czwartek, 9 czerwca 2016

Wpis 13. Biblia jest Piramidą ze słów, Piramida zaś Biblią z kamieni.

Film „Piąty Element” (a tytuł ten prawidłowo powinien być przetłumaczony jako „Piąty Żywioł”) opowiada historię bliźniaczo podobną do Misji uruchomienia Energii Wielkiej Piramidy w Egipcie. Filmowa opowieść, w swojej najważniejszej części, również rozgrywa się w tym kraju. I tak samo fabuła filmu dotyczy Energii, Największej Energii jaka istnieje w Kosmosie, czyli Energii Miłości. Większej Energii od tej po prostu nie ma. A dla zmylenia przeciwnika także przygotowane są dodatkowe działania - miejsca, zabezpieczenia, by niepowołane osoby nie zniweczyły misternie przygotowanego planu ocalenia Planety, przed śmiertelnym zagrożeniem wyłaniającym się z odległej przestrzeni kosmicznej - tak jak w naszym przypadku dotyczy to oczywiście Nibiru. I jak na planie filmowym, to tak i na naszym planie fizycznym - na planie prawdziwych dziejów - inne Cywilizacje odgrywały i nadal odgrywają zasadniczą rolę, ponieważ brały niezastąpiony udział w przygotowaniu całego łańcucha zabezpieczeń na Ziemi i nie tylko na niej. Mamy więc odwieczne siły dobra i zła. Te ostatnie ukazane są w filmie czasem jako nieporadne a nawet mało rozgarnięte, jednak z całą pewnością są wielce niebezpieczne. Stanowią bowiem bardzo poważne zagrożenie dla powodzenia całej Misji, mogąc całkowicie ją przekreślić i uniemożliwić.
.

Filmowa historia jest opowiedziana w sposób nowy, oryginalny, pomysłowy i na pewno nie nudny. Dodatkowo, akcja filmu toczy się w zawrotnym tempie, przybierając często nieoczekiwany obrót. Pomimo tego, że film przebiega wartkim nurtem zmieniających się jak w kalejdoskopie wydarzeń, to często dla złapania oddechu i dla chwili zastanowienia się nad przesłaniem tego obrazu, umiejętnie wplecionym w jego dramatyczną treść, następuje spowolnienie akcji. Dzięki temu prostemu zabiegowi, staremu jak historia kina, twórcy tego filmu wygospodarowali nieco czasu, żeby każdy widz mógł go wykorzystać na trochę wzruszenia. A skoro znalazło się miejsce dla poważnych i smutnych uczuć, więc nie mogło go zabraknąć na coś wesołego, czyli opowieść ta dostarcza nam także sporej dawki humoru. (Niestety, czasem niezbyt wyszukanego).

Co do samego Piątego Żywiołu, to wraz z pozostałymi (Ogień, Powietrze, Woda i Ziemia), wcale nie musi być niszczycielski, ślepy i nieokiełznany. Umiejętnie się nimi posługując, można uczynić naprawdę wiele i to wiele dobrego. Same nie są w stanie zdziałać zbyt dużo, w odróżnieniu do potężnych możliwości, jakie daje im wspólna praca i wzajemne uzupełnianie się, co sprzyja tworzeniu wielu wariacji w pełni wyzwalanych potężnych sił tworzenia i budowania, a które tak bardzo umiejętnie wykorzystują inne, znajdujące się na najwyższym poziomie rozwoju duchowego, właśnie pozaziemskie Cywilizacje - najpierw w celu stworzenia należytych warunków do życia - przygotowania Planet do zamieszkania, a następnie do dalszego rozwijania życia i jego zwieńczenia - pojawienia się człowieka - istoty rozumnej, jaka do doskonałości fizycznej i duchowej zmierzać wytrwale zawsze będzie i doskonałym swój dom - Ziemię - ostatecznie uczyni.

Energia Miłości - Piąty Żywioł - to on tak naprawdę jest głównym bohaterem tej opowieści, jaki łączy dążenia filmowych postaci, walczących o ocalenie swej Planety. I jak się okazuje, ich wszystkie i nie tak znowu małe wysiłki poszły by na marne, gdyby właśnie nie ten ostatni Element - podstawowy i zarazem najważniejszy, od którego wszystko się zaczęło – od poszukiwania doskonałej miłości.

