sobota, 1 lipca 2017

Wpis 31. Pogaństwo to mamy teraz i nie mówmy tak o pięknych wierzeniach, jakie mieliśmy dawniej…


…ponieważ to właśnie teraz najróżniejsze materialne zabawki dla dorosłych dzieci, przeróżne przedmiociki, a na pierwszym miejscu pieniądze rządzą nami niepodzielnie i robią z nami co tylko chcą. Nie dość, że zabijamy się o nie harując jak dzikie osły, to w dodatku nie wahamy się przed zabijaniem innych ludzi, przed uśmiercaniem wielu żywych istot dla zdobycia choć trochę więcej mamony. Mamona wypełnia nasz umysł, wypełnia nasze myśli, nasze dusze i serca. Oto nasz bożek, jaki niepodzielnie rządzi światem. Jeśli już, to ten jest diabłem wcielonym, jaki w głównej mierze wodzi nas na pokuszenie i sprawia, że człowiekiem już dawno być przestaliśmy, stając się bezwolną maszyną, bezmyślnym robotem do zarabiania pieniędzy. Nasi prześladowcy, chałturnicy nieporządku światowego bardzo dobrze to sobie obmyślili w tych swoich chorych łepetynach. Tak, oni doskonale wiedzą od czego jest ego, chorobliwa ambicja, pycha, duma, pragnienie władzy i bogactwa. Zresztą, osiągnęli już mistrzostwo w ciągłym programowaniu nas na zaspokajanie swoich wybujałych i przesadzonych potrzeb, jakimi przecież oni sami również nas skutecznie kuszą, a zwłaszcza je projektują, żebyśmy się nimi wypchali aż po sam nos.
.

Zapomnieliśmy więc o całym świecie, gdyż cały świat chcą nam upchnąć w naszym wnętrzu. Chcą, abyśmy pragnęli tylko jednego. Chcą, abyśmy jedynie zaspokajali siebie, spełniali swoje zachcianki, pakując w swoje wnętrze cały ogrom śmieci i różnych świństw, jakich tyle zdążyli już naprodukować na całym świecie, zaczynając od „pożywienia”. I jak widać, to całkiem dobrze im z tym idzie. Nawet nie samych ludzi mamy bardzo otyłych, lecz i zwierzęta, co cierpią z powodu ludzkiej głupoty oraz ich małpiej miłości. Nasz rozpasany apetyt jest wciąż nienasycony. Ciągle wszystkiego mamy mało i chcemy więcej, więcej i więcej. Nasze puste wnętrze jest jak ogromna studnia bez dna prowadząca prosto do piekieł, do piekieł naszego zniewolenia tym, co tymczasowe, puste, bezwartościowe.

Największe staranie przykładamy do tego co zewnętrzne, do tego co powierzchowne i widoczne gołym okiem. Skupiamy się na przeroście formy nad treścią. Cały nasz ogromny wysiłek kierujemy w złą stronę, w taką, jaka jest wytyczona przez „osobistości życia publicznego”, głównie szklanego ekranu, czyli kukiełki telewizji, mody, filmu, piosenki, polityki, sportu. (Właśnie dlatego prześladowcy nam je dali). Papugujemy je na każdym kroku i bezkrytycznie naśladujemy we wszystkim, czyniąc sobie i tylko sobie największą krzywdę, bo taką, jaka na duszy przynosi nieodwracalną szkodę.

Mniejsza o ciało, bo jak je stracimy, to przy następnym wcieleniu znów je mieć będziemy. Ale jak duszę raz stracimy, wystarczy, że tylko jeden jedyny raz umrze nasz duch, to niestety już na zawsze. Jak kogoś dopadnie druga śmierć, ta straszna - ostateczna, to na amen, to już koniec, to nicość…

A zatem tutaj tkwi całe sedno sprawy. to jest ta najważniejsza rzecz, o jaką toczy się ta z pozoru niewinna gra. To jest to, o czym mówimy - zaprzedać duszę diabłu. I wcale nie diabłu, ale zaprzedać duszę, zdradzić ją - naszą własną duszę, naszego własnego ducha, czyli prawdziwą mnie i prawdziwego mnie - dla czegoś tak śmiesznego i bezwartościowego, jak tymczasowe przedmioty, nietrwała materia i różnego rodzaju cielesne uciechy! Na własne życzenie i z racji naszej zniewolonej woli wiedzie się nas do ostatecznego unicestwienia!

