niedziela, 2 lipca 2017

Wpis 32. Boginie Matki, dostojni Mężowie.

Drogie Niewiasty - i to wszystkie bez wyjątku - nie bójcie się tak o sobie myśleć. Spróbujcie przywyknąć do tego określenia i dostrzec w nim swoją wielką godność, wielką dostojność. Bycie Boginią Matką jest czymś niezwykłym, ponieważ zawiera w sobie przeogromny dar przekazywania Życia! Ale nie tylko. Tutaj jest następna wielka tajemnica. Jesteście tymi Boginiami, dzięki którym duch schodzi do materialnego życia i przybiera tę fizyczną postać. Jesteście niczym Portal Życia, jesteście Połączeniem Dwóch Światów - Świata Materialnego i Świata Ducha. W chwili narodzin, w chwili pojawienia się nowego człowieka na tym świecie otrzymuje on ducha. (Nie wcześniej ani później). A bez ducha nie ma życia. Tym samym wpisujecie się najpiękniejszymi zgłoskami w odwieczną i tak wspaniałą historię trwania i przekazywania Życia! Jesteście Jego Współtwórczyniami! I dlatego nie ma w tym żadnej przesady, jeśli przypisuje się Wam wielką godność Bogini Życia, Bogini Matki. Warto o tym pomyśleć.
.
A jak się nad tym dobrze zastanowić, to można dojść do następnych bardzo ciekawych wniosków. Jakich? Na przykład takich, które pomagają w nabraniu poczucia własnej wartości, nauczeniu się poszanowania samej siebie, a dzięki temu uzyskaniu należnego szacunku innych, zwłaszcza swoich mężów, jak również i innych kobiet. Do mężów zaraz dojdziemy, ale najpierw niewiasty. Wzajemny szacunek kobiet dlatego, że każda z Was, Drogie Niewiasty, jest sobie równa i nie ma między Wami żadnej różnicy. Nauczcie traktować się z należnym poszanowaniem. Skoro wymagacie tego wobec siebie, więc tak samo postępujcie wobec innych kobiet.

Macie bardzo szerokie pole do popisu. Przyglądając się codziennym waszym zachowaniom, (oczywiście nie wszystkie niewiasty tak postępują, gdyż na szczęście są wyjątki) można bez wahania dojść do wniosku, jak wiele pracy przed Wami. Tym bardziej, że to przede wszystkim Wy, Drogie Mamy, pełnicie tak niezastąpioną rolę, polegającą na wychowaniu następnych pokoleń, następnych Mieszkańców tej Planety Ziemia. Wasza wyjątkowa praca przekazywania najważniejszych wartości Waszemu potomstwu, to jest najbardziej zaszczytny obowiązek spośród tych wszystkich zajęć, do jakich Was zaciągnął obecny system, kusząc wyzwoleniem, niezależnością, również tą materialną, finansową, kusząc możliwością spełnienia się w życiu zawodowym i osiągnięciem wielu sukcesów na drodze „pięknej” kariery zawodowej.

No tak, wy oddajecie się zarabianiu pieniędzy, a świat podupada i ciągle się stacza. Wy zarabiacie pieniądze, a jacyś obcy ludzie wychowują i kształcą wasze najukochańsze pociechy. Was nigdy nie ma w domu, a wasze dzieci ciągle za wami tęsknią. Chcą się z wami bawić, ale jesteście zmęczone i nie macie czasu, gdyż musicie jeszcze i w domu trochę popracować.

Ależ tak, zgadza się, macie rację, to wszystko z powodu tego świata. Świat został postawiony na głowie, a z nim i wiele innych rzeczy, tak jak chociażby i nasze życie. Oczywiście, to wszystko Prawda i nikt nie domaga się natychmiastowej zmiany waszego postępowania. Trzeba zarabiać na życie, zarobić na utrzymanie, a nawet na przeżycie do następnej wypłaty. Wiem o tym doskonale, gdyż sam bardzo dobrze tego zaznałem. Moja Mama - najbardziej pracowita osoba na świecie, jaką znam - dorabiała jako krawcowa, żebym z bratem miał co jeść i w co się ubrać, i mógł chodzić do szkoły. Opowiadała nam, jak w Wigilię Narodzenia Syna Bożego oraz w Wielką Sobotę brała się do przygotowania wszystkiego na święta.

