poniedziałek, 30 maja 2016

Wpis 9. Chodzić czy nie chodzić do kościoła? To jest bardzo ważne pytanie.


Wbrew pozorom takie pytanie wcale nie jest błahe ani takie płytkie. Kryje się w nim o wiele więcej zagadnień i spraw, jakie z pozoru widocznymi wcale nie są. I chyba nie będzie przesadnym przypuszczenie, że coraz więcej wierzących poważnie się nad tym zastanawia, czy nadal w każdą niedzielę iść do kościoła. A być wierzącym i praktykującym wcale nie oznacza cotygodniową obecność na takim „religijnym” rytuale. I w tym celu, żeby przedstawić nasz sposób myślenia na ten temat, i żeby się nie powtarzać, pozwolimy sobie zacytować dwa urywki książki. Najpierw z rozdziału siódmego, a następnie z rozdziału dziesiątego.
 .

Rozdział 7. Niezmienne Prawa Boskie.
(…)
Oprócz KRK (Kościoła Rzymsko-Katolickiego) również i inne systemy religijne osiągnęły w tej dziedzinie (zniekształcania prawdziwego obrazu naszego Stwórcy) znaczące „sukcesy”, ponieważ tak jak nam mówi Duch Święty, w tej chwili nie ma żadnej religii na Ziemi, która przekazywałby całą Prawdę o Panu Bogu. Nie ma ani jednej, która by we właściwy sposób do Niego prowadziła. Każda religia tego świata bardziej lub mniej, ale ciągle mija się z Prawdą. Każda z nich wręcz oddala od Niego. (Niekiedy też celowo). Dzieje się to na przeróżne sposoby, a także od bardzo wielu tysięcy lat. Obecne systemy religijne konsekwentnie wykonują swój nieuczciwy plan względem wszystkich wierzących.

Przede wszystkim taki, aby wrogo nas do siebie nastawiać i wszystkich nas utrzymywać we wzajemnym konflikcie wyznaniowym, co się im udaje nad wyraz dobrze, ponieważ na Ziemi jeszcze nie było tylu wojen co właśnie na tle religijnym. Czasem trudno oprzeć się wrażeniu, że te wszystkie religie są tylko po to, żeby nie było pokoju na Ziemi. A my wszyscy jesteśmy po to, żeby się tłuc z kim tylko się da w imię dobroci, miłości, pokoju… I wszyscy to robimy w imię tego samego Stwórcy, głosząc przy tym z całą mocą, że w ten sposób wykonujemy… Jego wolę! No jasne… Przecież On chce, żebyśmy się wzajemnie zabijali oraz zwalczali jak jakąś najgorszą plagę na Ziemi, a nie żyli na tej Planecie jak Jego zgodne i dobrze wychowane dzieci.

No i mamy „świętą wojnę”. No proszę jaka piękna nazwa. W naszych czasach nawet i wojnę uczynić „świętą” już potrafimy, w której to świętości same religie coraz bardziej się prześcigają - która to z tych wojen bardziej świętą się stanie, i która z tych wojen tylko więcej ofiar przyniesie…

A co tragiczniejsze, to w tym amoku uśmiercania nie dość, że religie innych mordują, to dodatkowo pozbawiają życia i swoich wyznawców. Jak „pięknie” to sobie wymyślili - dwie pieczenie na jednym ogniu. Jednak na tym nie koniec tych iście diabelskich sztuczek, ponieważ tak bardzo potrafią namieszać ludziom w głowach, że ci dobrowolnie składają swe najdroższe życie w najbardziej niedorzecznej i głupiej ofierze jaka tylko może istnieć, czyli takiej, która wyraźniej już nie potrafi ukazać podłego zakłamania religii. A skrajnym tego potwierdzeniem jest tworzenie całej armii bojowników-samobójców, których skutecznie religia kusi obietnicą dostania się do raju. Jednak krewnym tej nieszczęsnej lub nieszczęśnika nie zapomina sowicie wynagrodzić tego głupiego aktu samozagłady, wypłacając pokaźną kwotę gotówki „na otarcie łez” albo raczej dla cichego przyzwolenia dawanego przez krewnych dla tych samobójczych i zbrodniczych aktów przemocy. W końcu to oni dostają kasę, więc co im zależy… (A ich rodziny są liczne, więc może sobie myślą, że jeden krewny więcej czy mniej w rodzinie, to co za różnica… I tak nikt się nie połapie…)

