piątek, 27 kwietnia 2018

Wpis 64. Z jakiegoż to powodu dostęp do sesji jest odpłatny?


Od sesji numer 276 wprowadzona został opłata za ich czytanie, czyli od wczoraj, od dnia 26-go kwietnia. Nie trzeba było długo czekać, żeby pojawiły się głosy pełne oburzenia, sprzeciwu i braku zrozumienia. A jeden z listów w tej sprawie jest następujący.

„Witam. Jestem bardzo, ale to bardzo zawiedziona. Jak można pobierać pieniądze za dostęp do strony??? Czym się różnicie od KK, który za swoje usługi zawsze każe sobie płacić? Czy Wy wiecie, że w Polsce 20 dolarów to jest 76 złotych? To jest dużo. Ja za Internet i telefon płacę mniej. Czytam te sesje dla ukojenia w tym ciężkim życiu, a tu taki cios. Brak mi słów. Pozdrawiam.” (W podpisie imię).

Z racji tej, że jest mi dane przynależeć do Misji Faraon i jako prezes Fundacji Tzec Moan w Meksyku postanowiłem natychmiast odpowiedzieć na ten list. A oprócz tego chociaż skromny, to też mam swój udział w prowadzeniu strony internetowej Misji. A zatem poniżej odpowiedź.
.
Witam, W Meksyku, w którym obecnie przyszło mi mieszkać z moją rodziną - żona i dwóch dorosłych synów, płaciliśmy za Internet i linię telefoniczną 340 pesos, czyli około 68 złotych brutto. Życie nas nie rozpieszcza i żeby zaoszczędzić, i mieć więcej na jedzenie doszliśmy do porozumienia z sąsiadami, od których mamy Internet bezprzewodowo - bez linii telefonicznej, i nie mamy też żadnego telefonu przenośnego - komórkowego.

Płacimy im 100 pesos, a dzięki mniejszym kosztom mamy co jeść każdego dnia. I nie narzekamy, jeśli na okrągło jest to fasola i tortille - placki kukurydziane; tutaj pożywienie dla najbiedniejszych. A fasolę gotujemy na ognisku, bo też nie zawsze nas stać na zakup gazu do gotowania na kuchence gazowej.

Nie mamy własnego kąta - mieszkamy w domku krewnego mojej żony, zalegając mu z zapłatą za wynajem już od kilku lat. Tym bardziej nie mamy własnego pojazdu, a w upale prawie pięćdziesięciostopniowym chodzimy pieszo do sklepu po zakupy. I nie możemy zbyt dużo nakupować za jednym razem, bo po prostu nie starcza nam pieniędzy, więc nawet co drugi dzień mamy takie spacerki, więc niech mi nikt nie ośmiela się mówić, że nie można zaoszczędzić trochę grosza i przeznaczyć na to co najważniejsze.

A za prowadzenie Fundacji Tzec Moan w Meksyku nikt nam nie płaci ani grosza i ani grosza nie mamy za przepisywanie sesji, jak również za ich umieszczanie na stronie Misji Faraon. A jak byliśmy już w skrajnym położeniu, to jedynymi, którzy nam pomogli, to była Barbara z jej mężem oraz ludzie z Fundacji w Chicago.

Od dwóch lat książka, którą dane mi było napisać jest w sprzedaży na Amazon. Ani jednego grosza nie zyskaliśmy z jej sprzedaży. Mojej małżonce również dane było napisać książkę, później i mnie następną. I niestety, też nie mamy z tego tytułu żadnych przychodów. Od ponad roku prowadzę Cyfrazę (bloga) i nie dostałem ani jednej darowizny. Nikt, dosłownie nikt nie okazał najmniejszej uwagi w tej kwestii.

Następna sprawa - jesteśmy jak KK? (KRK) Nie sądzę, jest jedna zasadnicza różnica. KK w przeciwieństwie do nas jest sektą i to jedną z najgorszych na tym świecie. Pisze Pani, że tak jak oni pobieramy pieniądze. A ZA TE WSZYSTKIE LATA, KIEDY SESJE BYŁY ZA DARMO – ILE PIENIĘDZY KAZALIŚMY SOBIE PŁACIĆ??? Nikt nie wziął ani na oczy nie widział żadnego grosza, zapłaconego z tego tytułu a tym bardziej medium, pani Lucyna.

Dopiero teraz Duchowy Opiekun Ziemi EA postanowił to zmienić, żeby jej ulżyć i pomóc w jej skromnym życiu, bo ludzie jakoś nie kwapili się z tym swoim wsparciem i jakoś nie zauważali takiej potrzeby. Jasne, bo chodziło o kogoś innego, a nie o ich własny czubek nosa.

