czwartek, 9 czerwca 2016

Wpis 14. Jestem dumny z bycia Słowianinem - potomkiem bogów jak my wszyscy!

My, wszyscy Słowianie, a być może w szczególności Polacy, powinniśmy nabrać większego poczucia własnej wartości oraz uświadomić sobie, kim naprawdę jesteśmy. A co najważniejsze - w jak ogromnie szczytnym celu tutaj i teraz przebywamy. Zanim jednak do tego dojdziemy, warto zdać sobie sprawę i z takiego faktu, iż nasze korzenie, nasze pochodzenie sięga co najmniej dwustu tysięcy lat! Jesteśmy potomkami jednej z najwspanialszych starożytnych cywilizacji, jaka długością swojego istnienia, a przede wszystkim pięknym i niezwykle ważnym dorobkiem przewyższa wiele innych kultur oficjalnie uznanych za te pierwsze i największe na Ziemi. Nie, wcale nie chodzi tutaj o jakieś ukazywanie wyższości jednej nad drugą, lecz trzeba mieć świadomość posiadania w swoich genach naprawdę wyjątkowego pochodzenia oraz warto pamiętać o wielkim dorobku naszych praprzodków, co posiadali niezwykłą wiedzą, wiedzą prawdziwego życia przekazaną bezpośrednio przez bogów przybyłych na tę Planetę, jaka wtedy przewyższała tę powszechnie panującą. I tę wiedzę Prasłowianie przekazywali innym w celu ich dalszego rozwijania się, w celu uzyskania przez innych rozwoju duchowego i osiągnięcia lepszego życia. A to, iż najpierw Polanie, a następnie Prasłowianie stworzyli prawdziwe mocarstwo na Ziemi - nazywane między innymi „Shambala” - chyba nikomu nie trzeba przypominać.
.

Właśnie, przez całe tysiąclecia byliśmy prawdziwym mocarstwem - nie bójmy się tego głośno powiedzieć - mocarstwem wielkim, potężnym, bogatym, sprawiedliwym i wielce przez Stwórcę Wszechmogącego błogosławionym. Nie było w nim władców ani poddanych. Lud żył dostatnio i zgodnie z Boskimi Prawami. Należycie oddawał cześć i właściwie wielbił swojego Ojca Niebieskiego. Słowianie wiedzieli co oznaczała miłość bliźniego i tak jak jemu, to tak i Matce Naturze zawsze ją okazywali i wiernie jej przestrzegali. Dzięki takiemu postępowaniu obfitości wszelkiej nigdy im nie brakło, co przez bardzo długie wieki swój wyraz miało, bo „Kraina mlekiem i miodem płynąca” na ich ziemię mówiono. Sprawiedliwy to był lud i swych Bogów przychylność zyskał wielką.

A orężem - kiedy zaszła taka potrzeba, by swoich plemion i ziem bronić przed najeźdźcami - z wyjątkową sprawnością posługiwać też się potrafił, a wielkie męstwo i odwagę przy tej sposobności okazywać się nie powstrzymywał. Z tegoż to powodu waleczność jego wielce znaną w świecie była i powszechną bojaźń wtedy budziła. Dla tej właśnie przyczyny, strachem ogarnięte sąsiednie ludy, bardzo rzadko napadać na Szambalę się porywały. Również Rzymianie poważanie mając dla Słowian ogromne, a strachem przed nimi swe serca przepełnione, nigdy żadną wojną ich spokoju zakłócić się nie odważyli.

Taka sama sława oręża Rzeczypospolitej w późniejszych wiekach, wcale nie stawała się mniejszą, gdyż cały czas budziła strach i szacunek wszystkich tych licznych wrogów, co napadać na nią się porywali, a nas wolności pozbawiać zamierzali. Dlatego też zawsze starali się zdobyć przewagę liczebną i łączyli się z innymi królestwami, żeby w ich mylnym mniemaniu odnieść nad nami zwycięstwo. Częstokroć wielce tego później żałowali i za każdym razem mocno się zastanawiali, czy na Słowian znowu ruszyć, gdy inne wojny przeciw nam planowali. A poczet naszych wielkich królów, wśród nich także wspaniałej królowej, jak również wielu tak sławnych hetmanów - jakim dobro ojczyzny i wszystkich jej mieszkańców w sercu poczesne miejsce zawsze zajmowało - jest bardzo okazały.

