Drogie Niewiasty - i to
wszystkie bez wyjątku - nie bójcie się tak o sobie myśleć. Spróbujcie
przywyknąć do tego określenia i dostrzec w nim swoją wielką godność, wielką
dostojność. Bycie Boginią Matką jest czymś niezwykłym, ponieważ zawiera w sobie
przeogromny dar przekazywania Życia! Ale nie tylko. Tutaj jest następna wielka
tajemnica. Jesteście tymi Boginiami, dzięki którym duch schodzi do materialnego
życia i przybiera tę fizyczną postać. Jesteście niczym Portal Życia, jesteście Połączeniem
Dwóch Światów - Świata Materialnego i Świata Ducha. W chwili narodzin, w chwili
pojawienia się nowego człowieka na tym świecie otrzymuje on ducha. (Nie
wcześniej ani później). A bez ducha nie ma życia. Tym samym wpisujecie się
najpiękniejszymi zgłoskami w odwieczną i tak wspaniałą historię trwania i
przekazywania Życia! Jesteście Jego Współtwórczyniami! I dlatego nie ma w tym
żadnej przesady, jeśli przypisuje się Wam wielką godność Bogini Życia, Bogini
Matki. Warto o tym pomyśleć.
.
A jak się nad tym dobrze
zastanowić, to można dojść do następnych bardzo ciekawych wniosków. Jakich? Na
przykład takich, które pomagają w nabraniu poczucia własnej wartości, nauczeniu
się poszanowania samej siebie, a dzięki temu uzyskaniu należnego szacunku
innych, zwłaszcza swoich mężów, jak również i innych kobiet. Do mężów zaraz
dojdziemy, ale najpierw niewiasty. Wzajemny szacunek kobiet dlatego, że każda z
Was, Drogie Niewiasty, jest sobie równa i nie ma między Wami żadnej różnicy.
Nauczcie traktować się z należnym poszanowaniem. Skoro wymagacie tego wobec
siebie, więc tak samo postępujcie wobec innych kobiet.
Macie bardzo szerokie
pole do popisu. Przyglądając się codziennym waszym zachowaniom, (oczywiście nie
wszystkie niewiasty tak postępują, gdyż na szczęście są wyjątki) można bez
wahania dojść do wniosku, jak wiele pracy przed Wami. Tym bardziej, że to
przede wszystkim Wy, Drogie Mamy, pełnicie tak niezastąpioną rolę, polegającą na
wychowaniu następnych pokoleń, następnych Mieszkańców tej Planety Ziemia. Wasza
wyjątkowa praca przekazywania najważniejszych wartości Waszemu potomstwu, to
jest najbardziej zaszczytny obowiązek spośród tych wszystkich zajęć, do jakich
Was zaciągnął obecny system, kusząc wyzwoleniem, niezależnością, również tą
materialną, finansową, kusząc możliwością spełnienia się w życiu zawodowym i
osiągnięciem wielu sukcesów na drodze „pięknej” kariery zawodowej.
No tak, wy oddajecie się
zarabianiu pieniędzy, a świat podupada i ciągle się stacza. Wy zarabiacie
pieniądze, a jacyś obcy ludzie wychowują i kształcą wasze najukochańsze
pociechy. Was nigdy nie ma w domu, a wasze dzieci ciągle za wami tęsknią. Chcą
się z wami bawić, ale jesteście zmęczone i nie macie czasu, gdyż musicie
jeszcze i w domu trochę popracować.
Ależ tak, zgadza się,
macie rację, to wszystko z powodu tego świata. Świat został postawiony na
głowie, a z nim i wiele innych rzeczy, tak jak chociażby i nasze życie. Oczywiście,
to wszystko Prawda i nikt nie domaga się natychmiastowej zmiany waszego
postępowania. Trzeba zarabiać na życie, zarobić na utrzymanie, a nawet na
przeżycie do następnej wypłaty. Wiem o tym doskonale, gdyż sam bardzo dobrze
tego zaznałem. Moja Mama - najbardziej pracowita osoba na świecie, jaką znam -
dorabiała jako krawcowa, żebym z bratem miał co jeść i w co się ubrać, i mógł
chodzić do szkoły. Opowiadała nam, jak w Wigilię Narodzenia Syna Bożego oraz w
Wielką Sobotę brała się do przygotowania wszystkiego na święta.
Wcześniej nie mogła się
tym zająć z racji wykorzystania do ostatniej chwili możliwości szycia klientkom
ich strojów. I dopiero tuż przed świętami zaczynała się szaleńcza praca
przygotowania wszystkiego do należytego ich obchodzenia. Najpierw sprzątanie
domu, mycie okien, pranie zasłon i firanek, następnie przygotowanie posiłków, pieczenie
ciast i zajęcie się nami - przygotowanie nas do uroczystości. Kąpiel i
przebranie w czyste i dokładnie odprasowane ubranie. Białe koszule, aksamitne
kokardki i uczesana głowa. Jak to mamie mówiła jedna z moich stryjenek, nie
ukrywając swojego szczerego podziwu: „Jadziu, jak ty to wszystko robisz? Twoje
dzieci zawsze są wyszykowane na listek!”.
