poniedziałek, 6 czerwca 2016

Wpis 12. Myśl, myśl jest potęgą! A nasz mózg to główny komputer.

Od najmłodszych lat mama ciągle mi powtarzała i z zadowoleniem stwierdzała, że mam silny organizm. Mówiła mi, że właściwie wcale nie choruję (poza typowymi chorobami wieku dziecięcego) i że mam dobrą przemianę materii. Wcale nie wiedziałem, (to teraz jestem taki „mądrala”) że było to pozytywne programowanie mojego umysłu, jakie w nim pozostało na długie lata, ponieważ sam dalej, właśnie w ten sposób, również się nim posługiwałem. Skoro moja mama tak mówiła, to sam w to uwierzyłem, przy każdej okazji to powtarzałem i tym się chwaliłem. I dopiero kiedy dane mi było ukończyć kurs samokontroli umysłu według metody Jose Silvy, więcej byłem w stanie zrozumieć dlaczego tak się dzieje. A metoda ta jest jak najbardziej skuteczną, gdyż - na przykład - pomimo skończenia pięćdziesiątki, nie mamy powodu do zmartwień dotyczących stanu zdrowia czy nadwagi. Nadal dane mi jest cieszyć się dobrym zdrowiem i szczupłą sylwetką. Tak samo jest w przypadku mojej żony i naszych synów. W naszym przypadku wizyty u jakiegoś lekarza to rzadkość. Całymi latami nie chorujemy, jak również nie karmimy się żadnymi lekarstwami. Jeśli już, to zdarzają się jakieś przeziębienia czy inne niewielkie niedomagania, lecz po zastosowaniu babcinych kuracji - czosnek, miód i dużo snu - wszystko wraca do normy. (A ostatnio coraz częściej zwracamy się z prośbą o przybycie odpowiedniego lekarza - duchowego lub nie, żeby nam pomógł z daną dolegliwością).
.

I teraz, razem z żoną, takie programowanie przekazujemy naszym dzieciom. Przy każdej okazji powtarzamy im, że są zdrowe, silne, mądre, uduchowione, wspaniałe, cudowne i takie kochane. Zresztą tak samo, jak wszystkie pociechy wszystkich rodziców na całym świecie. Przecież nie ma innych milusińskich niż właśnie takie - same aniołki. A skoro to aniołki, to ich rodzice także są aniołami, są ludźmi dobrego serca. W każdej z nas i w każdym z nas bez najmniejszego wyjątku, znajduje się ten kryształ dobroci i wszyscy z gruntu serca dobrzy jesteśmy, tylko niestety, większość z nas o tym zapomniała lub zwyczajnie tego nie wie. Jeszcze nie wie.

„Za myślą podąża Energia i kształtuje naszą rzeczywistość”.

A wystarczyło by sobie jedynie powtarzać - programować umysł - ten główny komputer, że WSZYSTKO JEST DOBRZE. Tak właśnie uczy nas Duch Święty - mamy sobie powtarzać, że „wszystko jest dobrze”. I chociaż tak często zachodzimy w głowę jak to możliwe, żeby naprawdę wszystko było dobrze, skoro najwyraźniej tak nie jest, bo ślepi to my nie jesteśmy i swój rozum też przecież mamy, to jednak myśli wyprzedzają czas i tworzą tę rzeczywistość, do jakiej ciągle się zbliżamy, lub może bardziej trafnie było by powiedzieć, że ją tworzymy i kształtujemy. Kształtujemy swoimi myślami, tworzymy swoimi umysłami oraz wyobraźnią.

I nie tylko nimi, bo wiara też ma tutaj dużo do powiedzenia, ponieważ jak wiemy - wierzyć, to zobaczyć (a nie zobaczyć, żeby uwierzyć). Tak, czasem to, co wydaje się najprostsze, przysparza nam najwięcej trudności, bo kiedy myślimy, że mamy zmierzyć się z bezwładnością rzeczywistości lub z jakimś olbrzymim kłopotem, to po prostu z miejsca można się zniechęcić i po prostu od razu to sobie darować. Niestety, uważamy wtedy, że jakaś sytuacja nas przerasta i sobie z nią nie poradzimy. Tutaj trudno dać nam jakiś przepis na nie poddawanie się i na nie rezygnowanie z góry przed zmierzeniem się z czymś (lub z kimś), kiedy od razu myślimy, na jakiej to straconej pozycji się znajdujemy. 

