poniedziałek, 30 maja 2016

Wpis 8. Jak się przygotować na te dni oraz do interwencji Pana Boga w naszym świecie?

Jest bardzo dobrze, ponieważ jest tak źle, że już gorzej być nie może. Może się wydawać, że ten dzban goryczy już tak wezbrał, że każda następna i nawet najmniejsza kropla goryczy może go przepełnić. Im bardziej wszyscy mamy szczerze dosyć tego świata, tym szybciej on się zmieni, ale oczywiście nie tylko dlatego. Głównym i najważniejszym powodem, dla którego tak się stanie, jest decyzja samego Stwórcy, żeby do tego doszło. A skąd o tym w ogóle możemy wiedzieć? Wiemy o tym od nikogo innego, jak od Jego własnego Syna. Tym razem nie od Nauczyciela Jezusa, lecz od jego Brata, którym jest Duch Święty. Tak, nasz Pocieszyciel jest z nami od dawna i przez ostatnich kilkanaście lat mówi nam i cierpliwie tłumaczy, co mamy robić i jak się przygotować właśnie w Tym Czasie, jaki teraz wszyscy mamy. Jeśli ktoś sobie życzy, to proszę - można sobie wszystko przeczytać: http://misjafaraon.com/sesja1/
.

I właściwie ten wpis mógłby się na tym już zakończyć. Przecież nie warto nikogo przekonywać i starać się cokolwiek udowodnić, dopóki ktoś sam nie zechce się dowiedzieć. Po co tracić energię i czas no coś, co i tak nie przyniesie zamierzonego skutku? Po co w ogóle męczyć się, nie dosypiać, iść drogą trudną i pełną wyrzeczeń, pokonywać następne i coraz trudniejsze przeszkody i różne duchowe próby na swojej drodze? Po co narażać zdrowie własnej rodziny i własne? Po co narażać na niebezpieczeństwo własne dzieci, a także ryzykować nasze życie? W imię czego? W jakim celu? Tylko po to, żeby pochwalić się przed innymi, że już od co najmniej sześciu lat żyjemy dzięki Opatrzności, bo nie mamy żadnej etatowej pracy, żadnych pieniędzy ani perspektyw na jakąkolwiek karierę zawodową? Tylko dlatego mamy się trudzić spisując te wszystkie słowa, żeby z takim mozołem torowały sobie drogę do serc innych? A może po prostu darować sobie to wszystko, usunąć tę stronę i przestać narażać się na pośmiewisko oraz na posądzenie o postradanie zmysłów?

Tak, właśnie tak było by najprościej, najłatwiej i najwygodniej. Niech każda osoba sama zadba o siebie, niech sama szuka i wszystko sprawdza. Skoro my mogliśmy tak zrobić, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby inni mogli postąpić podobnie. Wszyscy mamy te same możliwości - potrafimy czytać, mamy umysł, żeby myśleć i dostęp do Internetu, żeby móc z niego wybierać to wszystko, co jest przydatne i wartościowe. Po co mamy przejmować się innymi, skoro nikt inny o nas się nie troszczy, a tym bardziej nie wie o naszym istnieniu. Na ogół wszystkim nam jest do twarzy z egoizmem i to jest nasz najwierniejszy „przyjaciel” w naszym własnym i nie podważalnym świętym przekonaniu. Same i sami wiemy najlepiej i nikt nie będzie nas pouczać ani do niczego przekonywać.

Zgadza się. Tak właśnie jest. Nikt nikogo i do niczego nie zamierza tutaj przekonywać ani czegokolwiek udowadniać. Jest tylko pewne „ale”. Czujemy się zobowiązani do powiadomienia, do przekazania tego, co sami wiemy, ponieważ w przeciwnym razie sumienie nie da nam spokoju i poczucie winy obciąży nas do ostatnich dni naszego tutaj przebywania i tej reinkarnacji. A tak - pisząc co mamy do napisania, przekazując co mamy do oznajmienia i ostrzegając - zrzucamy z siebie ciężar odpowiedzialności za innych, ponieważ wypełniliśmy swoje zadanie. Daliśmy znać innym oraz ich powiadomiliśmy, napisaliśmy co jest właściwe w naszym odczuciu i jak należy postępować, więc teraz każda osoba sama za siebie jest odpowiedzialna. To do niej należy wybór i decyzja co z tym teraz zrobi i jak postąpi. My zrobiliśmy co do nas należało. (Czasem mamy wrażenie pisania sobie a muzom, co nie daje spokoju i ciągle zniechęca. Jednak kilka wpisów więcej, a potem zobaczymy - już wkrótce - co się będzie działo i czy będziemy nadal pisać następne teksty i tutaj je publikować…)

