wtorek, 10 kwietnia 2018

Wpis 63. Wierzę w Oczyszczanie Ziemi i Nowe na Niej Życie dla nas wszystkich!



Ten wpis zacznijmy od urywku sesji przekazu telepatycznego nr 110, zamieszczonej na stronie internetowej Misji Faraon.

Bohdan: Drogi Enki, nasze życie do tej pory opierało się na starych wzorach, starej matrycy. Czy jeśli będziemy wprowadzać wokół siebie miłość, harmonię, dobre uczynki i pozytywne myślenie, to możemy się na tyle zmienić, żeby Przemiana w 2012-tym roku przebiegła przez nas łagodnie, przez nas i nasze umysły?

ENKI: Brawo, naprawdę brawo. Czas najwyższy zmienić się, czas najwyższy doprowadzić do pojednania - wspólnego pojednania. Oczywiście, Przemiana być musi i jest, bo bez tego nie ma mowy o Nowej Ziemi, więc przygotowujcie siebie, innych do tego, aby jak najłagodniej przejść ten proces.

Przemiana to proces, czyli zmiany rozciągnięte w czasie, więc nie trwa jedynie w roku 2012-tym, kończąc się na nim, lecz trwać będzie jeszcze długie lata.
.

niedziela, 24 grudnia 2017

Wpis 62. Masz powód, by ŻYĆ!!!



Nagranie wykonane przez mojego syna. Odnośnik: Music Video

„Zmienić stosunek do życia” - takie słowa skierował do nas Duchowy Opiekun Ziemi i Ludzi EA, podczas ostatniej sesji nr 272. Może się wydawać, że nie jest to nic odkrywczego. Życie jak życie, wszyscy przecież żyjemy z dnia na dzień, borykając się z jego codziennymi przeciwnościami, trudnościami. Na ogół nie jest ani lekko, ani łatwo. Tym bardziej daleko nam do upragnionego szczęścia, jakie wszystkim nam jawi się na różne sposoby, jawi się być czymś innym. Dlatego wciąż za nim gonimy w nadziei, aż wreszcie stanie się ono naszym wymarzonym udziałem. Tak bardzo zależy nam, żeby wreszcie je posiąść. A kiedy tak nam się zdaje, że już w końcu je dopadliśmy, to nagle stwierdzamy, że to wcale nie jest to, o co nam chodziło, ponieważ cięgla mamy jakąś wewnętrzną pustkę i brak dogłębnego, prawdziwego zadowolenia - nadal jesteśmy jacyś tacy nie do końca szczęśliwi; czegoś tu ciągle brakuje.
 .

sobota, 23 grudnia 2017

piątek, 22 grudnia 2017

Wpis 60. Piszę, bo muszę

Duch Święty - Duchowy Opiekun Ziemi i Ludzi EA wyznał:

„Zadaniem Moim jest rzucić garść myśli, które mogą pobudzić do zdrowego poglądu na świat, do myślenie Waszego. A zdrową nazywam taką świadomość, która widzi rację istnienia i utwierdza w przekonaniu, że warto żyć, padać i wznosić się, bo taka droga wiedzie do pokonanie chaosu. Chcę wzmocnić w każdym z Was siłę woli w szamotaniu się ze złem. To tak ważne!”


Wielka głębia tych słów zawiera najważniejszą rację życia, życia takiego, jakie jest rozumne i jakiemu przyświeca najszczytniejszy cel w życiu, żeby było ono uporządkowane i polegało na stałym dążeniu do doskonałości. I już. Wydawać by się mogło, że niewiele, lecz w zderzeniu z codzienną rzeczywistością może się okazać, jak daleko nam jeszcze do takiej właśnie niezłomnej postawy, by zło zawsze w sobie pokonywać.
.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Wpis 59. 180º


Iść przez życie pod prąd tego zakłamanego świata, lecz zgodnie z nurtem tegoż właśnie życia - czy to jest w ogóle możliwe? Tak, jak najbardziej jest możliwe, choć oznacza całkowitą zmianę dotychczasowego sposobu postępowania, okupioną bardzo wysoką ceną. A o tym dane nam było przekonać się na własnej skórze. I nikogo z nas los nie oszczędzał - ani mojej małżonki, ani naszych dwóch synów, czy też spisującego te słowa. A stało się to z chwilą, kiedy skończyły się nam wszystkie pieniądze. I to dosłownie wszystkie, ponieważ nie mieliśmy nawet grosza, by kupić sobie choćby trochę jedzenia. Tym samym i nasze dzieci przeszły przez wyjątkowa próbę w ich młodym życiu, gdyż kilka razy zdarzyło się nam głodować długimi dniami, ale to jest zupełnie odrębna sprawa. (Zresztą, opisana w książce „Wolna Wola i »Nowa« Duchowość”.)
 .

