kosztem wyrzucenia z pracy wszystkich robotników
pokolenia lat pięćdziesiątych, to wtedy kto wie, jak szybko doszłoby do
załamania władzy i takiego zwycięstwa odniesionymi nad nimi, że być może doszłoby
do uzyskania większej swobody politycznej i gospodarczej, niż dzięki tym
wszystkim niepotrzebnym bitwom prowadzonym przez Żołnierzy Niezłomnych.
Widocznie nie wynieśli żadnej nauki z klęski Powstania Warszawskiego i nie
zastanowili się, że nawet „nec Herkules contra plures” - i Herkules nie pomoże
kiedy ludzi (wrogów) całe morze. Nie zawsze, a właściwie najczęściej brutalna
siła nic już nie wskóra.
Zamiast więc otwartej i bezpośredniej walki warto uciec się do
wybiegu lub biernego oporu. Takiego, w którym cały naród wiernie bierze w nim udział.
A po zwycięstwie brać się za zmiany, tym chętniej, że przeprowadzane dla
siebie, dla własnej korzyści, bo jak najbardziej zasłużone. I właśnie wtedy tak
bardzo byście się przydali - wszyscy Wy, co niepotrzebnie żeście odeszli - jako
politycy, jako nauczyciele, inżynierowie, lekarze i zwykli uczciwi ludzie,
którzy swoim codziennym życiem i swoją uczciwą pracą byliby w stanie zmieniać
polską rzeczywistość na dużo lepszy los wszystkich Polaków.
Może to właśnie dzięki Wam, biorąc za wzór Rotmistrza Witolda Pileckiego
udałoby się zawierać korzystne umowy gospodarcze między Polską i Rosjanami. To
może dzięki Wam - dzięki Twojej twórczości Krzysztofie Kamilu Baczyński, poruszyłbyś
serca naszych rodaków i obudził ich sumienie. I wreszcie to może akurat wszyscy
Wy, Kochani Powstańcy bylibyście tym moralnym wzorem dla całego polskiego
społeczeństwa, żeby nie wpaść w sidła korupcji, nie dać się sponiewierać tonąc
w alkoholizmie, ani nie dać się tak łatwo omamić politykom, którzy sprzedali
Naszą Umiłowaną Ojczyznę (jak to uczynili także obecnie), za którą wy
oddaliście po prostu życie, ten największy i najświętszy skarb, jaki tylko
człowiek może mieć na tej Ziemi…
Tak, nasi wrogowie bardzo dobrze zdawali sobie sprawę z tego, że
z Wami to tak łatwo po wojnie im nie pójdzie. To dlatego wymordowali
najpiękniejszy kwiat Polski. Najbardziej wartościowi giną pierwsi.
I z całego serca przepraszam za poniższe słowa, ale słowa
prawdziwe. Wasza wielka ofiara życia, zdrowia i cierpienia poszła jednak na
marne w tym znaczeniu, że Polska wolnym krajem to w dalszym ciągu nie jest!
Jedyny pożytek z waszej wielkiej ofiary, to szerokie otwarcie oczu ze zdziwienia
współczesnych, otwarcie ich umysłów, by dojrzeć i zrozumieć to całe zakłamanie
wokół nas.
Swego czasu była sobie taka jedna premier Anglii. „Diabli” ją nadali
i dali jej przydomek „Żelazna” - żadna tam „dama”. Taka zwykła baba. Ale
któregoś dnia powiedziała coś, co dało nam do myślenia. Chyba powiedziała za
dużo, lecz było za późno, żeby to cofnąć i usunąć. Wyznała, że wolnym krajem
jest taki, co ma swój przemysł. Może nie do końca można się z tym zgodzić, ale
trzeba też przyznać, że wiele w tym racji.
W latach powojennych, aż do lat osiemdziesiątych rzeczywiście
Polska miała swój przemysł. I chociaż Związek Radziecki nas okradał jak chciał
(i nie tylko nas), to w każdej dziedzinie rozwijała się produkcja. Mieliśmy
więc przemysł wydobywczy, przemysł przetwórczy, przemysł motoryzacyjny,
lotniczy, rolniczy, stoczniowy, wojskowy, budowlany, energetyczny, a zwłaszcza ogromną
produkcję żywności. Oczywiście nie można pominąć sztuki - prężna wytwórnia
filmów dokumentalnych i fabularnych, wirtuozi muzyki klasycznej, rozrywkowej
jazzowej, orkiestry smyczkowe, zespoły pieśni i tańca znane na całym świecie, w
tym i dziecięce grupy taneczno-wokalne. (Jeśli coś pominąłem, to przepraszam).
Dzięki tej całej gospodarce nie trudno sobie uzmysłowić jak wiele mieliśmy
miejsc pracy.
Tak, wiemy, zaraz będą głosy sprzeciwu i same zarzuty, że
polskie społeczeństwo było biedne i nie było żadnej własności prywatnej. To
prawda, ale nie całkiem. Ludziom żyło się łatwiej, nie harowali tak jak teraz.
No właśnie, to teraz mamy tę własność prywatną i co? jest tak wspaniale?
