Duch
Święty - Duchowy Opiekun Ziemi i Ludzi EA wyznał:
Poniżej zamieszczamy urywek - Polska
Kronika Filmowa nr 34 z 1994-go roku. (5’57” - 9’40”.)
„Zadaniem Moim jest rzucić garść myśli, które mogą pobudzić do zdrowego
poglądu na świat, do myślenie Waszego. A zdrową nazywam taką świadomość, która
widzi rację istnienia i utwierdza w przekonaniu, że warto żyć, padać i wznosić
się, bo taka droga wiedzie do pokonanie chaosu. Chcę wzmocnić w każdym z Was
siłę woli w szamotaniu się ze złem. To tak ważne!”
Odnośnik: http://misjafaraon.com/Enki/
Wielka głębia tych słów zawiera najważniejszą rację życia, życia
takiego, jakie jest rozumne i jakiemu przyświeca najszczytniejszy cel w życiu,
żeby było ono uporządkowane i polegało na stałym dążeniu do doskonałości. I już.
Wydawać by się mogło, że niewiele, lecz w zderzeniu z codzienną rzeczywistością
może się okazać, jak daleko nam jeszcze do takiej właśnie niezłomnej postawy,
by zło zawsze w sobie pokonywać.
.
„Rzucić garść myśli” dla wprowadzenia nas na rozumną ścieżkę życia,
byśmy wiedziały i wiedzieli, dlaczego na niej się znajdujemy i w ogóle w jakim
celu nią podążamy. Więcej rozumieć i wiedzieć więcej - oto ten najwłaściwszy i
genialnie prosty klucz do rozwikłania największej zagadki człowieczego
istnienia! To co jest odwiecznym pytaniem „homo
rozumus”
mamy teraz na jedno wyciągnięcie ręki! Nie trzeba zatem więcej łamać sobie
głowy jakimiś niestworzonymi teoriami domniemanych filozofów, myślicieli, a
wystarczy jedynie okazać trochę siły woli, jaka natychmiast po tym, jak da o
sobie znać zostanie wzmocniona i otrzyma niezawodną pomoc! Taką pomoc, jaka
płynie z najlepszego Źródła, jakie możemy sobie tylko wyobrazić, bo z samego
Źródła Życia!
Dlatego też takie słowa Ducha Świętego nie mogą iść na marne i nie idą,
ponieważ pobudzają do życia. A nawet można powiedzieć, że są i samym życiem. Nie
mogą też trafiać w próżnię ani nie mogą upaść na nieurodzajny grunt. I w
gruncie rzeczy tak właśnie się dzieje, ponieważ jest bardzo wielu ludzi na
świecie, dla których tak Dostojna i Doskonała Istota Duchowa, jest pięknym natchnieniem
do wartościowego, właściwego, wytrwałego i wzniosłego życia. I nie, nie chodzi
tu wcale o klęczenie całymi dniami, albo o jakieś długie wysiadywanie w kościele
i niekończącą się powódź słów, wypowiadanych bez żadnego zastanowienia, co
wiele osób błędnie uważa za modlitwę. Chodzi tu raczej o codzienną pobożność,
przejawiającą się zwykłą uczynnością, uczciwością, prawdomównością i
poszanowaniem tak Istot Duchowych jak i wszystkich bliźnich, z jakimi mamy akurat
styczność, a które i którzy znajdują się w naszym bezpośrednim sąsiedztwie. Jednym
słowem - chodzi o życie rozumne, życia mądre.
„Sam wiele cierpiałem, wiele przemyślałem, dlatego bliski Mi jest każdy,
kto szuka pomocy. Do takich właśnie ludzi - usiłujących odświeżyć nastrój
dzisiejszej skołatanej duszy, przygniecionej walką o byt - pragnę i Ja należeć,
skromny Duch, Syn i Sługa Ojca Najwyższego. Pragnę być sługą tych wszystkich,
którzy szukają pojednania z Bogiem oraz podłoża dla ludzkich serc i umysłów.”
