wtorek, 27 czerwca 2017

Wpis 27. Międzymorze, to może i dobry pomysł, tylko czemu ten Trump do tego się wtrąca.

A kiedy się wtrąca - bo możni tego świata pchają te swoje brudne łapska tam gdzie nie trzeba i oplatają swoimi czarnymi mackami każdą nową sprawę - to od razu widać jak coś knują, jak przebierają nogami z niecierpliwości, żeby zaraz coś narozrabiać, coś popsuć i naprzeszkadzać. Ale zanim do tego dojdzie, to oczywiście najpierw muszą odnieść z tego własną korzyść, najpierw muszą sami się nacieszyć usidleniem nowej ofiary. A że przy okazji innym przynosi to szkodę i zniszczenie, no to co? Trudno, przecież taki jest ten świat, okrutny i bezwzględny. Nie biorą jednak pod uwagę jednej i to zasadniczej sprawy. Zapominają o tym co najważniejsze. Oczyszczanie Ziemi trwa w najlepsze, a w dodatku jeszcze się zwiększy i przybierze na sile. Mamy też następnego potężnego sprzymierzeńca, a jest nim Energia Czwartego Wymiaru. Inaczej mówiąc nadchodzi Nowy Czas, a wszystko to, co należy do energii niższego rzędu, co należy do minionego czasu i nie jest zgodne z zachodzącymi zmianami, to bezpowrotnie traci rację swojego marnego bytu. Wszystko to odchodzi w zapomnienie, tak jak w zapomnienie odchodzą ci, co jeszcze nie tak dawno myśleli, jak to wielokrotne przeszczepy najważniejszych organów wewnętrznych (serca, nerek, wątroby) i nagminne przetaczanie krwi zapewni im niemal nieśmiertelność i pozwoli na bardzo długie panowanie nad tym światem.
.


No to w takim razie uważaj prezydencie Trump, bo nie z nami takie numery Bruner, to znaczy… Blondyn. Chociaż wiemy o konieczności poszanowania wolnej woli każdej osoby na tej Placecie, w tym również i babci królowej, (która wcale nie jest z gatunku ludzkiego, nie jest człowiekiem, lecz jest osobnikiem należącym do jakiegoś innego pozaziemskiego rodzaju inteligentnego życia) to wcale nie oznacza to naszej zgody na ich chore wymysły, ani nie oznacza naszej uległości wobec ich niedorzeczności, jakimi nie przestają nas bez przerwy raczyć. Oczywiście, oni nam dyktują (do czasu) warunki naszej bytności, jakim musimy jeszcze się podporządkować, ale to nie oznacza braku naszego rozumienia ani dostrzegania wielu rzeczy. To nie oznacza pozbawienia nas zdrowego rozsądku i umiejętności ujrzenia wielu faktów, takimi jakimi są naprawdę. Przecież pomimo tego ich ciągłego zmuszania nas do podporządkowania się tylko im, mamy pełne prawo a nawet i obowiązek dążenia do Prawdy, bo Prawda nas oswobodzi.


Ale jedna uwaga i tradycyjnie jedno „ale”. Nie chodzi tutaj o żadną rewolucję ani o jakąś tam walkę zbrojną przeciwko nim wszystkim. Nie, wcale nie o to chodzi. W żadnym, ale to w żadnym razie nie chodzi o jakieś rozstrzygnięcie przy użyciu siły! Nic z tych rzeczy! Wystarczy tylko (a właściwie aż) jeden wspaniały instrument, jakim wszyscy bez wyjątku zostaliśmy tak niezwykle hojnie obdarzeni. Tym najskuteczniejszym i cudownym instrumentem jest przecież nasz umysł! To jest nasza najskuteczniejsza linia obrony! To tutaj rozgrywa się cała ta rozstrzygająca potyczka pomiędzy zniewoleniem a wolnością, pomiędzy mrokiem a światłością, pomiędzy programowaniem a zrozumieniem. Jak Prawda nas oswobodzi, tak umysł nam w tym pomoże.

Tylko że wymaga to czasu, wytężonej pracy nad sobą i ogromnej cierpliwości. Nic się nie dzieje natychmiast ani nie powstaje z dnia na dzień. Zauważmy tutaj taką rzecz. Imperium Słowian, ukazane na mapie powyżej, trwało nieprzerwanie ładnych kilka tysięcy lat. Było nazywane również Sarmacją, a to od imienia jednego z wielu słowiańskich królów - Sarmaty. A pomimo tego, że było tak potężnym i największym w sumie imperium w całej Europie, to na przestrzenie wielu, wielu wieków siłom ciemności i niskim energiom udało się je całkiem zniszczyć. Najpierw po troszeczku, po kawałeczku odrywano małe plemiona słowiańskie, ponieważ otwarta wojna z wszystkimi Słowianami zawsze kończyła się srogą porażką ich wrogów.