Historyczne wielkie zwycięstwa Słowian, szerokim echem wśród rycerstwa Europy przy każdej sposobności głośno rozbrzmiewały. A wiele było i takich viktoryji, co ich przeciwników zgoła ośmieszały i ponury cień na ich honorze na długie lata kładły, ponieważ odniesione nad znacznie przeważającymi siłami wroga przez Rzeczypospolitą były. Zdarzały się również i takie przypadki, że najemni żołdacy walczyć przeciw polskim chorągwiom odmawiali i w swoich umowach sobie zastrzegali, że w otwartym polu za żadne pieniądze odporu im stawiać więcej już nie będą.

I tak jak rzemiosło żołnierskie żadnych tajemnic przed Słowianami już nie miało, to tak samo i w każdej innej materii córki i synowie Rzeczypospolitej uzyskiwali bardzo znaczące osiągnięcia, co zawsze - nie tylko swemu narodowi - owocnie służyły i to na przestrzeni długich stuleci były częstokroć odnotowane, a wielu dziedzin dotyczyły.

Ich lista jest bardzo długa i obejmuje medyków, astronomów, matematyków, myślicieli, profesorów, filozofów, malarzy, muzyków, kompozytorów, śpiewaczki i śpiewaków, pisarzy, poetów, aktorki i aktorów, wynalazców, naukowców, konstruktorów, inżynierów, lotników, sportowców, podróżników, odkrywców, mężów stanu, wiernych ojców narodu, dowódców i strategów, prawdziwych duchowych przywódców, jak również niezliczoną rzeszę polskich patriotek i patriotów, jaka swej ojczyźnie i wzniosłym wartościom najwyższej wierności zawsze dochować były i byli w stanie, a w obronie wiary bez najmniejszego wahania zawsze stawać potrafili.

Naprawdę mamy się kim szczycić i czym szczycić. Jednak nigdy nie zapominajmy, że to Świat Duchowy raczy wszystko sprawiać, a my jesteśmy jedynie pokornymi ich sługami i narzędziami, jakie właściwie swoje przeznaczenie spełniają. To tylko tyle i aż tyle, gdyż i to zwykłe narzędzie, aby mogło przez Istoty Duchowe być użyte, musi wcześniej odpowiednio być przygotowane i w ogniu wszelakich prób dobrze być wypróbowane. A kiedy przyjdzie właściwa pora posłużenia się nimi, to wtedy są niezawodne, wytrzymałe i szlachetne, co nigdy nie odmawiają posłuszeństwa, jak najlepsza stal i ten cenny kruszec najwyższej próby, co żadnej skazy w nim nie masz.

Również i teraz nie brakuje wielu potomnych tamtych wzniosłych pokoleń, co przed tysiącami lat godnie i z honorem, dumnie i w poczuciu własnej wyjątkowej wartości pielęgnowały i dalej następnym duszom wcielonym kulturę, wiedzę Słowian z najwyższą czcią przekazywały i jej uczyły. A jak w naszym przypadku tak się dzieje, to tak samo ma to miejsce i w każdej innej wysoko rozwiniętej cywilizacji tej Ziemi, bo każda z nich jednakowo przez bogów została utworzona. I właśnie dlatego tym samym dziedzictwem każda z nich szczycić nigdy się nie przestaje, co zawsze do dumy i przekonania o własnej wartości jak najbardziej słuszny powód daje.

Na tym nie koniec, ponieważ to nie jest jedyne tak ważne dziedzictwo, jakie wszyscy posiadamy. Dużo ważniejszym jest bez wątpienia to duchowe, pochodzące ze Źródła Życia, gdyż w swoim pierwotnym kształcie, w swej pierwotnej postaci jesteśmy Cząstką Energii Doskonałej. Możemy więc o sobie mówić, że bogami jesteśmy, bo z Najwyższego - Boskiego Poziomu - wszyscy pochodzimy. I to wszyscy bez wyjątku, tylko niestety - wielu z nas o tym zapomniało, albo jeszcze o tym nie. A wszyscy jesteśmy z gruntu serca dobrzy, wszyscy mamy zaszczepiony ten blask Boskiej Energii oraz samą Energię, jakiej cząstkę w swoich sercach zawsze posiadamy. I jest to cząstka samego Stwórcy Niebieskiego. W naszym sercu Go zawsze znajdziemy i nasze serce do Niego z całą pewnością nas doprowadzi.

A jeśli inne istoty ludzkie nie zwracają na to żadnej uwagi, a swoimi niegodnymi czynami Boskiej Cząstki się wyrzekły, to ich udziałem więcej już nie będzie wszystko to, co w niedalekiej przyszłości niechybnie wydarzyć się musi i w czym ci, co pozostali, co do końca wytrwali, swój niezawodny udział mieć już będą.