I w ten oto sposób niemal wszyscy wyznawcy większości religii są do siebie bardzo wrogo nastawieni. A jak na ironię wszystkie te systemy wierzeń zgodnym chórem głoszą piękne zasady swych religii, w których dominującą wartością jest oczywiście dobroć i miłość… Oto jakimi Prawa Boskie różne religie tego świata w praktyce czynią, jak ich przestrzegają oraz jak je szanują… Gorzej już chyba być nie może i bardziej lekceważyć już się ich nie da.

Jednak bez obawy. Duch Święty jest z nami wszystkimi cały czas i pociesza nas nieustannie w tych trudnych czasach zaznaczając, że właśnie teraz nastąpi kres tego fałszu i naszego prześladowania. Prześladowania nas wszystkich, pragnących prawdziwie należeć do naszego Ojca Niebieskiego i kochać Go miłością czystą i niewinną, miłością szczerą i wierną.

Kościoły i wszystkie religie tej Ziemi bardzo dobrze wiedzą, że ich koniec jest bliski, oraz że ich dni są już policzone. Jednak za wszelką cenę nie chcą do tego dopuścić. Nie chcą przestać istnieć. Sam KRK walczy jak może o swoje przetrwanie, ponieważ doskonale wie, że są to ostatnie jego chwile. A w dniach ostatnich ryczenie bestii będzie jeszcze większe.

Dlatego KRK jak ognia boi się „Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej”. Wie, że dotyczy ona wielkiego upadku właśnie tego Kościoła. Fatimskie przesłanie mówi o tym, że nastąpi jego ostateczny koniec. A w dodatku wszystkie religie bez wyjątku są określone tym samym i wspólnym mianem jako „Wielka Nierządnica”, której głowa zostanie odcięta. A sam Rzym, również na potwierdzenie tej samej zapowiedzi, najpierw zostanie zdobyty, a potem z wielkim hukiem legnie w gruzach.

I nie tylko „Trzecia Tajemnica Fatimska” dobitnie o tym mówi. Także dzienniczki zakonnicy Faustyny Kowalskiej - w wersji oryginalnej - zawierają to samo przesłanie. Niestety, jej dzienniczki zostały ocenzurowane i wydane w bardzo okrojonej wersji. Usunięte z nich zostało to wszystko, co jest dla Kościoła niewygodne i czego się tak bardzo boi, a co dotyczy nieuchronnego i nieodwołalnego jego końca, właśnie Kościoła Rzymsko-katolickiego. Oczywiście to nie wszystko. Przecież sama Biblia - Księga Apokalipsy Jana - również zapowiada upadek tej całej „Wielkiej Nierządnicy”.

Nastanie więc nieodwołalny kres religii, które służą mocom ciemności, dopuszczając się niegodnych i przestępczych czynów pod pozorem bycia „dobrym pasterzem” wszystkich wiernych owieczek, które tak naprawdę utrzymują w głębokiej niewiedzy, ignorancji, strachu, niewierze, braku ufności. Jednym słowem utrzymują w tym wszystkim co jest w konflikcie i wbrew woli samego Pana Boga.

I gdyby diabeł naprawdę istniał, to większość kapłanów byłaby w istocie godnymi zwać się jego wiernymi sługami, zyskując ten „zaszczytny” tytuł wszystkimi podłościami swego postępowania. Nie mówimy, że wszyscy, bo wielu kapłanów jest święcie przekonanych o doniosłości swej duchowej posługi wiernym, niosąc im Dobrą Nowinę, dając pocieszenie dobrym słowem, a może też i dobrym czynem, co jednak wcale nie zmienia faktu, że wskutek swego zaślepienia nie widzą tego w jak wielce tragicznym położeniu się znajdują, bo ostatecznie są na służbie u tych, którzy stale sprzeciwiają się samemu Stwórcy.

Mianowicie, dokonując wielu rytuałów, zamiast pomagać - szkodzą. Na przykład sakrament bierzmowania nie jest niczym innym jak czynnością mającą na celu zamknięcie czakry szóstej, czyli czakry trzeciego oka oraz czakry siódmej - czakry korony. Obie są niezwykle istotne w duchowym, właściwym rozwoju każdego człowieka. Jednak wiele jakże ważnych funkcji tych czakr, nie sposób tutaj szczegółowo opisać.