Mamy więc dwa światy i dwie przeciwstawne sobie energie. Jeden świat to świat nicości, zniszczenia, śmierci i całkowitej zagłady. Drugi zaś to jego całkowite przeciwieństwo - życie, rozwój, rozkwit, istnienie, trwanie, szczęście i dobrobyt. Każdy z nich zabiega o swoje prawo istnienia - w pierwszym przypadku zupełnie nie uzasadnione, jednak w jego mylnym mniemaniu jak najbardziej mu należne. I jakie światy, to takimi energiami się posługują i takich sprzymierzeńców mają. I znowu taka historia się powtarza w naszej rzeczywistości.

Podążanie w Misji dla osiągnięcia ostatecznego celu - uruchomienia energetycznego zabezpieczenia Ziemi - to jak wspinanie się po stopniach Piramidy i dotarcie na sam szczyt tej niezwykłej ze wszech miar budowli. Misja to jak wędrówka, pokonywanie i wznoszenie się na coraz to wyższe poziomy poznania, zrozumienia  i dotarcie do samej doskonałości, jaką jest Energia Miłości - czysta, bezinteresowna, ogólna, doskonała.

I tak jak Biblia uczy o Miłości, a także prowadzi do jej poznania, zrozumienia, a co najważniejsze i zasadnicze, to skłania do wprowadzenia w życie jej Prawd, do postępowania w zwykłej uczciwości (wobec siebie samej i siebie samego, jak również wobec innych), do przestrzegania zasad sprawiedliwych, do zaniechania tego co niewłaściwe, do zadbania o należyty stan swojego umysłu, swojego ducha, do osiągnięcia czystości serca, prawości duszy i właśnie uczciwości swojego postępowania. I nie ma tutaj miejsca na ich zanieczyszczanie wieloma nagannymi poczynaniami.

Tego samego wymaga Piramida. Jej przesłanie mówi właśnie o tym samym. Dojście do niej, włączenie jej Energii nie jest możliwe bez wzajemnej współpracy i wyzbycia się tego wszystkiego, co jest w nas negatywne. Osoby, jakie są w Misji, powinny o tym doskonale wiedzieć. Oprócz tego powinny też wiedzieć kilka innych ważnych rzeczy, że należy najpierw przestać się cieszyć z niepowodzeń innych, przestać się wywyższać, przestać odczuwać do siebie wzajemną niechęć, że należy spokornieć, przestać uważać się za pępek świata, przestać uważać się za wszystkowiedzących i zejść z tronu, na jakim co niektórzy już dobrze się zadomowili. I to nie oni decydują o tym, kiedy wezwać inne osoby do Misji, gdyby miały być w niej przydatne. W tej sprawie, jak i w każdej innej, ostateczny głos mają Istoty Duchowe - zawsze.

Czasem najłatwiejsze rzeczy przychodzą z największym trudem. Wszystkie osoby znajdujące się w Misji są wezwane do ustanowienia nowych więzi między sobą. Takich, jakie będą przykładem dla inny ludzi. Wszystkie osoby nawołuje się do wzajemnego wspierania się, współpracy. A zatem, niech one zapomną o konkurowaniu ze sobą, wywyższaniu się ponad innych, uważaniu się za wyjątkowych, za wybrańców losu. Nie ma tutaj miejsca na wzajemne kpiny, ośmieszanie się, uciechę z czyichś niepowodzeń, podstawianie nogi, egoizm, wchodzenie w ego, okazywania choćby najmniejszego odcienia wrogości, nieprzychylności, braku wzajemnego zrozumienia, braku wzajemnej pomocy. Wszyscy znajdujemy się w takim samym położeniu. Nie można go zmienić na lepsze tylko dla siebie. Albo to robimy wspólnie i dla wszystkich, albo po prostu nic z tego nigdy nie będzie.

I trzeba mieć na względzie jeszcze jedną ważną rzecz. Należy bardzo uważać, żeby nie doszło do tego, co swego czasu spotkało naród wybrany. Potrzebował on „tylko” czterdziestu lat na przebycie pustyni, jaką można było przejść w trzy (słownie: trzy) tygodnie… Jednak nie, tyle było mu za mało i to było by dla niego zbyt łatwe. A tak naprawdę, to tyle czasu zajęło mu zgięcie swojego sztywnego karku oraz tyle czasu potrzebował również na to, żeby spokornieć i spotulnieć w swoim postępowaniu wobec Pana Boga.

A w związku a tym, że od rozpoczęcia Misji Faraon minęło już ładnych piętnaście lat, (czasem aż trudno w to uwierzyć, że to już piętnaście lat i ciągle nic) to jeszcze trochę, a będzie drugie tyle i zrobi się z tego trzydzieści, co jest niewiele mniej niż lat czterdzieści. A jak tak dalej pójdzie, to wkrótce pokonamy ten niechlubny rekord narodu wybranego, bo pracy w Egipcie, żeby dostać się do Grobowca Króla Chufu, pozostało najwyżej na jeden dzień… Czyż nie jest to aż nadto podobne do tej historii z przejściem pustyni?