Przeznaczeni do wielkich rzeczy wszyscy tutaj jesteśmy. Dla wszystkich nas bramy wiodące do pełnienia odpowiedzialnej roli są szeroko otwarte. Świat Duchowy potrzebuje wielu rąk do zasiewania ziarna Prawdy i Wiedzy, gdyż tych odpowiednich rąk wciąż jest niezmiernie mało. Tylko trzeba pamiętać o takim zasadniczym warunku, jaki Świat Duchowy przestrzega bardzo rygorystycznie a wiele razy powtarza to Duch Święty - „Nie liczy się ilość lecz jakość”. Niech więc nikt nie myśli i niech nikomu się nie zdaje, że Świat Duchowy będzie przymykał oczy na nasze niedomagania, niedoskonałości i będzie tolerował większe czy mniejsze nasze uchybienia.

Nic z tego. Możemy o tym zapomnieć i darować sobie płonne nadzieje, że jednak tak nie będzie. Nie ma żadnej taryfy ulgowej. Ze Światem Duchowym, z Istotami Duchowymi nie ma żadnego targowania ani naciągania. Jest tylko „tak” lub „nie”. Jest tylko istota ludzka, jaka może rozpocząć współpracę ze Światem Ducha, lub do takiej dopuszczoną nigdy być nie może. Koniec kropka. I niech nikomu się nie zdaje, że może narzucać swoje warunki jakiejkolwiek Istocie Duchowej. Nic z tych rzeczy. I gdyby, co naprawdę szczerze odradzamy, gdyby ktoś chciał się o tym przekonać i w swoim wielkim, wręcz niemądrym braku roztropności chciał się o tym przekonać, to z miejsca dostanie taką nauczkę, po jakiej już na wszystkie reinkarnacje dobrze sobie zapamięta, żeby więcej tego nie robić.

…I tutaj się zawahałem, ponieważ nie wiem, czy przyznać się do czegoś, co tak mocno odczułem na własnej skórze. A niech tam, przyznam się, bo Prawdy nie można skrywać. A jeśli ten przypadek posłuży jako dobry przykład, żeby tak nie postępować, to warto przyznać się do własnych błędów.

Jakiś czas temu, moja żona wraz ze mną zajmowała się tłumaczeniem sesji przekazów telepatycznych. Byliśmy dumni i jesteśmy nadal, ze współpracy ze Światem Ducha. Aż któregoś pięknego i spokojnego dnia, buntując się wymaganiami wobec mojej skromnej osoby, by zaniechała ona pewnego niewłaściwego postępowania, zacząłem wbijać się w pychę. Z nutą bezczelnego ego pomyślałem sobie bardzo zarozumiale, że nawet jak nie będę chciał się poprawić i zmienić swojego nagannego zachowania, to i tak Istoty Duchowe nie mają innego wyjścia, jak tylko zgodzić się na ten mój świadomy brak chęci poprawy, ponieważ oprócz nas nie ma nikogo innego, kto takimi tłumaczeniami zechciałby się zająć.

No i długo nie musiałem czekać na porządną lekcję pokory. Gdy moja żona tłumaczyła następną sesję, nadeszła burza. Było popołudnie i mieliśmy jeszcze sporo pracy do wykonania. Wyładowania atmosferyczne były coraz głośniejsze, co wyraźnie świadczyło o ciągłym zbliżaniu się nawałnicy. Pioruny biły coraz częściej i coraz głośniej. Moja małżonka, słusznie zaniepokojona tym co dzieje się na zewnątrz, przezornie zapytała, czy ma wyłączyć komputer. A ja, w beztroskiej i naiwnej pewności, że przecież nic złego nie może się stać, z miejsca się temu sprzeciwiłem, a po chwili bardzo tego pożałowałem

Wskutek jakiejś awarii przez bardzo krótką chwilę zabrakło prądu. I stało się to akurat wtedy, gdy żona zapisywała zmiany w dokumencie tekstowym z tłumaczoną sesją, jakie oczywiście nie zostały zachowane. Komputer przestał funkcjonować. Już nie pamiętam, czy się wyłączył czy też uruchomił ponownie. W każdym razie, gdy moja żona ponowiła próbę, by znów zapisać zmiany w tym samym dokumencie, to jeszcze raz wystąpiła przerwa w dopływie prądu. I to akurat w chwili dokonywania tych zmian. A jak się później okazało, to straciliśmy dostęp do wszystkich plików znajdujących się na dysku twardym tego urządzenia.