W bardzo dużym skrócie można tylko wymienić, że pierwsza z nich służy pozazmysłowemu postrzeganiu wielowymiarowej rzeczywistości, stale nas otaczającej. Nie tylko na poziomie fizycznym, ale przede wszystkim na poziomie mistycznym. Druga zaś obdarza nas spokojem, równowagą. Zwiększa intuicję i wewnętrzną wiedzę. Jest kluczowa dla pozostałych czakr, zwiększając częstotliwość ich wirowania. Innymi słowy, odbiera się nam (wszystkim ochrzczonym i bierzmowanym) zdolność przyswajania najpiękniejszej i najwartościowszej wiedzy, przede wszystkim tej wzniosłej i czystej jak sama jasność światła.

Próbuje się nas pozbawić dostępu do nieograniczonego poznania, chcąc (na szczęście nie zawsze skutecznie) nasz rozwój sprowadzić wyłącznie do poziomu mechanicznego przyswajania tylko niektórych wiadomości, czyli takich, co narzucane są w różnych szkołach realizujących jedynie oficjalny program nauczania. (Program oficjalnego ogłupiania od najmłodszych lat).

A to wszystko jeszcze i tak niewiele w porównaniu z tym, do jakiej potworności dopuszczają się kapłani, którzy sprawiają, że wielkie rzesze nieświadomych wiernych jest poddanych straszliwej manipulacji. Otóż, zamiast wznosić modły ku Najwyższej Instancji wszyscy oni są czynnymi uczestnikami… satanistycznych rytuałów! Tak, właśnie tak jest!

Odbywa się to wtedy, gdy bierzemy udział w tak zwanej mszy świętej. Nie świętej jednak, ale czarnej mszy śmierci! Jak bowiem można nazwać rytuał, o którym KRK otwarcie uczy, że na każdej mszy świętej, na każdej mszy bez wyjątku dokonuje się mordu, a więc złożenia w ofierze Baranka - niewinnej ofiary - jako przebłaganie za nasze grzechy. To znaczy, że za każdym razem ponownie uśmierca się, zabija Jezusa, samego Syna Ojca Niebieskiego!

Najpierw kapłan zamienia się w kata, następnie w sposób okrutny morduje niewinną ofiarę, aż w końcu na domiar złego dochodzi do ohydnego, pozbawionego człowieczej i wszelkiej godności ludożerstwa. A wszyscy zebrani, biorący udział w tym odrażającym obrzędzie myślą beztrosko, że przystępują do komunii świętej! I nie inaczej było ze mną… Pocieszam się tylko tym, że miało to miejsce wiele lat temu. A teraz na szczęście moja żona, nasze dzieci i ja sam, nie chodzimy do kościoła i już nie bierzemy udziału w tych krwawych satanistycznych rytuałach i ucztach ludojadów!

Niestety nie, nie przejęzyczyłem się. To są satanistyczne praktyki, satanistyczne rytuały, jakieś czarne msze i w ogóle same ohydne bluźnierstwa! To niewiarygodne, aby człowiek był w stanie dopuszczać się tych wszystkich potworności… Niewiarygodne, lecz niestety prawdziwe…

Dojście do takiego wniosku było dla mojej żony i dla mnie poważnym wstrząsem. Sam długo nie mogłem ochłonąć po tym strasznym odkryciu. Przecież z tego co powszechnie wiadomo, satanistyczne czarne msze polegają na dokonaniu mordu właśnie na niewinnej ofierze… A jest to praktykowane już nie tylko na osobie samego Jezusa, bez końca i wciąż na nowo zabijanego, lecz i na wielu niewinnych małych dzieciach, których życie tak samo bestialsko w ofierze na czarnych rytuałach - przez rzesze kapłanów na tych samych ołtarzach wielu kościołów - jest składane.