Odnośnik: http://misjafaraon.com/Enki/
Tutaj
tylko jedno spostrzeżenie. (Z pewnością jest ich dużo więcej, ale pozostawmy to
każdej osobie z osobna). Słowa te wypowiedział Duch, którego doświadczenia są podobne
naszym. A tym samym nie jest to ktoś, kto nie wie o czym mówi, ponieważ to On
sam przeszedł wiele i wiele doznał jako Istota wcielona, Istota z krwi i kości,
jaką to my przecież jesteśmy. A nawet i teraz, będąc Doskonałą Istotą Duchową,
nie znajduje się gdzieś bardzo wysoko i bardzo daleko od nas ludzi, lecz jest
pomiędzy nami, jest tuż przy nas. Tak samo, jak przybywa na tak wiele spotkań i
niestrudzenie odpowiada na niekończące się pytania, korzystając z okazji, by skierować
do nas tak ogromnie wartościowe przekazy drogą telepatyczną, zawierające
przebogatą wiedzę.
Warto
więc skorzystać z tak cudownej pomocy, warto o tę pomoc pokornie poprosić, by
uniknąć wielu niepotrzebnych nieporozumień, błędów w życiu, jak również i w tym
celu, aby to nasze życie było i proste, i szczęśliwe. Tak, czasem zwyczajne
rzeczy są najlepsze, ale żeby się o tym przekonać, to trzeba umieć dostrzec je umysłem
mądrym, umysłem takim, jaki potrafi się zastanowić nad sobą i wyciągnąć
właściwe wnioski.
A
jednym z takich wniosków może być odpowiednie wykorzystanie mowy, właściwe
posługiwanie się słowem. Wiadomo przecież, o czym to Biblia wyraźnie mówi, że z
tych samych ust nie powinno wychodzić przekleństwo i błogosławieństwo. I ta
sama Biblia wzywa nas do rozmawiania ze sobą przez psalmy. A kiedy nie mamy nic
dobrego do powiedzenia o innym człowieku, to lepiej jest milczeć. Słowa, mowa,
to również moc, siła sprawcza, o czym zaświadcza Duch Święty w poniższej
wypowiedzi:
ENKI: Mowa… pojęcie mowy. Mowa jest jak światło,
mowa jest jak wiatr, który niesie dobro, który niesie zło. To miał na myśli
właśnie Sedlak, żeby mową nie ranić, ale żeby mową koić serca, mową dać dobry
uczynek. Czyli do czego zmierzał? Do miłości zmierzał. Do takiej
wzajemnej, ludzkiej miłości. Słucham.
(Sesja numer 105 z dnia 18-go kwietnia
2010-go roku. Odnośnik: http://misjafaraon.com/sesja-105/)
Święta
prawda, słowem można dokonać ogrom dobrego. Pozostańmy więc przy tej myśli, odrzucając
tę o ujemnych, niekorzystnych skutkach naszych słów. I dlatego właśnie możemy powtórzyć,
to co Skaldowie kiedyś śpiewali - „Za pół kilo(grama) gruszek, za dwa pomidory -
śpiewam, bo muszę!”. My również piszemy, bo musimy, (mój Anioł Stróż i ja),
ponieważ jest to palącą potrzebą, silnym wewnętrznym przekonaniem o własnym powołaniu,
jak również zwykłą chęcią podzielenia się z innymi tym, co najlepsze, tym, czym
jestem w stanie (a właściwie to przecież nie ja sam, lecz określona Istota
Duchowa, która akurat przekazuje wszystko to, ca ma być przez mnie spisane, pod
natchnieniem której tak się dzieje) starać się zmieniać świat na dużo lepszy.
A co
teraz mam w zamian za to pisanie? Niewiele i jednocześnie bardzo dużo. Z jednej
strony skromne, lecz stałe grono czytelniczek - czytelników, a to bardzo dużo,
ponieważ to właśnie Wy jesteście największą zachętą do dalszego pisania.
