Tylko cały kłopot w tym, że nie do końca zdajemy sobie z tego
sprawy i nie potrafimy się zjednoczyć, żeby tę naszą potęgę odpowiednio - a co
najważniejsze - skutecznie wykorzystać. I to właśnie w tym celu możni tego
świata dokonali tylu podziałów między nami, i tak bardzo nas poróżnili między
sobą, ponieważ doskonale o tym wiedzą, że to my tworzymy wielką siłę, jakiej
oni nigdy nie byliby w stanie się przeciwstawić. A przemawia za tym choćby ten
jeden jedyny, a jakże mało znaczący fakt. Mianowicie taki, że jest ich zaledwie
1% (nawet niecały jeden mały procencik) populacji całej ludzkości, a nas
przytłaczająca większość 99-ciu procent! A zatem, jakżeż przytłaczającą mamy
nad nimi przewagę! - czyli nad tymi, co tutaj rządzą, utrzymują nad nami kontrolę
i nami ciągle manipulują.
.
Tak, bardzo sprytnie to sobie wymyślili, ponieważ żeby to
osiągnąć, podstępnie wmówili nam fałszywe przekonanie, że wszyscy jesteśmy
oddzielnym istnieniem, jakie w ogóle nie ma ze sobą żadnego połączenia. I tak
jak oszukańczo doprowadzili do tego, że przestaliśmy wierzyć w tę nierozerwalną
więź i już nawet nic o niej nie wiemy, to co gorsza pozbawili nas jedności z naszym
Ojcem Stworzycielem. A właściwie, to my same - sami ją utraciłyśmy - utraciliśmy,
bo daliśmy się możnym tego świata tak pokierować i wyprowadzić na bezdroża ciemności
ignorancji.
W zapomnienie bowiem odeszła cała starożytna wiedza, mówiąca o
tej niezwykłej, a przede wszystkim potężnej jedności, umożliwiającej Energii Najwyższej
wpływać w sposób nieograniczony na naszą rzeczywistość, czyli zmieniać ją nie
do poznania i czynić ją o niebo lepszą, bo doskonałą.
I tak jak w naszych umysłach doszło do tego podziału, to tak
samo i nasze myśli nie są już zdolne wznieść się ponad tym podziałem, żeby
zmienić ten świat z powodu bardzo mylnego przekonania, że po prostu tak już
jest i nie da się tu nic zmienić.
No cóż, w sumie to można sobie tak myśleć, tylko że jest w tym pewne
„ale” i coś bardzo zastanawiającego, bo skoro w jakiś tajemniczy sposób pojawiają
się te nieśmiałe przebłyski marzeń, że jednak może być lepiej, bo skoro w snach
widzimy lepsze życie, a czasami po prostu pamiętamy o nim z naszych poprzednich
reinkarnacji na innych doskonalszych Planetach, lub same i sami przekonujemy
się o tym na własne oczy odbywając podróże astralne, albo otrzymujemy
telepatyczne przekazy od Istot Duchowych i takie natchnienie, i tę wiedzę, jaka
również o tym nam mówi, to oznaczać może tylko jedno, że jednak to wszystko
jest możliwym, a lepsze życie jest całkiem prawdziwym światem, jaki wszyscy na
tej Ziemi też na zawsze mieć możemy i na pewno mieć będziemy!
I nie jest to wcale jakimś bezpodstawnym i pozbawionym logiki tokiem
myślenia. Przecież doskonałe życie, doskonałe Planety istnieją nie od dzisiaj.
A jeśli doskonałość powszechnie występuje w innych miejscach Wszechświata oraz
w Innych Światach, to dlaczego nie miała by i do nas w końcu zawitać, i w
naszym świecie być już stale obecną…
Właśnie, mieć takie święte przekonanie, mocno uwierzyć w tę
możliwość zmiany naszej obecnej rzeczywistości, to już jest ten dobry początek jaki
stanowi połowę dzieła. I nie trzeba żadnych zbrojnych rewolucji, żadnych
zamachów stanu ani ulicznych zamieszek. Wystarczy tylko zmienić swoją
świadomość, zmienić sposób myślenia, spojrzeć z nieco innej strony, zrozumieć
trochę więcej i wyjść poza narzucone, fałszywie wyobrażenie naszej
rzeczywistości, by następnie podjąć wspólne działania zmierzające do jej
bezpowrotnej zmiany. I wcale nie potrzeba tutaj żadnego wielkiego wysiłku,
żadnych nie wiadomo jakich przedsięwzięć.