Zgadza się, mama zawsze wszystko
była w stanie przygotować na czas. Kiedy z bratem byliśmy na tyle więksi, żeby
jej pomagać, wielokrotnie starałem się przekonać mamę, żeby nie przesadzała na
przykład z przygotowaniem tylu dań na święta. Najpierw ciężko pracowała, a
potem przez całe święta była chora. A w dodatku potraw było za dużo, ponieważ
jeszcze kilka dni po świętach trzeba było się spieszyć z jedzeniem tego
wszystkiego, żeby się nie zepsuło. I nie psuło się, gdyż w domu nigdy się nie
przelewało i byłoby to zbrodnią marnować żywność. (I taki zwyczaj razem z żoną
zaprowadziliśmy w naszym domu. Jedzenia to u nas się nie marnuje).
Często mówiłem też mamie,
że wolę jeść mniej na święta, żeby tylko czuła się dobrze i nie chorowała, lecz
przez bardzo długie lata jakoś nie mogła zmienić swoich przyzwyczajeń. Dopiero
kiedy byłem dorosły, a brat z nami już nie mieszkał, mama odpuściła sobie nieco
te przygotowania i na święta nie było już tylu specjałów, ale w zamian czuła
się dużo lepiej, co bardzo mnie cieszyło. Niekiedy zapominamy o tym co
najważniejsze kosztem rzeczy drugorzędnych. Jako dziecko wolałem pobawić się z
mamą, zamiast patrzeć jak źle się czuje i jak jest bardzo zmęczona.
Dlatego drogie Mamy,
zwróćcie prosimy uwagę na to co najważniejsze. Poświęćcie swoim najukochańszym
pociechom czas, a przede wszystkim siebie, bo właśnie Was dzieci potrzebują
najbardziej, zwłaszcza w pierwszych trzech latach swojego maleńkiego życia. Jeśli
teraz nie macie jeszcze takiej możliwości, to trudno, rozumiemy, bo takie są
czasy. Ale jak zmieni się system i będzie bardziej nam sprzyjać, będzie
bardziej człowieczy, to serdecznie prosimy, abyście zwróciły na to uwagę,
ponieważ jest to waszym życiowym obowiązkiem - bardzo odpowiedzialnym i zarazem
wielce zaszczytnym - wychowywać, kształtować małego człowieka.
Wpajać mu, (już chciałem
napisać „zaszczepiać”, ale się wzdrygnąłem…) przekazywać mu z pokarmem matki
najwyższe wartości duchowe, najważniejsze cechy człowiecze. Podarujcie im
siebie, przekazujcie im siebie takimi, jakimi jesteście, a jesteście pięknymi
istotami (również w znaczeniu waszego pięknego wnętrza), jesteście Boginiami
posłanymi przez Pana Boga dla przekazywania Życia. Jesteście więc dostojne,
czyste i oddane Prawdzie. A wasza Matczyna Miłość nie ma sobie równych na
Ziemi, ponieważ to nie jest żadną przesadą porównać ją do Miłości Największej i
Najświętszej, do Miłości samego Stwórcy, samego Ojca Niebieskiego. Jesteście
Boginiami Matkami z Jego świętego postanowienia.
I z Jego doskonałego
natchnienia potraficie obdarzać taką miłością swoje pociechy, swoje skarby
najdroższe, gdyż miłość ta cały świat potrafi wprawić w zdumienie i sprawić
jego szczery podziw dla waszego kochającego serca. Zaiste, serce kobiety, a w
dodatku Serce Matki, to największy skarb ludzkości, jaki z łaski Ojca
Niebieskiego został nam podarowany!
Jednak nie martwcie się
panowie, szlachetni i odpowiedzialni mężowie. Wam również przekazanych zostanie
wiele słów uznania i podziękowania. Nie są one moimi, lecz tymi z natchnienia
płynącymi. Słuchajcie więc uważnie, baczcie na nie w skupieniu. Zapamiętajcie
je dokładnie a swoim sercu zachowajcie starannie.
Jesteście mężami
odważnymi, jesteście mężami kochającymi i wiernymi. Niesiecie pomoc swoim
cudownym żonom w każdej chwili waszego wspólnego zmagania się z przeciwnościami
tego losu, jaki akurat Was spotkał. Najbardziej możecie liczyć właśnie na
siebie. A zatem Ojcowie, bądźcie dzielni i mężni. Tak jak Pana Boga w sercu
macie, tak samo wiary nie traćcie. Wiarą silni przekazujcie swoim żonom pogodę
ducha, przekazujcie im pewność lepszych dni, jakie z całą pewnością wkrótce już
nadejdą.