A prosić Ducha Świętego o pomoc na każdym kroku, to nigdy do tego ludzi nie brakowało. A On nigdy Swej pomocy nikomu nie odmówił, czy to w sprawie zdrowia, czy podróży. Ludzie z tej największej pomocy korzystają niemal każdego dnia, fruwając sobie tylko po całym świecie a potem nie stać ich na odrobinę wdzięczności, żeby wesprzeć mamoną tych, co są w potrzebie? Naprawdę brak mi słów z oburzenia na ludzką niewdzięczność!

A co najgorsze w tym wszystkim, to ludzie nie doceniają tego co mają. A teraz się skończyło i oczka sita są za każdym razem coraz mniejsze. Próby do pokonania dla wybranych są coraz trudniejsze. A tak między nami, to Duchowy Opiekun Ziemi i tak postąpił bardzo łagodnie, pozwalając na dostęp do WSZYSTKICH SESJI za taką skromną opłatą. Osobiście uważałem, że za każdą jedną powinno się płacić, bo to jest taki skarb, jakiego nie ma teraz na całym świecie. I jak wiele razy powtarza moja małżonka - te święte przekazy, to jedyne, Jedyne Źródło Czystej Prawdy, jakiemu w pełni i bezgranicznie możemy teraz ufać.

Tak więc w porównaniu z takimi WARTOŚCIAMI, to te kilkadziesiąt złotych miesięcznie to jest WIELKIE NIC!!! Może i łatwo mi to pisać, bo sam za dostęp do nich nic nie płacę, ale biorąc pod uwagę jak bardzo skromnie żyjemy, (bo nawet cały tydzień wielokrotnie byliśmy w stanie przeżyć za 100 pesos = 25 złotych, i to cztery dorosłe osoby, patrząc przy tym jak cierpią głód dorastające dzieci - mniejsza o moją żonę i o mnie), to może się okazać, że sami za możliwość czytania sesji, czyli za dostęp do nieocenionej WIEDZY DAJĄCEJ ŻYCIE ofiarujemy dużo, znacznie więcej niż te osiemdziesiąt złotych miesięcznie.

(I nie mam pieniędzy na zakup żadnych medykamentów pomimo, że już przez prawie dwa lata przechodzę takie męki, jakich nie życzę swojemu najgorszemu wrogowi - gdybym tylko takiego miał. A to nie zniechęca mnie wcale do wczesnego wstawania i dalszej pracy - tak dla Misji, jak i do pisania i pracy nad sobą, bo wstawać o trzeciej, czwartej nad ranem to dla mnie chleb powszedni. A żeby się o tym przekonać, to zapraszam - proszę do nas przyjechać i na własne oczy się przekonać. Zapraszamy! Choćby dziś...)

Tak - i tutaj się z Panią zgodzę. Każemy sobie płacić jak KRK, ale czy na pewno za wszystko? I jeszcze jedna bardzo, ale to bardzo zasadnicza sprawa. KRK odbiera życie, uśmierca - w tym znaczeniu cielesnym jak i przede wszystkim duchowym. Sesje natomiast ŻYCIE DAJĄ, a to jest największy skarb wart wszystkich pieniędzy świata. A skoro do tej pory nie był szanowany, nie był należycie traktowany, bo go lekceważono, bo go się poniewierało, bo był ZA DARMO, no to teraz uległo to zmianie i   b a r d z o   s ł u s z n i e!   Dość rzucania pereł i kładzenia za darmo na tacy wszystkiego, co tak wzniosłe, mądre, dostojne i wspaniałe. A jeśli się komuś to nie podoba, to niech wraca do KRK. Oni już wiedzą jak oskubać do cna każdą owieczkę i to z wszystkiego, nie dając w zamian niczego! To chyba wszystko co miałem napisać. Może i coś mi umknęło. Jeśli sobie przypomnę, to najwyżej dodam w następnym liście.

Pozdrawiam, Wiktor Jurek.


Witam,

No cóż, jest mi bardzo przykro. Tak czy inaczej Polska jak Meksyk nie jest bogata, więc te opłaty są wygórowane. Ja rozumiem 10-20 zł., ale aż tyle i to w dolarach? Porównałam do KK, bo tak jak i oni za duchową pociechę każą sobie płacić. Naprawdę ciężko mi uwierzyć, że Enki tak sobie wydał na to zgodę. A poza tym nie zarabiacie na odsłonach??? Pozdrawiam, (Podpis).

P.S. Wiele osób będzie negatywnie zaskoczonych, ale „live is brutal”.


Witam,

Zgadza się, to nie jest pomysł nikogo z Fundacji. Co do mnie to akurat uważam, że to jest jak najbardziej słuszne, ponieważ ludzie muszą się jasno określić, co jest dla nich najważniejsze i czy jeszcze ich stać na trochę wyrzeczeń.