A jest to tym bardziej tragikomiczne, ponieważ jesteśmy święcie przekonani, że to nic takiego, jeśli sobie wiedziemy jakieś tam życie pozbawione dążenia do doskonałości. A po co to komu? Po co sobie zawracać tym głowę? Doskonałość? A kto ją widział? Co to w ogóle jest?

Co to jest, to wszyscy się o tym przekonamy, oby tylko nie za późno. I wcale nie straszymy. Nie o to tutaj chodzi. Człowiek rozumny dobrze o tym wie. „Dość mądrej głowie po jednym słowie”. Oczywiście, że tak. Wiele spraw chwytamy w lot. A właściwie to nie zupełnie my same i my sami, ale otrzymujemy stałą pomoc od Ducha Bożego, od naszego Anioła Stróża, który stale służy nam pomocą i natchnieniem potrzebnym do właściwego pojmowania otaczającej nas rzeczywistości, a tak naprawdę, do odpowiedniego zdemaskowania tej całej ułudy, kłamstw i takiego ogromu fałszu, jakiego jeszcze świat nie widział.

No bo jak to można nazwać, skoro białe czynią nam czarnym, a czarne przedstawiają jako białe. Dzień zamienili nam w noc, a noc czynią dniem. Jasność jest ciemnością i odwrotnie. Ludzi za życia zamieniają w umarlaków. Tak jak z Prawdy czynią kłamstwo, tak kłamstwo ubierają w pozory Prawdy. Doprawdy, oczy trzeba mieć szeroko otwarte, żeby dostrzec to wszystko, a zwłaszcza umysł. Bez otwartego umysłu wszystko na nic i wszystko na marne. Dalej będziemy tkwić jak samotny kołek w płocie, bo wszyscy inni sobie poszli, gdyż byli w stanie zrozumieć, w jakim położeniu się znajdowali.

Pokrótce możemy się postarać naświetlić pewne sprawy, ale temat jest jak rzeka. Zresztą, wszystko zależy od Ciebie. Wszystko zależy od tego, czy zechcesz zacząć zmieniać swoje życie, czyli samą i samego siebie. Móc to chcieć. A jeśli nie chcesz, to daruj sobie jakikolwiek wysiłek, bo szkoda twojej energii. A jeśli zechcesz i zapoczątkujesz tę drogę ku doskonałości, to z niej nie zawracaj, bo byłoby to jeszcze większą głupotą, niż na nią nie wstępować. Dlaczego? Jeśli ktoś jest głupi, to takim pozostaje i w ogóle nie widzi drogi mądrości. Nic zupełnie o niej nie wie ani o jej istnieniu. Jak jest głupi, to takim pozostaje.

W drugim zaś przypadku, gdy ktoś zaczyna iść drogą mądrości i potem z niej zawraca, to może oznaczać tylko jedno. Już przestał być głupi, ponieważ - po pierwsze - był w stanie w ogóle dostrzec tę drogę mądrości, a po drugie - co najważniejsze - dokonał czegoś bardzo trudnego i osiągnął swój pierwszy poważny sukces! Tak, sukces, a tym osiągnięciem jest samo podjęcie działania! Tan ktoś zdobył się na czyn i to czyn w dobrej mierze. Jest to czyn mogący mieć przeogromny wpływ nie tylko na całe życie tego kogoś, życie w materii, cielesne, ale wpływ na życie swego ducha! Być może wola wejścia na drogę ku doskonałości i postawienie na niej pierwszych kroków, właśnie uratowało Ci życie wieczne! Uratowało Ci życie twojego ducha! Twój duch nie umrze i żyć będzie na wieki!

A teraz wyznaj szczerze. Stań przed lustrem, spójrz sobie prosto w oczy i wyznaj sobie prawdę, odpowiadając na jedno jedyne pytanie. Na pytanie tak proste jak prosto patrzysz sobie w oczy: „Warto?”. Czy warto się tego podjąć? Czy warto spróbować? Czy w ogóle warto podjąć ten wysiłek swojej woli i zacząć coś zmieniać w swoim życiu?