(Zamierzamy napisać jeszcze jakąś powieść, może krótką sztukę teatralną - jeśli
tylko Opatrzność pozwoli.) A z drugiej strony, to chociaż nie mam z tego żadnych
pieniędzy, to i tak Istoty Duchowe obdarowują nas codziennym utrzymaniem,
dzięki czemu nie cierpimy głodu. Dzięki Nim jesteśmy w stanie opłacać rachunki
za energię elektryczną, za wodę. Mamy też zawsze gaz w zbiorniku, (więc możemy gotować
i jeść gorącą strawę, co szczególnie zimą jest tak potrzebne).
I to
pomimo tego, że bardzo często wskazówka wskaźnika poziomu gazu opiera się na
ograniczniku poniżej zera. Czasami naprawdę mamy wrażenie, że gotujemy już na
samych oparach, gdyż przez długie dni tak właśnie jest z tą zawartością, albo raczej
prawie pustką w zbiorniku. Jednak zawsze jakimś cudem w samą porę udaje się nam
dokupić tego błękitnego paliwa i nigdy go nam nie zabrakło. Zresztą,
oszczędzamy je jak tylko możemy, korzystając również i z rusztu, (paląc
drewnem, jakie sąsiedzi wyrzucają, a jakie znoszę do domu o trzeciej, czwartej
nad ranem, żeby nikt mnie nie widział) na którym pitrasimy co tylko się da.
(Dzisiaj na przykład będzie pieczona kiełbasa i chleb, a na deser trochę ciasta,
czyli znów - skromne, bo skromne - lecz najważniejsze, że będzie świętowanie
Szczodrych Godów, naszego Nowego Roku, już 2018-go.)
A co
z wynagrodzeniem za to wszystko, za pisanie i prowadzenie Cyfrazy? Właściwie
nic, ponieważ nie mamy żadnych dochodów z racji tej działalności. I w cale się nie
liczy, ile się otrzymuje czy otrzyma za wykonywanie swojego ulubionego zajęcia,
za pracę, wynikającą z zamiłowania do tego, co uważamy za najważniejsze w swoim
życiu oraz za pełne temu poświęcenie się, oddanie. Taka czy inna zapłata nie ma
tu nic do rzeczy. Bardziej chodzi o spokój ducha, który tak często woła wewnątrz
i tak długo nie daje chwili spokoju, aż wezmę się do właściwej pracy i zajmę się
tym, do czego sam się zgłosiłem - moje właściwe ja (moja dusza) - przed ponownym
wcieleniem się, tym razem na Ziemi, będąc jeszcze w Świecie Ducha.
Oprócz
szeregu utrudnień, związanych z wykonywaniem takiej niezależnej pracy (samo
zatrudnienia), jest też wiele korzyści. Przede wszystkim mogę się w pełni poświęcić
temu, co naprawdę lubię, ofiarując innym to co najlepsze. Mogę przekazać
zachętę do działania, być dowodem natchnienia, jakie każdej osobie jest dawane
w jednakowy sposób. Czuję się wolny i jestem wolny, gdyż nikt ani nic do
niczego mnie nie zmusza. To jest moja własna i nieprzymuszona wolna wola
pracować tak a nie inaczej, zajmować się tym, co akurat wykonuję.
Jednak
związana jest z tym duża odpowiedzialność. Co prawda nikt nade mną ciągle nie
stoi, nie pogania, ani stale nie sprawdza postępu prac, jej wyników, jak to na
co dzień wygląda w różnych biurach handlowych, fabrykach, czy innych międzynarodowych
przedsiębiorstwach. Oczywiście, mam swojego Pracodawcę - Duchowego, a lepszego
mieć nie można. A to, że go nie widzę, to nie oznacza, że mogę sobie robić co
chcę. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że będę rozliczony z wszystkiego co
robię, a także i z tego, czego nie uczyniłem, co zaniechałem. Zresztą, tak jak
my wszyscy.
Oczywiście,
zdarzają się chwile słabości, zwątpienia, jak na przykład wtedy, gdy na
początku liczba osób, odwiedzających naszą Cyfrazę była znikoma. Miałem wtedy
nieodparte wrażenie, że „piszę sobie a muzom”. Mogłem więc albo zaprzestać dalszego
pisania, skończyć z tym, a nawet usunąć Cyfrazę (bloga), albo nie zwracać uwagi
na wyniki czytelności i nadal przelewać myśli na papier (internetowy) do
ogólnego użytku.