Można powiedzieć, że dochodzi tutaj do zmagania się z własnymi myślami, czyli polega to na niedopuszczaniu tych negatywnych, a tworzeniu tych jak najbardziej potrzebnych i pożądanych. A dzięki temu mamy naprawdę niezwykle szerokie pole do popisu. Mamy bowiem nieograniczoną możliwość popuścić wodzy wszelkiej wyobraźni i bez żadnego ryzyka, bez najmniejszego ryzyka, że możemy coś stracić, jesteśmy zdolni kształtować, tworzyć i wymyślać tyle pozytywnych, pięknych, dobrych i przydatnych rzeczy, że po prostu jawi się to jak jakaś cudowna kraina samych spełnionych marzeń. Co nam szkodzi wyruszyć na jej (chcieliśmy napisać podbój, ale jakoś to słowo tutaj nam nie pasuje), na jej odkrywanie i poznawanie.

Właśnie - nic nie stoi na przeszkodzie, aby uczyć się o tym, często niezbadanym przez nas świecie, uczyć się czegoś zupełnie nowego. I niekoniecznie coś nowego musi od razu oznaczać strach, musi budzić lęk i powstrzymywać nas przed zdrowym dążeniem do poznania czegoś bardzo użytecznego, powstrzymywać przed chęcią doświadczenia czegoś wzniosłego i posiadającego moc sprawczą samych pozytywnych zmian. Czemu nie? Co w tym złego, że dzięki temu chcemy odnosić własne i nie tylko własne korzyści, chcemy się przysłużyć sobie i innym, a także choćby i całemu światu! Co w tym złego, żeby zmieniać go na lepszy i przede wszystkim dostrzec tę palącą potrzebę jego ogromnego przeobrażenia. 

I tutaj dotykamy następnej sprawy, jaką jest wyobraźnia. W rzeczy samej - wyobraźnia. Kiedyś ktoś ciekawie wyznał, że wyobraźnia jest ważniejszą od wykształcenia. Co do kwestii wykształcenia, jaką niemal od zarania dziejów się nam wpaja i wtłacza do umysłów, że edukacja, ukończenie uznanych uczelni, zdobywanie tytułów naukowych jest takie ważne dla przyszłości każdego człowieka, o jakiej to każdy, zwłaszcza ten mały człowieczek, niemal od urodzenia powinien już myśleć i mieć ją całą zaplanowaną… (Ktoś musiał długo nad tym myśleć, bo nie ma chyba większej głupoty pod Słońcem).

Tylko, że w tym całym edukacyjnym szaleństwie niepotrzebnego obarczania umysłu wiedzą, do jakiej (zwłaszcza teraz w dobie Internetu) mamy tak szeroki dostęp, jakoś skrzętnie pomija się troskę o rozwój wyobraźni oraz kształtowanie, hartowanie ducha. Wyobraźnia niezmiennie schodzi na drugi plan i najczęściej w ogóle się nie liczy. Traktuje się ją tak, jak by wcale nie istniała i nie miała żadnego znaczenia.

A to właśnie wyobraźnia wytycza nowy szlak poszukiwań, kieruje myśli ku nieznanym ścieżkom poznania i w parze z intuicją karze osiągać to, co mogło by się wydawać niemożliwym. Wyobraźnia niczym wolność wypuszcza nas na bezkresną przestrzeń dokonywania wszystkiego, czego tylko dusza zapragnie dla rozwoju, ulepszania, poprawiania i dla ciągłego dążenia ku doskonalszemu, ku jakiemuś doskonalszemu rozwiązaniu technicznemu, systemowi społecznemu czy gospodarczemu, a w końcu ku samemu doskonalszemu życiu.

Kilkanaście lat temu dane mi było porozmawiać sobie z dwoma inżynierami, kolegami z pracy, na dość konkretny temat. Na ogół tego nie robiłem, ponieważ w gronie samych magistrów oraz inżynierów, wszyscy wszystko wiedzieli najlepiej i niemal każda rozmowa kończyła się kłótnią, ponieważ każdy udowadniał każdemu swoje niepodważalne racje, o czym nie tylko ja, lecz w sumie każdy kolega z pracy mógł się przekonać. Jednak pewnego dnia, całkowicie zapominając o mojej zasadzie i bardzo nierozważnie, poruszyłem temat doskonalszego źródła energii. Wydawało mi się czymś zupełnie naturalnym i rozsądnym, że rozwój naszej cywilizacji nie może dłużej pozostawać na prymitywnym etapie energii, pozyskiwanej z surowców kopalnych. Przecież postęp nie może stać w miejscu. Musi w końcu dosięgnąć i tej dziedziny naszego życia.