środa, 8 listopada 2017

Wpis 58. „Pan Tadeusz” żadną epopeją narodową, a zwłaszcza lekturą szkolną nie jest!


A to dla prostej i jakże widocznej gołym okiem tejże przyczyny,
Mącenia w młodych głowach i lanej do nich jakiejś popłuczyny,
Jakąż jest błędne wyobrażenie o postawie wielce patriotycznej,
Dla jakiej umieranie nabiera wartości chwalebnej, niebotycznej.

I ktoś tutaj celowo wszystko przekręca - przeinacza bez miary,
Chce za cenę wszelką, żeby ziściły się jego tak niskie zamiary.
A są to kłótnie, wojny i władza śmierci niczym nieograniczona.
A ów patriotyzm ma sprawić, by władza ta była niezauważona.
.

sobota, 21 października 2017

Wpis 57. Czy my to jeszcze mówimy po polsku?


Ciągle nie mogę się pogodzić z powszechnym i tak nagminnym kaleczeniem naszego polskiego języka, ani z jego tak bezmyślnym zaśmiecaniem jakimiś dziwnymi „anglikanizmami”, tudzież spolszczonymi dziwadłami. Jest to głupotą, brakiem podstawowej przyzwoitości, a także zwykłym lenistwem w okazaniu choćby odrobiny poszanowania pięknemu językowi ojczystemu. W istocie, uważamy to za przejaw głupoty i lenistwa, lecz wcale nie chcę przez to powiedzieć, że ze mnie to od razu taki wielki językoznawca, co w mowie i piśmie owym orężem tak bezbłędnie a biegle włada. Wcale nie, chociaż bardzo bym tego chciał. Niemniej jednak staram się nie popełniać podstawowych błędów (często składnia i przecinki sprawiają mi sporo kłopotu), a zwłaszcza unikać niepotrzebnych, bo obco brzmiących a tym bardziej żywcem przeniesionych z innej mowy wielu koślawych wyrażeń, nijak nie pasujących do naszego języka. I nie chodzi tu jedynie o ułatwianie sobie życia, o pójście na skróty - przede wszystkim te myślowe. (Chociaż to też). Taka wszechobecna bylejakość bardzo dobrze współpracuje, współgra z tym codziennym programowaniem nas na bezmózgowców, w czym oczywiście główne pomyje powszechnego wprowadzania w błąd ma swój zasadniczy cel, cel jeden z wielu. I oczywiście tym łatwiej wszystkie je osiągnąć, kiedy ludzki umysł jest wypłukany do cna ze zdrowego rozsądku, a następnie zasypany trocinami po same brzegi. Nawet do tego stopnia, że mamy tylko sieczkę w głowie. A wtedy to już nie ma mowy o jakimkolwiek zrozumieniu nawet podstawowych spraw. Tym bardziej możemy też zapomnieć o potrzebie doskonalenia się, gdyż na to nie pozwala nam już nasz umysł, a zwłaszcza mózg, którego szare komórki stały się już tak nieurodzajne jak najgorszy ugór, w ogóle nie nadający się do najmarniejszej uprawy. Ktoś się źle bawi w przerabianie nas na prostackie roboty, wprawiane w ruch jedynie takimi samymi prostackimi rozkazami.
 .

czwartek, 12 października 2017

Wpis 56. Dlaczego Duchowy Opiekun Ziemi EA nie chce wyjawić położenia Nibiru?