Jak przyjemnie się czułem zamykając konto w pewnym banku, kiedy
jego pracownik z nieukrywanym żalem dokonywał potrzebnych w tym celu czynności
i uniżenie pytał o wyjawienie powodu takiej decyzji. I zawsze sprawiało mi dużą
ulgę składanie swojej rezygnacji z zatrudnienia, kiedy udawało mi się znaleźć dużo
lepszą pracę i lepiej płatną. Poczucie uwolnienia się spod jarzma
niesprawiedliwego wyzysku i chwilowy oddech wolności zawsze był wart
poniesionego w tym celu wysiłku i zdenerwowania. Nic nie miało znaczenia w
porównaniu z osiągniętą znaczną poprawą mojego bytu, dla którego warto było
trochę się pomęczyć.
Już teraz możemy zacząć działać, by skrócić sobie czas oczekiwania
na ten wielki dzień, jaki jest zapowiedziany w Biblii.
Historia - ta odległa jak i ta całkiem bliska - odnotowała wiele
pięknych dokonań, jakim wspólna i ta sama myśl nadała właściwy kierunek.
Ludzkość może być z nich dumna. Dzięki nim może czerpać natchnienie i otuchę do
następnych podobnych wielkich czynów zmieniających oblicze tej Ziemi, co
niewątpliwie nie byłoby możliwe bez obecności Ducha Świętego we wszystkich nas.
Takim budującym tego przykładem jest Mohandas Karamchand Gandhi.
Przez wiele lat cierpliwie i z pokorą znosił wiele upokorzeń, jakich mu nie oszczędził
świat rasizmu. Jednak w końcu nie wytrzymał i podjął przeciw niemu działania.
Upomniał się o los kolorowej ludności. Stanął na czele robotniczych strajków w
Południowej Afryce, które osiągnęły bardzo dużą skalę. Oczywiście rząd nie
pozostał bezczynny. Natychmiast rozpoczął prześladowania „buntowników” i
przystąpił do ich masowego aresztowania. Jednak wkrótce okazało się coś bardzo
ważnego i nad wyraz ciekawego. Władze musiały ich wypuścić na wolność, ponieważ
uwięził tylu ludzi, że nie było już komu pracować.
Również nasza Polska była bardzo bliska wyzwolenia się spod
jarzma ucisku i to w początkowych latach pięćdziesiątych minionego stulecia.
Morze strajków jakie wtedy przelało się przez nasz cały kraj omal nie
pochłonęło ówczesnego rządu i omal nie doprowadziło do jego upadku. Jednak
brutalne i powszechne represje podjęte przez ówczesnych rządzących naszym
narodem (pastwiących się nad nami), spowodowały zakończenie wszystkich
protestów. Chcąc zachować swoją dominację, władza uciekła się do bezwzględnej
metody pozbawienia pracy każdego robotnika - kobietę czy mężczyznę - chcącego wziąć
udział w następnym strajku. W ten sposób osiągnęli swój cel i utrzymali
kontrolę, czego bez wątpienia by nie osiągnęli w przypadku pełnej
jednomyślności całego narodu bez wyjątku.
Innym przykładem był ruch oburzonych, jaki został zapoczątkowany
w jednym z miast w USA. Jakaś klientka, jednego z największych banków tego
kraju, była wielce niezadowolona z wprowadzenia dodatkowych opłat na jej
koncie. Postanowiła powiadomić o tym swoich znajomych, sugerując zamykanie swoich
kont oraz ich przenoszenie do innych mniejszych, lokalnych banków. Jej pomysł
spotkał się ze sporym odzewem, co nie umknęło uwadze i zostało wyraźnie
zauważone przez włodarzy tej instytucji finansowej, którzy przestraszyli się
może nie tyle samej straty zysków, ile mocno ich zaniepokoiło wspólne działanie
podjęte przez byłych już klientów ich banku.
I w sumie to nawet nie były potrzebne te wszystkie uliczne
protesty, przemarsze, jakie później zostały zorganizowane w Londynie oraz w
wielu innych miastach na świecie, a także w Polsce, ponieważ dużo więcej można
było osiągnąć podobnymi działaniami, polegającymi na wycofaniu swoich pieniędzy
i nie pozostawianiu ich do dyspozycji tym, co je sprzeniewierzają i je
wykorzystują przeciwko nam. A takie działanie podjęte w skali całego świata, bez
wątpienia porządnie dało by się we znaki tym wszystkim możnym tego świata.
Właściwie to paraliżujący strach już ich dopadł od jakiegoś
czasu. Bynajmniej z powodu utraty pieniędzy, ale wywołany naszym wspólnym
działaniem, czego panicznie się boją i straszliwie drżą na samą o nim myśl.