Ależ skąd. Nie, nie warto. Dalej gap się w ekrany telewizorów, telefonów, tabletów, czy czegoś tam jeszcze, co są tak płaskie, jak płaskie jest twoje zrozumienie, twoje myślenie. Dalej wlewaj w siebie alkohol i żyj w upojeniu, w urojeniu o wspaniałym swoim bytowaniu… Używaj najprzeróżniejszych kosmetyków, trując się wyszukaną trucizną, za jaką płacisz własnymi pieniędzmi, bo przecież jesteś taką mądrą i takim bystrym, że nawet nie wiesz, jak powoli się uśmiercasz, a najpierw wpędzasz w różne choróbska. Ulegaj najprzeróżniejszym modom, bądź na szczycie światowego życia i cały czas dbaj o swój nienaganny wygląd, bo koperta musi przecież zawsze ładnie wyglądać. A kto tam zauważy, że pusta w środku. A nawet jak ktoś jeden taki się trafi, co zauważy, że coś tam jest nie tak, to wśród samych pustych kopert łatwo kogoś takiego okrzyknąć czarną owcą i łatwo od razu go wyśmiać.

Tak więc przynależność do tego świata oznacza brak wolnej woli. Brak własnej wolnej woli z racji dawania posłuchu woli kogoś innego, wypełniania woli innych, czyli wszystkich naszych prześladowców i ciemiężycieli - możnych tego świata razem wziętych, którzy ten świat właśnie takim urządzili. Ich wolą jest zastawianie sideł oraz to, żebyśmy do nich wpadali bez najmniejszego zastanowienia. A my myślimy, że żyjemy według naszego uznania… Jednak trafniej byłoby stwierdzić, że nie mamy ani odrobiny wolnej woli bo zostałyśmy i zostaliśmy doszczętnie zniewolone i zniewoleni!

Zresztą, nad wyraz „pięknie” zostało to załatwione. Nawet w takich szczegółach, jak uczynienie z nas wiernych wyznawców różnych religii, Kościołów. (Tak - Kościołów, a nie wyznawców Pana Boga). Najpierw uczyniono z nas grzeszników, a potem szybciutko załatwiono nam rozgrzeszenie i zbawienie. Jakie to proste i jakie łatwe. Tak łatwe, że czasem aż trudno w to uwierzyć. Na domiar wszystkiego to jeszcze i wygodne. No bo jak wszyscy tak postępują, no to i ja. I tak oto znajdujemy się na drodze łatwej, prostej, wygodnej. Aha, zapomniałbym - i na drodze szerokiej do… A co tam, mniejsza o to dokąd prowadzącej. Teraz nie ma o tym co myśleć. Są inni, żeby się o to martwić, no bo są księża, nauczyciele i przywódcy duchowi. Oni wiedzą lepiej i lepiej się na tym znają. I nic nie szkodzi, że w wielu krajach narobili cielców, jakich wielbią i nas do tego nakłaniają.

Tak, zgadza się, znają się lepiej i to właśnie wykorzystują, lecz w sobie wiadomym tylko celu, o czym nie muszą nam przecież mówić ani nas zawiadamiać. A po co? Jesteśmy tacy szczęśliwi w tej naszej błogiej niewiedzy. Po co mają nam zakłócać spokój tak niezwykle pieczołowicie wypielęgnowany na naszej nieświadomości. Po co mają nas uświadamiać, kiedy jesteśmy tak bardzo przeświadczone i przeświadczeni o własnej mądrości, że już więcej, nawet ani kruszynka, to naszym zdaniem w umysłach na pewno nam się nie zmieści.

A to, że robią z nas współwinnych najcięższych zbrodni, zbrodni morderstwa, kanibalizmu, pedofilii oraz wielu innych, to się wcale nie liczy?! A to, że jesteśmy odrazą i obrazą, w myśl Praw Boskich, to jest w ogóle nieważne?! Ależ my nie… Co nie?! Niewiedza nie zwalnia z odpowiedzialności za popełnione przestępstwa!