Na początku nic nie zapowiadało, że będę żałował rozpoczęcia tej rozmowy, i że na długo ją zapamiętam. Na początku zaczęły się drwiny i kpiny z tego co powiedziałem. A kiedy pochopnie brnąłem dalej, chcąc za wszelką cenę obronić nasz punkt widzenia i coś wspomniałem o pewnych sukcesach w badaniach nad wykorzystaniem antygrawitacji, no to wtedy zaczęły się już otwarte i niewybredne żarty. Inżynierowie, w charakterystyczny i ścisły dla siebie sposób, łatwo rozprawili się z każdą hipotezą przeczącą tej jedynej i słusznej ich zdaniem, a polegającej na technologii silników z wewnętrzną komorą spalania odpowiedniego paliwa. Na koniec zostałem wyśmiany, bo w ich logicznych, zaszufladkowanych głowach, a w dodatku ograniczonych oficjalnym wykształceniem, nie mogło się pomieścić, że jest możliwym coś, o czym nigdy nie pomyśleli ani sobie nie wyobrazili. Może nawet kiedyś to coś tam i słyszeli, ale zaraz to odrzucili i więcej nad tym się nie zastanawiali. Szkoda, że wtedy nie wiedziałem o wolnej energii odkrytej przez serbskiego naukowca z prawdziwego zdarzenia, o nazwisku Nikola Tesla, o jakiej teraz jest tak głośno.

Drugi przykład, to nasz sąsiad. Oczywiście, że nic do niego nie mamy i naszym celem nie jest wypowiedzenie o nim czegoś niewłaściwego, albo skierowanie pod jego adresem jakiejś krytyki lub okazanie mu braku szacunku. Nic z tych rzeczy i to wcale nie dlatego, że nam bardzo pomaga, lecz dla uwidocznienia określonego sposobu postępowania. Ograniczonego i biernego. Jest to osoba, która boi się podjąć czegoś nowego. Czuje lęk na przykład przed wypróbowaniem nowych przepisów kulinarnych, a o podjęciu jakiegoś wyzwania, ruszeniu na nieznane wody w ogóle nie może być mowy. I nie jest to odosobniony przypadek, bo chyba każdej i każdemu z nas zdarzyło się usłyszeć czyjś argument, że nie będzie czegoś próbować w obawie, że to po prostu się nie uda i źle wyjdzie. No tak, a wystarczyło by nieco wyobraźni i trochę pozytywnych myśli, że wszystko jest dobrze. a jak raz się nie uda, to zawsze można spróbować ponownie i tak do skutku.

Każde powodzenie ma swój początek w umyśle i tam powstaje obraz całości przedsięwzięcia - doskonałego, w pełni sprawnego, dającego wiele radości i zadowolenia.

Kiedyś, w czasie trwania kursu metody Silvy osoba, która go prowadziła, poprosiła o przesyłanie na swój adres poczty elektronicznej tych wszystkich przypadków, kiedy urzeczywistniły się tworzone przez nas - wyobrażone - przyszłe zdarzenia. Mogły one dotyczyć odzyskania zdrowia, pomyślnie zdanego egzaminu lub jakiegoś innego wydarzenia, ale pod warunkiem, że wcześniej wyobrażonego sobie (wykreowanego) przez daną kursantkę czy danego kursanta.

Zachęcony taką prośbą, postanowiłem wpłynąć na rzeczywistość i wybrałem sobie taki przypadek, jaki jeszcze nie miał miejsca. Mianowicie chodziło o Roberta Kubicę, który wtedy jeszcze nie odniósł żadnego zwycięstwa startując w formule jeden i ścigając się wyścigówką. (Teraz mówi się „bolid”…)  A zatem, zacząłem wyobrażać sobie (zgodnie zresztą z techniką wizualizacji), jak to Robercik ładnie się ściga, pierwszy dojeżdża do mety i radośnie podnosi swój puchar po zajęcie pierwszego miejsca.

Kiedy cały wysiłek umysłu dobiegł do końca, to nie pozostało nam nic innego, jak oddać się bezmyślnemu gapieniu w szklany ekran i obejrzeć sobie ten ważny wyścig. I chociaż początkowo nic nie zapowiadało, że ta konkurencja zakończy się w myśl naszego o nim wyobrażenia, to jej koniec przybrał nieoczekiwany zwrot wydarzeń. Otóż, najgroźniejsi rywale Roberta sami doprowadzili do tego, że odpadli z dalszego ścigania, ponieważ spowodowali kolizję i uszkodzili swoje pojazdy. No a Robercik spokojnie dojechał do mety jako pierwszy i to na tym torze, na którym rok wcześniej uległ bardzo groźnie wyglądającemu wypadkowi. A jak się później okazało, było to jedyne jego zwycięstwo w całej karierze kierowcy formuły jeden, właśnie na pamiętnym torze w Kanadzie.