Tak, nasza jedność, nasza ogromna siła wynikająca ze wspólnego działania powodowanego
tą samą i jedną myślą. Właśnie tutaj znajduje się nasza największa siła i tutaj
mamy naszą nieograniczoną władzę. Przecież kiedy przestaniemy być im posłuszni
i przestaniemy się ich słuchać, to jak oni biedni bez nas sobie poradzą?!
Kiedy wszyscy bez wyjątku przeciwstawimy się wielkim tego
świata, to kto na ich skinienie będzie kradł, pobierał podatki, wtrącał do
więzień, mordował, szedł na wojny, szerzył cierpienie i zniszczenie, powiększał
niesprawiedliwość, morzył głodem i pozbawiał szczęśliwego życia? Przecież bez
naszej pracy i naszej pomocy, to właśnie oni w pierwszej kolejności nie
przeżyliby nawet jednego dnia w tym okrutnym świecie, jaki sami stworzyli.
Gdybyśmy tylko odmówili bycia ich niewolnikami, gdybyśmy tylko
im się przeciwstawili, to wtedy właśnie oni bez nas by zginęli, a nie my.
Gdybyśmy odmówili bycia ich służącymi, to czy oni sami poszliby pracować do
fabryk albo poszliby pracować w polu? Czy to oni wzięliby się za jakąś
pożyteczną pracą? Staliby przy maszynie cały boży dzień i w pocie czoła zarabialiby
na kawałek chleba?
Bardzo, bardzo wątpliwe, żeby tak właśnie się stało, ponieważ
nie są zdolni do niczego, zupełnie niczego i do niczego pożytecznego się nie
nadają. Sami nie wytworzą ani nie dostarczą sobie żadnych produktów i nie będą
w stanie ich załadować, przewieźć, rozładować, zmagazynować, rozpakować i wykorzystać.
Sami nie będą produkować narkotyków oraz ich sprzedawać. Tak samo nie będą bomb
produkować i żadnymi karabinami nie będą handlować. Sami też nie pójdą na żadną
wojnę i nie wyjdą na ulice, żeby wszczynać niepokoje. Sami nie będą pilnować
sztucznych granic i służyć w policji.
Nawet do tego stopnia są już nieporadni, że sami nie kupią sobie
pożywienia, nie zatelefonują, żeby je zamówić, a tym bardziej nic sobie nie przygotują
do jedzenia. Sami nie dojadą też do żadnej restauracji. A jeśli by nawet jakimś
cudem tego dokonali, to nie będzie nikogo, kto by im coś przyrządził i do stołu
podał. Bez nas nie są w stanie uczynić ani jednaj najprostszej rzeczy,
dosłownie żadnej! To na nas są całkowicie skazani i od nas w pełni uzależnieni
we wszystkim! I właśnie dlatego to my mamy pełnię władzy, ponieważ wszystko
potrafimy same i sami zrobić i z wszystkim same i sami potrafimy sobie
poradzić. Nie oni, tylko my! Właśnie my wszyscy!
Cały kłopot w tym, że to oni zawładnęli całym światem, co stało
się niestety i za naszą sprawą. To oni mają technologie, jakich nikt z nas nie
widział na oczy.
To oni są zdrowi, bo leczą się z wszystkich chorób, a także
żaden nowotwór nie jest im straszny, ponieważ wszelkie metody jego wyleczenia
bardzo dobrze są im znane i przez nich stosowane.
To oni wiodą tak dostatnie życie, że już dawno im się w głowach poprzewracało
od tego całego bogactwa jakiego tyle nakradli i od wielkiego przepychu, w jakim
bez umiaru się pławią, a nas jego choć najmniejszej drobiny pozbawiają.
Właśnie nas, nas wszystkich, co maja największe i najświętsze
prawo do nieograniczonego korzystania z wszelkich dobrodziejstw postępu i
dostatniego życia, ponieważ to nikt inny, tylko my dobywamy dobra tej Ziemi,
wytwarzamy żywność, produkujemy dobra materialne, je dostarczamy, naprawiamy,
świadczymy usługi i utrzymujemy w ruchu cały ten nasz świat, który bez naszej
codziennej i tytanicznej pracy zatrząsł by się w posadach i z wielkim hukiem runął
by w gruzach w jednej krótkiej chwili.
Bez nas nic, ale to dosłownie nic by nie funkcjonowało tak jak
funkcjonuje i nie miało by prawa „się kręcić”, gdybyśmy nie zechcieli skinąć
choćby małym palcem.