Wcześniej nie mogła się tym zająć z racji wykorzystania do ostatniej chwili możliwości szycia klientkom ich strojów. I dopiero tuż przed świętami zaczynała się szaleńcza praca przygotowania wszystkiego do należytego ich obchodzenia. Najpierw sprzątanie domu, mycie okien, pranie zasłon i firanek, następnie przygotowanie posiłków, pieczenie ciast i zajęcie się nami - przygotowanie nas do uroczystości. Kąpiel i przebranie w czyste i dokładnie odprasowane ubranie. Białe koszule, aksamitne kokardki i uczesana głowa. Jak to mamie mówiła jedna z moich stryjenek, nie ukrywając swojego szczerego podziwu: „Jadziu, jak ty to wszystko robisz? Twoje dzieci zawsze są wyszykowane na listek!”.

Zgadza się, mama zawsze wszystko była w stanie przygotować na czas. Kiedy z bratem byliśmy na tyle więksi, żeby jej pomagać, wielokrotnie starałem się przekonać mamę, żeby nie przesadzała na przykład z przygotowaniem tylu dań na święta. Najpierw ciężko pracowała, a potem przez całe święta była chora. A w dodatku potraw było za dużo, ponieważ jeszcze kilka dni po świętach trzeba było się spieszyć z jedzeniem tego wszystkiego, żeby się nie zepsuło. I nie psuło się, gdyż w domu nigdy się nie przelewało i byłoby to zbrodnią marnować żywność. (I taki zwyczaj razem z żoną zaprowadziliśmy w naszym domu. Jedzenia to u nas się nie marnuje).

Często mówiłem też mamie, że wolę jeść mniej na święta, żeby tylko czuła się dobrze i nie chorowała, lecz przez bardzo długie lata jakoś nie mogła zmienić swoich przyzwyczajeń. Dopiero kiedy byłem dorosły, a brat z nami już nie mieszkał, mama odpuściła sobie nieco te przygotowania i na święta nie było już tylu specjałów, ale w zamian czuła się dużo lepiej, co bardzo mnie cieszyło. Niekiedy zapominamy o tym co najważniejsze kosztem rzeczy drugorzędnych. Jako dziecko wolałem pobawić się z mamą, zamiast patrzeć jak źle się czuje i jak jest bardzo zmęczona.

Dlatego drogie Mamy, zwróćcie prosimy uwagę na to co najważniejsze. Poświęćcie swoim najukochańszym pociechom czas, a przede wszystkim siebie, bo właśnie Was dzieci potrzebują najbardziej, zwłaszcza w pierwszych trzech latach swojego maleńkiego życia. Jeśli teraz nie macie jeszcze takiej możliwości, to trudno, rozumiemy, bo takie są czasy. Ale jak zmieni się system i będzie bardziej nam sprzyjać, będzie bardziej człowieczy, to serdecznie prosimy, abyście zwróciły na to uwagę, ponieważ jest to waszym życiowym obowiązkiem - bardzo odpowiedzialnym i zarazem wielce zaszczytnym - wychowywać, kształtować małego człowieka.

Wpajać mu, (już chciałem napisać „zaszczepiać”, ale się wzdrygnąłem…) przekazywać mu z pokarmem matki najwyższe wartości duchowe, najważniejsze cechy człowiecze. Podarujcie im siebie, przekazujcie im siebie takimi, jakimi jesteście, a jesteście pięknymi istotami (również w znaczeniu waszego pięknego wnętrza), jesteście Boginiami posłanymi przez Pana Boga dla przekazywania Życia. Jesteście więc dostojne, czyste i oddane Prawdzie. A wasza Matczyna Miłość nie ma sobie równych na Ziemi, ponieważ to nie jest żadną przesadą porównać ją do Miłości Największej i Najświętszej, do Miłości samego Stwórcy, samego Ojca Niebieskiego. Jesteście Boginiami Matkami z Jego świętego postanowienia.

I z Jego doskonałego natchnienia potraficie obdarzać taką miłością swoje pociechy, swoje skarby najdroższe, gdyż miłość ta cały świat potrafi wprawić w zdumienie i sprawić jego szczery podziw dla waszego kochającego serca. Zaiste, serce kobiety, a w dodatku Serce Matki, to największy skarb ludzkości, jaki z łaski Ojca Niebieskiego został nam podarowany!

Jednak nie martwcie się panowie, szlachetni i odpowiedzialni mężowie. Wam również przekazanych zostanie wiele słów uznania i podziękowania. Nie są one moimi, lecz tymi z natchnienia płynącymi. Słuchajcie więc uważnie, baczcie na nie w skupieniu. Zapamiętajcie je dokładnie a swoim sercu zachowajcie starannie.

Jesteście mężami odważnymi, jesteście mężami kochającymi i wiernymi. Niesiecie pomoc swoim cudownym żonom w każdej chwili waszego wspólnego zmagania się z przeciwnościami tego losu, jaki akurat Was spotkał. Najbardziej możecie liczyć właśnie na siebie. A zatem Ojcowie, bądźcie dzielni i mężni. Tak jak Pana Boga w sercu macie, tak samo wiary nie traćcie. Wiarą silni przekazujcie swoim żonom pogodę ducha, przekazujcie im pewność lepszych dni, jakie z całą pewnością wkrótce już nadejdą.