Swoimi pieniędzmi opłacamy przestępcze i zbrodnicze instytucje, w tym przede wszystkim Kościoły różnych nacji, w tym przestępcze, samozwańcze rządy. Wspieramy wojny, ludobójstwa, głód i masowe zabijanie niewinnych dzieci trucizną, jakimi są szczepionki. Same i sami utrzymujemy ten fałsz, obłudę i kłamstwo. I oto w takim bagnie tkwimy po same uszy, bo wydaje się nam, że cóż, taki już jest ten świat… Co sami możemy zrobić? Przecież nie damy rady go zmienić.

Tak, to prawda. Same i sami już nic nie możemy zrobić, żeby powstrzymać całe zło tego świata. Tylko że tutaj znowu jest jedno „ale”. Nie jesteśmy same, sami! Kto nam każe ruszać samemu przeciwko całemu temu złu?! Był czas, kiedy mogliśmy do niego nie dopuścić, ale stało się inaczej (i chyba nie na tym świecie, ale zanim tutaj przybyliśmy, zanim żeśmy się wcielili w materię).

A skoro jest jak jest i potrzebujemy Nieziemskich Sił, Sił z Wysokości, pomocy samego Ojca Niebieskiego, to nie pozostało nam nic innego, jak jedynie zwrócić się do Najwyższej Instancji z pokorna prośbą o pomoc. I takowa jest nam udzielona. Potrzebna też jest nasza współpraca. Nie możemy wszystkiego pozostawiać Opatrzności, a same i sami będziemy sobie tylko czekać, aż wreszcie świat sam się zmieni i stanie się dla nas lepszym miejscem do życia.

Jeśli ktoś tak myśli, to jest w błędzie! Nic z tego! Bez pracy nie ma kołaczy! Tutaj potrzeba naszych czynów! Tutaj potrzeba naszej wolnej woli i wiary! Wiary takiej, jaką mieli nasi wielcy przodkowie. Oni wierzyli, ale nie w istnienie Pana Boga, ponieważ o tym, że On Jest, to nasi przodkowie doskonale wiedzieli i nie potrzebowali do tego żadnej wiary. Mieli całkowitą pewność Jego Świętej Obecności w każdym przejawie Życia! Wierzyli natomiast KAŻDEMU JEGO SŁOWU! Wierzyli we wszystko to, co Stwórca Wszechrzeczy osobiście im przekazywał. Chociaż w tym celu posługiwał się też i Swoimi Córkami, i Swoimi Synami, to zawsze i niezmiennie od Niego samego wszystkie nauki stale płynęły.

I nikt się nie odważył im przeciwstawić! Prawa Boskie były przestrzegane i szanowane na każdym kroku i przy każdym tchnieniu każdej żywej istoty na Ziemi. Starożytne Cywilizacje, Starożytne Kultury, liczące sobie po kilkanaście tysięcy lat, tak jak na przykład Sumerowie, Egipcjanie, Majowie, Słowianie, bardzo poważnie podchodzili do wierzeń i brali sobie głęboko do serca wszystkie wskazania swoich bogów, według których postępowali na co dzień. Tak - POSTĘPOWALI - WPROWADZALI JE W CZYN, PRAKTYKOWALI JE Pana Boga w swych sercach mając!

Nauki bogów nie były dla nich żadną teorią ani czymś nieosiągalnym. Oni według nich żyli, dzięki czemu ich wiara wiecznie żywą i silną była. Taka wiara jest prawdziwą opoką, opoką mocniejszą od najmocniejszego granitu. I taka wiara ich nie opuściła aż do ich ostatnich dni. Właściwie, to jest z nimi do dnia obecnego i współczesnych czasów, ponieważ nasi bogowie do nas powrócą i nasi mędrcy znów będą między nami. Znów będą nas uczyć i prowadzić drogą prawdziwej wiary w jednym i tym samym kierunku, ale właściwym kierunku. Skąd będziemy o tym wiedzieć i po czym to poznamy? Najłatwiej po tym, że będzie to trudna i wyboista droga, będzie drogą stromą i wąską, taką, na jakiej trudno się utrzymać i trudno po niej się wspinać.

Masz odwagę na nią wstąpić? Tak? To dobrze, ale przygotuj się duchowo, bo to jest ogromny wysiłek, olbrzymi wysiłek pracy nad sobą. Jednak warto, naprawdę warto, ponieważ na końcu tej drogi jest istnienie, jest o niebo lepsze ŻYCIE!!!