Dlatego rzymianie na nas nie napadali, bo zwyczajnie się nas bali, a Wikingowie również nie toczyli z nami żadnych bojów, bo byli jednym z licznych plemion słowiańskich, jakie wtedy zamieszkiwały rozległe obszary Eurazji, a w ich przypadku północne krainy naszego kontynentu. Jednak niestety, w niczym to nie pomogło, bo to co dzisiaj mamy, te wszystkie podziały i tyle wrogości między braćmi Słowianami (zresztą tak samo jak i między całym rodzajem ludzkim na Ziemi - dziećmi Tego Samego i Jedynego Ojca Niebieskiego) to po prostu jest wielki wstyd i ogromna ujma na honorze, ujma na godności córek i synów Bożych.

Oto jedna z wielu niedorzeczności tego świata, oto jedna z wielu wygranych (na razie) sił ciemności i niskich energii. Czy tak musiało być? Niekoniecznie, ale dostały one przyzwolenie na działanie. A właściwie to nie one, lecz wolna wola człowieka. To człowiek otrzymał pełne prawo wyboru, stanowienia tak o sobie jak i o wszystkim w tym świecie. A jak to teraz wygląda i jaki jest tego skutek? No właśnie taki, jakim jest ten świat. Oto pełny i wierny obraz stanu naszego umysłu i tego, jakimi są nasze myśli. To, o czym myślimy ma właśnie odzwierciedlenie w tej rzeczywistości.

I jak przez bardzo długie tysiąclecia ona się kształtowała, tak prawdopodobnie będzie wymagać długiego czasu naprawa tego stanu rzeczy. No, chyba że Świat Duchowy postanowi inaczej i przyspieszy Czas, Czas, który jest Energię i w tym przypadku naszym sprzymierzeńcem. Jednak z całą pewnością te wszystkie piękne zmiany nie nastąpią jednego dnia, o czym mówi nam Duchowy Opiekun Ziemi EA. Można tylko dodać, że nie od razy przecież Kraków zbudowano.

Tutaj przypomniał się nam pewien dowcip o Wawelu. Do Krakowa zjechała wycieczka japończyków. Przewodnik oprowadzał ich po największych zabytkach Polskiej Stolicy. Stojąc przed Kościołem Mariackim opowiadał jego historię i powiedział między innymi, że jego budowa trwała sto lat. Japończycy popatrzyli po sobie i powiedzieli przewodnikowi:

- U nas byśmy to zbudowali w rok.

Przewodnik nic nie powiedział i nic też nie dał po sobie poznać. Poszli dalej. Dotarli do sukiennic krakowskich. I podobnie jak poprzednio, turyści z Kraju Wschodzącego Słońca wysłuchali ciekawych wiadomości o tej pięknej budowli, jak również dowiedzieli się, że budowano ją dwadzieścia lat.

Japończycy ponownie popatrzyli po sobie i ponownie wyrazili swoje zdanie:

- U nas byśmy to zbudowali w tydzień.

Przewodnik również i tym razem nic im nie odpowiedział i nic też nie dał po sobie poznać. Poszli dalej. Jak szli, tak doszli do Wawelu. Przewodnik stanął przed nim w milczeniu i tylko patrzył i patrzył na jego ogrom i majestat. Japończycy też się zatrzymali i tak samo w milczeniu przyglądali się tej wspaniałej budowli. Zaczęli też pytającym wzrokiem spoglądać na przewodnika, ale ten nic sobie z tego nie robił i nadal twardo milczał. W końcu jakiś Japończyk nie wytrzymał i zapytał:

- A to tutaj, to co jest?

Przewodnik spojrzał na niego i zdziwiony odparł:

- Nie wiem, jeszcze wczoraj tutaj tego nie było…

No tak, było by nam o wiele łatwiej, gdyby tak nagle z dnia na dzień powróciło Wielkie Imperium Słowian, żeby od razu powróciła do nas nasza potęga, siła i żeby wszyscy tak bardzo nas szanowali, jak to było przede tysiącleciami. Pomarzyć, to piękna rzecz. Ale zaraz, zaraz… Przecież marzenia się spełniają, a za myślami podąża Energia i to Energia sprawcza! A zatem nic nie stoi na przeszkodzie w powrocie tego, co już kiedy było i żeby historia ponownie zatoczyła wielkie koło. A to nie tylko w przypadku nas Słowian, ale i w przypadku tych wszystkich wspaniałych Starożytnych Kultur, Cywilizacji, jakie tak samo przed tysiącami lat były na Ziemi, żyły na chwałę Ojca Niebieskiego, postępowały w wielkiej bojaźni przed Nim, przed Jego Majestatem, zachowując, przestrzegając wszystkich Jego Praw i Praw Matki Natury, Matki Ziemi, obdarzając ją miłością, jak każde kochające dziecię swą Rodzicielkę.

I dlatego takie słowa, takie stwierdzenie prezydenta Dudy (a przecież taka myśl mogła mu zostać podana, na przykład przez jego Anioła Stróża) o powstaniu, utworzeniu Międzymorza, nie muszą zaraz budzić zdziwienia ani lekceważenia. Zamysł taki nie musi być też od razu uważany za mało prawdopodobny. Jak Świat Duchowy o czymś już postanowi, to nie ma takiej przeszkody, która by mogła zagrodzić Mu drogę prowadzącą do osiągnięcia Jego celu. A każde zło Świat Duchowy jest w stanie w dobro przemienić.

A w związku z tym przypuszczenia dotyczące jakiegoś knowania ze strony możnowładnych, żeby posłużyć się następnym jakimś swoim podstępnym planem dla dalszego wprowadzania niepokojów, swarów i wojen wcale nie muszą być takie bezpodstawne. Mieliśmy już wystarczająco dużo tego dowodów. Tutaj można wymienić chociażby takie fakty, jak pojawienie się państwa żydowskiego w obrębie państwa Palestyńczyków, powołanie do istnienia talibów w Afganistanie, jakieś nie wiadomo skąd (a raczej dobrze wiadomo przez kogo) utworzenie państwa islamskiego. A jak twierdzą niektórzy, z tego samego powodu zadbano także o powstanie Ukrainy.

Mało tego. Teraz z kolei dowiadujemy się o planach przyznania Kurdom sporego obszaru ziemi, w celu zbudowania przez nich ich własnego państwa. Oczywiście to nic złego, żeby mieli swój dom, ale dlaczego w tak zapalnym miejscu, jakim jest teraz Bliski Wschód? Koniecznie w samym ognisku obecnie toczących się już wojen? Czyżby dlatego, że wojna w Syrii się kończy, ale nie po myśli klakierów Nowego Porządku Świata? Dlatego, że to Syria wygrywa, a miało być wręcz odwrotnie? No bo jak z nią się nie udało, to od razu trzeba szukać jakiegoś innego sposobu, żeby znowu szybko wytrącić z równowagi cały region, bo wojna musi toczyć się dalej i nie może być od niej ani chwili wytchnienia. Znamienne jest jawne i w o wiele większym stopniu przystąpienie do wojny w Syrii „narodu wybranego”. Czy przypadkiem również im zaczął się palić grunt pod nogami, bo sprawy przybierają zupełnie inny obrót od tego, jaki to sobie ubzdurali?
 



I oby tak było. Oby już był położony kres tym wszystkim knowaniom możnych tego świata, bo ciągle nie dają za wygraną. Jak już Unia Europejska się przejadła, bo jest coraz bliska swemu niechlubnemu końcowi i głośnemu upadkowi, to zaraz myślą o zastąpieniu jej miejsca czymś innym, a to Grupą Wyszehradzką czy też Międzymorzem. I żaden jakiś prezydent naszego kraju, albo przewodniczący nie są w stanie cokolwiek uczynić, bo są na to zwyczajnie za mali i sami nie są w stanie jak im tamci nie pozwolą, których plany służą złej sprawie. Oprócz tego to, że ci nasi mówią że wierzą i mówią trochę prawdy, to nie oznacza zaraz, że mówią to w dobrej wierze. Z nami już nie tak łatwo jak kiedyś.

Wymowne jest i to, że ci „nasi” rządzący z takim oddaniem służą tej złej sprawie. Jak Blondyn chce swoich wojsk w Europie Wschodniej, no to je ma. Jak chce koalicji przeciw „reżimowi” w Syrii, to na każdym kroku ci „nasi” z nierządu powtarzają za nim, że są przeciw „reżimowi” w Syrii. Jak Rosja ma być wrogiem, no to jest, bo Blondyn tak chce. I jak chce sankcji gospodarczych przeciw naszym własnym braciom Słowianom, no to te kukiełki u władzy z tymi kukiełkami z Unii Europejskiej od razu spełniają zachcianki możnych tego świata.

I bez ich pozwolenia nic się tutaj nie dzieje. Jeszcze mogą sobie porządzić i wszystkim manipulować, ale coraz mniej ludzi daje im się na to nabrać. Już coraz mniej potrafią przekonać nas do swoich gierek. Takie ciągłe sprzeciwianie się (nie)polskich i (nie)węgierskich władz przymusowemu rozmieszczeniu imigrantów jest popisem ich chytrej taktyki, obliczonej na zdobycie zaufania i poparcia swoich podwładnych. a to tylko dla wprowadzenie w życie ich następnego planu, wymierzonego oczywiście przeciwko nam.

(Tak -  r o z m i e s z c z e n i u,  a nie jakiejś tam „relokacji”! To już zaczyna być nudne, ta cała nachalna walka z pięknym polskim językiem. Mamy wiele innych polskich słów, które spycha się, usuwa w zapomnienie jakimiś innymi mnogimi udziwnieniami z piekła rodem. No tak, piekła nie ma, więc z jankeskiego zachodu rodem. Można powiedzieć, że takie potworki słowne są językowym GMO. Nie wiadomo co to jest, ani to po angielsku, ani po polsku. To takie jakieś zmutowane i jakieś nienaturalne, wypaczające i zatruwające umysł swoją sztuczną budową. Zupełnie jak zmodyfikowana genetycznie żywność… bo w obu przypadkach dochodzi najpierw do choroby, a potem do uśmiercenia - tak umysłu, zdrowego rozsądku jak i odebrania życia. Zauważyliście, jak chcąc zastąpić innym polskim słowem jakieś puste anglopolskie dziwadło, mamy czasem pustkę w głowie, bo nic innego nie przychodzi nam na myśl? To pierwsze niepokojące i alarmujące oznaki, że ich programowanie postępuje…)

A jak Blondyn, babcia królowa i inni tego pokroju poplecznicy NWO zamierzają sobie poukładać swoje klocki w jakieś następne układanki typu Międzymorze, nowe państwo Kurdów, albo gdzieś tam ich nową jakąś odmianę talibów, czy nową wersję państwa islamskiego, to oczywiście jeszcze mogą, bo ostateczny Czas Zmian jeszcze nie nastał. Do pewnego miejsca dojdą w tym swoim knowaniu i do pewnego stopnia uda im się ziścić swoje plany, ale tylko do czasu, bo na świecie powolutku zaczyna się dziać coraz lepiej i coraz więcej spraw przybiera obrót niekorzystny dla naszych ciemiężycieli i oprawców. A przede wszystkim zło musi dojrzeć przed jego całkowitym stąd usunięciem.

Cały czas czekamy więc na ten dzień wielkiego przełomu w zmaganiach Dobra ze Złem, cały czas z ogromnym utęsknieniem wyglądamy jasnego Świtu rozpraszającego gęsty Mrok. Wiemy, że już niedługo, wiemy, że już wkrótce nastąpi co nieuniknione i zapowiadane od tysiącleci. Wszystkie największe starożytne kultury mówiły o tym samym, mówiły o mającej nastąpić zmianie, mówiły o nadejściu Złotego Wieku Ludzkości, o Galaktycznym Świcie, tak jak Duch Święty mówi nam o Nowym Życiu na Ziemi, o trwającym Czasie Przemiany, o czasie naszego przeobrażania. (Transformacja).

I do tego wcale nie potrzeba tak wiele. Jest dosyć środków istniejących na naszej Cudnej Planecie, w pełni nam to umożliwiających. Przede wszystkim mamy pomoc Opatrzności z Wysokości, a dzięki niej mamy wolną energię i wiele innych skarbów. Wystarczy tyko po nie sięgnąć, ale żeby to uczynić, trzeba wiedzieć o ich istnieniu i trzeba umieć się nimi posługiwać. Dlatego nasz umysł i jeszcze raz nasz umysł - od tego wszystko się zaczyna.

A jak się na dobre zacznie, to w każdej chwili Świat Duchowy może nas wspomóc na nowej drodze pięknych zmian, dając nam do tego odpowiednie środki. Jakie? A choćby skarby Watykanu. Dlaczego nie? Wyobraźmy sobie (no bo od tego mamy wyobraźnię, żeby z niej korzystać), więc wyobraźmy sobie jak rozdzielamy miedzy wszystkich przeogromne bogactwa poukrywane na całej Ziemi. Wystarczyłoby choćby dobrać się do skarbca Watykanu… A co, mało tam nagromadzili tego wszystkiego, co nakradli przez tyle wieków? Na dobry początek spokojnie dla wszystkich by starczyło. Jak obliczono, to skarby samego Watykanu pozwoliłyby skończyć z głodem na całej Ziemi i to nawet z głodem dwa razy większym niż mamy obecnie! Ciekawe, prawda?

A jeszcze lepsze jest to, że pomimo tego, że chcą to wszystko zachować tylko dla siebie, to w pewnej chwili nam to zostawią, bo sami będą musieli stąd odejść. A jak nagle nastanie ten czas, to uważajmy, żeby nas nie zamurowało jak wspomnianych wcześniej wycieczkowiczów japońskich w Krakowie, gdy usłyszeli, że wczoraj tego jeszcze nie było. Nie było, ale TERAZ już jest!