I
zawsze bardzo pomocną była myśl - nawet dla jednej osoby warto pisać, a tym
bardziej dla tylu. (Ale żeście mnie wystraszyli - takiego nagłego przyrostu
odbiorców, a przy tym tak dużego, to w ogóle się nie spodziewałem.) Jak tylko
to zobaczyłem na wykresie, to naprawdę byłem i mile zaskoczony, i zdałem sobie
sprawę, że cała ta sprawa pisania przybiera coraz poważniejszy obrót.
Oczywiście zawsze taką była, ponieważ i dla jednej osoby warto pisać, chociaż
szczerze muszę przyznać, że widok pojedynczych osób, zaglądających na naszą
Cyfrazę nie był powodem do zbyt dużego zadowolenia. (A bywały i takie dni, kiedy
nikt nie zaglądał. To nie znaczy, że teraz jest tak dobrze, że lepiej już być nie
może… Może, może… i jest!)
A od
ostatecznego kroku (usunięciem swojej strony internetowej) powstrzymała mnie jeszcze
jedna myśl. Przecież Duchowy Opiekun Ziemi EA właśnie tego doświadcza i to od
wielu, wielu lat. Przy różnych okazjach mówił ze smutkiem, jak mało osób
uczestniczy w spotkaniach, w sesjach, na które On stale przychodzi. (Teraz
dopiero wiem, co czuje). Pomimo małej i wiernej grupy, słuchającej Jego
przekazów telepatycznych, ani na chwilę nasz Kochany Duchowy Opiekun Ziemi EA
nie pozostawia nas samych, nie przestaje z nami rozmawiać, odpowiadać na
tysiące pytań, przekazywać niezwykle wartościową Wiedzę; pouczać, przypominać,
a jak sobie na to zasłużymy, to i porządnie nas upomnieć, a właściwie to piętnować
albo naszą głupotę, albo i nasze zadufane w sobie ego.
W
związku z tym, to naprawdę ma wiele cierpliwości do nas, a zwłaszcza jest
wytrwały w tym co robi i oczywiście nigdy się nie poddaje, ani nie przerywa
Swojej Misji opiekowania się Ziemią i nami wszystkimi. Zawsze możemy na Niego
liczyć, a Jego niezawodnej pomocy doświadczyły tłumy ludzi, wśród których znajduje
się piszący teraz, tutaj, tak samo jak i jego rodzina. Duch Święty nigdy nie
zaprzestał wypełniać Swoich obowiązków i nigdy nie zaprzestanie, ponieważ Sam
tak powiedział, a mnie w zupełności to wystarczy. I z całą pewnością wiem, że
tak będzie, gdyż właśnie teraz tak jest. A Jego niezłomna postawa jest dla mnie
najlepszym przykładem, jest dla mnie najlepszą zachętą i do wytrwania, i do
doczekania lepszych dni na całej Ziemi, dla nas wszystkich.
Trzeba
więc, bym szedł naprzód, nie cofał się i był wytrwałym. Trzeba mi przestać się
mazać, przestać narzekać, tylko robić to, co do mnie należy. Skoro sam tego
chciałem, to byłoby to bardzo niepoważne, gdybym teraz zmienił swoje zdanie i
nie wywiązał się z tego, do czego się zobowiązałem. Raz nie dotrzymać przez
siebie danego słowa komuś innemu, to już jest poważna sprawa, a nie dotrzymać
słowa Duchowi Świętemu - Tej Boskiej Istocie Duchowej, jaka jest Doskonała,
ponieważ przebywa na najwyższym poziomie Niebiańskim, to znaczy w miejscu,
które przecież należy do samego Ojca Stworzyciela Jahwe, Wszechmogącego - to
jest jednoznaczne ze złamaniem swojego słowa danego samemu Panu Bogu. A w takim
razie, gdyby ktoś w swojej wielkiej głupocie odważył się na coś podobnego, to
nie zasługuje na miano Dziecka Bożego i nie jest wart dostać się do nieba,
przynajmniej do czasu, aż zmieni swoje postępowanie, czyli właśnie czynami
naprawi swoje błędy i potwierdzi swoją przynależność do Życia, i udowodni swoją
wartość. Nigdy nie jest za późno i do końca trzeba iść właściwą ścieżką,
unikając licznych pułapek tego świata. Tylko niestety, nie zawsze udaje się ich
wszystkich uniknąć.
