W jednej z sesji swoich
przekazów myślowych Duchowy Opiekun Ziemi EA powiedział o kajdanach,
zakładanych nam przez religię. Przy innej okazji powiedział o podążaniu duchową
ścieżką przez życie. A duchowa ścieżka to same przeciwności tego świata i
całkiem niebezpieczna droga. Oprócz tego wyboista, stroma, wąska i usiana
kolcami. Jednym słowem nic przyjemnego, lecz tylko w tym materialnym
postrzeganiu naszego życia. W jego duchowym wymiarze zaś wygląda ono już
znacznie lepiej i to o niebo lepiej. Chodzi o to, żeby odważyć się kroczyć
drogą wiary, odważyć się stąpać po bardzo kruchym lodzie albo też chodzić po samej
wodzie, chodzić po tafli wody, co jest wręcz chodzeniem po cienkim a zarazem po
bardzo mocnym podłożu. Woda w Biblii symbolizuje wiarę, więc kiedy Mistrz Jezus
szedł po wodzie i nie tonął, oznacza to, że Jego wiara jest niezachwianą i tak
silną, jakiej żadne przeciwności pokonać w żaden sposób nie mogą. Niezłomna
wiara to nie jakaś skrajnie religijna postawa. Prawdziwa wiara, to nie jakieś
ślepe zapatrzenie w taki czy inny Kościół, takie czy inne wyznanie. Prawdziwa
wiara to nierozerwalne i stałe połączenie ze Źródłem Życia, to nierozerwalna Jedność
każdej Cząsteczki Energii z Energią Najwyższą, z samym Stwórcą Wszechrzeczy.
Skoro Pan Bóg jest Wszechmogący, to i my dzięki Niemu wielu niebywałych rzeczy
dokonać przecież możemy. I nadejdzie taki czas, kiedy tak się stanie.
.
A teraz największa herezja
dla całego stanu kapłańskiego i wszystkich Kościołów wszystkich wyznań, jakie
sobie tutaj powymyślali i poustanawiali. NIE JESTEŚCIE NAM DO NICZEGO POTRZEBNI!
Właśnie! Jesteście zupełnie zbędni i tylko nam przeszkadzacie. W czym? No to
uważnie słuchajcie. Odpowiedź jest bardzo prosta - przeszkadzacie nam w
nawiązaniu i utrzymywaniu bezpośredniej łączności, jedności z naszym Jedynym
Stwórcą Niebieskim. Przeszkadzacie nam w naszej przynależności do naszego Ojca
Niebieskiego, przynależności pełnej, wolnej i opartej na najwspanialszej miłości.
Takiej przynależności, jaka tylko między Ojcem a Jego dziećmi powstać może
wskutek Jego wyjątkowej troski i największego starania, jakie ma o wszystkie
Swoje Dzieci.
Tylko że wy, „wielcy” i
„możni” kapłani tego świata, uczyniliście wszystko, żeby tej prawdzie, jak i
wielu innym wspaniałym prawdom wiary zaprzeczyć i je zniszczyć. Wspólnie z
innymi łotrami waszego pokroju uczyniliście nam piekło na Ziemi. Dołożyliście
wszelkich i nikczemnych starań do całkowitego zniewolenia i uzależnienia nas
właśnie od was. Wszystkie nauki, tak genialne w swojej prostocie, uczyniliście
najbardziej zagmatwanymi, najbardziej nieprzystępnymi z wszystkich ludzkich
wymysłów, jakich teraz nigdzie nie brakuje w tym zawiłym świecie, bo i on był
zbyt prosty, żebyście mogli pozostawić go w spokoju i nie uczynić z niego na
tyle trudnym miejscem, żeby się w nim odechciało zwyczajnie żyć. I tak jak
ograniczacie nasze możliwości, to tak samo ograniczacie nasze umysły.
Wszyscy jesteście siebie
warci i tak na dobrą sprawę, to nie ma między wami żadnej różnicy. Czy to
właśnie kapłani, politycy, wojskowi, naukowcy, artyści lub inni magicy tej
fałszywej rzeczywistości - to wszyscy jesteście tacy sami. Służycie ułudzie
tego świata i jesteście niewolnikami bogów spod ciemnej gwiazdy. A swoje dusze zaprzedaliście
(nie jakiemuś zmyślonemu diabełkowi, lecz) bogactwu, sławie i władzy. Zamiast
nieść światło poznania wolicie rozsnuwać mroki niewiedzy. Zamiast pracować na
rzecz poprawy życia, to wy musicie robić wszystko przeciwko niemu. Waszym
bożkiem jest i pieniądz, i zniszczenie. Nie potraficie znieść myśli o ludziach,
co się wam nie podporządkowują i nie przyjmują waszych wstrętnych reguł gry.
