Islam nie
jest naszym wrogiem, lecz prawdziwymi wrogami są wszyscy ci, co nas sobie
przeciwstawiają i chcą, abyśmy wzajemnie się mordowali. Tak jak my - Chrześcijanie
- mamy święte prawo bronić swoich racji, przekonań, poglądów, to tak samo i oni
- Islamiści - mogą w taki sam sposób postępować. To jest jak najbardziej
zrozumiałe. I nie ma się tutaj co obnosić ze świętym oburzeniem, że to oni są
poganami, że są jakimiś barbarzyńcami i mordercami, gdyż na tych „chrześcijańskich”
rękach krew wszystkich naszych ofiar dobrze jeszcze nie wyschła i cały czas nie
do końca została z nich zmyta, bo wciąż w nowej się broczą.
.
Nie chodzi
tutaj o osądzanie, kto jest większym zbrodniarzem, czy też bardziej mija się z
Prawdą w swoim nauczaniu i teologii. Chodzi o coś znacznie, ale to znacznie
ważniejszego. Mianowicie o to, czy jest w nas umiejętność przezwyciężenia
barier wzniesionych przez inny układ sił dla poróżnienia wszystkich bez wyjątku
- tego samego i jednego gatunku ludzkiego. A to co widzimy i wyraźnie
dostrzegamy, czyli jakimi niedoskonałymi jeszcze pozostają arabscy przybysze
śmiecąc i brudząc na każdym kroku swojej obecności, może wyraźnie świadczyć
tylko o jednym - takimi ich uczyniono, takimi się stali w wyniku ograniczeń
narzuconych przez możnych tego świata. I to właśnie na ich przykładzie możemy
wyraźnie zauważyć, przekonać się i pozbyć najmniejszych złudzeń, do czego
wielcy tego świata są zdolni w upodleniu ludzi i każdego człowieka, który tak
naprawdę między sobą niczym się nie różni, bo jest istotą ludzką dokładnie taką
samą co my, z tą tylko różnicą, że starannie dobrane i ściśle określone rzeczy
zostały jej narzucone, wpojone od dziecka, zaprogramowane w czasie całego jej
życia, w takich a nie innych warunkach jej bytowania, w takiej a nie innej kulturze,
zwyczajach, religii, przekonaniach, sprzyjających powstawaniu wrogości,
niechęci, ograniczenia umysłowego, co ostatecznie zostało przypieczętowane kupieniem
za marne pieniądze najazdu na Europę.
Tak,
historia zatoczyła wielkie i sprawiedliwe koło. Kiedyś to my, wspaniali
„chrześcijanie” ruszyliśmy na ich kraj, w prezencie zanieśliśmy im wojnę w imię
obrony „wiary i religii”, czyniąc im piekło na Ziemi, ale przecież to nic
takiego, tak trzeba było - tak chciał Kościół (inni ludzie), więc ślepo i
bezmyślnie trzeba było pokazać „poganom” ogień i miecz chrześcijańskiego
nawracania, a przede wszystkim jego „sprawiedliwość”. I nie ma tu najmniejszego
znaczenia, kto zaczął pierwszy a kto ostatni. Kto dokonał większych i
straszniejszych zbrodni, a kto był okrutniejszy i bardziej bezlitosny. Fakt
jest faktem - jedni i drudzy jesteśmy siebie warci, bo śmierci, wojnie oraz
innym potwornościom wiernie w zaślepieniu długo służyliśmy.
A teraz
odrzucając te wszystkie naleciałości spowodowane działaniem osób trzecich
(gabinetu cieni wszystkich rządów na świecie), co nad nami bezczelnie ośmielili
się umieścić, a także uczynić nas takimi, jakimi tak naprawdę wcale nie jesteśmy,
bo w swojej pierwotnej postaci, w swoim oryginalnym kształcie jesteśmy
przeciętnymi mieszkańcami tej Ziemi i to bardzo do siebie podobnymi, o ile nie
takimi samymi, ponieważ jedni i drudzy chcemy mieć dostatnie życie, spokojne i
szczęśliwe. Tylko niestety, nasze drogi osiągnięcia takiego życia bardzo się od
siebie różnią i są całkowicie rozbieżne.
No to teraz
mamy tylko dwa wyjścia. Pierwsze: jedni i drudzy możemy iść na wojnę przeciwko
sobie, albo wyjście drugie (co jest o wiele trudniejsze, ale jednocześnie i
przede wszystkim znacznie, ale to znacznie groźniejsze dla tych wszystkich
możnych tego świata, co bawią się naszym kosztem i mają z tego niezła uciechę)
- możemy połączyć swoje siły! Tak, właśnie tak!