Dlatego
tylko dzięki pomocy i zrozumieniu ze strony Istoty Duchowej, jaka stale czuwa
nade mną, dodając mi bez przerwy sił do pracy, po raz kolejny zwycięża poczucie
obowiązku. I tutaj nie ma mowy o oszukiwaniu kogokolwiek, a tym bardziej samego
siebie. Nawet nie próbuję, bo byłoby to bardzo dziecinne, wręcz śmieszne.
Trzeba było nauczyć się szczerości tak wobec siebie, jak i wobec Świata Ducha.
Na przykład jak mam gorszy dzień, to mniej pracuję, gdyż na siłę nic z tego nie
wychodzi. Innym znowu razem wszystko się „samo” pisze i idzie jak z
płatka.
Ciekawe
jest też i takie doświadczenie, że kiedy wstaję nad ranem, to potem w ciągu
dnia na ogół nie odsypiam tej krótkiej nocy. Wówczas dziwię się sam sobie, że
pomimo wstawania o tak wczesnej porze, to nie chce mi się spać i jestem w
stanie wytrwać do wieczora. No tak, dawka Energii przekazywana z Góry potrafi
utrzymać na nogach i to przez wiele godzin. Proste.
Podsumowując,
o całym pisaniu można powiedzieć tylko jedno - chciałoby się ofiarować drugiemu
człowiekowi to, co samemu ma się najlepszego. Być dla kogoś, chociażby i w niewielkim
stopniu swego rodzaju natchnieniem. Mieć ten zaszczyt, by móc kogoś zachęcić, pomóc
komuś, a może i dać skromny przykład do lepszego postępowania. Wszystko jest
możliwe i zawsze trzeba mieć nadzieję.
I
nie ważne, że wszystkie tak trudne przeżycia, które do tej pory stały się
naszym udziałem na tej drodze duchowej, to był najtrudniejszy okres
dotychczasowego życia, gdyż cały ten bagaż doświadczeń, nabytych umiejętności
pragniemy wykorzystać dla dobra innych, którzy być może zechcą kiedyś z niego skorzystać.
Tylko trzeba przy tym koniecznie pamiętać, żeby nikogo nie uszczęśliwiać na
siłę.
Tutaj
przypomniała mi się taka historyjka z początku tego roku. Bardzo chciałem pomóc
pewnej wiekowej, schorowanej osobie (zagorzałej katoliczce). Zaproponowałem jej
kilkuminutową medytację. (Chyba nikomu nie trzeba przypominać, jak zbawiennym
dla naszego zdrowia jest właściwie pracujący umysł, jego odprężony stan, a
także samo nastawienie przepełnione nadzieją i otuchą.) Przed przystąpieniem do
osiągnięcia odmiennego, odprężonego stanu umysłu, wyjaśniłem tej osobie
poszczególne etapy medytacji. Kiedy mówiłem o sugestii, o potrzebie skierowania
swego umysłu w stronę korzystnych, pozytywnych, dobrych myśli, że trzeba sobie
powiedzieć: „jestem silna, jestem zdrowa”, to pani natychmiast mi odparła - „ja
nie kłamię”. Jak tylko to usłyszałem, to aż mnie zatkało i już w ogóle nie
wiedziałem co mam powiedzieć…
No i
skończyło się na przełożeniu medytacji na kiedy indziej. A usłyszane słowa „ja
nie kłamię” na dobre zapadły mi w pamięć. No to wygląda na to, że ze mnie to
ostatni kłamca, gdyż niemal codziennie tak sobie powtarzam - „jestem silny,
jestem zdrowy”, chociaż dokucza mi kilka różnych dolegliwości, od których chcę
się uwolnić i się uwolniłem (to tak w odniesieniu do pozytywnego myślenia). W
każdym razie medytację udało nam się przeprowadzić, jednak nie z takim
skutkiem, jakiego wtedy oczekiwałem. Cóż, coraz częściej dochodzę do wniosku,
że lepiej zaczekać, aż ktoś poprosi o pomoc, niż niepotrzebnie ją ofiarować,
żeby została zmarnowaną.