Wytrzymajcie jeszcze
trochę, zdobądźcie się na jeszcze jeden wysiłek waszej niezłomnej woli i z
pomocą z Wysokości nieustannie płynącą, wysoko podnieście swoją głowę,
wyprostujcie swoje zgarbione plecy, dźwigające ten ogromny ciężar
odpowiedzialności za swoją rodzinę. Jesteście silni i odważni, a takim Ojciec Niebieski
zawsze pomaga i zawsze o nich pamięta. Nie poddawajcie się, ponieważ koniec
waszych trosk, utrapień i zmagań jest już bardzo bliski.
Okażcie też swą
cierpliwość, okażcie swe zrozumienie waszym kochanym małżonkom, ponieważ
wszystkie ich troski wynikają z ich miłości. Dlatego tym więcej serca im
okażcie i na nic nie narzekajcie. Przecież one bardzo was kochają. Tylko
waszego dobra pragną. Obdarzcie je zaufaniem i przyjmijcie ich słowa, ich
uczucia takimi, jakimi są, bez doszukiwania się podtekstów albo jakichś
ukrytych i złośliwych myśli. Miłość wzajemna leczy, miłość wzajemna koi, a
przede wszystkim zapomina i z nową nadzieją wita każdy dzień następny.
„Niech Słońce nie
zachodzi nad gniewem waszym”. Jeszcze dziś, jeszcze wieczorem, już teraz i
natychmiast przebaczcie sobie nawzajem. Natychmiast się pogódźcie ze sobą i
obiecajcie sobie szanować się wzajemnie. Razem o dobro zabiegacie, razem
rodzinę stanowicie. Rodzina, to najważniejsza podstawa zdrowej społeczności,
dawniej rodu czy plemienia. Kiedy w każdej rodzinie dobrze się będzie działo,
wówczas i społeczeństwo dobrze się będzie miało. Całe społeczeństwo. Właśnie od
tego trzeba zacząć, a waszą rolą mężowie jest bycie prawdziwym mężczyzną. Nie
jakimś zniewieściałym lalusiem, ale mężczyzną z prawdziwego zdarzenia.
Mężczyzną odważnym,
odpowiedzialnym i sprawiedliwym. Mężczyzną potrafiącym stawić czoła życiu,
potrafiącym przyznać się do błędów i błędy te naprawiać. Nie chowajcie głowy w
piasek, nie uciekajcie w alkohol przed słabościami. W każdej potrzebie proście
o pomoc, a ta będzie w obfitości do Was skierowana. Wykorzystajcie ją jak
należy i zróbcie z niej właściwy użytek. A jeśli i cudu potrzebujecie, a
poprosić o niego potraficie, to i taki się wam stanie.
Kiedy straciłem pracę i
po długim czasie zaproszono mnie na rozmowę kwalifikacyjną, byłem przekonany,
że wszystko pójdzie bardzo łatwo, ponieważ osoba występująca w imieniu swego
pracodawcy zaprosiła mnie na następne spotkania. Szybko jednak mina mi zrzedła.
Okazało się, że przyjęcie do pracy jest uzależnione od pomyślnego przejścia
siedmiu etapów szkolenia, jakiemu poddany jest każdy przyszły pracownik. Bez
tego nie było mowy, żeby zostać agentem ubezpieczeniowym akurat w tej jednej z
wielu firm.
Przesiew był znaczny. W
miarę pokonania każdego następnego etapu na drodze do zdobycia pracy,
osiągnięcie tego celu zdawało się być bliższe, a zarazem wciąż było tak
odległe. Przecież wystarczyło przepaść na jednym z etapów i wszystko stracone.
Już nawet nie chciałem myśleć o ponownym poszukiwaniu pracy. Po wyraźnym
przekroczeniu czterdziestu lat czułem się, jakbym został odesłany na przymusową
i przedwczesną emeryturę. Oprócz tego i pieniądze się nam kończyły, więc mając
rodzinę na utrzymaniu, czyli niepracującą żonę i dwójkę dzieci, a do tego spłacanie
kredytu hipotecznego na głowie, powoli zacząłem czuć się niezbyt pewnie.
Na szczęście dane mi było
przejść wszystkie siedem szczebli naboru do pracy, ale na koniec przygotowano
nam niespodziankę. Egzamin. Najpierw teoretyczny. Zakres wiedzy, jaki w czasie
przygotowań mieliśmy sobie przyswoić był dość obszerny. Głównie prawo, którego
nigdy za bardzo nie lubiłem. Oprócz tego z niepokojem zauważyłem, jak czasami
trudno było mi zapamiętać to wszystko, czego tak sumiennie się uczyłem.