A jak Enki często powtarza - liczy się jakość a nie ilość. Duchowe próby przeprowadzane są do samego końca. Osobiście zaś uważam, że życie wcale nie jest takie złe, ale to już zależy od własnego punktu widzenia.

Pozdrawiam, Wiktor Jurek.


Witam,

Ale mimo to zastawia jakiś niesmak. Rozumiem - koszty życia, wynajęcia sali itp. Ale proszę to wziąć zupełnie marketingowo. Kto Panu zapłaci, jak kompletnie nie wie za co ma płacić? Mowa tu o nowych czytelnikach. Proszę opublikować ostatnią sesję a do reszty dać płatny dostęp, skoro nie ma innego wyjścia. Całkowita blokada to jest strzał w kolano. Pamiętam jak Enki się zdenerwował, jak raz były brane opłaty za wejście, czyli to nie jest dobra droga dla Świata Duchowego.

P.S. Byłam w Brazylii, widziałam tamtejsze warunki życia. Co by nie mówić żyje się może biednie, ale kolorowo. Nie brakuje Słońca, nie trzeba myśleć o zimie. Proszę o tym pomyśleć. Pozdrawiam, (Podpis).

P.S. Duchowe Próby owszem, liczenie pieniędzy to druga rzecz.


Witam,

Cóż, może tu wcale nie chodzi o marketing, a liczenie pieniędzy jest w naturze nas wszystkich. Jedni nie wiedzą co z nimi zrobić, a większość nie wie jak związać koniec z końcem.

Co do Pani pytania w sprawie udostępnienia ostatniej sesji, to sam nie wiem. Może byłoby warto zadać to pytanie na sesji. Zresztą podobnych pytań na następnej sesji pojawi się prawdopodobnie
całkiem sporo.

Natomiast Brazylia, Meksyk i wiele innych im podobnych krain, to rzeczywiście miejsca pełne blasku Słońca, jednak z tą zimą to wcale nie jest tak. My akurat mieszkamy na granicy ze Stanami i zimą mamy tu istny koszmar. Temperatura w domu w skrajnych przypadkach spada nam do sześciu, siedmiu stopni Celsjusza. I nie zawsze się dogrzewamy piecykiem elektrycznym. A domy nie są tu w ogóle przystosowane do zimy. Brak ocieplenia ścian i podłogi, brak izolacji przeciw wilgotnościowej. Często temperatura w domu odpowiada tej na zewnątrz. A ostatniej zimy spadł śnieg, więc przyjazd zimą zdecydowanie odradzam.

Pozdrawiam, W.J.


I na zakończenie tego wpisu aż mnie korciło, żeby zamieścić chociaż niewielki urywek ostatniej sesji z wypowiedzią Duchowego Opiekuna Ziemi EA, właśnie w sprawie odpłatnego do nich dostępu. Jednak nie, nie czuję się do tego upoważniony. Być może pojawi się on na stronie Misji Faraon, więc byłby wtedy dostępnym dla wszystkich bez wyjątku.

Trzeba też pamiętać, jak Duch Święty w Swoich wypowiedziach bardzo często porównywał obecne czasy do tych, kiedy Noe budował Arkę. Znajdą się w niej ci, co zechcą. Nikt nikogo do niczego nie zmusza ani zmuszał nie będzie. Każda osoba postąpi według własnego uznania i jak bardzo trafnie zauważyła moja małżonka, wejście na Arkę właśnie się zamyka. A tym wejściem jest opłata za sesje. I albo te niewielkie pieniądze umożliwią przejście, albo staną się przeszkodą nie do pokonania. To jest ostatnia chwila, żeby się w niej znaleźć, więc jedni pozostaną na zewnątrz, inni ocalą swe życie, ponieważ tak jak Arka Noego była ratunkiem, była życiem w tamtym czasie, tak w dniu obecnym Arką jest Misja Króla Chufu, czyli dojście do Piramidy i jej uruchomienie, otwarcie Bramy Czasu. Jednak by tego dokonać potrzebni są ci, którzy przeżyją. I jak zawsze wybór należy do nas samych.

A tak przy okazji to świta mi jeszcze jedna myśl. Też chciałem wprowadzić opłatę za czytanie niniejszej Cyfrazy. A było ku temu już naprawdę blisko. Nawet otrzymałem zapewnienie pomocy w tej sprawie. Jednak coś stanęło temu na przeszkodzie i pomysł nie został urzeczywistniony. (Na razie). Tak więc proszę korzystać i czytać, bo nigdy nic nie wiadomo… ‘_,’


Dopisane 12-go czerwca 2018 roku.

Poniżej dodaję tekst, jaki zamieściłem na jednej takiej stronie Internetowej, co najczęściej tylko trwoży i niepokoi, choć tym razem trudno się nie zgodzić z tym, co tam przeczytałem. Tak więc nie mogłem oprzeć się pokusie, żeby wyrazić własne zdanie w poruszonej kwestii.