Straszną była też świadomość swojego pełnego uczestnictwa w tych poniżających, uwłaczających istocie ludzkiej obrzędach, potwornych ucztach ludożerstwa, zwanych „komunią świętą”. Nie szkodzi, że znów nieświadome. Przecież brak znajomości prawa nie zwalnia od odpowiedzialności, czyli brak wiedzy o dokonywanych zbrodniach, nie zwalnia z odpowiedzialności za branie w nich udziału… A ci bestialscy oprawcy (kapłani) przeoczyli tylko jedno - ofiara Jezusa jest doskonała. Raz została złożona po wszystkie razy. Nikt już nie musi jej nigdy, ale to nigdy więcej powtarzać! (Tak jest napisane przecież w Biblii!)

A w dodatku, niby to w Biblii jest napisane, (a poprawniej byłoby stwierdzić - jest sfałszowane), że mamy swe szaty opłukać i wybielić we krwi Baranka, abyśmy mogli ocaleć z wielkiego ucisku, przetrwać do końca jako ci jedyni wybrańcy… To już naprawdę przesada. Znowu ktoś tutaj bezczelnie nakłamał. Przecież mazanie się krwią jakiejś niewinnej ofiary, którą się morduje podczas takich ohydnych praktyk jest także jednym z satanistycznych rytuałów! Ktoś nieźle tutaj namieszał tymi wszystkimi kłamstwami i poważnie za to odpowie, oj odpowie!

Dlaczego zatem (jak zauważyła moja żona) nie uczy się nas o potrzebie wybielania duszy poprzez przestrzeganie Praw Boskich, o wybielaniu się w czystych i wzniosłych naukach naszego Ojca Niebieskiego, a więc poprzez czyny miłosierdzia i sprawiedliwości! I dlaczego to właśnie nie Miłość i Prawda mają nas wybielić do doskonałego stanu czystości słowa, myśli i czynów.

I chociaż dużo czasu minęło od zrozumienia tego, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi, to wraz z moją żoną bardzo dobrze pamiętamy, jak bardzo, ale to bardzo byliśmy zdegustowani pewną sceną z filmu noszącego tytuł - „Robin Hood: Książę złodziei”. Odtwórcą głównej roli jak i jego producentem jest Kevin Costner. W pełnej wersji reżyserskiej tego filmu, czyli bez żadnej cenzury, jedna ze scen jest następująca. Szeryf Nottingham stoi przy ołtarzu, na którym są szczątki jakiegoś ofiarnego zwierzęcia. Następnie bierze w dłonie niewielki krzyż zawieszony nad nim do góry nogami. Rozmawiając z Mortianną (starą wiedźmą), odwraca go do właściwego ustawienia mówiąc: „Tak naprawdę, to czasem nie widzę w tym różnicy”.

Olivia i ja zdrętwieliśmy z wrażenia… Albo ktoś tutaj posunął się za daleko w jakiejś artystycznej prowokacji albo bardzo przesadził z jakimś ukrytym przesłaniem. (Przecież już chyba wszyscy wiedzą, żeby ludziom przekazać coś bardzo ważnego, a nie mogąc uczynić tego otwarcie, by nie podpisać na siebie wyroku śmierci - o czym niestety wielu twórców dawniej i dziś nie pamiętało lub sobie to zlekceważyło, bo już dawno nie ma ich wśród nas - to takie treści są przemycane w ukrytych przekazach czy to właśnie w filmach, czy też w innych twórczych dziełach).

Można się tutaj bardzo mocno zastanawiać jak to jest możliwe, żeby Chrześcijański Kościół ośmielać się porównywać do satanistów? Mało tego, nie tylko porównywać, lecz co gorsza - utożsamiać i uważać za coś jednakowego, za to samo!

Cóż, sami byliśmy tym bardzo poruszeni i zdegustowani. Bardzo długo nie mogliśmy oswoić ani pogodzić się z tą myślą, mając przy tym wielki żal zarówno do twórców tego filmu jak i samych jego odtwórców. Niestety, czas pokazał niezbicie, że wcale nie przesadzili, tylko uczynili to w sposób delikatny, żeby dać o tym znać i wszystkim spróbować to uświadomić.