Ale zaraz,
zaraz. Dlaczego właśnie my? A w ogóle w jaki sposób? A czy przypadkiem nie nosi
to znamion jakiejś zdrady? Pozwolimy sobie na to, żeby tak łatwo zrezygnować z
wiary naszych ojców, zrezygnować z wielowiekowej tradycji i zapomnieć, że Polak
to Katolik? To nie może być! To już do niczego nie podobne! Nic z tych rzeczy!
Nigdy i przenigdy nie damy się zwieść i oszukać takim podstępnym knowaniom -
tchórzliwym, pozbawionym honoru, a zwłaszcza pozbawionym woli obrony Boga i
Ojczyzny!
Oj, tak -
tak. Wielcy tego świata wiedzą co robią i z premedytacją uderzają w taki
patriotyczno-religijny ton, najbardziej słaby i czuły punkt, i mistrzowsko
grają na nucie zapalczywości, zaślepienia, nieprzejednania i braku zrozumienia
wpojonych a fałszywych zasad (jakie sami przecież wymyślili), dzięki którym cały
czas i niezmiennie osiągają jedno i to samo od całych tysiącleci skutecznego skłócania
nas ze sobą, ponieważ to nikt inny, jak tylko my same i my sami pozwalamy im na
to - na tak bezkarne, fałszywe, ohydne, wstrętne i właśnie tchórzliwe
manipulowanie nami. Pozwalamy na to, żeby to wszystko ciągnęło się bez końca, a
czemu nigdy nie będziemy się starać położyć ostatecznego kresu… To właśnie jest
ta ohydna i podła zdrada, zdrada nas wszystkich.
I jak długo
jeszcze historia ludzkości ma być taką, co z samych wojen, zbrojnych konfliktów
się składa? Jak długo jeszcze będziemy takimi malusimi dzidziami, co tak łatwo
dają się wodzić za nos, będziemy jak te niemądre i nic nie rozumiejące bobasy,
którym wszystko można wmówić i do wszystkiego nakłonić? I od Arabów w niczym nie
jesteśmy wcale lepsi, ponieważ to dotyczy obu stron bez wyjątku. A jakiś tam
wyższy poziom życia nic jeszcze nie znaczy, bo nie w każdej dziedzinie tego
życia ich przewyższamy - często jest odwrotnie, bo możemy się od nich nauczyć
wielu dobrych rzeczy.
A zatem
żadna strona nie jest lepszą od drugiej, gdyż stosuje przemoc, rozwiązanie
siłą, prowadzi wojny i uśmierca innych. Może jedynym usprawiedliwieniem jest
fakt bronienia się przed intruzami, ale tak naprawdę jakimi intruzami? Wszyscy
oni dali się oszukać i wyprowadzić na bezdroża swoich - jak najbardziej
wymyślonych przez innych ludzi i fałszywych - doktryn, dogmatów, kłamliwych (w
przeważającej mierze) zasad wiary. A to wszystko ma miejsce i w naszym
przypadku, ponieważ i nasze zasady wiary, dogmaty, przekonania zostały
wymyślone, sfałszowane i sztucznie utworzone tylko w jednym i od wieków tym
samym celu - wzajemnego się zwalczania, mordowania, wyzwalania wzajemnej nienawiści
i wznoszenia jak największych murów wrogości.
Nie dość, że na rzeź sami tak się prowadzimy,
to we wzajemnym wyżynaniu kata wyręczymy.
Oto bezmyślne owce i barany
- nie wiemy, że się doigramy.
W głupim przeświadczeniu obrony „świętych” (wymyślonych)
wartości,
jesteśmy wykorzystani do szerzenia zniszczenia oraz
innych marności.
A w swoim ślepym zacietrzewieniu nie widzimy tego wcale,
myśląc, że oto czcimy swego Ojca w jak największej
chwale.
Od pokoleń zwalczamy siebie w nienawiści wielkiej.
co przez tysiąclecia jest powodem nędzy wszelkiej,
co z jednakowym a mizernym skutkiem,
obdarza nas jedynie wielkim smutkiem.
Na nic się zdały całe te wysiłki różne,
bo poszły na marne i są takie próżne.
W sumie zamiast być wszystkim coraz to lepiej i lepiej,
to w mrokach nicości pogrążamy się głębiej i głębiej.
A światło poznania nie dociera tam przecież żadne,
takie to nasze nędzne wysiłki i wszystko na marne.
A kiedy to ludzkości przyjdzie zmądrzeć nieco?
Kiedy to dusze ku wysokości wreszcie wzlecą?