Ostatnio coraz częściej pojawia się nurtujące wiele osób pytanie, gdzie jest Planeta Nibiru? Zastanówmy się więc, jakie są tego powody. Z pewnością najróżniejsze. A większość z nas chciałaby się po prostu jakoś przygotować na jej pojawienie, to znaczy na nasilone katastrofy naturalne wynikające z jej bezpośredniego sąsiedztwa z Ziemią. To zrozumiałe, ponieważ jest to wrodzony odruch pojawiający się w chwili zagrożenia. W końcu przecież wszyscy chcemy przeżyć. Zapominamy tylko o czymś takim, co się nazywa „wiara”. Nie możemy więc stale przebywać na poziomie rozwoju „homosapiens” - „homo-przeżywus”, stając się niepostrzeżenie „homo-jaskiniowus” (albo „homo-jankesi-niewiadomo”) lecz powinniśmy bardziej zmierzać w kierunku, a raczej wznosić się ku „homo-credus”, „homo-duchowis”, człowiek wierzący, człowiek ufający słowom płynącym z Wyższego Wymiaru, człowiek rozumny i otwarty na skarby mądrości płynącej ze Świata Ducha. A do tego, żeby tak wreszcie się stało, potrzebnych jest wiele zalet ducha. I to jest najodpowiedniejszy czas do ich wykształcenia, ponieważ z każdym dniem pozbawiamy się sprzyjających ku temu okoliczności i warunków. Tak można powiedzieć z racji mającego nastąpić przełomu w dziejach ludzkości. Takiego przełomu, po jakim już nie będzie możliwości określenia się swoją niezłomna postawą duchową, postawą wiary i ufności. Teraz jest czas zawierzenia, czas wiary, czas uwierzenia słowom i właściwa pora przyjęcia Prawdy do swej duszy i ujrzenia sercem tego co przyszłe, lecz nie takie znów odległe. Dziś jest ten dzień cudowny, piękny, radosny, wspaniały! Oto dzień wszystkich najlepszych możliwości! Oto dzień zmierzania ku doskonałości i stawania się coraz bardziej czystą duszą!
.

wtorek, 10 października 2017

Wpis 55. Walka o wodę i o coś jeszcze


Woda to życie a żyję, bo myślę. Już nie dajemy się oszukiwać i nie kupujemy wody „pitnej”. Wolimy pić tę z kranu. Jednak me tak od razu doszliśmy do takiego przekonania. Przez długie lata kupowaliśmy wodę w baniakach. Oprócz wody butelkowanej jest to jedyna nadająca się do picia, jak się wszystkich tutaj zapewnia. I sami też tak myśleliśmy - do tej pory. Woda w kranie była bardzo niesmaczna. Jej smak przypominał zgniłe glony i nawet po przegotowaniu nie był lepszy. Posłodzenie takiej wody też na niewiele się zdawało. Dopiero wywar z kwiatu jamajki przynosił ulgę, poprawiając smak wody na tyle, że nie trąciła już glonami. Kiedy jednak kwiat jamajki się skończył, nadal byliśmy skazani na picie „glonowej kranówy”, a to z prostego powodu, jakim był brak pieniędzy. Niestety, w kraju w jakim przyszło nam teraz mieszkać, nie ma żadnych „źródełek” takich jak w Polsce, czyli ujęć wody oligoceńskiej albo w ogóle tej znajdującej się głęboko w skałach. Wielka szkoda. Razem z żoną i dziećmi z ogromną tęsknotą wspominaliśmy te odległe czasy, kiedy wystarczyło podjechać do źródełka, aby cieszyć się zdrową, pyszną i czysta wodę, i to za darmo. Trudno, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Grunt, że i tę wodę można pić, bo… gasi pragnienie. Może zabrzmi to dziwnie, ale właśnie tak jest - gasi pragnienie w przeciwieństwie do tej wody ze sklepu. Czemu? Tak zwana woda butelkowana jest chyba największą mieszanką różnych chemikaliów, wciskanych ludziom jako coś, co nadaje się do spożycia. Taka woda jest martwa, niezdrowa i bardzo zanieczyszczona niczym słodzone napoje gazowane. I całkiem niedawno mieliśmy tę wątpliwą przyjemność przekonać się o tym na własnej skórze.
 .