No dobrze, dajmy spokój artystom, ale jak wytłumaczyć następny fakt, kiedy w czasie liturgii odprawionej w czasie jakiegoś wielkiego święta i to w samej Bazylice Piotra, a także w obecności byłego papieża Benedykta XVI-go, jakiś kapłan śpiewał modlitwę, wzywając w niej do przyjścia samego Lucyfera! Nie szkodzi, że po łacinie w celu zatajenia tego przed zebranymi, ale jest to udokumentowane dostępnym nagraniem i tłumaczeniem, w jakim wyraźnie wymieniono to imię…

I jeszcze te czarne, masywne, poskręcane kolumny przy samym ołtarzu w Bazylice Piotra w Rzymie. Zupełnie niczym czterech złowrogich świadków tych strasznych rytuałów tam dokonywanych, którzy nad ołtarzem ofiarnym podtrzymują również czarny baldachim, jakby przed obliczem Stwórcy ukryć chcieli te wszystkie potworności tam dokonywane. Wydają się też być milczącymi sługami jakiegoś bożka rękoma ludzkimi uczynionego. Są niczym jakieś cztery poskręcane ogromne cielska czarnych wężów w dół pełznących jakby samych piekieł dosięgnąć chciały, tworząc tym samym wrażenie jakiejś ponurej, nie tyle świątyni, co jakiegoś iście pogańskiego przybytku zła, w którym się ubóstwia bałwany, w czym i nasze dusze swój udział mają w ciemnościach zagubione, a co na własną zgubę niestety czynią.

W związku z tym, to nie ma się teraz nawet co dziwić, że ci sami kapłani, (którzy stale uśmiercają Jezusa, będącego przecież samym Synem Pana Boga Najwyższego) wciąż napędzają tę watykańską machnę zbrodni, dopuszczając się już nie wiadomo ilu mordów w całej swej ciemnej przeszłości, nie pomijając przy tym swoich zwierzchników wybieranych także przez siebie. Pozbawili życia papieża Jana Pawła I. W taki sam sposób postąpili z papieżem Janem Pawłem II, powolnie go uśmiercając. A ilu to jeszcze innych papieży oraz wiernych służebnic i sług samego Ojca Niebieskiego było przez nich uciszonych na zawsze?

(…)

Rozdział 10. Fałszywe oblicze Kościoła i religii.
(…)

Następnym pomysłem w otumanianiu całych mas wiernych jest blokowanie czakry trzeciego oka, a także czakry korony. Ma to miejsce już w pierwszych dniach naszego życia. Otóż w dniu chrztu świętego pierwsza czakra jest zamykana znakiem krzyża, druga zaś, korony, poprzez położenie dłoni kapłana na główce dziecka. Na szczęście nie zawsze się to udaje ponieważ duch dziecka czasem skutecznie się temu przeciwstawia. Dzieje się tak dlatego, że umysł tego małego człowieczka jeszcze nie jest w stanie swą świadomością zapanować nad swoim duchem i zablokować jego wolę.

Dlatego też ten zabieg nie przypadkiem jest powtarzany w późniejszym czasie. Ponowne zamykanie jednej i drugiej czakry następuje w dniu bierzmowania, czyli nadawania trzeciego imienia. I nie wszyscy kapłani są do tego dopuszczani. Tutaj już biskup odpowiednio do tego przygotowany oraz wyćwiczony (taki, co się specjalizuje w zamykaniu czakr) dokonuje tej czynności. Wtedy to skutecznie zamyka czakrę trzeciego oka. Jest ona odpowiedzialna za zdolność postrzegania pozazmysłowego - tego niewidzialnego zmysłem wzroku - Świata Innych Wymiarów. Czakra korony zaś pomaga w uczeniu się i jest odpowiedzialna za przyswajanie wiedzy oraz duchowy rozwój człowieka.

Niestety, słudzy Kościoła doskonale wiedzą co robią, ponieważ całej tej kapłańskiej bandzie bardzo dobrze jest znana wiedza tajemna, mistyczna, dalekowschodnie tajemnice odkryte przez mnichów tybetańskich czy innych wysoko wzniesionych mistrzów wielu pięknych filozofii, które zawsze z wyższego Wymiaru są nam dane. Jednak bandyci zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa dla siebie płynącego dzięki uzyskaniu czystej wiedzy z samego Źródła przez swoich poddanych. Po co mielibyśmy ujrzeć rzeczywistość taką, jaką naprawdę jest i odkryć wszystko to, co sami starają się za wszelką cenę przed nami ukryć?