I nic w tym trudnego. Przecież żeby się o tym przekonać,
wystarczyło by przestać kupować określone produkty spożywcze i przemysłowe - te
najbardziej trujące i najbardziej się psujące. Dzięki temu moglibyśmy wszyscy
razem wymusić na producentach zaprzestania ich wytwarzania. Na przykład bardzo szybko
by się zakończyła produkcja tak zwanych żarówek energooszczędnych, które tak
naprawdę trują nas rtęcią, czy choćby takiej wstrętnej trucizny, jaką są
wszystkie bez wyjątku słodzone napoje gazowane.
W ten sam sposób moglibyśmy wymusić obniżkę cen żywności,
paliwa, energii. Wystarczyło by jednomyślnie przeprowadzić pokojowy protest
zaprzestania kupowania wszystkiego w określone dni, zaprzestania korzystania na
przykład z oświetlenia i poświęcenia się do spędzenia kilku wieczorów przy
świecach. Mielibyśmy wymarzoną okazję na romantyczną kolację przy świecach, na
miłe spędzenie wieczoru z babcią i dziadkiem, poznania ich pięknych a
pouczających historii, wsłuchania się w ich przejmujące opowieści, albo można
by się położyć wcześniej spać i odespać zaległości - przyjemne z pożytecznym.
(Lepiej byśmy wypoczęli i następnego dnia wstali w dużo lepszych nastrojach).
No i co? Nie przestraszyli by się, gdyby wyniki sprzedaży nagle
spadły im do zera? Nie zaczęli by zastanawiać się o co w tym wszystkim chodzi?
Na pewno musieliby spełnić nasze żądania, żądania kupujących, czyli tych, co
naprawdę decydują i posiadają władzę, pod warunkiem wspólnego podjęcia działań.
A spanikowani producenci z miejsca by poprawili jakość swoich produktów i w
dodatku jeszcze szybciej by obniżyli ich ceny.
A kiedy przestalibyśmy oglądać tę ich telewizję, wyrzucilibyśmy
na śmietnik te ich telewizory, telefony przenośne, smartphony, ipody, tablety i
takie tam inne śmiecie, zaprzestalibyśmy opłacać abonament radiowo-telewizyjny,
to dopiero byłby poważny cios dla rządzących, ponieważ straciliby możliwość
bezpośredniego manipulowania społeczeństwem, hipnotyzowania nas i ogłupiania.
(A o odbieraniu nam zdrowia już nie wspominając).
No, ale niestety. Jak dotąd wszystko jest jak było i wszystko nadal
jest po staremu. Szkoda tylko, że cały czas jesteśmy niepomni, nieświadomi
jednaj istotnej sprawy, o jakiej też stale zapominamy - to my a nie oni, wytwarzamy
dochód, wypracowujemy zyski, przysparzamy dóbr materialnych i powiększamy
majątki!!! Ty i ja! Nikt inny!!! A przede wszystkim nie ci, co sami siebie nad
nami ustanowili władcami i przywłaszczyli sobie prawo do ich gromadzenia i
dzielenia, sobie pozostawiając lwią część z tego, czego sami nie wypracowali i na
co sami w najmniejszym choćby stopniu nie zasłużyli, a nam rzucają na pociechę
jakieś mało znaczące ochłapy…
I pięknie to zostało ukazane w pewnej bajce dla dzieci - a z
całą pewnością nie tylko dla dzieci, bo zwłaszcza dla nas dorosłych – kiedy to
jedna mała mróweczka przeciwstawiła się tyranowi i prosto w twarz mu
powiedziała, że to właśnie mrówki są silniejsze, i że właśnie mrówki są
potrzebne konikom polnym a nie odwrotnie.
A co dalej było, to już nie trzeba pisać. Wystarczy tylko sobie
przypomnieć tę sielankę i beztroskę mrówek, jak również ich błogie życie o
jakim wcześniej nie miały choćby zielonego pojęcia. A ostatnie sceny tego filmu
zawsze przywołują bardzo miłe wspomnienie i wywołują błogi uśmiech na twarzy.
Aż prosi się o ukazanie dalszych losów sympatycznych bohaterów tej wielce pouczającej
historii, którzy chcąc pomagać innym uciskanym społecznościom owadów przychodzą
im z pomocą i udowadniają, że do szczęśliwego życia nie są im potrzebni żadni
ziemscy władcy, ani jacyś pozorni i samozwańczy opiekunowie, jakim to po prostu
można się przeciwstawić i skutecznie się ich pozbyć, ale oczywiście bez żadnej
przemocy wobec nich. Wystarczy jedynie przestać dla nich pracować. Oto ta cała
„wielka” tajemnica.