Wiele osób - którym bardzo leży na sercu los Ziemi i ludzi, i które bardzo się nim przejmują chcąc naprawdę pomóc w uruchomieniu energetycznego zabezpieczenia Planety poprzez włączenie Piramidy - często zadawały pytanie, jak mogłyby pomóc w tej Misji. Piszącemu te słowa również się wydawało, że przecież nie ma nic prostszego, jak szturmem ruszyć na Egipt, wespół złapać za kilofy, łopaty i motyki, pędem pogonić na Płaskowyż Gizy, rzucić się natychmiast do odgarniania piachu, a jak jakiś Zahi Hawass będzie próbować protestować i coś tam przebąkiwać o jakimś zezwoleniu, to go po prostu stratować i wrzucić w jakieś ruiny, żeby więcej już przeszkadzał…

Tak, wszystko pięknie ładnie, ale niestety, to nie o to w tym wszystkim chodzi. Na zadawane pytania - „Jak mogę pomóc w Misji” - nasz Duchowy Opiekun Ziemi niezmiennie odpowiadał to samo, że każdy ma do wykonania swoją misję w życiu, jaką jest Miłość. No i tutaj prawdopodobnie większość z nas może spotkać rozczarowanie. Jak to? Przecież trzeba nam działać, kopać, szukać, odnaleźć, wykonać rytuał w Komnacie Króla, a tutaj jakieś słowa o niewiele znaczącej misji, jaka bardzo mało (o ile w ogóle) ma coś wspólnego z Misją w Egipcie.

I tak jak kiedyś powiedział Pan William Brown, mąż Pani Lucyny, że tak naprawdę Hawass nie jest żadną przeszkodą w dotarciu do Grobowca i w uruchomieniu zabezpieczenia Ziemi. A jeśli on nią nie jest i jeśli nie ma innych tego typu fizycznych przeszkód w doprowadzeniu Misji do końca - to w takim razie co ją ciągle przekreśla, co ją uniemożliwia i nie dopuszcza do jej pełnego wykonania?

Tą największą przeszkodą w osiągnięciu tego upragnionego celu Misji jest nic innego, jak tylko my same i my sami - wszyscy zaangażowani w ratowanie Ziemi. (To na początek, bo potem wszyscy ludzie tej Planety). Dlaczego? Ponieważ zgodnie ze słowami Duchowego Opiekuna Ziemi ENKI, nie dojdziemy do Króla Chufu - co jest warunkiem głównym powodzenia całego przedsięwzięcia - dopóki nie będzie w nas Miłości. I już, to tyle. A wszystko do niej właśnie się sprowadza. I tak jak Wielka Piramida nie pozwoli się zdobyć, nie pozwoli na dotarcie do jej najważniejszego przeznaczenia, jakie można porównać do wejścia na jej szczyt największych możliwości, to nie będzie to dla nas osiągalne bez wcześniejszego uzyskania - przez nas wszystkich bez wyjątku - doskonałości w miłości. Doskonałości w posługiwaniu się Energią Miłości, w jej dawaniu, jej pielęgnowaniu i stałym powiększaniu jej poziomu w nas samych oraz w sercach innych ludzi.

Dlatego to naszą Misją, Twoją i moją, jest Misja Miłości. A kiedy ona zostanie uwieńczona pełnym sukcesem, to już nic nie stanie na drodze do całkowitego, sprawnego przeprowadzenia i zakończenia Misji Króla Chufu, oraz uruchomienia Energii Wielkiej Piramidy, co będzie po prostu zwykłym następstwem należytego wypełnienia każdej jej składowej, czyli poszczególnych Misji Miłości nas wszystkich. I tak (w wielkim skrócie) - misja mężów kochających i wiernych swoim żonom, misja żon kochających i wiernych swoim mężom, misja związków małżeńskich pełnego partnerstwa i wzajemnego szacunku, zrozumienia i godności. Misja rodziców szanujących swoich milusińskich, kochających je i odwrotnie. Dzieci szanujące swoich rodziców, będące im posłuszne. A rodzice swoim postępowaniem zyskujący tylko szacunek i uznanie swoich pociech.

To nie wszystko, ponieważ Misja Miłości obejmuje też uczciwość w pracy, poszanowanie przełożonych i podwładnych, poszanowanie zdrowia i życia każdego pracownika. Taką misję możemy spełniać wykonując każdą uczciwą pracę (żadna inna nie wchodzi przecież w rachubę) z pełną doskonałością. Mamy naprawdę bardzo szerokie pole do popisu i nikomu na Ziemi nie zabraknie swojej Misji Miłości.