sobota, 7 października 2017

Wpis 54. Opowieść „Rozmowy z Bogiem” bardzo mnie poruszyła



Ten obraz po raz pierwszy obejrzałem kilka lat temu. Już wtedy na mojej żonie i na mnie wywarł bardzo duże wrażenie. Z miejsca byliśmy przekonani o prawdziwości tych wydarzeń, jakie zostały przeniesione na ekran. Niektóre rzeczy z pewnością zostały ubarwione, lecz nie zmienia to faktu o przesłaniu jak najbardziej obowiązującym do chwili obecnej. A zwłaszcza w tych dniach, bo widząc co się dzieje na całym świecie, to chciałoby się wołać na ludzi od rana do nocy, by w końcu się opamiętali i poszli po rozum do głowy, po człowieczeństwo do serca. Jednak nie będziemy o tym szczegółowo pisać. Około miesiąca temu nabrałem ochoty na ponowne jego obejrzenie. Lubię nastrój tego filmu, w którym razem z głównym bohaterem przemierzamy różne koleje życia. Koleje życia prowadzące na samo dno osamotnionego zmagania się z trudami codzienności, a następnie wiodące do odmiany tego życia nie do poznania. I wcale nie chodzi tu o ukazanie drogi prowadzącej na wyżyny powodzenia przeciętnego człowieka, jaki ma dużo pieniędzy. Liczy się coś o wiele, o wiele bardziej ważnego. Liczy się to, że każda osoba, ale to każda bez wyjątku ma bezpośrednią łączność z Najwyższym Stwórcą, tylko niestety nie jest tego na ogół świadomą, a to za sprawą… No właśnie, za sprawą kogo lub czego? W sumie to pytanie można skwitować krótkim „nie wiem”, albo można też zacząć doszukiwać się tego prozaicznego powodu, w związku z którym utarło się błędne przekonanie, że tak po prostu jest i nie da się z tym już nic zrobić.
.

piątek, 29 września 2017

Wpis 53. Odszkodowanie za zniszczenia wojenne. Rosja ruszy na Polskę?


Podstawowe pytanie. Czy są takie pieniądze na świecie, co mogłyby przywrócić życie, oddać nam poległych w nierównej walce i wszystkich poległych na wojnie? A idąc dalej powstają następne wątpliwości i możemy się zastanawiać, co z odszkodowaniami za pierwszą wojnę światową? Mało tego - co ze szkodami, krzywdami i ofiarami rozbiorów? (No to trzeba pozwać i Austrię). Tamci rodacy też cierpieli, byli męczeni, zostali zesłani, a większość z nich wymordowano. Czy oni są gorsi od swych następców? Czy w ich czasach nie było żadnych zniszczeń i strat materialnych? Dlaczego mówi się o stratach poniesionych w czasie tylko ostatniej wojny? A co z Krzyżakami, szwedzkim potopem, Napoleonem? Francuz wyprowadził nas w pole, niech więc teraz nam za to płaci! A Watykan? Ileż to niepowetowanych strat właśnie on nam zadał?! (I nieprzerwanie zadaje od 966-go roku.) A czy muszą to być akurat pieniądze, które mają naprawić wszystkie wojenne krzywdy i pozwolą zapomnieć o wielkiej tragedii kaźni, mordu i zbrodni? Czemu służy wygrzebanie takiej sprawy właśnie teraz? I ostatnie pytanie. Czy jest to celowe działanie, mające odwrócić uwagę ludzi od czegoś znacznie, ale to naprawdę znacznie ważniejszego niż pieniądze? Naszym zdaniem tak właśnie jest, a tą najważniejszą i najcenniejszą wartością zawsze jest Życie. Ktoś najwidoczniej ma je za nic i na pierwszym miejscu - bez przerwy i jak uparty osioł - stawia bezwartościowe pieniądze. Właśnie tak - bezwartościowe, ponieważ w porównaniu z życiem to one nic, zupełnie nic nie znaczą. Tym bardziej, że dla tych niskich możnych tego świata, którzy mają ich w bród, tak im one spowszedniały, że już naprawdę uwierzyli, że są panami życia i śmierci. (Bardziej śmierci, ale niech im tam będzie, że i życia. I tak są w wielkim błędzie i głębokim bagnie).
.