I za każdym razem mając okazję obejrzenia filmów o podobnej
wymowie, zwłaszcza o niezrównoważonych umysłowo władcach dawnego Rzymu lub o
współczesnych przywódcach państwowych, którzy nie licząc się z ludzkim życiem
tak łatwo nim szastali, terroryzując całe społeczności oraz całe narody, to nigdy
nie mogłem się nadziwić, jak to jest możliwe, że jakiś jeden człowieczek, w
dodatku niespełna rozumu, pozwala sobie na to wszystko. Wszystkim rozkazuje co żywnie
mu się podoba i zachciewa, a dowódcy wojskowi, czy też sami żołnierze stojący
wokół, jedynie wykonują te wszystkie niedorzeczności - potulnie i mocno
zlęknieni - jakie owa karykatura człowieka sobie wymyśliła.
A widząc to nie mogliśmy zrozumieć, jak to jest możliwe, aby żołnierze
i dowódcy, których zwyczajnie jest więcej i którzy przecież stanowią
rzeczywistą władzę, posiadają siłę, to dają się tak bardzo wodzić za nos jakiejś
jednej słabej osobie, w dodatku rozhisteryzowanej i nie wiedzącej czego chce.
Po prostu śmiech na sali, bo ci, co wspólnie mogliby z taką łatwością
zlekceważyć swojego przywódcę i nie słuchać żadnego jego bzdurnego rozkazu, to ślepo
są mu posłuszni, bo się go boją.
I bardzo śmieszne były sceny filmów, kiedy jakiś rzymski cesarz
miotając się w swojej zapalczywości, piszczącym głosem wydawał jakieś niedorzeczne
rozkazy, a postawni żołnierze (przewyższający go o dwie głowy i w paraliżującym
strachu o utratę swojej własnej, a w dodatku z mieczami w swoich dłoniach) stoją
potulnie jak nic nie rozumiejące barany i bez najmniejszego oporu i sprzeciwu
słuchają się tego małego, którego ktoś ustanowił „wielkim” władcą. Stoją sobie takie
dryblasy, a pomiędzy nimi plącze się jakiś karzełek i nimi pomiata.
A wystarczyłoby, żeby tylko jeden z nich wziął go za ucho,
wykopał z pałacu i byłoby po sprawie. Łatwo, szybko i skutecznie. Żaden kłopot.
Żołnierzy jest zawsze więcej i żaden cesarz, choćby najbardziej się rzucał, to
i tak im nie podskoczy, bo tamci są od niego silniejsi.
No, ale nic jeszcze straconego, ponieważ historia bardzo lubi
się powtarzać i wyświadcza nam olbrzymią przysługę, ucząc bardzo dobrze jakich
błędów należy się w przyszłości wystrzegać, żeby wszystko potoczyło się tak jak
trzeba. Widocznie wtedy to nie była jeszcze ta właściwa pora, ponieważ kiedy
tylko nadejdzie ten właściwy Czas, to takiej okazji już nie zmarnujemy i bardzo
dobrze ją wykorzystamy dla nas wszystkich. Właśnie my, wszystkie uciskane i
ciemiężone narody, małe mróweczki lecz nie pozbawione siły, znające swoją
wielką wartość i z godnością czekające na właściwą chwilę zmiany swojego
przeznaczenia, ponieważ taka chwila z całą pewnością przyjść do nas kiedyś musi
i już jest coraz bliżej, i do drzwi naszego życia wkrótce głośno zapuka.
A wystarczy, że te bramy szeroko
chętnie wspólnie otworzymy,
do naszego świata radośnie światło
poznanie wejść zaprosimy,
by cały ten świat zmienić w końcu tak
bardzo i nie do poznania,
czyniąc go lepszym miejscem dla
szczęśliwego życia zaznania.
Tymczasem daliśmy się zwieść pozornemu szczęściu i swoim
egoizmem wzmacniamy władzę możnych tego świata. Nasze wygodnictwo przyzwala im
na dalsze utrzymywanie tego bezprawia. A my, cóż… Można odnieść wrażenie, że w
ogóle się tym nie przejmujemy i wcale nie zwracamy na to swojej uwagi, ponieważ
ci, co mają trochę lepiej, nie przejmują się losem tych, co mają trochę gorzej
albo całkiem źle. Daliśmy się podzielić na różne sposoby, a największy podział
dokonywany jest przy pomocy pieniądza. A ci, co mają ich pod dostatkiem,
uważają się za lepszych od wszystkich tych, co wcale ich nie mają. Tak, stan
posiadania, przynależność taka a nie inna dokonała największych zniszczeń w
naszej wzajemnej jedności oraz w jedności ze Źródłem Życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz