poniedziałek, 3 lipca 2017

Wpis 33. Wydarzenia jak przemijające obłoki na niebie. Próby rakietowe Korei Północnej, Trump i „pięść” zjednoczonych wojsk w Polsce, serial „Amber Gold”.


Klika lat temu przeczytałem bardzo ciekawe opracowania, dotyczących wzniesienia duchowego. (Przepraszam, ale nie pamiętam zbyt dobrze nazwy autora, który zamieścił je na stronie internetowej „Innemedium.pl”). Jedno z nich szczególnie zapadło mi w pamięć. Mówiło ono o tym, by na zachodzące wydarzenia patrzeć jak na przesuwające się po nieboskłonie chmury. W dodatku patrzeć na nie z niewzruszonego punktu widzenia, jakim jest niebo. Tak więc my - niewzruszeni, spokojni, umocnieni na wysokości - spoglądamy sobie w dół na pojawiające się i znikające różne obłoki. Czasem małe i lekkie, a niekiedy ogromne i ciężkie od nagromadzonego deszczu, jaki zaraz runie w dół. No tak, prosta sprawa. Niech się dzieje co chce, a mnie i tak to nie wzrusza. Tylko niestety, nie zawsze mogłem pozostać taki obojętny. Niektóre wydarzenia ciągle nie dawały mi spokoju i chciałoby się, żeby ten świat wreszcie zaczął się zmieniać i żeby ruszył we właściwym kierunku. Niekiedy nawet można było odnieść takie wrażenie, że to już, że oto w końcu coś dobrego zaczęło się dziać, tylko że… znowu nic z tego. Jeszcze nie. To tylko złudzenie.
 .

I dopiero w ostatnich miesiącach przyszło opamiętanie. Na te wszystkie niedorzeczności, w głównej mierze wyprawiane przez polityków różnych orientacji (nie tylko „polskich”), udało mi się zacząć patrzeć znacznie spokojniej. Traktowałem je jako coś wtórnego i drugorzędnego. I nagle przyszło olśnienie, wręcz odkrycie, że przecież cały czas jest to zasłona dymna i odwracanie uwagi od tego co najważniejsze. Już mniejsza o „koniec świata”, bo już nikt nie zwraca na to uwagi - tyle już ich wszyscy przeżyliśmy - ale tutaj cały czas i niezmiennie chodzi o ukrywanie Prawdy o dokonującym się Przeobrażeniu, Przemianie nas wszystkich bez wyjątku.

Jedyna różnica Przeobrażenia (jakby ktoś nie wiedział co to znaczy, to inne takie nadużywane, lecz niepolskie słowo to „transformacja”) polega na tym, iż jedni wykorzystają to na własny pożytek, a inni wręcz odwrotnie. Jedni wznoszą się duchowo, kształcąc hart ducha, a inni wręcz odwrotnie - jeszcze bardziej pogrążają się w zarabianiu pieniędzy, ich gromadzeniu za wszelką cenę i powiększaniu zasobu najróżniejszych rzeczy, co przecież w ostatecznym rozrachunku nic nie pomoże. A zatem jedni są w stanie mocno wierzyć w to, że nic im nie będzie, ponieważ mają ochronę Istot Duchowych, a zwłaszcza samego Ojca Niebiańskiego Jahwe, bo tak właśnie jest.

Inni zaś, co nie wierzą w opiekę Opatrzności, lecz polegają tylko na sobie, na swoich pieniądzach, władzy i przynależności do bardziej lub mniej tajnych ugrupowań, już sami dokonali swojego wyboru. Sami wydali na siebie wyrok, gdyż zamiast podnosić swoje wibracje, zamiast pracować nad sobą i właśnie tym bardziej dążyć teraz do doskonałości, stali się tak ociężali w swojej mrocznej, powolnej i przyziemnej energii, że nie są już w stanie wznieść się na jej wyższy poziom. Może nawet jeszcze by mogli, ale nie chcą! I tutaj ich los jest pogrzebany! Jak sami nie chcą, to nikt na siłę i wbrew ich woli nie będzie im pomagać, ani za uszy czy za nos na siłę z tego bagna doczesnej pułapki wyciągać.

