czwartek, 26 grudnia 2019

Wpis 83. Tak zwane święta „Bożego Narodzenia” wcale nimi nie są


Przede wszystkim z racji takiej, że to nie Pan Bóg się narodził, lecz Jego Syn Jezus, który o sobie zawsze mówił, że jest Synem Bożym. Pan Bóg jest Jeden, a takie określenie jak „w Trójcy Jedyny” i sama nauka o Jego trzech osobach jest zwykłym wymysłem watykanizmu, a raczej kapłanów na usługach tego zakłamanego systemu. Jest to także przykład kłamliwych nauk ludzkich, jakich jest jeszcze wiele w tych tak zwanych religiach chrześcijańskich. Jest to sprawa zasadnicza. Trzeba bowiem umieć odróżnić właśnie wypaczanie Prawdy przez ludzki, którzy robią to celowo i w pełni świadomie, i umieć skupić się na rzeczywistych prawdach wiary. Zresztą i samo pojęcie, jakim jest „wiara” również zostało zmienione i przekłamane. Otóż prawdziwa wiara nie polega na tym, że wierzymy w istnienie Pana Boga. Jego istnienie nie podlega najmniejszej wątpliwości i nie jest przedmiotem wiary. Jest to niepodważalna wiedza, że tak jest. Prawdziwa wiara zaś polega na (jak mówi Biblia) słuchaniu się, na posłuszeństwie samemu Ojcu Stworzycielowi. Wiara to wierzyć Mu na Słowo i podążać za Jego Słowem. Wierzyć temu wszystkiemu, co Ojciec Stworzyciel nam mówi, przekazuje i wieść nasze życie zgodnie z Jego wskazaniami. A takie ujęcie wiary całkowicie zmienia duchowy wymiar naszego wewnętrznego życia. 
.

Następną sprawą jest czas, pora obchodzenia tych świąt. Skoro już mielibyśmy uczcić narodziny Mistrza Jezusa, to na pewno nie w grudniu, lecz jesienią, czyli około października. Przecież w Ewangelii wyraźnie jest napisane o obchodzeniu w tym czasie żydowskiego Święta Namiotów, kiedy Syn Boży przyszedł na ten świat. Jak to jest więc możliwe, żeby tylu ludzi wprowadzić w błąd i tak bardzo zamydlić im oczy? Nawet nie potrafią czytać ze zrozumieniem, a tym bardziej nie są w stanie zadać sobie choć troszkę trudu, żeby to sprawdzić. Ale niestety, nie jest to jedyna rzecz, jaką dajemy sobie wmówić. Taki przekłamań jest po prostu mnóstwo.

Tym większą należałoby więc zwrócić uwagę na nauki Syna Bożego Jezusa, jakie nam przekazał w czasie swojego pięknego ziemskiego życia, dając nam najlepszy przykład tego, jak same i sami żyć powinniśmy właśnie w sposób uduchowiony i zwykły, człowieczy. Jednak niestety, przez zakłamanie tych świąt i uczynienie z nich jakiejś jaskrawej, wielobarwnej zabawy, targowiska na wzór jakiejś pozbawionej przyzwoitości i dobrego smaku szopki noworocznej, aż nadto widać jak głębokie Prawdy wiary zostały zepchnięte w cień, albo nawet całkowicie odeszły w niepamięć, nie mówiąc już o ich codziennym stosowaniu w naszym życiu.

Mamy też „Pasterkę”. Z nią to naprawdę jest jakaś dziwna sprawa, żeby akurat o dwunastej w nocy obchodzić, świętować czyjeś urodziny, a tym bardziej samego Króla. Jeśli już, to północ bardziej się kojarzy z jakimś wywoływaniem straszydeł, upiorów czy jeszcze innych widziadeł. Wielokrotnie można się z tym spotkać, że ta pora nocy należy do sił ciemności i do mrocznych mocy. Tak więc zmuszanie ludzi do tłumnego uczestniczenia w tej mszy świętej kojarzy się bardziej z jakimś mrocznym zabobonem, rodem z głębokiego pogaństwa, czerpiącego swe siły i samą rację bytu ze składania krwawych ofiar.

Zastanawiającym zwyczajem jest meksykańska wieczerza w Wigilię. W Meksyku ludzie objadają się wtedy indykami. Jednak żeby zachować post, ale tylko ten jakościowy, to czekają właśnie do północy, bo wtedy następuje oczywiście zmiana daty, więc już ze spokojnym sumieniem mogą zacząć swą biesiadę. No tak, wszędzie to samo - jedni mają jedzenia pod dostatkiem a inni cierpią głód. I co z tego, że w telewizji pokazują jakieś dobroczynne kolacje wigilijne dla bezdomnych i ubogich. Raz w roku i to wystarczy? Pochwalić się przed ludźmi i już się ma czyste sumienie, bo zrobiło się dobry uczynek? A co potem się dzieje z każdym takim człowiekiem przez następnych długich trzysta sześćdziesiąt cztery dni? Czy ktokolwiek z tych „wspaniałych darczyńców” przejmuje się ich losem i choć przez chwilę o nich pomyśli, albo dla nich coś zrobi? Sami się obżerają ponad granice ludzkiej przyzwoitości, a to nie tylko od święta, bo i na co dzień też często im się to zdarza, więc gdyby z tego, co zjadają ponad miarę zostawili trochę dla głodnych, to nawet by tego tak za bardzo nie odczuli, a na pewno by im to wyszło tylko na zdrowie, i to nie tylko na zdrowie ciała, lecz i z całą pewnością duszy, bo ona w tym wszystkim jest przecież najważniejszą.