Czujecie odrazę do dobra i ludzkiej jedności, godności, do ludzkiego
współczucia i współdziałania dla dobrej sprawy. Zwalczacie każdy i najmniejszy
przejaw prawdziwej wiary i dążenia do wyraźnej poprawy warunków bytowania ogółu
mieszkańców tej Planety.
Już myśleliście o swoim
zwycięstwie i o całkowitym zawładnięciu ludzkością, a okazuje się, że wśród
niej jest coraz więcej przebudzonych, więcej rozumiejących, właśnie tych, co
tak naiwnie już nie wierzą w każde wasze kłamstwo i wszystkie wasze brednie.
Możecie zwijać swoje manatki i wynoście się stąd. Idźcie sobie tam, gdzie wasze
miejsce. Tam, gdzie będziecie mieli warunki godne swoich niskich pobudek i
niskich, prymitywnych zachowań. Życzymy wam powodzenia na nowej drodze
wcielenia. Skorzystajcie z tej ostatniej szansy, bo żadnej następnej to już nie
będzie.
A teraz kilka słów w naszą
stronę, gdyż nie ma tak dobrze, żeby i nas pominęło to, co się nam należy. A
należy się nam… Nie, nie nagana, ale niech to będzie lepiej zimny prysznic dla
naszego całkowitego obudzenia się z tego koszmarnego snu, w jaki zapadliśmy
wskutek umysłowego zmęczenia i braku czujności. Tak, dałyśmy się i daliśmy
zwieść, a do tego poszłyśmy i poszliśmy na łatwiznę, całkowicie polegając na
wilkach w owczej skórze. A oni w najlepsze nas oszukują, rujnują i wykorzystują,
a co najgorsze - uśmiercają nasze niewinne dusze, brudząc je wszelkimi wstrętnymi
i ohydnymi zabobonami i zbrodniami, jakich bez przerwy się dopuszczają.
Ale nie szkodzi. Kto na
zatracenie, to na zatracenie, a kto do życia, to niech się bierze do porządnej
pracy nad sobą. A jest jej całkiem sporo. W naszym przypadku, to znaczy mojej
żony i moim, zostaliśmy pouczeni, abyśmy żyli tak, jakbyśmy nie mieli ciała.
Trochę nas to zaskoczyło, lecz w miarę upływu czasu i pokonywania następnych
prób wiedzieliśmy już co to oznacza. Pominiemy tutaj drobiazgowe wyjaśnienia,
jakie znaczenie mają te słowa. W każdym razie bywało bardzo ciężko, ponieważ
żyć według ducha a nie ciała, to w tych fizycznych warunkach bytowania nastręczało
czasem sporych trudności. I trzeba cały czas pamiętać, że jesteśmy przecież duszą,
a nie żadnym ciałem.
Następna sprawa. Istota
Duchowa powiedziała nam o potrzebie okazania pokory, posłuszeństwa i zaufania.
W pierwszym odczuciu wydawało się to nam dziecinne proste. Ale to było tylko
niewinne wrażenie. W praktyce oznaczało bowiem podjęcie takiego ryzyka, jakie
na swej szali domaga się złożenia największego dowodu zaufania, czyli życia. I
w sumie była to sprawa życia i śmierci. A to nie tylko życia naszego, lecz i
naszych dzieci. Chodzi o to, że klika razy cierpieliśmy głód i to po kilka dni
z rzędu. Mniejsza o nas, ale patrzeć na własne dzieci jak cierpią, to nie jest
żadna przyjemność.
Straciliśmy też wszystkie
pieniądze i praktycznie zostaliśmy pozbawieni środków do życia. Było to tym
bardziej bolesne, bo wcześniej mieliśmy okazały dom, dobrą pracę i nawet dwa
samochody. Wydawało się nam, że oto już wychodzimy na prostą, że oto nadchodzą
dla nas lata powodzenia, zamożności i beztroski o codzienny byt. Niestety,
akurat wszystko się zmieniło i było zupełnie odwrotnie. Nie dość, że po
sprzedaży domu i dwóch samochodów straciliśmy wszystkie pieniądze, to w dodatku
popadliśmy w spore długi. A od roku 2008-go nie pracujemy zawodowo, z wyjątkiem
krótkiego czasu, kiedy moja żona dwa razy podjęła pracę w dwóch różnych fabrykach,
a mnie dane było pracować w fabryczce palet drewnianych.
