czwartek, 29 czerwca 2017

Wpis 29. Przebudzenie, Oczyszczanie i otwarcie umysłu.


Gwoli wyjaśnienia podstawowa sprawa. Niniejszy wpis, jak i wszystkie dotychczasowe, umieszczone na tej cyfrazie (blogu) (czy też napisane lub mające powstać książki) nie były, nie są i nie będą moim własnym dokonaniem, ani przejawem mojej własnej powiedzmy mądrości, bystrości umysłu, czy w ogóle moją własną zasługą. To nie tak. Wszyscy otrzymujemy pomoc od Istot Duchowych nie tylko w postaci natchnienia do pracy twórczej, na przykład pisarskiej, lecz mamy ich prowadzenie w każdym dniu naszego życia. Możemy liczyć na ich pomoc w codziennej pracy i zmaganiach z przeciwnościami losu. Dlatego to zastosowanie liczby mnogiej w opisie określonych działań, czynności jest jak najbardziej właściwe i uzasadnione, ponieważ nie ja sam to wszystko wykonuję, ale pomaga mi w tym jeszcze inna Osoba, Osoba z Wyższego Wymiaru. I nie jest to nic wyjątkowego ani niecodziennego, ponieważ każda i każdy z nas ma taką samą pomoc. Każdej osobie żyjącej na tym świecie pomaga Anioł Boży, czyli Anioł Stróż, lub dodatkowo inna Osoba Duchowa, będąca duchowym Przewodnikiem, Nauczycielem duszy wcielonej. 
.

Druga kwestia jest następująca. Opisane poniżej dokonania (jak to już wiemy, nie są tylko moimi) i nie mają na celu zwykłego chwalenia się nimi. Nie o to tutaj chodzi. Chodzi nam natomiast o ukazanie pewnej drogi, w czasie przebywania której dane nam było spojrzeć na pewne sprawy w innym świetle i zrozumieć wiele rzeczy. I postanowiliśmy o tym napisać tylko i wyłącznie z jednego powodu. Na własnym przykładzie chcielibyśmy ukazać, jak z poziomu zakutego łba i jak z poziomu całkowicie wypranego mózgu, wypełnionego po brzegi samą sieczką (dzisiaj się mówi - zryty beret), udało się wyrwać z tego pustogłowia, udało się odrzucić programowanie systemu i było mi dane ujrzeć Matrix, fałsz, w jakim przyszło żyć nam wszystkim. Oczywiście, wiele rzeczy wcale nie jest odkrywczych, gdyż powszechnie o nich wiadomo. Bardziej zależy nam na ukazaniu zmiany myślenia i zmiany własnego postępowania, co jest w sumie najtrudniejsze, ale przecież możliwe, do czego zachęcamy, ale nie dlatego, żeby ktoś nam uwierzył na słowo. Jeśli miałoby się tak stać, to tylko dlatego, że dana osoba ma taką wolę i takie życzenie, żeby samej to sprawdzić i samej tego samego doświadczyć - przebudzenia. Jak również dlatego, że narodziła się w niej potrzeba przekonana się na własnej skórze na przykład o tym, co zostało tutaj napisane.

Większość poruszonych tutaj króciutko zagadnień, została szerzej opisana w książce, dostępnej w internetowej, elektronicznej sieci sprzedaży, więc postaramy się streszczać i za bardzo nie powtarzać.

W pierwszych latach szkoły podstawowej, co było w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, byłem całkowicie przekonany o wyższości ustroju socjalistycznego nad kapitalistycznym. Uważałem, że skoro ludzie w Polsce mają pracę, a także nie mamy żadnych zorganizowanych grup przestępczych, no to w ogóle nie mamy żadnego powodu do narzekania.