Nie pozostało nam nic innego, jak pogodzić się z takim obrotem sprawy. Przez długie dni w ogóle nie mogliśmy korzystać z komputera. I tak oto nawarzyłem sobie piwa i przysporzyłem nam dodatkowych wydatków, jakie dla ograniczonego budżetu domowego, były znacznym obciążeniem i bolesnym kosztem.

Na pocieszenie możemy też napisać o szczęśliwym zakończeniu tej niepotrzebnej nauczki, jaką sam ściągnąłem na swoją głowę. W myśl słów Biblii, że „Pan Bóg leczy rany, zanim cios zadaje”, otrzymaliśmy nieoczekiwany zastrzyk gotówki, co prawda niewielki, ale jednak zawsze były to dodatkowe, choć skromne pieniążki. Udało się więc przeznaczyć ich część na naprawę uszkodzeń, odzyskanie niektórych dokumentów, jak również na dokupienie niektórych podzespołów, by nieco usprawnić wysłużony komputerek. I pomimo szczęśliwego zakończenia tej historii, to od razu zostałem wyleczony z takiego bardzo nierozważnego wystawiania na próbę Istot Duchowych. Solennie sobie wtedy obiecałem, że nie będę się już wzbraniał przed usuwaniem własnych wad, że będę się stale poprawiał i robił to, co do mnie należy. A przede wszystkim postanowiłem sobie, że już nie będę taki głupi i nie będę z nikim zadzierał, a zwłaszcza z Istotami Duchowymi. I jak do tej pory, dzięki ich pomocy, tego postanowienia udaje się dotrzymać.

W sumie, to nie ma się czym chwalić, ale niech to będzie potwierdzeniem, że taka współpraca, współpraca ze Światem Ducha zobowiązuje i wymaga odpowiedzialnych osób. Nie ma tutaj miejsca na przekomarzanie i droczenie się jak małe dzieci. Jesteśmy zobowiązane i zobowiązani do właściwego postępowania, poprawiania swoich błędów, stawania się lepszymi i poszanowania swoich współmałżonków, swoich dzieci i siebie samych. Jesteśmy zbyt cennymi, żeby z własnej woli zaprzepaścić ten wspaniały dar swego bardzo wysokiego duchowego urodzenia.

A rzeczą najważniejszą nie jest tutaj wcale kto, w jakim stopniu, albo bardziej od innych taką boskością mógłby się szczycić. Cała sprawa polega na czymś bardziej znaczącym i ważnym - na przekazywaniu słów, nauk Duchowego Opiekuna Ziemi ENKI, a zwłaszcza na zgodnym z nimi postępowaniu. To jest najważniejsze - zastosować w praktyce skierowaną do nas tę wyjątkową wiedzę. I to wszystko.

I nie ma się co gniewać na Istoty Duchowe Światłości, ponieważ gdy do nich nie należymy, na nie się gniewamy i z nimi jesteśmy skłócone i skłóceni, to wtedy wpadamy we własną pułapkę i wyświadczamy przysługę niskim energiom, jakim zaczynamy służyć. A wtedy jest podwójna strata. Istoty Wzniosłe tracą jedną duszyczkę, a my wyświadczamy sobie lwią przysługę. Nie, nie chodzi nam o to, co w tym miejscu sfałszowana Biblia nam mówi, że jak oddajemy się grzechowi, to zaraz jakiś brzydki lew nas pożre. Nie, nic z tych rzeczy, bo chodzi tutaj o znaczenie, ale to o znacznie poważniejsze następstwa takiego postępowania - chodzi o drugą śmierć, śmierć straszną, bo śmierć duszy… Tak, niestety, dusza może przestać istnieć na zawsze…

To jest przerażające, lecz bardziej nie będziemy rozwijać tego tematu. Każda zainteresowana osoba może w łatwy sposób dowiedzieć się więcej czytając sesje. A wracając do przyjemniejszego tematu, że wszyscy jesteśmy bogami, to ziemskie tego początki były jeszcze na długo przed Atlantydą. Około 450 tysięcy lat temu przybyła pierwsza grupa naukowców z Nibiru, aby zacząć trudną i długą pracę naszego doskonalenia, przeznaczeniem którego było doprowadzenie rasy ludzkiej na Ziemi do takiego samego poziomu rozwoju, na jakim są właśnie nasi bogowie, nasi twórcy i krewni. Ich zamiarem było uczynienie nas podobnymi do nich i to pod każdym względem, również tym duchowym.