Ten, kto postanowił w ten sposób ograniczać zdolności ludzkiego umysłu z całą pewnością wie dlaczego to robi i doskonale wie, że to działa. Niestety, mnie również to dotknęło. Dobrowolnie poddałem się bierzmowaniu, stając się potem na długie lata tym największym baranem, co razem z wielką rzeszą innych niewinnych i niczego nieświadomych owieczek był na rzeź prowadzony. Jednak na całe szczęście tylko do czasu, ponieważ pomimo jeszcze następnych okropności i dopuszczania się strasznych rzeczy, (bo o samej szyszynce i jej stałym uśmiercaniu fluorem szkoda już nawet wspominać), wyrwano mnie z tego bagna, w którym tkwiłem po same uszy i dane mi było przejrzeć na oczy.

A cała ta watykańska mafia długo nie może pozostawać bezczynna w dalszym szerzeniu zakłamania i ograniczaniu poznania Prawdy, ponieważ ostatnio wpadła na inny „genialny” pomysł, zakazując medytacji i twierdząc, że wizje są dziełem diabła i nie należy się tym zajmować. Cóż, widocznie tak samo muszą twierdzić o snach, które mamy, bo przecież również i w nich widzimy różne obrazy, odbieramy słowa oraz myśli, które są w nich przekazywane. No to teraz nie pozostaje nam nic innego jak myśleć o sobie - „ale z nas nieszczęsne grzesznice i nieszczęśni grzesznicy oraz dusze wiecznie potępione, co samych szatańskich praktyk ciągle się dopuszczamy, nie tracąc ku temu żadnej najmniejszej okazji, bo i w czasie niewinnego snu grzeszymy, który od tej pory wcale takim już nie jest i nigdy więcej być już nie może”…

Wobec tego już nie dziwi fakt, że dzięki temu podstępowi zamykania czakry korony i trzeciego oka łatwiej jest ludzi prowadzić, kontrolować i nie pozwalać im zrozumieć ani ujrzeć tak wielu ważnych i zasadniczych spraw, choćby takiej, że obecne oblicze Kościoła, religii jest pełne ułudy, fałszu, kłamstw i wyzyskiwania wiernych dla perfidnych celów pozbawiania ich wolności duchowej, a także do celowego sprowadzania na bezdroża duchowego ubóstwa, za wszelką cenę hamując ich rozwój, a w dodatku czyniąc te wszystkie biedne owieczki współwinne tej całej okrutnej i satanistycznej praktyce, tłumnie, a tysiące razy dziennie - na każdej mszy „świętej”, przede wszystkim co niedzielę, na wszystkich ołtarzach i we wszystkich kościołach całego „chrześcijańskiego” świata - sprawowanej.

A ci, co siebie namaszczają na „sługi boże” i za takich się uważają robią wszystko co tylko jest możliwe, żeby jak najwięcej dusz odwieść od prawdziwej wiary i od Jedynego Źródła Życia.

I na nich właśnie spadło to całe zło, którego tak wiernymi sługami być się okazali. Potwornie splugawili i strasznie zabrudzili swoje dusze najciemniejszą i najgorszą energią jaka tylko istnieć może. Tylko wielka szkoda, że zbyt późno zdali sobie z tego sprawę, ponieważ dopiero w Świecie Duchowym będąc, nagle uświadomili sobie i wyraźnie ujrzeli tę ohydę swojej podłej i zbrodniczej egzystencji w świecie materii. A chcąc swe dusze oczyścić i do pierwotnego stanu doprowadzić, decydują się na jeszcze straszniejszy i bardziej koszmarny, tragiczny i okrutny los, niż ten, którym tak szczodrze obdzielali wszystkie swoje ofiary.

To właśnie te dusze są głodującymi dziećmi w Afryce. To właśnie one wcieliły się poprzednio w naszych katów, oprawców, morderców i podłych złoczyńców. A teraz udają niewiniątka i dziecięcymi, smutnymi oczkami patrzą prosto w obiektywy aparatów fotograficznych i kamer filmowych, jakby tymi spojrzeniami chciały oskarżyć cały świat za ten swój bardzo nędzny żywot i na niego zrzucić ogrom bardzo ciężkich win, z powodu których same ponoszą śmierć głodową, powolną i okrutną, której towarzyszą liczne choroby. A ludzie całego świata płaczą na ten widok rzewnymi łzami, a serce pęka im z bólu i rozpaczy z powodu tak okrutnego losu tych wszystkich „biednych dzieci”, dziwiąc się i nie mogąc w ogóle zrozumieć jak to możliwe, by tak ogromnie je skrzywdził i tak bardzo je doświadczył.