W końcu stało się. Jutro
egzamin. Nie ma odwrotu. To będzie nasze być albo nie być. Po całym dniu
szkolenia wieczorem wracałem do domu. I nagle zacząłem się modlić na głos.
Mocno zacisnąłem ręce na kierownicy i zacząłem prosić o cud, gdyż był nam
bardzo potrzebny. Prosiłem o cud zdania egzaminu i zdobycia tej pracy. Tak
zapamiętałem się w mojej modlitwie, że w rytm moich słów jedną ręką zacząłem
uderzać w kierownicę, a w oczach zakręciły mi się łzy. Przed dojechaniem do
domu zdążyłem już ochłonąć i wrócić do siebie.
Następnego dnia jakoś za
bardzo się nie denerwowałem. Zaplanowałem sobie jeszcze wizytę w jakimś
urzędzie, aby uzyskać wymagany przez pracodawcę dokument. Nie omieszkałem
napomknąć urzędniczce o moim egzaminie, na jaki właśnie zmierzałem. Oczywiście
życzyła mi powodzenia, za co podziękowałem. Okazało się, że pytania
egzaminacyjne nie były takie trudne. Na niemal wszystkie znałem odpowiedź.
Tylko trzy albo cztery z nich sprawiło mi trudność. A kiedy ogłoszono wyniki,
okazało się, że na sto możliwych punktów uzyskałem dziewięćdziesiąt pięć czy
sześć. Jakoś tak. W każdym razie byłem bardzo szczęśliwy i oczywiście
pamiętałem o podziękowaniu Ojcu Niebieskiemu za ten cud, za cud sprawiony w jak
najbardziej odpowiedniej chwili mojego życia.
A podobnych cudów moja
żona i nasze pociechy mieliśmy w naszym życiu doświadczyć jeszcze bardzo dużo,
nawet ratujących nam życie. Ale to zupełnie inna historia. A wracając do
egzaminu, to na zakończenie miał być jeszcze jeden, egzamin praktyczny. Na
pocieszenie powiedziano nam, że jego nie zaliczenie przekreśla wszystkie
dotychczasowe osiągnięcia i jest to równoznaczne z ostateczną utratą szansy na
przyjęcie do pracy. No tak, ludzie korporacji międzynarodowych są dobrze
wyszkoleni jak pocieszyć i dodać otuchy.
Na szczęście również zakończył
się dobrze i otrzymałem tę pracę. Nie popracowałem jednak zbyt długo.
Wytrzymałem tylko kilka miesięcy. Najważniejsze, że zdobyłem wartościowe
doświadczenia, przede wszystkim duchowe. I liczy się to, że nie zostawiłem
swojej rodziny samej, wyjeżdżając do pracy za granicę, czego już byłem naprawdę
bliski. To znaczy tak mi się tylko wydawało, ponieważ ja to sobie mogę chcieć, gdyż
liczy się tylko postanowienie podjęte przez Istoty Duchowe, a naszą rolą jest
być im posłusznymi dla naszego i nie tylko naszego dobra. Trzeba tylko w to
uwierzyć i zachować ufność, że tak właśnie jest. Niezbędnym jest również
posłuszeństwo wobec Istot Duchowych.
Jasne, no pewnie, też mi
się wydawało, że to takie łatwe… Tylko że tak jakoś szybko zmieniłem zdanie, że
jeszcze po wielu latach nie mogę się nadziwić, jak to wszystko zdołaliśmy
wytrzymać. Mniejsza o mnie, ale moja żona i nasi synowie. I z każdym dniem
utwierdzam się w coraz większym przekonaniu, że bez pomocy z Wysokości, to już
dawno było by po nas, bo byśmy zrezygnowali z dalszego podążania tą wąska
ścieżką życia.
Tak więc drogie Boginie
Matki i Wasi Mężowie. Bądźcie godne Waszej Boskości, bądźcie jej wierne i
miejcie do siebie ogromny szacunek z racji jej posiadania. Mężowie, czcigodni
przewodnicy waszych rodzin, dostojni opiekunowie waszych domostw. Obdarzajcie
miłością swoje rodziny, otaczajcie je opieką i sprawiajcie, żeby czuły się
bezpieczne. Razem zanoście wasze pokorne modlitwy do Ojca Niebieskiego o
wszelkie powodzenie. Razem i zgodnie dziękujcie Ojcu Niebieskiemu za cud życia,
dokonujący się każdego dnia. Cieszcie się życiem. Bądźcie szczęśliwi i zachowujcie
nadzieję w sercu waszym na lepsze jutro, bo oto nadchodzi i jest tuż u drzwi. Bądźcie
gotowi na ich otwarcie, by mogło przekroczyć wasz próg i wejść pod wasz dach.
„Radujmy się w Panu Bogu Jahwe, zawsze się w Nim radujmy”.