No tak, można się teraz tylko zastanawiać, czy rzeczywiście tak się stało wskutek potęgi myśli, czy też po prostu tak musiało być. Sami tego nie wiemy, ale to w niczym nie przeszkadza, by wierzyć, że tak właśnie było. I nie chodzi wcale o chęć udowodnienia jakiejś własnej urojonej  zdolności czy umiejętności, lecz o zachęcenie do pozytywnego myślenia i posługiwania się własną wyobraźnią dla współtworzenia korzystnego przebiegu zdarzeń. (Tutaj tylko jedno małe wyjaśnienie. Nawet przez myśl mi nie przemknęło, żeby wyobrazić sobie jakąś kolizje między innymi zawodnikami, żeby tylko Kubica mógł zwyciężyć w tym wyścigu. Co to to nie).

Tak było tylko raz - takie kształtowanie myśli, dotyczące czegoś na większą skalę. Teraz na co dzień używamy jednej i tej samej formułki do programowania swojego umysłu. Pomimo tego, że może się ona wydać jak nic nie znacząca strata czasu, to jednak cały czas wierzymy, że posiada ogromną moc sprawczą i zawsze wypowiadamy ją z pełną powagą i bez cienia ironii. No dobrze, niech będzie - przyznamy się bez bicia. Jest ona następująca: „Jestem mądry, młody, piękny, silny, zdrowy i bogaty - duchowo i materialnie”. Często powtarzam ją w liczbie mnogiej, mając na myśli moją żonę i naszych synów.

A taka formułka to złoty środek, umożliwiający samo-uzdrawianie, wzmacnianie organizmu, utrzymanie go w dobrej kondycji, a także wpływający na coraz to większy rozwój ducha, umysłu i pozwalający na poprawę sytuacji materialnej (przez ostatnie lata znajdującej się w bardzo opłakanym stanie).

A teraz uwaga drogie Panie (i też Panowie). Coś naprawdę rewolucyjnego dla wszystkich, a w dodatku zupełnie za darmo! Oto najlepsza i niezawodna dieta cud, ponieważ naprawdę działa! Po jej zastosowaniu już nikt więcej nie będzie musiał słono płacić za żadne „naprawdę” skuteczne diety, pastylki, czy jakieś tam inne jeszcze specyfiki. Otóż, wystarczy tylko jedno łatwe i systematyczne programowanie swojego umysłu. W tym celu, za każdym razem kiedy przystępujemy do spożywania jakiegoś posiłku, należy w myślach powiedzieć: „Wszystko co jem pomaga mojemu organizmowi zachować szczupłą sylwetkę i usuwa z niego wszystkie niepotrzebne, szkodliwe substancje”.

I już, nic więcej. Nie wiemy tylko, jak taka formułka działa w przypadku opychania się byle czym, a czego z pewnością jedzeniem w żaden sposób nazwać nie można, czyli chodzi o tę całą szybką i lichą gastronomię, szumnie nazywaną restauracjami, co przybłąkała się zza Oceanu i wyrządza tyle szkód naszemu zdrowiu. To znaczy nie naszemu, bo my już dawno nie jemy jakiś frytek, hamburgerów nie wiadomo z czego skleconych oraz innych jakiś chemicznych wynalazków, a także nie popijamy ich jakimiś innymi, jeszcze gorszymi chemicznymi truciznami.

No, ale jeśli ktoś ma życzenie, niech próbuje, chociaż z naszej strony to odradzamy. Zwiększona świadomość nie pozwala na jedzenie byle czego. Można powiedzieć, że troska o siebie, jaka przejawia się również w zachowaniu odpowiedniej diety jest całkiem ciężką pracą, jaką można przyrównać do żmudnego i trudnego dążenia do doskonałości.

Właśnie, dążenie do doskonałości i ciągła praca nad sobą, bo jeśli się nie zmieniamy i nie zmierzamy naprzód, to stajemy w miejscu i się cofamy się, ponieważ wszystko ulega przeobrażeniu i nigdy nie pozostaje takim samym. Kiedyś na studiach uczono, że cechą inteligencji jest to, że potrafi się ona dostosować do zmieniających się warunków otoczenia. Otoczenia, jakie możemy kształtować swoją wyobraźnią, a także posługiwać się nią do tego, żeby w niej znaleźć dla sienie odpowiednie i doskonałe miejsce.