Dzięki takim właśnie okazjom bardzo trudnym,
możemy pokój budować wysiłkiem żmudnym.
Nie jest to oczywiście takie proste
- tylko rzeczy niełatwe są wzniosłe.
Dajmy więc dowód swej boskiej naturze
i nie dajmy się pogrążyć w tej awanturze.
Nie wszystko jeszcze stracone,
bo tak wiele może być ocalone.
Wiary, nadziei i miłości ciągle nam trzeba,
w tej chwili tego przyszła ogromna potrzeba.
A jeśli Pan Bóg z nami, to któż przeciwko nam!
To najlepszy dowód pomocy, jaki od Niego mam!
I dlatego choćby z motyką na Słońce Ty i ja porwać się
możemy,
a zawsze pełnić swego Ojca Niebieskiego świętą wolę
będziemy.
I właśnie dzięki niej stanie się to co niewiarygodne,
a co już nigdy nie będzie takie nieprawdopodobne,
że ludzie tej Ziemi żyć w pokoju już na zawsze mogą,
co na każdym kroku potwierdzają powszechną zgodą.
I niech taka już ciągle tutaj nam panuje,
a która najwyraźniej wszystkim ukazuje,
że wszystkie rozumne dzieci Stwórcy Niebieskiego,
są do tego
zdolne dla Imienia Jego tak świętego.
Możemy
zatem spłatać im niezłego figla - wszyscy razem. Zamiast bezmyślnie ze sobą
walczyć i wzajemnie mordować, to ruszmy na Brukselę! Przecież Islamistów, a
właściwie zaślepionych Arabów - i nie bójmy się użyć tego określenia - naszych
bliźnich, jest w Europie dobrych kilkadziesiąt milionów. Nas, Europejczyków
również mogło by być drugie tyle i moglibyśmy się do nich przyłączyć, a
wspólnie na stolicę naszego jarzma niewoli ruszyć. I już nie jako Arabowie czy
Europejczycy, lecz jako jeden lud, co nie da się więcej oszukiwać,
wykorzystywać ani wpuszczać w maliny. Nie da się szczuć jedni przeciw drugim,
ani nastawiać jeden przeciw drugiemu. Koniec z tym!!! A straszyć to my, a nie
nas! Wspólnie potrafimy stworzyć taką siłę i taką potęgę, jakiej żadna armia
świata nie będzie w stanie stawić najmniejszego oporu!
GDZIE DWÓCH SIĘ BIJE, TAM TRZECI
KORZYSTA… Najwyższy czas to zrozumieć i samemu na zgodzie skorzystać.
I pod
żadnym pozorem nie oznacza to, że mamy z nimi walczyć! Nie, nie i jeszcze raz
nie! Przecież wystarczy, żeby takie mrowie ludzi wspólnie na nich ruszyło, to z
miejsca i w panice uciekną gdzie pieprz rośnie! - wszyscy ci, co tak
bezpiecznie do tej pory siedzą na swoich stołkach w Brukseli - a także ci, co
nimi ciągle kierują. Palcem nawet nie ruszą przeciwko nam - zjednoczonym,
zgodnym, współpracującym, współdziałającym w pokoju i jednomyślnie. Nie odważą
się na oczach całego świata nas mordować, a przede wszystkim dlatego, że po
naszej stronie są Moce z Wysokości, jakim moce ciemności nie są w stanie się
przeciwstawić.
To by
dopiero wielcy tego świata potężnie się zdziwili i własnym oczom nie mogli
uwierzyć. Ci, co wzajemnie mieli się zabijać, zgodnie maszerują na ich ostoję
perfidnego fałszu, ohydnej manipulacji, wstrętnej dominacji i kontroli. No to
mieliby niespodziankę, gdyby spod kontroli wymknęła by się taka rzesza wiernych
i nie wiernych, co dla nadrzędnego celu byłaby w stanie zapomnieć o swoich
różnicach (tak, to prawda, że licznych, ale i prawdą jest, że sztucznie wywołanych)
i zamiast skakać sobie do oczu, to wiedząc komu to zawdzięcza, domagać się właśnie
od nich pozostawienia nas w spokoju, bo my - zwykli i uciskani ludzie - sami
wiemy najlepiej, jak ze sobą się dogadać i jak urządzić ten świat, żeby lepszym
już był dla nas domem.
I w żadnym
razie nie potrzebujemy do tego jakichś tam „wszystkowiedzących” i możnych tego
świata. Ich czas minął. Już więcej nie będzie im dane rządzić, bo co z tego ich
dotychczasowego rządzenia mamy, to wszyscy bez wyjątku bardzo dobrze wiemy. I
więcej im na to nie pozwolimy.