Może
też i dlatego staram się wykorzystać twórcze natchnienie, tę ofiarowaną mi
pomoc, by móc ją nieść innym, którzy tego zechcą. Kiedy tylko natchnienie się
pojawia, to słowa same nadlatują z tak zwiewną lekkością, że nic innego, jak
tylko szybciutko je spisywać a nie przerywać pisania, aż się skończy. Tylko
niestety, cały czas tak nie jest i często trzeba się sporo nagłówkować, żeby
coś do rzeczy napisać.
Muszę
też wyznać, przyznać się, że zdarza mi się mieć opory przed pisaniem. Tak,
ogarnia mnie pewnego rodzaju zniechęcenie i obawa, czy będę w stanie dobrze zapisać
te myśli, jakie do mnie docierają i czy odpowiednio je przekażę. Dodatkową
kwestią jest dobór odpowiednich słów, by jak najlepiej pasowały do treści
przekazu. A wtedy znowu łapię się na swym błędnym myśleniu, bo przecież to nie
ja piszę i to nie ja jestem tutaj autorem. To komuś innemu przysługuje prawo bycia
autorem, a moim obowiązkiem jest tylko wiernie spisać to, co jest mi przekazane.
A im
prościej tym lepiej. (Ciągle nad tym pracuję… ’_,’) I jak ktoś mądry kiedyś
powiedział - najwięcej wysiłku kosztuje prostota. Często sam się plączę w
ozdobnikach i za bardzo chcę podkreślić jakieś myśli, żeby tym mocniej trafiły
do odbiorców, i żeby szerokim echem odbiły się w wielu umysłach.
I
oby w jak największej liczbie umysłów i to jak najszerszym echem odbiło się to
zwykłe, a zarazem naprawdę bohaterskie czyny jednego przeciętnego, wyjątkowego
człowieka, będącego w stanie podnieść się z samego dna ludzkiego upadku,
ludzkiej klęski. Tak, ten człowiek zasługuje na wielkie uznanie.
Bohaterem zdarzeń nazwanych:
„Twierdza
Trzeźwości”
jest pan Władysław Dereń.
„Pracować, dużo serca wkładać i zło w sobie zwalczać,
i być wytrwałym, to sukces jest murowany”.
Oto słowa byłego… alkoholika.
Napis na tablicy
pamiątkowej:
ZWYCIĘSTWO DOBRA NAD ZŁEM
MINIATURĘ KRESOWEGO ZAMKU
WSPOMNIENIE ZIEMI OJCZYSTEJ
MOJEMU OJCU
LEOPOLDOWI DERENIOWI
W 100 ROCZNICĘ URODZIN
W HOŁDZIE SKŁADAM
1993 SYN WŁADYSŁAW
Pokonał
swą słabość, pobudował sobie średniowieczny zameczek na podwórku i to z kamieni,
który jest jakby trwałym znakiem jego niezłomnej woli. Zameczek niewielki, ale zawsze
zameczek i jest tam wszystko co trzeba - brama, mury obronne z basztą,
kapliczka, a nawet i wiatrak - a jak. Również ogrodzenie jest w takim samym
stylu architektonicznym, co gustowna całość. Jest też taki sympatyczny
szczegół. W murowanych słupkach odrodzenia porobił przejścia dla swoich kotków,
by miały ułatwiony powrót do domu i nie musiały skakać przez sztachetki płotu… A
to wszystko tylko po to, żeby - jak to sam powiedział - upiększyć otoczenie. I wyznał,
że nie dostał żadnego spadku, tylko wszystko brał z tych swoich dziesięciu palców
- pracą własnych rąk się dorobił, bo tego chciał. Chciał podnieść się z dna
swojego człowieczego upadku i to mu się udało!