Wytrzymajcie jeszcze trochę, zdobądźcie się na jeszcze jeden wysiłek waszej niezłomnej woli i z pomocą z Wysokości nieustannie płynącą, wysoko podnieście swoją głowę, wyprostujcie swoje zgarbione plecy, dźwigające ten ogromny ciężar odpowiedzialności za swoją rodzinę. Jesteście silni i odważni, a takim Ojciec Niebieski zawsze pomaga i zawsze o nich pamięta. Nie poddawajcie się, ponieważ koniec waszych trosk, utrapień i zmagań jest już bardzo bliski.

Okażcie też swą cierpliwość, okażcie swe zrozumienie waszym kochanym małżonkom, ponieważ wszystkie ich troski wynikają z ich miłości. Dlatego tym więcej serca im okażcie i na nic nie narzekajcie. Przecież one bardzo was kochają. Tylko waszego dobra pragną. Obdarzcie je zaufaniem i przyjmijcie ich słowa, ich uczucia takimi, jakimi są, bez doszukiwania się podtekstów albo jakichś ukrytych i złośliwych myśli. Miłość wzajemna leczy, miłość wzajemna koi, a przede wszystkim zapomina i z nową nadzieją wita każdy dzień następny.

„Niech Słońce nie zachodzi nad gniewem waszym”. Jeszcze dziś, jeszcze wieczorem, już teraz i natychmiast przebaczcie sobie nawzajem. Natychmiast się pogódźcie ze sobą i obiecajcie sobie szanować się wzajemnie. Razem o dobro zabiegacie, razem rodzinę stanowicie. Rodzina, to najważniejsza podstawa zdrowej społeczności, dawniej rodu czy plemienia. Kiedy w każdej rodzinie dobrze się będzie działo, wówczas i społeczeństwo dobrze się będzie miało. Całe społeczeństwo. Właśnie od tego trzeba zacząć, a waszą rolą mężowie jest bycie prawdziwym mężczyzną. Nie jakimś zniewieściałym lalusiem, ale mężczyzną z prawdziwego zdarzenia.

Mężczyzną odważnym, odpowiedzialnym i sprawiedliwym. Mężczyzną potrafiącym stawić czoła życiu, potrafiącym przyznać się do błędów i błędy te naprawiać. Nie chowajcie głowy w piasek, nie uciekajcie w alkohol przed słabościami. W każdej potrzebie proście o pomoc, a ta będzie w obfitości do Was skierowana. Wykorzystajcie ją jak należy i zróbcie z niej właściwy użytek. A jeśli i cudu potrzebujecie, a poprosić o niego potraficie, to i taki się wam stanie.

Kiedy straciłem pracę i po długim czasie zaproszono mnie na rozmowę kwalifikacyjną, byłem przekonany, że wszystko pójdzie bardzo łatwo, ponieważ osoba występująca w imieniu swego pracodawcy zaprosiła mnie na następne spotkania. Szybko jednak mina mi zrzedła. Okazało się, że przyjęcie do pracy jest uzależnione od pomyślnego przejścia siedmiu etapów szkolenia, jakiemu poddany jest każdy przyszły pracownik. Bez tego nie było mowy, żeby zostać agentem ubezpieczeniowym akurat w tej jednej z wielu firm.

Przesiew był znaczny. W miarę pokonania każdego następnego etapu na drodze do zdobycia pracy, osiągnięcie tego celu zdawało się być bliższe, a zarazem wciąż było tak odległe. Przecież wystarczyło przepaść na jednym z etapów i wszystko stracone. Już nawet nie chciałem myśleć o ponownym poszukiwaniu pracy. Po wyraźnym przekroczeniu czterdziestu lat czułem się, jakbym został odesłany na przymusową i przedwczesną emeryturę. Oprócz tego i pieniądze się nam kończyły, więc mając rodzinę na utrzymaniu, czyli niepracującą żonę i dwójkę dzieci, a do tego spłacanie kredytu hipotecznego na głowie, powoli zacząłem czuć się niezbyt pewnie.

Na szczęście dane mi było przejść wszystkie siedem szczebli naboru do pracy, ale na koniec przygotowano nam niespodziankę. Egzamin. Najpierw teoretyczny. Zakres wiedzy, jaki w czasie przygotowań mieliśmy sobie przyswoić był dość obszerny. Głównie prawo, którego nigdy za bardzo nie lubiłem. Oprócz tego z niepokojem zauważyłem, jak czasami trudno było mi zapamiętać to wszystko, czego tak sumiennie się uczyłem.