Jakiś czas temu sam również nad tym dużo myślałem i nie mogłem sobie tego wytłumaczyć ani się z tym pogodzić, ale tylko do czasu. Któregoś dnia Olivia tak trafnie i mądrze zauważyła - jak bardzo potrzebują te dusze oczyszczenia skoro zdecydowały się na tak bardzo ciężką i tragiczną reinkarnację. Kiedy usłyszałem to co powiedziała moja żona, to nagle wszystko ukazało się w innym, zupełnie odmiennym świetle i stało się w pełni zrozumiałe. (Oczywiście nie oznacza to, że nie należy skończyć z głodem i chorobami na Ziemi. Należy skończyć i to jak najszybciej!)

Wracając do odwracania naszej uwagi. Dopełnieniem tego jest próba skupienia jej na świecie materii. Dąży się do sprowadzenia naszych wibracji czy też naszego stanu energii do poziomu, na którym obecnie się znajdujemy (w postaci fizycznej) wraz z innymi rzeczami materialnymi, czyli do bardzo niskiego.

Podejmowany jest ogromny wysiłek, żeby sprowadzić nas do wymiaru bardzo gęstej energii, która nie jest w stanie zwiększyć częstotliwości swoich drgań ani nie jest w stanie wznieść się wysoko, ku wyższym wartościom. Stale dokonuje się prób utrzymania nas na tym najniższym poziomie. A kiedy na nim się znajdziemy, a co gorsza stale tam przebywamy, bo na przykład nie rozumiemy tego co się dzieje, to wtedy same i sami stajemy się niczym ta bezduszna i pozbawiona życia materia.

(…)

To tyle, co na razie chcieliśmy wyrazić o jednej z wielu twarzy tego zakłamania, jakie otacza nas z każdej strony naszego codziennego życia. I przy tej samej okazji chcielibyśmy tylko skromnie potwierdzić, że sami od wielu już lat nie chodzimy do żadnego kościoła, ani też nie bierzemy udziału w żadnych innych religijnych spotkaniach. Do „komunii świętej” ostatni raz przystąpiliśmy w roku 2008-mym. Mam tu na myśli moją żonę i mnie, ponieważ nasi synowie nie mieli pierwszej komunii i pod żadnym pozorem nie zamierzamy, aby kiedykolwiek do niej przystąpili. Wszyscy jesteśmy ochrzczeni. Moja żona i ja w Kościele Rzymsko-Katolickim, nasi synowie zaś w Kościele Protestanckim, bo na takie wyznanie potem przeszliśmy. Obecnie żadna religia ani żaden Kościół naszym pośrednikiem nie jest.

Nie uważamy się za wyjętych spod prawa kanonicznego, kościelnego czy jakiegoś tam jeszcze innego, przez zwykłych ludzi ustanowionego. Podlegamy jedynie Prawu Boskiemu. Uważamy, że brak formalnej przynależności do jakiejś tam religii wcale nam nie ogranicza bezpośredniego dostępu do Pana Boga i bezpośredniego z Nim połączenia. Przecież nic, a właściwie nikt z ludzi ani z Istot Duchowych Ciemności nie może temu stanąć na przeszkodzie, ani temu się sprzeciwić. Otrzymaliśmy prowadzenie i pomoc w dokonaniu takiego wyboru, z jakim teraz całkowicie się zgadzamy. I uważamy, że ani nasza duchowość, ani nasza religijność wcale na tym nie ucierpiała, ale wręcz odwrotnie. Jest nam lżej na sercu i na duszy. To naprawdę prawdziwa ulga móc pominąć cały ten ludzki moloch religijnych hierarchii i móc uwolnić się spod ich bardzo ciężkiego jarzma. Teraz dopiero czujemy się wolni wiedząc, doświadczając, czując i wierząc, na czym prawdziwa wolność polega, z jakiej teraz za żadne skarby świata zrezygnować już nie chcemy.