Trudno też nie odnieść wrażenia, że ta cała oprawa tych „świąt” jest taka bardzo powierzchowna. Tych dwanaście potraw, żeby się tylko najeść; choinka, to biedne drzewko, bo uśmiercone i tak jakoś dziwnie przystrojone; podarunki, co by tylko zaspokoić rozkapryszone dzieci (również i te całkiem duże) oraz brednie o jakimś czerwonym grubasie, który dla większości stał się już najważniejszą postacią w tym czasie. Oczywiście o jego pierwowzorze to już mało kto słyszał i niewiele osób pamięta, jak kiedyś jakiś kapłan wspierał biednych. Przecież to było tak dawno temu i nie warto już o tym nawet wspominać.

A czerwony grubas ma się coraz lepiej, bo z każdym rokiem coraz bardziej daje o sobie znać żądza pieniądza, a właściwie to jego obłęd wydawania, też wymyślony na rzecz święta zakupów, święta pieniądza. Ludzi karmi się takimi pozorami szczęśliwych świąt: wydać, pojeść, pośpiewać, więc gra muzyka - dobrze jest.

Śpiewanie kolęd, na przykład: „Bóg się rodzi”, to w świetle tego, co powyżej zostało napisane, że Pan Bóg jest Jeden i nie ma oprócz Niego żadnego innego, jawi się jako obrażanie Jego Świętego Majestatu. A potem z dumą w telewizji pokazuje się, jak jakiś prezydent niepolskiego rządu wraz ze swoją żoną (żeby nie napisać pierwszą babą) przykładnie wyśpiewują kolędy. A czy rzeczywiście na chwałę Boga? Bardzo możliwe, że tak, lecz jedynie na chwałę tego innego Boga, bo spod ciemniej gwiazdy, Boga okrutnego i bezlitosnego, jakiemu miłe jest cierpienie, nieszczęście i rozpacz. Niestety, takiemu właśnie służy zatrważająca większość kapłanów, a co gorsza, to wielu z nich całkiem świadomie oddało się we władanie ciemnych sił zaświatów.

Dlatego trudno nie czuć odrazy z powodu tego całego zakłamania. Nie dba się bowiem o bogactwo duchowe ludzi lecz karmi się ich jakąś papką powierzchowności, świecąc im po oczach jakimiś zgubnymi przyjemnościami, niczym mieniące się na choince wielobarwne światełka. Właśnie, choinki. Teraz jest jakaś dziwna, nowa moda na ich robienie na wiele różnych sposobów i z czego się tylko da. Zupełnie tak, jakby ktoś celowo chciał dać ludziom inne, następne zajęcie, zająć ich uwagę, wręcz odwrócić ich uwagę od czegoś naprawdę bardzo ważnego, bardzo istotnego. Niech za bardzo nie myślą, bo i po co im to, żeby wiedzieli co się naprawdę dzieje na Ziemi i co ich czeka w niedalekiej przyszłości, naprawdę wkrótce.

Stąd pojawia się coraz to większe zniechęcenie, odraza do tego wszystkiego, a nawet wstręt. Te wszystkie pochody, przemarsze - jedynie na pokaz, od święta. Raz w roku i już jestem „dobrym człowiekiem”. Bycie człowiekiem od święta. Raz w roku przygarnie się bezdomnych, nakarmi głodnych i po sprawie. A reszta roku - nieważne, niech każdy radzi sobie sam. Następuje lawinowe spłycenie ludzkich postaw do mielizny ich sposobu myślenia. Na przykład w telewizji (bo jakby inaczej) podstawia się przygotowaną osobę, niby to przypadkowo napotkaną z okazji tak zwanej „sondy ulicznej”, która to wygłasza swoje „mądrości” doszczętnie przeczące ludzkiej przyzwoitości, że w czasie świąt: „nie będziemy się oszczędzać, będziemy jeść wszystko, co przygotowane, bo tradycja”. (Chyba raczej jakieś chore zwyczaje na siłę rozpowszechniane na zgubę innych.)

W sumie, to można by jeszcze szerzej omówić to zagadnienie, lecz to, co zostało tu napisane właściwie wystarczy do ukazania pewnych nieprawidłowości (delikatnie mówiąc) tej rzeczywistości, w jakiej przyszło nam teraz żyć. Bardzo smutne jest to, że w dobie wielkiej przemiany, Oczyszczania Ziemi, w czasie, kiedy Nibiru coraz bardziej zbliża się do naszej Planety to wszystko jest całkowicie przemilczane. Naprawdę są rzeczy niezwykle ważkie, by je poruszać, mówić o nich, tłumaczyć, a nawet o nich uczyć dla zwiększenia świadomości i dla właściwego ich zrozumienia, jak i dla większego rozumienia w ogóle. Niemniej jednak ci, co są przeznaczeni do dalszego przebywania na Ziemi, są również przeznaczeni do dalszej pracy przede wszystkim nad sobą jak i na rzecz naszej Matki Ziemi oraz Matki Przyrody. Czeka nas wspólna droga do doskonałości, na której pozostaną jedynie ci, którym rzeczywiście na niej zależy i są jej warci.

Wszystkim więc Drogim Czytelniczkom i Czytelnikom niniejszej Cyfrazy składamy szczere życzenia Szczodrych Godów, Dosiego, Dobrego a przede wszystkim Błogosławionego przez Ojca Stworzyciela Jahwe Nowego Roku, bo właśnie takie święta w tym czasie końcu roku nasi Praojcowie Słowianie godnie i dostojnie obchodzili!