To podstawy, ponieważ rodzina jest najważniejsza i od niej wszystko się zaczyna. A potem to już mamy następne nieograniczone możliwości  wypełniania naszych Misji - w przyjaźni, w dobrych relacjach sąsiedzkich, w szeroko rozumianych relacjach międzyludzkich i w ogóle na wielu jeszcze innych płaszczyznach naszego tutaj życia. Do tego dochodzi jeszcze szacunek i właściwe postępowanie wobec każdego bliźniego - w tym każdego zwierzęcia, każdej rośliny, czyli począwszy od każdego przejawu życia, a na Matce Naturze i Matce Ziemi kończąc. No i proszę, mamy całkiem niezłą i przeogromną robotę do wykonania!

No to teraz można sobie pomarzyć o szybkim włączeniu energetycznego zabezpieczenia. Jak nam się to uda w ciągu najbliższych dziesięciu lat, to będzie nie lada sukces… A przy okazji to dobra wiadomość jest taka, że jeśli ktoś martwi się o brak zajęcia na najbliższe lata, to zupełnie niepotrzebnie. Pracy dla wszystkich będzie pod dostatkiem i nikomu jej nie zabraknie. Trzeba usunąć tę całą ciemną, negatywną energię jaka gęstą masą spowija Ziemię, a zacząć wysyłać w Kosmos Energię czystą, jasną i pozytywną.

I nie są to jakieś nie wiadomo jakie wymysły. Przecież o tym wszystkim mówi i uczy Biblia! A wszystkie Prawdy w niej zawarte są stare jak Świat, albo jeszcze starsze! Nigdy o nich nie słyszeliśmy? Może za dużo i dlatego nam tak spowszedniały, że całkiem przestaliśmy zwracać na nie uwagę i nimi się przejmować, zapominając jakie zasadnicze mają znaczenie i jak ważnym, naszego uczciwego życia w każdej dziedzinie, są fundamentem. I nie ma tutaj żadnego pobłażania. Nikt, dosłownie nikt nie oszuka Świata Duchowego, nikt nie oszuka swojego Anioła Stróża, a przede wszystkim nikt nie oszuka Pana Boga! Dopóki nie wyprostujemy wszystkich dróg naszego życia, to możemy zapomnieć o jego lepszym wydaniu, do jakiego jest niezbędna nowa i potężna dawka Energii - Energii Wielkiej Piramidy.

Nie można jej od razu włączyć, bo może spowodować więcej złego niż dobrego, może wyrządzić więcej krzywdy niż pożytku. Gdyby teraz - jak zapewnia Duch Święty - Energia Czwartego Wymiaru w pełni doszła by do głosu i całkowicie przejęła panowanie na Ziemi, to nikt by tego nie przeżył. Taka dawka potężnej Energii wszystkich by uśmierciła. Dlatego następuje to powoli i powoli ustępuje Energia Trzeciego Wymiaru.

Te wydarzenia, związane ze stopniową wymianą Energii, można porównać do włączenia światła w środku nocy. Gdyby komuś zaspanemu, wyrwanemu nagle ze snu zaświecić mocnym światłem prosto w oczy, to lepiej nie myśleć, co by mu się stało. Podobnie stało by się z kimś, kto przebywając w jakichś głębokich, mrocznych lochach przez bardzo długi czas, został by nagle wyprowadzony na światło dzienne w pełnym Słońcu.

A zatem uruchomienie Energii Wielkiej Piramidy, to jak rozświetlenie głębokich ciemności baraku zrozumienia i poznania podstawowych wartości. I jest tym bardziej niebezpieczne, kiedy jest taki powszechny brak jasnych uczynków dokonywanych w uczciwości i sprawiedliwości, ponieważ tak silna dawka Energii Wielkiej Piramidy mogła by być śmiertelną i mogła by porazić wszystkich jak pełny blask Słońca rozświetlający w jednej chwili otchłanie największych ciemności potężnej ignorancji, wyłaniającej się z każdego zakamarku naszego niegodnego życia. Tak, Duchowy Opiekun Ziemi zapowiedział, że Prawda ujrzy Słońce, ale zanim to się stanie, to musimy się do tego dokładnie przygotować, żeby jak Słońce nas nie poraziła, oślepiła i zniszczyła. Musimy odpowiednio przygotować nasze umysły i odpowiednio zadbać o stan naszego duchowego rozwoju.