Wypada
tylko życzyć, tak sobie jak i wszystkim, abyśmy zawsze potrafili podnieść się z
dna swoich większych czy mniejszych porażek, a co najważniejsze, to nigdy nie
ustawali w dążeniu do Doskonałości!
I
chociaż ten wpis jest naszym pożegnalnym, to nie oznacza to zakończenia naszej
działalności twórczej. (Tym razem jakoś długo mi się zeszło, bo nad tym wpisem
pracowałem od 21-go listopada). Tak więc na tej Cyfrazie nie przewidujemy podobnych,
długich wywodów. Być może będą dodawane tylko jakieś krótkie przemyślenia albo
pewne niespodzianki.
A
jakie niespodzianki przyniesie ze sobą życie? Życie, jakie jest, zawsze ulega
zmianie i nie zawsze jest takie, jakim się nam wydaje. Wierzymy jednak, że
nadejdzie ten utęskniony dzień, od nastania którego już nikt i nic nie będzie
więcej zmieniać ani fałszować jego prawdziwego oblicza, ponieważ jedyną i najpiękniejszą
ozdobą życia będzie wspaniała i upragniona Prawda.
Czas
się pożegnać. Dziękujemy za Wasz drogocenny czas poświęcony naszej Cyfrazie. Zawsze
przyświecała nam jedna i ta sama myśl - móc podzielić się wszystkim tym, co najlepsze,
móc dopomóc zmienić sposób myślenia i postępowania na lepszy, żeby taka zmiana
umożliwiła odniesienie jak najlepszych i największych korzyści dla wszystkich.
Czy tak się stało? Tego oczywiście nie wiemy, ale głęboko wierzymy, że tak, że
jak najbardziej niniejsza lektura w jakimś stopniu każdej z Was i każdemu z Was
choć trochę pomogła. Cóż, to tyle. Dziękujemy ponownie i do zobaczenia w
lepszym świecie. Cyfrazer - ten, co jest innym Tobą, czyli wszystkie i wszyscy
jesteśmy tacy sami, jesteśmy jednakową Cząsteczką Energii Najwyższej. Cząsteczką,
jaka przemierza ten Świat i ten Wymiar, by powrócić do Źródła Życia
doskonalszą, czystą. Tego właśnie wszystkim i sobie również z całego serca
życzymy.
Na
koniec jeszcze jedno natchnienie - jedno z wielu. I na pewno takie, co dociera
do wszystkich. A kiedy jest się na nie otwartym, to pojawiają się słowa takie,
jak na przykład te poniżej spisane:
…I
dlatego śmiemy twierdzić, że taki rodzaj duchowej pracy nad sobą jest najcięższą
pracą ze wszystkich i jednym z największych wysiłków w tym materialnym
bytowaniu. A to z tego względu, że dużo łatwiej jest iść do pierwszej lepszej
fabryki i sprzedać się za grosze, robiąc jakieś mało przydatne rzeczy,
najczęściej pozbawione zdrowego rozsądku, bo służące tylko podtrzymywaniu tego zakłamanego,
marnego i chorego systemu, za co rzesze niewolników opłacane są jakimiś
żebraczymi daninami przez możnych tego świata, którzy mają nas za nic i
poniewierają nami na każdym kroku, śmiejąc się przy okazji z naszej nędzy, w
jaką z pełną świadomością bezlitośnie nas tylko wpędzają.
Co
do nas, to wolimy być nędzarzami w znaczeniu posiadania różnych przedmiotów
codziennego użytku, niż być nędzarzami duchowymi i godzić się na podłe warunki
narzucane przez możnych tego świata. Oczywiście, rozumiemy bardzo dobrze, że
przecież trzeba z czegoś żyć i ten świat jest jeszcze taki a nie inny. Racja,
zgadza się. Nie wszyscy możemy od razu porzucić pracę i przestać utrzymywać swe
rodziny. Tak, oczywiście, lecz nikt nigdy nie zabronił nam ani nie zabroni
rozumieć więcej i więcej wiedzieć, choćby o tej zakłamanej rzeczywistości, w
jakiej tkwimy po same uszy. Nikt, ale to nikt nie jest zwolniony z pracy nad
sobą i stałego poszerzania swoich horyzontów myślowych, a tym bardziej
horyzontów duchowych i pogłębiania uczuć człowieczych, dzięki stałemu
pielęgnowaniu cudownego skarbu, jakim jest nasze serce - ufające, wierzące i żywe,
gdyż w przeciwnym razie stajemy się głupimi maszynami oraz bezwolnymi robotami,
bezmyślnie kręcącymi się ciągle w kółko w tym śmiesznym kieracie ułudy stworzonej
przez naszych gnębicieli, z czego mają niezły i niekończący się ubaw, i to
naszym przecież tylko kosztem. A jak długo?
Prawdopodobnie
już niedługo, ponieważ Oczyszczanie coraz bardziej przybiera na sile i już
wkrótce - wszystkie duszyczki się o tym niezbicie przekonamy - jednym
duszyczkom będzie to ku pożytkowi, a innym duszyczkom wręcz przeciwnie. I co?
Kto na tym lepiej wyjdzie? A zatem, żeby nie było za późno ani za trudno, to
warto odpowiednio wcześniej zająć się sobą, to znaczy własną duszą, bo to
właśnie o nią toczy się ta cała gra.
Nie jest sztuką ulec temu światu,
lecz prawdziwą sztuką jest go zmienić,
zaczynając od siebie i na sobie kończąc
to wielkie i wspaniałe dzieło przemiany.
Najtrudniejszy
jest sam początek. Kiedy już mamy go za sobą, to potem już dużo łatwiej podążać
w obranym kierunku. Wtedy to już ani brak auta, ani brak telefonu przenośnego
czy innych „zabawek” tej cywilizacji, nie jest w stanie wstrzymać działania wewnętrznych
przemian. Ale rzecz jasna tylko wtedy, gdy z pokorą, naprawdę z pokorą
przyjmujemy wszystko to, co każdy dzień nam przynosi. Z pokorą, to znaczy w
pełnym przekonaniu, że tak właśnie jest dobrze, ponieważ pokora nakazuje uznać
czyjeś racje i obdarza pełnym przeświadczeniem o tym, że to Ktoś inny po prostu
wie lepiej, a nie my same i my sami. A wobec tego pokora to nic innego, jak
pogodzić się z tym stanem rzeczy i już - żadnej dyskusji! Koniec! Tak właśnie
jest i nie ma co tu więcej filozofować ani się wymądrzać. Ależ oczywiście - możemy
dociekać, możemy pytać, lecz tylko i wyłącznie w tym celu, aby lepiej zrozumieć
dlaczego tak jest i czemu to wszystko służy.
Jednak
w razie pewnych wątpliwości, jakie przecież mogą się pojawić, czasem dobrze jest
zaczekać na odpowiedź, jaką daje niezawodny Czas. A jeśli ktoś jest taką
uparciuchą - uparciuchem, bo nie wierzy na słowo, no to trudno, albo nabije
sobie guza, albo w inny bolesny sposób przekona się o tym, czego nie należy
robić. Zachętą zaś w nieustannym czynieniu tego świata lepszym miejscem do
życia, niech będą myśli, jakie Duch Święty przekazał i Tobie, i mnie - Nam:
„Uczyńcie najwyższy wysiłek własnej woli, a wówczas
przed Wami, przed Waszymi oczami powstanie inny, cudowny, większy i o wiele
ciekawszy świat, a którego dzisiaj naprawdę nie widzicie. Świat ten - inny - jest
chwilowo przed Wami zamknięty, a który jest w istocie rzeczy istotną treścią
Waszego bytowania tutaj na Ziemi, gdzie przebywacie.”
Odnośnik: http://misjafaraon.com/Enki/