A jak bardzo same myśli są ważne i jakie mogą mieć konsekwencje, to poniższy tekst wyrazi najlepiej:

1. Umiłujcie sprawiedliwość, sędziowie ziemscy!
Myślcie o Panu właściwie
i szukajcie Go w prostocie serca!
2. Daje się bowiem znaleźć tym, co Go nie wystawiają na próbę,
objawia się takim, którym nie brak wiary w Niego.
3. Bo przewrotne myśli oddzielają od Boga,
a Moc, gdy ją wystawiają na próbę, karci niemądrych.
4. Mądrość nie wejdzie w duszę przewrotną,
nie zamieszka w ciele zaprzedanym grzechowi.
5. Święty Duch karności ujdzie przed obłudą,
usunie się od niemądrych myśli,
wypłoszy Go nadejście nieprawości.

Wydaje się, że cała tajemnica polega na tym, żeby zacząć od siebie, bo wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni i wszyscy JEDNO jesteśmy. Kiedy naprawdę zdamy sobie z tego sprawę, to świat zacznie się w końcu zmieniać, ponieważ to my same i sami dokonamy tej zmiany w nas. A zgodnie z jednym z Praw Kosmosu - co sami wysyłamy, to podwójnie do nas wraca - więc jeśli same dobre, pozytywne rzeczy wysyłać będziemy i nimi obdarzać innych nie omieszkamy, to podwójnie do nas one powrócą! Czyż nie jest to świetna wiadomość?

Na przykład - gdybyśmy mogli otrzymać od innych osób dwa razy więcej pieniędzy, niż sami im wcześniej daliśmy, to z miejsca oddalibyśmy im wszystkie nasze pieniądze, bo zaraz mielibyśmy ich dwa razy więcej! I kto by tak nie chciał?! Jeśli tylko w to uwierzymy, że tak jest naprawdę, jeśli tylko o tym się przekonamy, to już nic nas nie powstrzyma przed takim postępowaniem. Kto by nie chciał mieć dwa razy więcej wszystkiego! Miłego i dobrego słowa, uśmiechu, uprzejmości, miłości, zrozumienia, wyrozumiałości, cierpliwości, przebaczenia, pomocy, radości i szczęścia!

Ludzie! Eureka! To dopiero nazywa się żyła złota! Jak chcesz dostać czegoś więcej, sama i sam najpierw to daj, a w dwójnasób do Ciebie to powróci! A na tym nie koniec - to dopiero początek. Przecież to wszystko co otrzymujemy podwójnie, musi od kogoś pochodzić, musi brać swój początek od jakiejś innej osoby. Stąd prosty wniosek - taka osoba dając innym te pozytywne rzeczy, tę pozytywną Energię, również i sama podwójnie to wszystko otrzyma! Czyli ja dam Tobie jeden uśmiech, więc od Ciebie otrzymam ich dwa. A skoro Ty mi dałeś dwa uśmiechy, to do Ciebie powrócą cztery! A jak dasz ich cztery, to będziesz mieć ich osiem. I tak można bez końca!

A kiedy w ten sposób wszyscy będziemy postępować, to ten cały świat natychmiast zmieni się nie do poznania! To dopiero nazywa się niezwykłe perpetuum mobile… Nie dość, że raz zastosowana energia wprowadziła w ruch tę całą piękną maszynerię, to w dodatku ona sama - ta cała maszyneria - stale ją wytwarza dla innych, czyli dla nas samych - dla Ciebie i dla mnie! Już nigdy jej nie zabraknie i zawsze będziemy jej mieć pod dostatkiem!


I to jest ta zasadnicza sprawa - wielce pozytywna sprawa. Energii, tej życiowej, potrzebnej nam do ciągłego istnienia, nigdy nikomu nie zabraknie i mamy jej pod dostatkiem - wszyscy na tej Ziemi, jak i na każdej innej zamieszkałej Planecie w całym Wszechświecie. Wszystkie doskonałe Cywilizacje wiedzą o tym bardzo dobrze i dlatego o nią nie walczą, tak jak ma to miejsce w naszym przypadku. A nam nie pozostaje nic innego, jak tylko i aż uwierzyć w to, myśleć o tym i posłużyć się wyobraźnią, że już w niedalekiej przyszłości same i sami tą nieograniczoną Energią Życia wszyscy będziemy się dzielić, wzajemnie obdarzać, pokojowo z niej czerpać do woli, cieszyć się do upojenia szczęściem radosnego i pełnego miłości istnienia.