Jest jeszcze trzecia grupa ludzi, czyli ci letni - na rozstaju dróg. Trochę tu, a trochę tam. Tacy niezdecydowani i słabi. Trochę wierzą, a czasem bardziej nie wierzą. Coś tam marudzą o jakiejś szkole przetrwania, coś tam wspominają o potrzebie zbrojenia się, bo to imigranci, bo to zaraz na wojnę chcą ruszać i takie tam jeszcze inne ciekawostki. Jak mają trochę pieniędzy, to zaraz myślą, że zawojują cały świat. Ich przesadzony a czasem źle ukierunkowany patriotyzm wiedzie ich w ślepą uliczkę. W tej grupie są też i ci, co dali się zwieść błędnym naukom. Są święcie przekonani o swojej jedynej racji. A kiedy przyjdzie ten czas, to wtedy boleśnie się przekonają jak bardzo się mylili i jak bardzo dali się oszukać. Właśnie, sami pozwolili wyprowadzić się w pole i to na takie bezdroża, z jakich już bardzo trudno będzie i zawrócić, i powrócić.

Jak już wcześniej pisaliśmy, ten Czas Przeobrażenia, ten Czas Oczyszczania sprawi, że pozostaniemy tylko my, co chcemy budować nowe życie na Ziemi. Proszę zwrócić tutaj uwagę na jedno tylko określenie: NOWE. Nowe, czyli nie takie, jakie mamy, bo takiego życia (z wyjątkiem naszych gnębicieli) to niemal wszyscy, ogrom ludzi ma po prostu dość. Stare musi odejść i odejdzie, a wraz z nim wszyscy ci, którzy do niego należą.

I na tym polega cała sprawa, i to jest ta prosta rzecz, jaką tak łatwo zrozumieć. Właśnie w taki oto sposób dochodzi do podziału na dobrych i na złych, na owce i kozły, a wreszcie dochodzi do oddzielenia ziaren od plew. I nikt inny nie musi tego robić, bo to my same i my sami już się tym zajęłyśmy - zajęliśmy. My, tylko i wyłącznie my! To właśnie w ten sposób same i sami dokonujemy na sobie sądu ostatecznego… bo naszymi wyborami, postanowieniami dokonywanymi na gruncie wolnej woli oraz czynami wynikającymi z naszego rozumowania ostatecznie się określamy, jakimi jesteśmy i do czego, do kogo należymy. A jak ktoś będzie mieć jakieś żale albo zechce narzekać, no to już wie pod jaki adres je kierować - do siebie samej i do siebie samego. Proste.

Proste jest również i to, że nasi prześladowcy dobrze znają tę najważniejszą tajemnicę. My też ją dobrze znamy, ale nie w takiej jeszcze liczbie osób, żeby zdobyć nad nimi przewagę. Tą tajemnicą jest kończący się CZAS. Tylko że w tym przypadku czas pracuje na ich niekorzyść. Nam sprzyja, ale lepiej się pospieszmy, gdyż mało go już zostało. Oni doskonale o tym wiedzą, więc tym bardziej chcą go teraz wykorzystać i ostro biorą się do roboty, żeby jeszcze zwieść i pociągnąć za sobą tylu ludzi, ilu się tylko da. Dlatego to nasiliło się nam tyle tych różnych niedorzeczności, głupoty i tym większego wywracania świata do góry nogami. Innymi słowy: słyszymy ryk śmiertelnie ranionej bestii. Już sama nie wie co ma jeszcze nawydziwiać, bo bezpowrotnie stąd odchodzi.

Odchodzi, ale się ciągle chwyta czego tylko się da, bo chce narobić tyle zła, ile jeszcze na tym świecie nie było. System chce pociągnąć za sobą tylu ludzi, ilu jeszcze zdoła doprowadzić do klęski. Dlatego to, posługując się swoim teatrzykiem lalek, swoimi kukiełkami i marionetkami, bez przerwy pokazuje nam jakieś następne sztuczki, wyjmuje swoje asy z rękawa, a ku uciesze niewybrednej gawiedzi nie zapomina też sięgnąć po króliki ze swojego kapelusza. Tak więc mamy powtarzające się próby rakiet z głowicami jądrowymi w wydaniu Korei Północnej, czemu  „wielka” Ameryka oczywiście od razu musi się przeciwstawić. Mamy walkę z ISIS oraz tych, co to niby są przeciw tym terrorystom, a tak naprawdę to sami do nich należą, sprzyjając im i pomagając, a zwłaszcza dobrze wszystkim znany i „lubiany naród wybrany”. Mamy również serial „Amber Gold” i co chwilę odświeżanie tragedii smoleńskiej.

(Jeden rząd pozwolił ukraść ludziom ich ciężko zarobione pieniądze, drugi zaś przeciąga sprawę, żeby ludzi denerwować. Niech obecny rząd weźmie odpowiedzialność za swoich poprzedników, bo przecież była to prawomocna władza i niech odda ludziom ich pieniądze. A kiedy tak zrobi, to rządzący niech dalej sami się bawią w osądzanie swoich kukiełek, co tak dobrze wywiązały się ze swojego zadania).

Nasi ciemiężyciele niczym najlepsi iluzjoniści są bardzo biegli w odwracaniu naszej uwagi. Mają bardzo bogaty program swoich niewyszukanych sztuczek. Dzisiaj przeczytałem, jak „polski” minister obrony zachłystuje się piejąc z zachwytu nad obecnością wielonarodowych wojsk, które jak pięść będą nas bronić przed wrogą napaścią - jego zadaniem oczywiście tą ze wschodu. (Jakby ktoś nie wiedział, to właśnie już od wielu lat mamy naszych wrogów z UE i ostatnio z NATO w swoim domu, bo ten „wspaniały” nierząd już się o to postarał). Tak, takie bredzenie to pasuje jak pięść do oka. Tylko żeby minister tą pięścią sam się nie zabił, bo nie doczeka przyjazdu swojego „wspaniałego” przyjaciela Trupa… Trumpa, Trumpa rzecz jasna. Jak ten Trup, (co ta moja klawiatura tak dzisiaj jakoś dziwnie pisze…) jak Trump zapowiedział, że jest konkretna sprawa, o jakiej z „polskim” rządem chce gadać, to aż „strach się bać”.

On nie będzie z nimi rozmawiać, tylko powie, co te marionetki mają robić, bo znowu coś tam knuje pod tą swoją blond czupryną, ten Johnny Bravo. Właściwie to taki bystry to on wcale nie jest, żeby samemu coś wymyślić. Prawdopodobnie znowu dostał jakieś wskazówki i będzie się produkować w Polsce i Europie, bo ciągle za mało namieszał. Wstrzymana wymiana gospodarcza to za mało, wojna w Syrii się kończy, to w innym miejscu trzeba zacząć wprowadzać „demokrację”. Jak się chce, to zawsze można coś znaleźć, żeby nie było za spokojnie na tym świecie.

A teraz na poważnie, bo wcale nie ma się z czego śmiać, że jest tyle zła, tyle nieszczęść, bólu, tragedii i zbrodni na naszej Ziemi. Nie, z tego sobie nie żartujemy. Sprawa jest o tyle smutna, że ciągle dajemy się wciągać w ich grę, ciągle dajemy się im mamić i oszukiwać. A skoro tak, skoro nie potrafimy myśleć, czyli zmienić swojego postępowania, no to mamy to co mamy i dlatego Oczyszczanie jest niezbędnym procesem.

A czym jest Oczyszczanie to już pisaliśmy. Duch Święty nam wyjaśnił, że jest to usuwanie z Ziemi wszelkich nieprawidłowości i niektórych ludzi również. Zwyczajnie, to co niewłaściwe opuszcza nasz dom. Jak sprzątanie to sprzątanie. Teraz jeszcze mamy bałagan, jak to zwykle bywa przy sprzątaniu, ale ostatecznie porządek zaprowadzony będzie, bo być musi. Tak postanowił Ojciec Stworzyciel i nie ma niczego ani nikogo, co mogłoby i kto mógłby to postanowienie zmienić.

W związku z tym będzie dla nas lepiej nauczyć się być niebem. Tak nam będzie łatwiej, a przede wszystkim będzie dla nas bezpieczniej. Z takiego punktu widzenia wszystko nabierze zupełnie innego kształtu, innego wyglądu, znaczenia. Dzięki temu, że znajdziemy się na odpowiedniej wysokości wszystkie chmury będą widoczne jak na dłoni i staną się dla nas takimi chmurami - wydarzeniami, do jakich będziemy mogli podejść ze spokojem. Wtedy ujrzymy je w odpowiednim a nie w zniekształconym świetle. Ujrzymy je takimi, jakimi są naprawdę. Potrzebujemy nabrać do nich dystansu, odnieść się do nich ze spokojem i umieć spojrzeć na nie chłodnym okiem.

Na ich widok nie będziemy się ani wzruszać, ani nie będziemy marnować dobrych uczuć. (O tych złych, niskich uczuciach nawet nie wspominamy, bo wiadomo, że nie ma mowy, żeby w ogóle się pojawiły. Po prostu nie ma prawa ich być). Nie będziemy się rozczulać ani płakać, ponieważ tak naprawdę to nie ma nad czym i nie ma nad kim. Akurat to zdanie może się wydać okrutne, ale taka jest sprawiedliwość. Sprawiedliwość nie jest okrutna, ale musi się jej stać zadość. W przeciwnym razie sprawiedliwości by nie było. A tylko dzięki niej można zaprowadzić porządek.

I w tym przypadku porządek oznacza umieszczenie wszystkich i wszystkiego na swoim miejscu, na odpowiednim miejscu. Na takim miejscu, na jakie wszyscy żeśmy sobie zasłużyli, zapracowali i do jakiego same i sami żeśmy się doprowadzili. A stało się to na nasze własne życzenie, więc nad kim się tutaj rozczulać?

Nad tymi, którzy wiernie i ślepo służą temu okrutnemu systemowi? Nad tymi, którzy nim kierują? Nad tymi, którzy się im zaprzedali całą swoją duszą? Nad tymi, którzy ze strachu obejmują ich za nogi i skamlają o ochronę i pomoc? Nad tymi, którzy w swojej głupocie nic nie rozumieją, nic nie kumają i są tak ślepi, że nie widzą nawet Słońca w południe na bezchmurnym niebie? Nad tymi, co dali się zwieść, oszukać i okłamać, bo byli tak zarozumiali, tak pewni siebie, że tylko na sobie polegali? Nad tymi, którzy ufają pieniądzom i w niego wierzą? Nad tymi, którzy po trupach zaspokajają własne ego?

A niech sobie stąd odchodzą - droga wolna! Nikt nie będzie ich zatrzymywać. Jak ludzie będą odchodzić z Ziemi tysiącami, a może i milionami, to reszta, której darowano nieco więcej czasu, może się jeszcze opamięta… Tak, ludzie będą padać jak muchy i stanie się coś strasznego, stanie się coś, czego jeszcze nigdy nie doświadczyliśmy na tej Planecie. Ludzie będą na ten widok (i nie tylko na ten widok) odchodzić od zmysłów. Nie wiem co to będzie, ale wiem, że z tego powodu nie będę się rozczulać, dlatego że cały czas chodzi o dusze. Nie chodzi o ciało, bo ciałem nie jesteśmy. Jesteśmy duszą!

A kiedy na ogromną skalę dusze będą tracić ciała, to taki widok będzie musiał zrobić piorunujące wrażenie na wszystkich innych ludziach pozostałych przy życiu w tej rzeczywistości. Duszom nic się jednak nie stanie. Dusze trafią w miejsce jak najbardziej dla nich odpowiednie. Skoro się niczego tutaj nie nauczyły, to będą miały ku temu wyborną okazję. My również będziemy mieć wyborna okazję do tego, żeby nauczeni tym i wieloma innymi wstrząsającymi doświadczeniami należycie wykorzystać nasz rozum, naszą wolną wolę, a przede wszystkim należycie wierzyć. Wierzyć jak nasi zacni Przodkowie, bo Czas zatacza koło i ono się właśnie zamyka. Na to wielkie wydarzenie bądźmy więc przygotowane i przygotowani. Najlepiej wznosząc się, osiągając poziom samego nieba.