Oczywiście takie niewinne przeświadczenie szybko uległo zmianie. Najpierw dowiedziałem się, jak bardzo nasz kraj jest okradany pod względem gospodarczym, a następnie o jeszcze nie tak dawnych prześladowaniach, torturach, zbrodniach i ciągłym więzieniu ludzi za ich przekonania polityczne. Nowiny te wywarły na mnie duże wrażenie. Potem w domu się mówiło, jak i słyszało się od krewnych i znajomych o krwawo stłumionych strajkach robotniczych w roku 1956-tym, 70-tym i 76-tym. Rzecz jasna nic o tym wcześniej nie wiedziałem. Zamiast Internetu mieliśmy tylko drugi obieg wiadomości, czyli pocztę pantoflową - powtarzanie tego, co ktoś od kogoś coś tam usłyszał.

I to wtedy po raz pierwszy poczułem się oszukany. Tak bardzo oszukany, jakby ktoś zupełnie się ze mną nie liczył i miał mnie za nic. Odniosłem wrażenie, jakbym żył w innym świecie, gdyż obok mnie dzieją się tak ważne rzeczy, o jakich nie mam najmniejszego pojęcia. Ludzie walczą o swój byt, o poprawę swojego życia, giną za swoje racje w słusznym sprzeciwie, a nas za pośrednictwem telewizji, radia i gazet utrzymuje się w błogim przeświadczeniu, że wszystko jest dobrze, bo władza przywróciła ład i porządek, rozprawiając się z kapitalistyczną reakcją i tłumiąc zamieszki wywołane przez jakichś bandytów i chuliganów, więc polskie społeczeństwo może spać spokojnie.

Dopiero wtedy ogarnęły mnie wątpliwości obnażające niewątpliwe wady ustroju, w jakim przyszło nam żyć, a dodatkowo zaczęły nieśmiało pojawiać się przychylne kapitalizmowi myśli. Ale nie tak od razu. Początkowo nie mogłem uwierzyć koledze z klasy, zachwalającemu ustrój odmienny naszemu. Słuchałem jego opowiadania jak jakiejś bajki. Mówił o prywatnej własności, o dostatnim życiu, o ludziach mających własne domy, mieszkania i samochody.

W tym samym czasie drugi kolega „urabiał” mnie pod kątem bardziej duchowym. Jego nad wyraz przenikliwe spostrzeżenia dotyczące na przykład bardzo ważnych zmian, zachodzących w poszczególnych religiach, jego filozoficzne rozważania o tym, co musimy (a musimy tylko żyć i umrzeć), rozważania o kolorach na różnych poziomach wibracji, na różnych poziomach rozwoju duchowego - zaczęły na początku (w sposób dla mnie niewidoczny) tworzyć rysy, pęknięcia na płaskiej powierzchni mojego nienagannego katolickiego myślenia i zaczęły powoli burzyć ten kilkunastoletni a skostniały kościelny punkt widzenia, jaki zdawało się, że został mi już na dobre zaszczepiony i na całe życie we mnie scementowany.

A były wyraźne podstawy do tego, żeby tak właśnie sądzić, bo oto ja, „wielki ja”, ten „wspaniały” ministrant, co nie tylko każdej niedzieli biega na mszę, ale i w tygodniu często do niej służy. I nie tylko służy, ale i Biblię czyta, jako że kurs lektora skończył. Mało tego. Również i życia klasztornego zaznał, bo na dni skupienia do jednego z nich pojechał. A miejsce to było nad wyraz wymowne, gdyż Częstochowy blisko położone. Codzienne praktyki zakonne powołanie kapłańskie obudzić w nim miały. Brewiarzom, modlitwom, różańcom, śpiewom, adoracjom, pielgrzymkom przez ponad tydzień końca nie było. I „niestety”, cóż za marnotrawstwo tak czasu jak i wysiłków. Na marne to wszystko i na nic się to zdało, bo do kapłaństwa jakoś go nie pchało.

Na kursie lektorskim uderzyła mnie jedna rzecz. Wydawało mi się, że brała w nim udział ta lepsza część wyznawców. Wydawało mi się, że ministranci, spośród których wybrano przyszłych lektorów, powinni wykazywać się bardziej religijną postawą. A kiedy w czasie przerwy między zajęciami usłyszałem, jak któryś z kolegów coś opowiadał używając niewybrednych słów, to byłem mocno tym zdegustowany. Kłóciło się to we mnie, że przyszły lektor a przeklina. Przecież Biblia przestrzega, że z tych samych ust nie powinno wychodzić i przekleństwo, i błogosławieństwo. Oczywiście było jeszcze wiele, wiele innych i znacznie poważniejszych zarzutów szczególnie wobec samych kapłanów, lecz w tym pięknym wieku pełnej naiwności nie miały one najmniejszego prawa, by choćby na chwilę w mym umyśle się pojawić. Ale tylko do czasu i to do właściwego czasu, gdyż później stało się to ze zdwojona siłą.

Stało się to poprzez następny „zbieg okoliczności”, (dlatego w cudzysłowie, bo wszyscy przecież wiemy, że takich nie ma) ponieważ na mojej drodze znalazł się kolega mojego przyjaciela, z którym prowadziliśmy mnogie dysputy religijne. Żeby było ciekawiej, to tak się „jakoś” złożyło, że dołączył do nich świadek Jehowy. Suma summarum, nie dość, że mój chytry podstęp się nie udał, to w dodatku sam stałem się jego ofiarą. Sam nie mogłem w to uwierzyć. Tylko, że następstwa tego są do dnia dzisiejszego, o czym wtedy nawet mi się nie śniło. A teraz wiem, że bez tamtych wydarzeń nie byłbym dzisiaj w miejscu, w jakim się znaleźliśmy z całą moją rodziną.

Kiedy otrzymałem powołanie do wojska, to nawet tak bardzo się nie przestraszyłem. W końcu i ja powinienem przysłużyć się Ojczyźnie i coś dla niej poświęcić. I co? Jeszcze nigdy nie przekonałem się tak szybko, w jakim poważnym jestem błędzie. Już się nie dziwiłem powszechnie panującemu zdaniu o wojsku, jakie to bagno. Sam dobrze się o tym przekonałem. Przez prawie dwa lata służby ani razu - ani razu - nie usłyszeliśmy żadnego, nawet pół słowa o obronie Ojczyzny, o służbie dla kraju i ludzi, o zaszczytnym honorze znalezienia się w szeregach jej obrońców. Nic z tych rzeczy.

Samo dołowanie, gnębienie, zepsucie, demoralizacja, pastwienie się, prześladowanie, chamstwo i grubiaństwo sowicie okraszane wulgarnością. A to ze strony zarówno kadry jak i samych kolegów, bo co prawda fala miała się już ku schyłkowi, ale jeszcze przetrwała kilka lat po zakończenie przeze mnie tej „zaszczytnej” służby wojskowej. Po wyjściu do cywila, noc w noc przez okrąglutki miesiąc śniły mi się tylko różne perypetie w wojsku i koszary, koszary, koszary… Normalnie same koszmary.

Jednak największym zaskoczeniem było to, co dopiero miało nastąpić. W moim przypadku było to bardzo poważnym wstrząsem, po którym długo nie mogłem dojść do siebie. Rządy satanistów - umarlaków, którym zależy jedynie, by nas uśmiercić i zniewolić. Dużo można by o tym pisać, ale powstrzymamy się od tego, ponieważ Internet aż pęka w szwach od szczegółowych doniesień na ten temat.

W każdym razie zanim czegokolwiek żeśmy się o tym dowiedzieli, to jedyną rzeczą, o jakiej słyszeliśmy, to była ta, że święty kalendarz Majów Tzolkin kończy się w grudniu 2012-go roku. A kiedy nagle zaczęliśmy wertować i przeglądać Internet, żeby dowiedzieć się o tym czegoś więcej, to spadła na nas taka lawina najróżniejszych doniesień i teorii, że ich lektura pochłonęła nas bez reszty. Zrozumiałe, że sami byśmy się pogubili i to nie jeden raz w tym całym gąszczu wszelakich wiadomości, ale mieliśmy odpowiednie prowadzenie, żeby tak się nie stało, bo stało się to, co było nie do uniknięcia, a co nieuchronnie miało na nas przyjść.

I tak oto rozpoczęła się nasza najdłuższa jak do tej pory droga, bo droga uczenia się duchowości i wielu innych rzeczy związanych z nowym poznawaniem tego świata. Oczywiście tej drogi sami byśmy nie mogli pokonywać, ani długo się na niej utrzymać. Każdego dnia mieliśmy pomoc i każdego dnia dodawano nam sił. A jednego takiego dnia, a było to na początku przygotowywania nas do tej trudnej wędrówki, zostały skierowane do nas słowa wyrażające, przekazujące nam pewną bardzo prostą a równie genialną myśl, pochodzącą z Wyższego Wymiaru. Owa myśl wszystko ukazała nam we właściwym świetle i pozwoliła nam na takie postępowanie, na jakie sami nigdy byśmy się nie zadecydowali ani zdobyli i to za żadne skarby świata. Te słowa były następujące: „Żyjcie tak, jakbyście nie mieli ciała”.

W pierwszej chwili nie wiedzieliśmy o co dokładnie chodzi, natomiast w drugiej chwili, trwającej bagatela ładnych kilka lat, dane nam było tego i doświadczyć, i przekonać się, że jest to jak najbardziej możliwym - życie takie, o jakim zostało nam powiedziane.

Stopniowo pozbywaliśmy się i usuwaliśmy z naszego życia takie zdobycze „cywilizacji”, jak oglądanie telewizji, przyjmowanie „leków” i zastrzyków. Z naszej diety usunęliśmy wiele szkodliwych a spożywczo-podobnych produktów. Przestaliśmy korzystać z telefonów komórkowych. Nie jesteśmy w żadnych sieciach wzajemnej adoracji. Nie mamy kont bankowych, nie chodzimy do kościoła ani nasze dzieci do szkoły. (Uczą się w domu). Nie pracujemy zawodowo. Utrzymujemy się z pracy własnych rąk i pomocy Istot Duchowych. Często dane nam było doświadczyć głodu długimi dniami. Zdarzało się, że odcinano nam telefon i prąd za nie zapłacone rachunki.

Oczywiście rozumiemy Cię, że i w Twoim umyśle może powstać zamęt i rozterka, typu jak w tym wszystkim się odnaleźć, jak to rozumieć, jak do tego się odnieść. A najważniejsze, to jak dalej z tym wszystkim żyć? Bogactwo głębi wiedzy, płynącej z przekazów telepatycznych Duchowego Opiekuna Ziemi, przekazującego nam Prawdę, Prawdę o Oczyszczaniu, jest w tym bardzo pomocne, ponieważ udziela bardzo wielu odpowiedzi, pouczeń, wskazówek i dobrych rad.

A Prawda o Oczyszczaniu jest taka, że wszystko to, co dzisiaj dzieje się na Ziemi - choroby, głód, wyzysk, kradzieże (i te w majestacie „prawa”), nieszczęścia, wojny, szczepienia, ludobójstwa - odchodzenie ludzi, to wszystko to ma służyć duchowi, ma służyć obudzeniu się wszystkich nas ludzi bez wyjątku i ujrzeniu przez nas prawdziwego obrazu naszej rzeczywistości, naszego wymiaru, który powoli, ale stale i nieubłaganie odchodzi w niebyt.

To co się dzieje ma nam uprzytomnić rzeczy wymagające poprawy i naprawy. Ma nam uświadomić potrzebę dokonania zmian, tak w nas samych, jak i w otaczającej nas rzeczywistości. I w końcu obecne wydarzenia mają nas nauczyć najważniejszego, mianowicie nie tyle, co jest właściwe a co nie, ponieważ na ogół już teraz dobrze o tym wiemy, a przynajmniej większość z nas, lecz ma nas nauczyć podążania właściwą drogą, opowiadania się tylko po jasnej stronie życia i przemierzania tego naszego istnienia w tym świecie materii tylko i wyłącznie w obecności Istot Duchowych, tylko i wyłącznie pod wpływem i w natchnieniu Energii Wzniesionych, Czystych, Najwyższych.

Otrzymujemy bardzo porządną lekcję właściwego rozróżnienia wartości. Jest to podstawowa lekcja ucząca nas rozumu, zdrowego rozsądku i prawości. Dostajemy taką szkołę i taką nauczkę, żebyśmy to sobie zapamiętali raz na wszystkie wcielenia, żeby przy każdej następnej reinkarnacji odechciało się nam przeprowadzania niewłaściwych doświadczeń karmicznych, jakie to nie mają najmniejszego uzasadnienia dla stale doskonalącej się duszy.

Bo o to właśnie tutaj chodzi!!! To jest całą tajemnicą Oczyszczania! Dusza, dusza i jeszcze raz dusza! Tutaj toczy się bój i tutaj czynione są największe starania o naszego ducha! O jego święte być, istnieć i żyć! Tu i teraz rozstrzyga się nasze wieczne być albo nie być, życie lub śmierć, istnienie lub zapomnienie!

Walka, (tak, to dosłownie jest walka) na śmierć i życie, ponieważ jak stąd odejdziemy i znajdziemy się w Zaświatach, to może się okazać, że jest dla nas po prostu za późno na poprawę! I co wtedy? Zaczniemy płakać błagając o litość, o wybaczenie o ułaskawienie?! NIC Z TYCH RZECZY!!! Dlaczego? BO SAMI WYDALIŚMY NA SIEBIE NIODWOŁALNY WYROK SWOIM ŻYCIEM W MATERII ORAZ SWOIM POSTĘPOWANIEM!!! Albo udowodnimy kim naprawdę jesteśmy, albo same i sami niegodnie zaprzeczymy swojej prawdziwej naturze, swojemu najwyższemu pochodzeniu i swojej najbardziej dostojnej przynależności.

A złożenie tego tak najistotniejszego dowodu jaki tylko może istnieć, może nastąpić tylko w najbardziej skrajnych, wymagających i wyjątkowych warunkach, warunkach fizycznych cierpień, ograniczeń, przeciwności, trudności i utrapień. Jednym słowem piekła na Ziemi.

Tutaj jedno podstawowe pytanie, tak - pytanie właśnie do Ciebie - czy jest nam potrzebne doświadczanie tego wszystkiego, co teraz tutaj mamy? Spokojnie, nie ma pośpiechu, zastanów się chwilę…

Odpowiedź brzmi… I co, wiesz już jaka? Dobrze, właśnie tak, właściwa odpowiedź jest - nie! Nie, nie i jeszcze raz nie!

Ależ nie, nie. Sam tego bym nie wymyślił. Tak nam powiedział Duch Święty i tak nas cały czas uczy. Wcale nie musimy sobie stwarzać tego piekła na Ziemi. Wystarczy, żeby dusze wybierały sobie jakieś mniej dramatyczne doświadczenia. Mogą to być spokojne lekcje do przerobienia na czas swojej cielesnej wędrówki ku doskonałości. Tylko jakoś ciągle nie potrafią tego zrozumieć. Chociaż może i w końcu by to zrozumiały, gdyby nie te krnąbrne i przekorne duszyczki, które postawiły sobie za największy punkt honoru tak szkodzić (sobie i innym), jak to tylko możliwe. Dla nich nie liczy się nic innego. Nic nie jest dla nich ważne, oprócz ciągłego kopania dołków pod innymi.

A jak kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada. No i jesteśmy teraz świadkami tego wpadania, wpadania w swoje sidła, wpadania w zastawione przez siebie pułapki. Inaczej mówiąc jesteśmy w czasie ostatecznym - oddzielenia jednych duszyczek od drugich. A właściwe to te duszyczki same zdecydowały o swoim odejściu wszystkimi swoimi dotychczasowymi wcieleniami. To jest ten sąd ostateczny, jakiego one dokonały na samych sobie. Koniec kropka.