Razem
jedziemy na jednym wózku, co teraz Europa się nazywa. Razem możemy się
wzajemnie w pień wyżynać i bestialsko mordować, albo razem pójść po rozum do
głowy możemy i wspólnie stanąć przeciw naszemu głównemu i prawdziwemu wrogowi -
europejskiej masonerii, europejskim iluminatom, europejskiemu faszyzmowi, a w
skrócie Unii Europejskiej.
I tak jak
Islamiści są zdani na nas, to tak i my jesteśmy zdani na nich i wzajemnie
możemy sobie pomóc. „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Oni są na
obcym terenie i wcześniej czy później zabraknie im środków do życia, zabraknie
im wielu jeszcze innych rzeczy niezbędnych do przeżycia, jakich
najprawdopodobniej pozbawią ich możni tego świata, żeby doprowadzić ich do
ślepej wściekłości i zwrócić przeciwko nam. Posługują się przy tym niskimi,
prymitywnymi żądzami dla całkowitego zawładnięcia i kierowania tłumem
imigrantów, w sposób sobie tylko wiadomy i sobie odpowiadający. A im wcześniej
obie strony sobie to uświadomią, to tym lepiej.
Nie oznacza
to, że imigranci muszą pozostać w Europie tak długo, jak sami zechcą. Wcale
nie. Niech wracają tam, skąd przyszli, bo u siebie w domu mają jeszcze bardzo
dużo do zrobienia, zresztą tak jak i my. Wszyscy zajmijmy się najpierw swoimi
sprawami, a dopiero potem róbmy u kogoś porządek, jeśli okazało by się to potrzebne.
I zawsze pamiętajmy o jednym, a co przecież tak bardzo trafnie zauważył Duch
Święty: „Tyle już wojen ludzkość ze sobą toczyła i co dzięki nim osiągnęła?” W
rzeczy samej - tyle ze sobą wojowania, toczenia bitew i wszelkich utarczek. I
co? Świat dzięki temu choć o drobinę stał się lepszy? Widzimy tutaj jakiś
postęp, większe bezpieczeństwo? Widzimy jak pokój obejmuje w swoje władanie
coraz to większe obszary „cywilizowanej” ludzkości?
Oczywiście nic z
tych rzeczy. To wszystko jest tylko śmiechu warte, to jakieś mrzonki, ponieważ
manipulanci i mąciciele nadal bawią się w najlepsze i na nic (jak do tej pory)
nasze wysiłki. I dalej tak będzie, dopóki nie nadejdzie pomoc z samego Nieba -
tak dla jednych (Arabów) jak i dla drugich (Europejczyków) - gdyż bez niej nie
jesteśmy w stanie uczynić choćby jednego wspólnego kroku naprzód. Bardzo
potrzebujemy tego najważniejszego i najświętszego błogosławieństwa naszego
wspólnego i Jedynego Ojca Stworzyciela! Bez Jego przychylnego spojrzenia
wszystkie nasze wysiłki są jedynie nic nie znaczącymi, upośledzonymi i bezmyślnymi
próbami osiągnięcia tego, co nas przerasta, a co dla naszego Wszechmogącego
Stwórcy jest tak łatwe, jak łaskawe skinienie palcem. Potrzeba jednak naszej
dobrej woli, potrzeba naszego działania i wspólnego dążenia na tej nieznanej drodze
odkrywczego podążania w zupełnie nowym kierunku - jednak bardzo jasno
określonym i doskonale znanym - bo nie na zatracenie i ku nicości ślepo
prowadzącym, lecz ku istnieniu, ku lepszemu życiu śmiało i odważnie wiodącym.
I nie jesteśmy
sami! Nie jesteśmy w tej wędrówce osamotnieni! Wystarczy szczerze poprosić,
pokornie uznać Wyższość Największej Energii i na NIEJ w pełni polegać! Wszak
nie ma większej energii od Energii Miłości! I to właśnie Ta Energia , a nie
żadna inna, jest naszym Źródłem i do tego Źródła trzeba nam sięgnąć. Trzeba nam
zapomnieć o tak licznych różnicach wiary, różnicach religijnych czy wszelkich
innych, gdyż Źródło jest zawsze Jedno - Wspólne, Nieskazitelnie Czyste i Takie Samo dla nas
wszystkich bez wyjątku. Jest Źródłem Życia, Istnienia, Trwania i Miłości. A w
Nim znajdziemy również natchnienie do przebaczenia, zgody, pokoju i lepszego
jutra. A to wszystko również dzięki dotarciu do ostatecznej Prawdy, jaka w
końcu nas wyzwoli.