Nie możemy więc być jak Kai z filmu Kung fu Panda, domagający się Energii Życia Chi, na przyjęcie której nie był w ogóle przygotowany, bo wiadomo jaki był tego koniec. Podobnie i z nami. Najpierw należy wejść na drogę doskonałości, dzielnie i wytrwale nią podążać, by następnie pokonywać wszystkie przeszkody, nawet gdyby były śmiertelnie niebezpieczne, gdyż tylko wtedy dojdziemy do końca tą krętą, wąską i wyboistą ścieżką na sam szczyt duchowej góry lub osiągniemy szczyt Wielkiej Piramidy, uzyskując jej przesłanie i będąc jej godnymi wykonawcami, co wtedy i tylko wtedy się stanie, gdy ona uznała nasze wysiłki, uzna naszą ogromną pracę włożoną w dotarcie do niej. i dopiero wtedy Wielka Piramida pozwoli i umożliwi nam korzystanie ze swojego największego skarbu - wspaniałej Energii chroniącej życie, dającej poznanie, wspomagającej wiedzę i umożliwiającej dalsze dążenie do doskonałości przejawiające się w następnej pracy nad sobą i nad doprowadzeniem do należytego stanu naszą Żywicielkę Matkę Ziemię, by Rajską Planetą stać się w końcu mogła i by zadość stało się woli naszego Jedynego, tak bardzo Umiłowanego i Najwspanialszego Ojca Niebieskiego, Który w Bezgranicznej i Doskonałej Miłości do wszystkich Swoich dzieci pragnie tylko jednego - żeby były szczęśliwe, żeby wzajemnie się miłowały i miały wszystko to, co do dostatniego życia jest im tylko potrzebne.

Czyż nie jest to piękne, wzniosłe, wspaniałe i cudowne? Czyż nie jest to naturalne, prawdziwe, proste i takie zrozumiałe? Jak najbardziej jest. i nie jest to jakaś bajka dla małych dzieci, lecz rzeczywistość możliwa do osiągnięcia przez dojrzałych, dorosłych i właściwie przygotowanych istot ludzkich, zaprawionych w duchowych bojach i znajdujących się na odpowiednim duchowym poziomie, na jakim się znajdziemy posługując się w odpowiedni sposób tymi skarbami, jakimi już zostałyśmy - zostaliśmy szczodrze obdarowane i obdarowani - wolną wolą, rozumem, sercem oraz intuicją. A kiedy tylko właściwie nimi posługiwać się będziemy, co wcale nie jest niczym trudnym ani uciążliwym, to wtedy przekonamy się niezbicie, jak wspaniałym może być życie. Życie takie, jakiego jeszcze nie było na tej Planecie i jakiego wszyscy wyglądamy z utęsknieniem.

No dobrze, koniec z tymi marzeniami, bo jakoś oczy się spociły i literki przed oczami się rozmazują. Dosyć gadania (i pisania). Czas brać się do roboty. Nie tej polegającej na zarabianiu pieniędzy, lecz w głównej mierze trzeba brać się do pracy nad sobą, nad swoimi niedoskonałościami, brakami, wadami, uchybieniami. Mamy wiele do zrobienia. A zwłaszcza ci, co o sobie mają wysokie mniemanie twierdząc, że są już tacy doskonali i tacy wzniesieni duchowo. Nic z tych rzeczy, ponieważ im bardziej ktoś jest uduchowiony, doskonały, to tym bardziej dostrzega potrzebę swojego doskonalenia się i rozwoju swego ducha. Nie ma na Ziemi takich, co mogliby powiedzieć - jestem doskonała, doskonały. Zgodnie ze słowami Ducha Świętego, doskonałym był Jego Brat Jezus. I w dalszym ciągu obowiązuje nas wezwanie przez Niego wypowiedziane, a do nas wszystkich bez wyjątku skierowane, że mamy być doskonali, jak Doskonałym jest nasz Ojciec Niebieski.


Niemożliwe? Nie ma rzeczy niemożliwych. Od tego mamy przecież wyobraźnię, mamy pomoc z Wysokości i mamy wszystko to, czego nam potrzeba w osiągnięciu tego pięknego celu, ponieważ kiedy same i sami będziemy doskonałe i doskonali, to i nasza Miłość taką będzie, a dzięki niej i cały nasz Świat takim w końcu uczynimy. I o to właśnie chodzi. Doskonali w doskonałym świecie i w doskonałym życiu. Czego chcieć więcej? I właśnie te skarby z Doskonałej Miłości są nam dane - za darmo i bez oczekiwania niczego w zamian - przez naszego tak Wspaniałego Stwórcę Niebieskiego.