Dlatego następnym etapem było zakładanie i rozwijanie poszczególnych kultur na całej Ziemi, aby ludzkość uczyła się właściwego sposobu życia i stale poziom tego życia podwyższała. W związku z tym na Atlantydę stale przybywali następni mędrcy - liczni bogowie, ponieważ było to lądowisko dla Gwiezdnych Przybyszów, którzy akurat tam utworzyli najbardziej rozwiniętą cywilizację, jaka następnie dawała początek innym cywilizacjom, pojawiającym się w różnych częściach Ziemi.

Nasi bogowie często więc podróżowali po całej Planecie, odwiedzając nowo powstające kultury, aby przekazać im całą wiedzę potrzebną do nadania im właściwego kierunku i czuwać nad ich postępami. Ku ich zadowoleniu, wszystko ładnie się układało. Ludzkie cywilizacje dobrze się rozwijały i cała praca przebiegała zgodnie z planem. Niestety, ale tylko do czasu. Do czasu, gdy doszło do ewakuacji innej rasy z Planety Maldek, jaka w naszym Układzie Słonecznym znajdowała się pomiędzy Marsem i Jowiszem.

Okazało się, że ci, co z niej przybyli, nie byli już tacy posłuszni Najwyższej Energii. Po swojemu zaczęli wszystko zmieniać, czego przykre skutki odczuwamy po dziś dzień. Wprowadzili zamęt i niezgodę pomiędzy nami, chcąc całkowicie nad nami zapanować i nas zdominować. Żeby to osiągnąć nie przebierali w środkach i posługiwali się wszelkimi oszukańczymi sposobami. A jedną z nich było utworzenie nieprawdziwej i kłamliwej religii, by za jej pomocą nas skłócić i sobie przeciwstawić. Dlatego to jest taka jej różnorodność i mamy tyle jej najróżniejszych odmian w postaci wielu Kościołów oraz wyznań. A ci z Maldeka, to są właśnie tymi Islamistami, co tak tłumnie ruszyli w ostatnim czasie na Europę, żeby i do niej zanieść wszelki niepokój, zamęt, zniszczenie i wojnę.

Tak więc wszystko na Ziemi zmierzało w dobrym kierunku. Bogowie swoim potomnym przekazali całą wzniosłą wiedzę, by kiedyś równi bogom sami się stali, a tę Planetę do doskonałości doprowadzić zdołali i Raj na niej uczynić na zawsze byli w stanie. Jednak niestety, to by było zbyt piękne, żeby tak w spokoju nas zostawić i pozwolić na szczęśliwe i dostatnie życie. Moce przeciwstawne Mocom z Wysokości postanowiły temu przeszkodzić i uczynić wszystko, aby do tego nie dopuścić. Nasi bogowie, nie mając innego wyjścia, opuścili Ziemię by wojen nie toczyć, jak również dlatego, żeby nie niszczyć tej Planety, a zwłaszcza życia na niej już rozwiniętego. Ustąpili i odeszli na czas bardzo długi. Z goryczą smutku w swoich sercach pozostawili swe umiłowane dzieci, którym przez tysiąclecia zawsze z pomocą, opieką i wiedzą niestrudzenie przychodzili.

Ich miejsce zaś inni bogowie natychmiast zajęli - bogowie, jakim ani to miano, ani tym bardziej to miejsce należnym nigdy nie było i być nie powinno. Pomimo tego, sam Stwórca Wszechmogący zdecydował, że do z góry określonego czasu oni władzę mieć będą na Ziemi, a wszystkim ludziom dana będzie wolna wola i nieograniczone prawo decydowania o sobie. Ludzkość Planetą zarządzać też będzie według swojego uznania.

Bogowie spod ciemnej gwiazdy spodziewać się lepszej okazji dla siebie nie mogli. Natychmiast przystąpili do niszczenia tego wszystkiego, co ich poprzednicy z takim wysiłkiem i mozołem wznieść na przestrzenie setek tysięcy lat byli w stanie. W tym celu, bogowie nieposłuszni Najwyższej Instancji, postanowili posłużyć się jakimiś innymi kulturami, ludami tej Ziemi (i nie tylko tej Ziemi), aby przeprowadzić swój plan zniszczenia i wszystkich oddzielić od Jedynego Źródła Życia.