Pod wieloma względami jest o wiele, o wiele gorzej. To nie
znaczy, że zaraz będzie „komuno wróć”. Nie o to chodzi, ale teraz to praktycznie
nie mamy żadnego przemysłu. A że politycy coś tam bełkoczą o odzyskiwaniu
banków, bo znowu trafiają w „polskie” ręce, że odbudowują „polski” przemysł, to
jest tylko mydleniem oczu. Jak mówią o polskich rękach, to z nazwy jak najbardziej,
ale to nie są żadni polscy właściciele, jak polskim ów rząd również nie jest.
To, że tak mówią i mówią po polsku o niczym jeszcze nie świadczy, a nawet jest
bardzo wymowne.
Odbudowują przemysł - śmiechu warte. Takie kosmetyczne zabiegi
to niewinne bajeczki. A gdzie przemysł ciężki, placówki naukowe i wdrażanie
polskich wynalazków? Co się stało z całym przemysłem motoryzacyjnym? Niby
jesteśmy wolni od roku 1989-go, a do tej pory nie potrafimy stanąć na nogi, a
nawet jest jeszcze gorzej, bo jakieś żołdackie włóczęgi zza Oceanu rozlazły się
po Polsce, przywiozły swój złom i wspólnie z naszymi wrogami, przeciwko którymi
żeśmy walczyli w czasie ostatniej wojny „strzegą naszych granic i bronią przed
Rosją”…
No to teraz słuchajcie wy, możni tego świata: bronić nas,
chronić i opiekować się nami to łaskawie mogą tylko i wyłącznie istoty Duchowe,
które już wielokrotnie nas ratowały z waszych wstrętnych łap, jakie ciągle nam
zaciskacie na szyi. Każda szanująca się Słowianka i każdy szanujący się
Słowianin najpierw Opatrzności oddaje się w opiekę i najpierw Swoich Duchowych
Opiekunów, Patronów pokornie prosi o pomoc. Każda szanująca się Słowianka i
każdy szanujący się Słowianin bardzo dobrze potrafi obejść się bez was i bez
tych waszych „dobrodziejstw”, jakimi nas obdarzyliście w tej swojej kłamliwej,
wyrachowanej i zdradliwej hojności.
W latach mojego dzieciństwa, zazdroszcząc krajom Europy
zachodniej ich gospodarczego dobrobytu, przedrzeźnialiśmy środki masowego
przekazu, które wyrażały się o nich pogardliwie mówiąc - „zgniły zachód”. Wśród
rówieśników, a także w rozmowach ze starszymi kolegami opowieściom o wspaniałych
produktach z zachodu nie było końca. (To wtedy tak myśleliśmy, że wspaniałe). I
zawsze na koniec wychwalania tego, co pochodziło z zachodu mówiliśmy - „ale
zgniły zachód” żałując, że w Polsce tego nie było.
Teraz jednak coraz częściej dochodzimy do wniosku, że to jednak
jest zgniły zachód i to dosłownie zgniły. I wyraźnie widać, jak ta zgnilizna
rozlazła się po całym kraju i to nie tylko po naszym. Tak zwana moda z zachodu
jest bezmyślnie przyjmowana przez społeczeństwa wielu państw, Wystarczy, że środki
masowego przekazu okrzykną, że coś jest modne i od razu całe rzesze ludzi
wyznaje daną modę, choćby była najgłupszą i najbardziej niedorzeczną. Podobnie
ta ich poprawność polityczna, zakazująca mieć odmienne zdanie i całkowita
demoralizacja przejawiająca się koniecznością przyznania pełnych praw
mniejszościom społecznym, głownie tym o odmiennych (zwyrodniałych)
zachowaniach.
No i oczywiście ich „moda” trafiła też do Polski, a zgniły
zachód przy okazji zalał nasz rynek (i nie tylko nasz) chociażby rzeką
wszelkich plastikowych opakowań, głównie żywności i napojów, które teraz milionami
ton spływają do oceanów, trując ile wlezie. Moda z zachodu, to także kartonowe
opakowania żywności płynnej i nie tylko płynnej. Tylko że w tej żywności to najwięcej
jest aluminium. Ich producenci tłumaczą się, że aluminium chroni żywność przed
światłem, więc zachowuje ich wartości odżywcze, witaminy. Tylko że już nie
tłumaczą, dlaczego ta folia aluminiowa musi być akurat od wewnątrz opakowania i
koniecznie musi mieć styczność z żywnością.
Czyżby żaden technolog im nie powiedział, że aluminium bardzo
łatwo przedostaje się do żywności, zwłaszcza gdy ta jest gorąca? Przecież
żywność zawsze ma wysoką temperaturę w chwili pakowana do takich pudełek,
ponieważ wcześniej poddawana jest obróbce cieplnej, czyli pasteryzowana w wymiennikach
ciepła, w których osiąga temperaturę prawie stu stopni Celsjusza. I tak dzieje
się z mlekiem, sokami, sosami i tym wszystkim, co tam się tylko leje w to aluminium.
