Michael Baxter, 7 X 2023
Wojskowe Białe Czapki potwierdziły w sobotę Real Raw News (Samym Suchym Faktom), iż Barack Hussein Obama, od dawna podejrzewany o kierowanie Ukrytym Państwem z zagranicy i pociąganie za sznurki całego reżimu Bidena, miał co najmniej jednego klona, a być może nawet więcej.
Oddział Komandosów Stanów Zjednoczonych uśmiercił w piątek trzyosobową grupę Secret Service (Tajnej Służby), która chroniła coś, co wyglądało na Husseina Obamę, gdy kwartet spacerował po piaskach Falmouth Heights Beach w Massachusetts, w odległości kilku minut promem od twierdzy Obamy Martha's Vinyard.
Poprzedniego dnia Sztab Wojsk Cybernetycznych Stanów Zjednoczonych (A.R.C.Y.B.E.R.) przechwycił niezaszyfrowaną wiadomość e-mail od Tiny Tchen, wiceprezes wykonawczej Fundacji Obamy, do Jima Himesa (D), posła do Izby Reprezentantów stanu Connecticut. W liście Tchen stwierdziła, iż pisze na prośbę „prezydenta Obamy", który chciał, aby Himes wiedział, że następnego popołudnia pobiega sobie w Falmouth i że Himes może do niego dołączyć, jeśli pozwoli na to jego harmonogram.
Nasze źródło twierdzi, że korespondencja wzbudziła natychmiastowe podejrzenia, ponieważ niepublikowane plany podróży Obamy są zawsze szyfrowane przy użyciu szyfrowania prawie niemożliwego do złamania. Sztab Wojsk Cybernetycznych Stanów Zjednoczonych nie wykrył odpowiedzi na zapytanie, jeśli Himes ją wysłał.
List elektroniczny E-mail przeszedł dalej w hierarchii dowodzenia generała Smitha w Camp Pendleton, który po naradzie z Radą Białych Czapek uznał, że list zasługuje na dochodzenie, na wypadek gdyby nadawca się pomylił i Obama rzeczywiście pojawił się w Falmouth. A ponieważ Tchen dokładnie określiła miejsce spotkania, nie miał wiele do stracenia, o ile Siły Specjalne unikały pułapek i zasadzek, które mogłyby na nich czekać.
Przed zachodem słońca w piątek czarna limuzyna z przyciemnianymi szybami wjechała na piaszczysty parking przy skrzyżowaniu Oyster Pond Road i Surf Drive, obok utwardzonej ścieżki rowerowej przylegającej do plaży. Z limuzyny wysiadło trzech mężczyzn w stonowanych garniturach i niebieskich krawatach, a za nimi podążał mierzący sześć stóp i dwa cale (1,87 m.) żylasty czarnoskóry mężczyzna, który wyglądał dokładnie jak Obama, ze słoniowymi uszami i w ogóle.
Otoczony przez federalne trio Obama, ubrany w niebieski dres i parę nieskazitelnych butów do koszykówki (…), rozpoczął rozgrzewkę, dotykając palcami stóp i wykręcając chudą szyję, przechwalając się agentom swoją niezrównaną sprawnością fizyczną.
Po kilku głębokich przysiadach oznajmił, że jest gotowy do biegu i polecił agentom, aby dotrzymywali mu kroku, choć mieli na sobie wykrochmalone koszule i lakierki.
Pobiegli w kierunku ścieżki rowerowej, gdy podeszło do nich czterech żołnierzy sił specjalnych incognito z wyciągniętą bronią i nakazało ochroniarzom Obamy paść na kolana i położyć ręce na głowie.
„Co tu się dzieje? Kim jesteście? Czy to ćwiczenia?" pytał Obama.
„Trzymaj się za mną, panie prezydencie” – powiedział agent, sięgając ręką do marynarki.
Dwie kule trafiły agenta w głowę. Kiedy upadł, drugi z nich z pistoletem w dłoni wyskoczył przed Obamę i krzyknął do jego mikrofonu w klapie wzywając wsparcie. Wystrzelił jedną kulę, chybiając znacznie i został zastrzelony. Ostatni agent padł od salwy strzałów, która trafiła także Obamę, teraz dyszącego i sapiącego na ziemi.
Dowódca komandosów chwycił Obamę za nadgarstek i wyczuł jego słabnące tętno.
„Dlaczego?" Obama zacharczał i umarł.
W niewytłumaczalny sposób ciało uległo samozapłonowi, zaczynając od obu rąk i rozprzestrzeniając się na ramiona i klatkę piersiową. Komandosi próbowali ugasić płomienie piaskiem i wodą, ale ich wysiłki poszły na marne – płomienie szybko zwęgliły ciało.
„Sprawdź jego stopy" – zawołał dowódca sił specjalnych, który został przeszkolony w wykrywaniu sobowtórów i klonów.
Szybko zdjęli skarpetki i tenisówki Obamy i zobaczyli, że ma płaskostopie, a jego tenisówki zostały powiększone, aby pasowały na osoby z opadającymi podbiciem. Ściągnęli mu spodnie; Obama nie miał genitaliów, co jest charakterystycznym wskaźnikiem klonowania.
Ciało stało się zbyt gorące, by je dotknąć i wkrótce zostało strawione przez ogień.
„Mamy szczątki – trochę kości i zębów” – podało nasze źródło. „Spalanie to zabezpieczenie, jakiego wcześniej nie widzieliśmy. Wiemy, że można je zaprogramować podczas dojrzewania i przywołać, gdy zbliża się ich koniec, ale jest to dla nas nowość. Nie wiem, czy dużo się dowiemy z tego, co pozostało.
Zadaliśmy naszemu źródłu palące pytanie, bez zamierzonej gry słów: w jaki sposób klon naśladuje człowieka, nie zdając sobie sprawy, że nie ma genitaliów?
„Te obrzydliwości są wykluwane w cylindrach przez naprawdę złych ludzi. Nie pochodzą od Boga. Nie znamy wszystkich odpowiedzi" – powiedział nasz rozmówca.
Na koniec zapytaliśmy, czy przedstawiciel Himes kiedykolwiek przybył na plażę.
„Nie ma po nim ani śladu. Gdyby tak było, prawdopodobnie już by nie żył".