W wyniku tego na świecie powstał ogólny zamęt. Przyszli jacyś nie wiadomo skąd, utworzyli sobie jakąś „kulturę zachodnią” - sztuczną, nieprawdziwą, płytką, bez korzeni, zaborczą, wszczynającą niepokoje i wojny, co potem wszystkim nakazała się naśladować, ponieważ ma dużo pieniędzy oraz inne bogactwa, a zwłaszcza władzę. A inni nie słuchając głosu rozsądku, a także za nic mając liczne przestrogi i ostrzeżenia, ślepo za nią poszli i bezmyślnie się jej podporządkowali. A co dalej z tego wyniknęło, to już chyba nie trzeba tłumaczyć. Dość wspomnieć, że plany wprowadzenia nowego porządku świata nie są jakimś wymysłem, lecz konkretnym dążeniem z każdym dniem coraz bardziej się urzeczywistniającym.

Tak, jest się czego bać, bo wszystkim nam, wszystkim ludziom temu się sprzeciwiających, może się wydawać, że jest już za późno, aby zmienić ten bieg wydarzeń. Właściwie tak, sami już nie jesteśmy w stanie nic uczynić. Nie oznacza to wszakże z góry przegranej ani tego, że mamy się tak po prostu poddać i biernie się przyglądać dalszemu rozwojowi niekorzystnych dla nas wydarzeń. Przecież sam Stwórca, Wszechmogący, zachęca nas do modlitwy - modlitwy sercem, uczuciami, modlitwy pełnej wdzięczności za to, co do tej pory od naszego Umiłowanego Ojca Niebieskiego już otrzymaliśmy. Za to, że jeszcze jest w miarę spokojnie, że nie doszło do wybuchu Trzeciej Wojny Światowej z użyciem bomb atomowych, że Matka Natura i Matka Ziemia powstrzymują żywioły, aby rozszalałe nie dokonały przerażających zniszczeń i ogromnego spustoszenia. A życie, chociaż jest jakie jest, bo zawsze mogło by być o niebo lepsze, to jednak toczy się dalej i to w miarę spokojnie. Oby gorzej nie było.

Tak, ale wszystko do czasu, ponieważ Pan Bóg zdecydował, że zaprowadzi tutaj porządek, ostateczny porządek. I nie stanie się to jakimiś naszym wątłym i nic nie znaczącym staraniem czy ludzkimi śmiesznymi wysiłkami. Nastąpi Boska interwencja oraz ingerencja Istot Duchowych w wydarzenia rozgrywające się na Ziemi. Jak nas zapewnia Duch Święty, cierpliwość Pana Boga, co do tej Planety i tego, co jej mieszkańcy wyprawiają, już się wyczerpała. On dłużej nie będzie już czekać na opamiętanie ludzi. Zasłużyli sobie na porządną lekcję posłuszeństwa wobec Świata Ducha i taką wkrótce otrzymają. A wtedy, gdy to nastąpi, gdy w wyniku tego wszystkiego, co spadnie na ludzi jak grom z jasnego nieba, będą śmiertelnie przerażeni (jak dalej uprzedza Duch Święty). Dlatego to trzeba będzie wszystkim pomagać (tym, co pozostaną żywi), tłumaczyć i starać się ich wyprowadzić z tego potężnego wstrząsu, jaki ich porazi. Nie będą mogli uwierzyć własnym oczom w to, co się dzieje. Może być i tak, że ludzie będą odchodzić od zmysłów.

Nie wygląda to zbyt ciekawie, ale zostaliśmy przynajmniej w porę ostrzeżeni. Już od pamiętnego roku 2012-go, kiedy to nie brakowało różnego typu alarmujących wieści, mieliśmy wyśmienitą okazję do zapoznania się przynajmniej z najważniejszymi spośród nich. I z całą pewnością tą najbardziej optymistyczną dla nas nowiną jest ta, mówiąca o ratunku dla nas wszystkich, o istniejącym energetycznym zabezpieczeniu dla całej Ziemi i wszystkich jej mieszkańców, nie tylko ludzi, ale i zwierząt, i roślin. No, ale kto by się teraz tym przejmował, skoro „nic się nie stało” a Majowie się pomylili, błędnie określając datę „końca świata”.

Tak, my ludzie zawsze wszystko wiemy najlepiej, tylko że zapominamy o jednej zasadniczej a niezwykle ważnej sprawie. Świat Duchowy może poddawać nas każdej, dosłownie każdej próbie. A to, co może się wydawać pomyłką, przesunięciem w czasie z powodu, na przykład, że bardzo trudno jest wyliczyć na przestrzeni wielu tysięcy lat dokładną datę wydarzeń, jakie mają nastąpić, być może jest właśnie taką próbą, na jaką wystawiają nas Istoty Duchowe.