Autor: jvk_2012 (anonim) (2018-06-07 04:10)

Właśnie mieszkam wraz z moją rodziną w jednym z takich stanów, na samej granicy z SZA, stan Tamaulipas. I mamy się całkiem dobrze, a to nawet bez żadnej klimatyzacji, czy też jakiegoś wiatraka w domu. Całymi dniami okna mamy otwarte, na zakupy chodzimy pieszo tylko rano (nie mamy żadnego pojazdu).

Rzeczywiście Słońce pali dość mocno. Kiedy musiałem popracować poza domem i to w samo południe, to po paru minutach przedramiona mocno mi się opaliły, ale na szczęście mamy dużo aloesu, więc pieczenie szybko ustało. Nocą zaś jest trochę ulgi. Jednak zimą w drugą stronę. Wtedy w domu mamy po kilka stopni Celsjusza.

A dzieci, dla lepszego dopasowania się do panujących warunków latem chcą oglądać Rango, (i oglądamy), a ostatniej zimy oglądaliśmy "Pojutrze". (Któregoś roku była chyba czwarta część Epoki Lodowcowej. Ale co tam, da się wytrzymać, nawet tak bardzo się nie pocimy. Czasem też rozpalam na ruszcie ognisko, żeby coś upitrasić, a to również w środku dnia. Trzeba tylko chować się w cieniu (pić dużo wody) i dobrze jest.

No i kilka zdjęć dla ozdoby.

Pitraszenie na ruszcie. Palimy drewno ze starych, wyrzuconych palet. Sąsiad użyczył nam swej małej ciężarówki, no i mamy zapas drewna na kilka ładnych tygodni. (Jaki gustowny daszek). Na pierwszym planie gałązki moringi.

Za każdym razem, kiedy rozpalam to ognisko przepraszam Matkę Ziemię i Matkę Przyrodę za ich zanieczyszczanie dymem, za spalanie drewna i tlenu. Mamy też piekarnik słoneczny (to ta drewniana skrzynia w lewym dolnym rogu zdjęcia), w którym zostawiamy ciasto do wyrośnięcia i często podgrzewamy wodę do kąpieli. Chociaż w takim małym stopniu staramy się dbać o Przyrodę. (Mamy też kompost na odpadki organiczne, więc tym samym mniej śmieci trafia do śmietnika. Ostatnio dostaliśmy mocno przejrzałe mango i były z nich wyśmienite konfitury).


Kilka dni temu był obfity obiad - drób z ryżem. Porządnie sobie pojedliśmy. Prawdziwa uczta! (Mniam, mniam…). A ta roślinka, co ją widać po lewej stronie, to oczywiście żadne tam konopie indyjskie tylko tutejszy przysmak „epasote”. Obowiązkowy dodatek do gotowanej fasoli. I już nie jemy fasoli na okrągło, gdyż trochę się nam polepszyło i teraz dla odmiany ciągle mamy makaron (własnego wyrobu) ze śmietaną i z cukrem, i czasem z owocami. (Niestety nie z truskawkami. Tutaj są piekielnie drogie. Pół kilograma - teraz, kiedy jest ich pora - potrafią kosztować w przeliczeniu 9 złotych, i to nie za kilogram, a tylko za pół). To na śniadanie i kolację. Na obiad zaś ryż gotowany na kostkach kurczęcych, a niekiedy też z mięskiem. (I zwierzątka, które zjadamy zawsze przepraszamy za to, że przez nas straciły swe życie).

Nawet ciasto jesteśmy w stanie piec w takim „piekarniku”. Trochę spaliło sięęę… ale i tak je zjedliśmy z apetytem. A kilka razy piekliśmy też chlebek. Był pyszny. Jeszcze kilka razy i już nie będę nic przypalał w czasie pieczenia.
Małe kociaki już „tankują”. Nie zawsze je dokarmiamy, ale jak tylko coś mamy, to z nimi się dzielimy. Życie jest piękne!

Teraz zbliża się pora burz tropikalnych. Chociaż do Zatoki Meksykańskiej mamy około trzystu kilometrów, to i tak potrafi tu nieźle wiać i porządnie padać. Czasem to istne oberwanie chmury, więc i chłodniej, i więcej wody na tej pustyni. (W razie czego kotki mają się gdzie schować. Zrobiliśmy im dwa domki).



A to, jak nam się popsuła maszynka do strzyżenia. To było rok temu. Jest już naprawiona i wszystko wróciło do właściwego wyglądu. Dzięki takiej „bujnej” czuprynie nie musiałem już zakładać żadnej czapeczki do spania w chłodne noce… Tylko w dzień było mi trochę ciepło.