A nie inaczej ma się sprawa z samymi aluminiowymi puszkami oraz
oczywiście z opakowaniami z plastiku. W tym drugim przypadku wydziela się tyle benzenu,
że ho, ho. Benzen to takie chemiczne świństwo, co przyczynia się do powstawania
nowotworu. A jak za komuny, a raczej w latach mojego dzieciństwa mieliśmy
szklane butelki, to wzdychaliśmy za zachodem i ich tak „nowoczesnymi” butelkami
z plastiku, opakowanym w pudełka mlekiem, śmietaną i w ogóle za coca-colą, i
tyloma innymi „dobrodziejstwami”.
No i żeśmy się doczekali - nawet w nadmiarze, ponieważ to tyko
jedna z wielu kwestii, jakie pojawiły się dzięki zachodowi. Nastąpiło
rozpasanie moralne, a właściwie wystąpił jego brak. Frywolne kolorowe
czasopisma były dostępne w każdym kiosku. Szalejąca prywatyzacja wyprzedawała
polski majątek narodowy. Rosło bezrobocie i przestępczość. Do partii
politycznych, rządu w Polsce przeniknęło wielu funkcjonariuszy obcych wywiadów,
umieszczających swoich sługusów na najwyższych stanowiskach państwowych.
Masoneria rosła w siłę a ludziom żyło się coraz gorzej. Nieliczni tylko
dorabiali się (kradli) na dużą skalę. Żądza pieniądza stawała się coraz
silniejszą i coraz bardziej doskwierał brak mamony. Ludzie stali się sobie
wrodzy i upadł duch w narodzie.
Pozostały tylko świece dymne dla upamiętnienia Bohaterów. Wystarczy,
że wylegniemy na ulice ze sztandarami, przebiegniemy się kilka kilometrów, pośpiewamy
powstańcze piosenki, weźmiemy udział w kilku spędach, prezydent przypnie kilka
blaszek, zawyjemy syrenami o godzinie siedemnastej i koniec pieśni. Może
jeszcze zaczniemy pić herbatkę równiutko o piątej po południu, bo bardziej
urabiają nas na obcą modłę, byśmy Polakami już całkiem być przestali. W sumie
to i językiem polskim, to już prawie nie władamy a raczej bełkoczemy coś na
modłę angolo-amerykańską. Oddaliśmy cześć poległym i spełniliśmy swój „wielki
patriotyczny obowiązek”. Teraz możemy już wracać do swojego codziennego i
uśpionego życia, gapiąc się bezmyślnie w telewizor i słuchając bzdur polityków.
A tak, i jeszcze opychając się aluminium, benzenem i polipropylenem.
Do tego faszerując się najróżniejszymi „lekarstwami” i to garściami łykając
kolorowe tabletki. Jednocześnie wypalamy sobie mózg tabletami i telefonami. Nie
zapominamy też o zabójczych kosmetykach, szczególnie latem, bo tym bardziej
trzeba ładnie wyglądać. A swoje pociechy mamy mordują filtrami słonecznymi,
smarując je w swej nieświadomości olejkami rakotwórczymi. Nie dość, że takie smarowidła
same w sobie zawierają chemiczne związku wywołujące nowotwór, to w dodatku te
filtry w ogóle nie spełniają swojej roli. Przepuszczają szkodliwe promienie
Słońca UV. A w związku z tym powinszowania - brawo, czysty zysk - dwa w jednym
- filtry przeciwsłoneczne same szkodzą i przepuszczają to, przed czym powinny
chronić!
Tylko żeby zrozumieć jak na każdym kroku nas okłamują, i aby
zrozumieć wiele innych rzeczy, to trzeba mieć trochę rozumu w głowie i trzeba
trochę myśleć, nieco poczytać i zastanowić nad sobą i nad tym światem. Trzeba
też umieć patrzeć ze zrozumieniem na historię własnego narodu, tak jak trzeba czytać
ze zrozumieniem z jej chlubnych kart, a także i z tych niezbyt szczytnych, nie
przynoszących zbytniej chwały. To właśnie głównie z nich płynie dla nas ta
bardzo boląca lekcja na czas obecny. To na tych porażkach uczmy się ich unikać.
To z wielu niepowodzeń wyciągajmy wszelkie dobre wnioski, bo nic innego już nam
nie pozostało.
Straciliśmy naszych Wielkich Bohaterów, straciliśmy
najpiękniejszy kwiat córek i synów Polskiego Narodu, więc oni niczego już nas
nie nauczą. Nie ma ich wśród nas i nic nam nie przekażą. Uczmy się więc sami na
tyle, na ile możemy, bo oni nam w tym już nie pomogą. Odeszli na zawsze i na
zawsze zamilkli. A co by nam teraz powiedzieli, gdyby tylko mogli? Może by stwierdzili
jedynie:
Wcale nie
chodzi o to, żeby walczyć zbrojnie, lecz o to, żeby odnosić zwycięstwo w wewnętrznej
walce dobra nad złem.
Przyszłość narodu zdobywa się
potem - nie krwią!
Cyprian
Kamil Norwid