Niejako na dowód tego, co powyżej zostało napisane - Majowie z niezwykłą wręcz dokładnością przewidzieli wszystkie astronomiczne zdarzenia, włącznie z pamiętnym częściowym zaćmieniem Słońca bodaj na wiosnę owego 2012-go roku. A wobec tego jak to możliwe, że jeszcze na kilka miesięcy przed końcem owego roku, Majowie potwierdzili swoją niebywałą dokładność, a potem nagle tak bardzo się pomylili? A może raczej dostali taki przekaz, otrzymali takie wskazania od Świata Ducha, od Wyższego Wymiaru, żeby celowo podać mylną datę wydarzeń, żeby świat cały wystawić na próbę, żeby się przekonać, kto do końca zachowa wiarę, a także po to, żeby ludzie po prostu spokornieli i raczyli zgiąć swój tak sztywny kark zarozumiałości, wymądrzania się, chełpienia się pozjadaniem wszystkich rozumów i lekceważenia Świata Ducha.

„Czy kiedy Syn Człowieczy powróci na Ziemię, to czy znajdzie jeszcze wiarę?” Właśnie, czy jest jeszcze w nas wiara - nie taka wiara, czy Pan Bóg w ogóle istnieje - (chociaż w głównej mierze to tylko do tego ona się sprowadza i niestety, jest coraz słabszą) lecz wiara w Jego nieomylność, wiara w Jego ingerencję w nasze życie i w ten świat, wiara w Jego Wszechmoc, a zwłaszcza wiara w każde Jego Słowo do nas skierowane. I jak skierowane przed tysiącami lat, to tak samo i w dniach dzisiejszych, dniach końca Starego Systemu i rozpoczęcia Nowego Systemu, Nowego Życia. I właściwie wszystkie starożytne Cywilizacje zapowiadały te wydarzenia w swoich przesłaniach dla współczesnego człowieka. Majowie zaś Nowy System nazwali - Złotą Erą, ponieważ taka nas czeka i takie Zycie jest dla nas przeznaczone.

Możemy być zatem spokojne i spokojni - Świat Ducha, Świat Doskonały i Najwyższego Poziomu nigdy się nie myli. Zawsze ma rację i ma swoje powody takiego, a nie innego postępowania. Lepiej zachować milczenie i nic nie mówić, lepiej pokornie przyjąć do wiadomości te przesłania i duchowo się przygotować, a także lepiej wierzyć Światu Duchowemu i wiedzieć odpowiednio wcześniej, co nas czeka i czego nie da się uniknąć, bo to musi się wydarzyć! (Pan Bóg też jest Duchem, więc i On w Świecie Ducha się znajduje i do niego należy).

Tylko niestety, wszystko wskazuje na to, że ogromna i przytłaczająca większość ludzkiej populacji nic w ogóle nie wie, wcale się nie połapała o co w tym wszystkim chodzi, a przede wszystkim co nas wkrótce czeka. Jest pogrążona w tak głębokim i błogim śnie, że nie ma się co dziwić, że jej nagłe wyrwanie z tej beztroskiej nieświadomości i umysłowego letargu będzie niezwykle bolesne i wstrząsające. A kiedy to się stanie, no to dopiero będzie się działo. i wtedy właśnie będzie potrzebna pomoc innych, między innymi nasza - Słowiańskich Serc.

Słowiańskie Serca - takie o nas pochlebne zdanie wypowiedział Duch Święty w swoim Orędziu na ten 20116-ty rok. To właśnie my, Słowianie, wielokrotnie udowodniliśmy jak wspaniale potrafimy się jednoczyć, pomagać innym z narażeniem własnego życia, nieść tę pomoc bez zwracania uwagi na wszelkie przeciwności losu i największe niebezpieczeństwa, a otuchę wciąż na nowo wlewać w liczne serca innych. Tak, jesteśmy narodem wielkich możliwości i narodem silnym, wytrwałym, a także dumnym. Nie tylko z powodu przeszłych rzeczy, ale i tych obecnych, jak również przyszłych dokonań dla innych w służeniu Światu Duchowemu. Czy może być coś piękniejszego, niż taka współpraca z Najwyższym Wymiarem?

(Więcej o Słowiańskich Sercach, a także o pokonaniu przez nas największego wroga w sesji przekazu telepatycznego numer 240, ze strony internetowej Pani Lucyny Łobos).