W końcu stało się. Jutro egzamin. Nie ma odwrotu. To będzie nasze być albo nie być. Po całym dniu szkolenia wieczorem wracałem do domu. I nagle zacząłem się modlić na głos. Mocno zacisnąłem ręce na kierownicy i zacząłem prosić o cud, gdyż był nam bardzo potrzebny. Prosiłem o cud zdania egzaminu i zdobycia tej pracy. Tak zapamiętałem się w mojej modlitwie, że w rytm moich słów jedną ręką zacząłem uderzać w kierownicę, a w oczach zakręciły mi się łzy. Przed dojechaniem do domu zdążyłem już ochłonąć i wrócić do siebie.

Następnego dnia jakoś za bardzo się nie denerwowałem. Zaplanowałem sobie jeszcze wizytę w jakimś urzędzie, aby uzyskać wymagany przez pracodawcę dokument. Nie omieszkałem napomknąć urzędniczce o moim egzaminie, na jaki właśnie zmierzałem. Oczywiście życzyła mi powodzenia, za co podziękowałem. Okazało się, że pytania egzaminacyjne nie były takie trudne. Na niemal wszystkie znałem odpowiedź. Tylko trzy albo cztery z nich sprawiło mi trudność. A kiedy ogłoszono wyniki, okazało się, że na sto możliwych punktów uzyskałem dziewięćdziesiąt pięć czy sześć. Jakoś tak. W każdym razie byłem bardzo szczęśliwy i oczywiście pamiętałem o podziękowaniu Ojcu Niebieskiemu za ten cud, za cud sprawiony w jak najbardziej odpowiedniej chwili mojego życia.

A podobnych cudów moja żona i nasze pociechy mieliśmy w naszym życiu doświadczyć jeszcze bardzo dużo, nawet ratujących nam życie. Ale to zupełnie inna historia. A wracając do egzaminu, to na zakończenie miał być jeszcze jeden, egzamin praktyczny. Na pocieszenie powiedziano nam, że jego nie zaliczenie przekreśla wszystkie dotychczasowe osiągnięcia i jest to równoznaczne z ostateczną utratą szansy na przyjęcie do pracy. No tak, ludzie korporacji międzynarodowych są dobrze wyszkoleni jak pocieszyć i dodać otuchy.

Na szczęście również zakończył się dobrze i otrzymałem tę pracę. Nie popracowałem jednak zbyt długo. Wytrzymałem tylko kilka miesięcy. Najważniejsze, że zdobyłem wartościowe doświadczenia, przede wszystkim duchowe. I liczy się to, że nie zostawiłem swojej rodziny samej, wyjeżdżając do pracy za granicę, czego już byłem naprawdę bliski. To znaczy tak mi się tylko wydawało, ponieważ ja to sobie mogę chcieć, gdyż liczy się tylko postanowienie podjęte przez Istoty Duchowe, a naszą rolą jest być im posłusznymi dla naszego i nie tylko naszego dobra. Trzeba tylko w to uwierzyć i zachować ufność, że tak właśnie jest. Niezbędnym jest również posłuszeństwo wobec Istot Duchowych.

Jasne, no pewnie, też mi się wydawało, że to takie łatwe… Tylko że tak jakoś szybko zmieniłem zdanie, że jeszcze po wielu latach nie mogę się nadziwić, jak to wszystko zdołaliśmy wytrzymać. Mniejsza o mnie, ale moja żona i nasi synowie. I z każdym dniem utwierdzam się w coraz większym przekonaniu, że bez pomocy z Wysokości, to już dawno było by po nas, bo byśmy zrezygnowali z dalszego podążania tą wąska ścieżką życia.

Tak więc drogie Boginie Matki i Wasi Mężowie. Bądźcie godne Waszej Boskości, bądźcie jej wierne i miejcie do siebie ogromny szacunek z racji jej posiadania. Mężowie, czcigodni przewodnicy waszych rodzin, dostojni opiekunowie waszych domostw. Obdarzajcie miłością swoje rodziny, otaczajcie je opieką i sprawiajcie, żeby czuły się bezpieczne. Razem zanoście wasze pokorne modlitwy do Ojca Niebieskiego o wszelkie powodzenie. Razem i zgodnie dziękujcie Ojcu Niebieskiemu za cud życia, dokonujący się każdego dnia. Cieszcie się życiem. Bądźcie szczęśliwi i zachowujcie nadzieję w sercu waszym na lepsze jutro, bo oto nadchodzi i jest tuż u drzwi. Bądźcie gotowi na ich otwarcie, by mogło przekroczyć wasz próg i wejść pod wasz dach. „Radujmy się w Panu Bogu Jahwe, zawsze się w Nim radujmy”.