Niemniej korzystaliśmy z
każdej nadarzającej się okazji i wykonywaliśmy każdą dorywczą pracę, jaka tylko
się pojawiała na horyzoncie codziennego klepania biedy. Doświadczyliśmy też pomocy
niektórych błogosławionych osób, a przede wszystkim wspaniałych Istot
Duchowych, na których zawsze, ale to zawsze można polegać. Oczywiście z
własnego wyboru to na biedę żeśmy wcale się nie decydowali. Natomiast
przekazano nam, abyśmy się dali nieść nurtowi życia i z pokorą przyjmować
wszystko to, co nam przyniesie każdy dzień. A skoro tak, to wyznawaliśmy zasadą
nie podejmowania żadnych własnych działań, czyli całkowicie wyzbyliśmy się własnej
inicjatywy.
Czy słusznie? W naszym
przekonaniu tak, ponieważ w nie tak dalekiej przeszłości wszystkie nasze
wysiłki poniesione w celu znalezienia pracy, okazały się zbędne i nieskuteczne.
Znaleźliśmy się jakby na drodze jednokierunkowej, na której nie ma żadnej
możliwości, aby zmienić kierunek lub ją opuścić. Nie mieliśmy więc innego
wyjścia, jak dalej wytrwale nią podążać, co bardzo często - jak nam się to
wydawało - jest ponad nasze siły. Jednak wszystko to nie było ponad nasze siły,
ponieważ Pan Bóg nie nakłada na barki takiego ciężaru, jakiego nie bylibyśmy w
stanie unieść. Tak samo, jak Pan Bóg najpierw leczy rany, a potem zadaje cios.
Widocznie zasłużyliśmy sobie na ten cios, gdyż bardzo dotkliwie go odczuliśmy,
lecz od razu zapewniamy, że wszystko dobrze się skończyło.
Postanowiliśmy tylko,
pospiesznie i solennie własną poprawę, żeby już nie doświadczać podobnej
nauczki. I jak postanowiliśmy, to cały czas staramy się tak postępować.
Niekiedy nie udaje się nam właściwie zrozumieć określonych podpowiedzi czy
dawanych nam wskazówek, znaków, jednak słowa stale dźwięczące nam w umysłach,
żeby postępować według ducha a nie ciała, są wtedy naszym drogowskazem. I
oczywiście stale pamiętamy o pokorze, posłuszeństwie i zaufaniu. Słowa te
rzeczywiście nabrały ogromnej głębi i takiego znaczenia, o jakim dopiero się przekonaliśmy,
gdy przeszliśmy pierwsze poważne próby.
Teraz zaś wiemy, że mamy po
prostu wytrzymać, mamy jeszcze trochę wytrzymać. A kiedy nasi krewni dziwią się
nam, że nie pracujemy, że nie zarabiamy pieniędzy ani nie posyłamy naszych
dzieci do szkoły, że nie chodzimy do żadnego kościoła, to jak mamy im
wytłumaczyć to wszystko, czego doświadczyliśmy na przestrzeni tych bardzo
długich dziesięciu lat? Zdołamy słowami wyrazić wszystko to, co przez te lata nas
spotkało? Zdołamy właściwie przekazać nasze uczucia, przemyślenia,
doświadczenia? Nawet próbowaliśmy, lecz pomimo, że nas słuchano, to nie
wysłuchano. Pomimo, że starano się nas zrozumieć, to nikt nie rozumiał o czym
mówimy.
Doszło zatem do rozejścia się
naszych dróg. Jedni coraz bardziej pogrążają się w materialnej walce o byt,
troszcząc się o każdy zarabiany i wydawany grosz, inni zaś dalej borykają się z
ograniczeniami. Na szczęście już nie głodujemy i nie pijemy wody z kranu. Mamy
chleb, jaki sami pieczemy i zawsze jest coś do jedzenia. Ostatnio jemy z
chlebem gotowaną fasolą. Pożywne i zdrowe. Dzieci mają też swoje ulubione
mleko. Nie narzekamy i wyglądamy tego dnia, kiedy poprawi się nasz los. A
wiemy, i to z całą pewnością, że ten dzień nadejdzie. Może nawet już niedługo. Cierpliwie
czekamy.
I nie tylko czekamy, gdyż
na miarę naszych możliwości pracujemy. Moja małżonka tłumaczy książkę, jaką
dane było mi napisać. A mnie czeka to samo, bo z kolei jej książka czeka na przekład.
Najpierw tylko umieścimy na tej Cyfrazie to co najważniejsze. Większość już
jest. Jeszcze tylko kilka szczegółów, a potem zobaczymy co dalej. Na razie
wszystko jest dobrze, a sukces na Ziemi jest bliski. Taki sukces, jaki będzie
dla naszej korzyści, dla korzyści wszystkich mieszkańców tej Ziemi, samej Matki
Ziemi, Matki Natury i będzie to taki sukces, z jakiego wszyscy będziemy się
wielce cieszyć.