I jak kiedyś byliśmy w stanie tak skutecznie działać, więc i na przyszłość bardzo dobrze to nam wróży, iż staniemy na wysokości zadania - zwłaszcza tego duchowego - i nie przyniesiemy wstydu Istotom Duchowym, a w szczególności naszemu Umiłowanemu Opiekunowi Ziemi ENKI. Nie sami wszakże, lecz z ich niezastąpioną pomocą sprawimy wiele dobrego, z czego będą jeszcze z nas dumni, a co dla wielu ludzi będzie z ogromną korzyścią, ponieważ o to właśnie tutaj chodzi, by czynić dobro i innym dawać to, co najlepszego mamy, a co sami od innych otrzymać również byśmy chcieli.

I nic nie szkodzi, że obecnie przy różnych okazjach doświadczamy wielu przejawów lekceważenia, upokorzeń, okazywania nam braku szacunku, czy też wyśmiewania się z nas i kierowania pod naszym adresem niesprawiedliwych pomówień. Nie brakuje też filmów o takiej wymowie - kpiących sobie z nas, Polaków. Nic nie szkodzi. Jeszcze ci wszyscy, co sobie z nas dworują i tak sobie z nas drwią, bardzo będą nas przepraszać i prosić o pomoc. Historia lubi się powtarzać, więc niech lepiej uważają, żeby znowu nie trzeba było przychodzić im na pomoc z jakąś odsieczą wiedeńską. Chociaż tym razem można odnieść wrażenie, że przydała by im się porządna nauczka, choćby za brak należnego podziękowania nam za tamtą pomoc i nie wywiązania się z wszystkich zobowiązań wobec nas.

A nie był to odosobniony przypadek, ponieważ w czasach późniejszych wiele razy doświadczaliśmy niedotrzymania sojuszniczych paktów. Ale nic nie szkodzi. Wtedy nie pierwszy i nie ostatni raz nasz naród wyjątkowo dużo wycierpiał, wyjątkowo przez innych był tłamszony i ciemiężony. A kiedy wydawało się, że inne mocarstwa dopięły swego i zdały się wymazać Rzeczypospolitą z mapy świata, to jakimś niewytłumaczalnym i wyjątkowym cudem zawsze podnosiliśmy się kolan i prostowaliśmy swoje plecy, jakie do samej ziemi przyciskali nam nasi ciemiężyciele. Zawsze dumnie podnosiliśmy głowy i niezłomnie walczyliśmy o swoją wolność i samowładność. Któż inny podołałby tak wielu trudom i nie poddał się pomimo tak potwornych prześladowań?

Dobrze, zgadza się, ale żeby nie popadać w taki samo zachwyt, to trzeba bardzo wyraźnie zaznaczyć, a także mocno podkreślić jedną zasadniczą i pierwszorzędną sprawę. Nic, dosłownie nic by z nas nie było, ani nawet jednego śladu swojej bytności byśmy po sobie nie pozostawili, gdyby nie nasz Ojciec Wszechmogący, Który zawsze z pomocą nam przychodził. To tylko i wyłącznie Światu Duchowemu zawdzięczamy swoje istnienie - w tamtych czasach jak i obecnie, bo teoretycznie jesteśmy państwem niepodległym, ale tylko teoretycznie. W praktyce zaś tę „niepodległość” dawno temu już utraciliśmy wskutek uzależnień gospodarczych, finansowych, a także (zwłaszcza) politycznych. To prawda, ale mimo wszystko to wciąż jesteśmy, istniejemy i zachowujemy swoją Słowiańską tożsamość.

I przyjdą lepsze dla nas dni, przyjdą lepsze czasy nie tylko dla nas, ale i dla innych Słowian, i dla innych naszych pobratymców, z jakimi najprawdopodobniej będziemy ustanawiać potężne sojusze i nadawać kierunek potrzebnych i właściwych zmian. Tak, to nam Słowianom przypadło w udziale nieść to światło wiedzy i poznania. To nam przypadło w udziale dać ten początek Nowemu Czasowi i nikt już nam tego nie odbierze. A nie oznacza to oczywiście, że z tego powodu mamy wynosić się ponad innymi. Nic z tego. Od nikogo nie jesteśmy w niczym lepsi. A skoro to nam, Istoty Duchowe przyzwoliły pełnić tę rolę dawania przykładu innym narodom, to nie pozostaje nam nic innego, jak właściwie i godnie z tego przywileju i zaszczytnego obowiązku się wywiązać. Mamy więc posłannictwo do wykonania. A nie naszą jest to zasługą. Tak postanowił Świat Ducha, który w nas pokłada zaufanie i z nami wiąże swe nadzieje. A zatem, nie pozostaje nam nic innego jak tego zaufania nie zawieść. Tylko tyle i aż tyle.