No dobrze, koniec z tym marudzeniem i narzekaniem. Czas wracać do pracy. Jak doskonale wiemy, końca świata nie będzie i taki wcale nam nie grozi. Jednak nie jest powiedziane, że ten świat jaki teraz mamy, będzie sobie tak dalej trwał i dokonywał tych wszystkich nieprawości, jakie dla Samego Ojca Niebieskiego są obrazą. On dłużej tego znosić nie będzie. Pan Bóg położy im ostateczny kres. A w związku z tym odejdą i wszyscy ci, co dopuszczają się tych niskich i niegodnych czynów. Dla Świata Duchowego liczy się jakość a nie ilość. Mamy teraz ilość, a jakość tego życia jest żadna. A jak będzie jakość zamiast ilości, to życie tylko na tym zyska i to bardzo dużo zyska. A wraz z nim my same i my sami.

I o to w tym wszystkim chodzi - o życie i przywrócenie mu należytej wartości, o przywrócenie mu takiej godności, jaką zawsze mieć powinno. A jak życiu, to razem z nim i wszystkim nam, Tobie i mnie, ponieważ do takiego życia chcemy należeć i na takim właśnie życiu ogromnie nam zależy. Pragniemy lepszego świata nie tylko dla siebie, lecz dla wszystkich. Zależy nam na tym i to jest dla nas ważne, żeby inni w to uwierzyli, że jest to możliwe i że tak się stanie. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że lepsze życie jest wpisane w naszą przyszłość i nasze przeznaczenie tak mocno, jak mocno odczuwamy tę teraźniejszość, co czasem tak bardzo daje nam o sobie znać. (Czasem aż zanadto).

A takie przeświadczenie to dopiero początek. Kiedy ten pierwszy krok mamy już za sobą, to teraz nadeszła pora na uczynienie następnego, którym jest wiara. Uwierzyć w opiekę i pomoc z samej Wysokości do nas wszystkich płynącą, uwierzyć, że Pan Bóg o nas nigdy nie zapomniał i stale ma o nas Swoje największe staranie, nie zawsze jest takie łatwe ani proste. Tak, wiemy, że trudno w to uwierzyć i że to są tylko słowa. Tak właśnie może się nam wydawać. Jedyna rozsądna rzecz, jaka przychodzi nam na myśl, to jedynie stwierdzenie, że ani Pan Bóg, który jest Wszechmogący, ani tym bardziej diabeł, który został wymyślony i w ogóle nie istnieje, nie czynią tego całego zła, jakie na co dzień ma miejsce na całej Ziemi. To całe zło jest wynikiem działania lub zaniechania działania wszystkich ludzi bez wyjątku - włącznie z Tobą i mną.

Trzeba umieć spojrzeć Prawdzie w oczy i przyznać się przed sobą, że tacy idealni, doskonali to wcale nie jesteśmy. W przeciwnym razie, to ten cały świat już dawno byłby Rajem, a skoro takim jeszcze nie jest i bardzo daleko mu do tego, to oznacza tylko jedno, że to my nie dopuszczamy do tego i na to nie pozwalamy. Nikt inny tylko my. A skoro same i sami nie potrafimy zaprowadzić tutaj porządku, to w takim razie zrobi to Świat Ducha, a zwłaszcza Ojciec Niebieski. Otrzymamy wtedy porządną lekcję człowieczeństwa, miłości bliźniego, poszanowania Matki Natury, a przede wszystkim uświęcenia Imienia Pana Boga. (Nie, nie jestem Świadkiem Jehowy i nie należę do żadnej formalnej religii czy Kościoła - ani ja, ani nikt z mojej najbliższej rodziny. Moja żona, nasze dzieci i ja sam nie wierzymy w istnienie Pana Boga, ponieważ doskonale wiemy, że On jest i ten oczywisty fakt nie podlega dla nas najmniejszej wątpliwości ani żadnej dyskusji. Wierzymy natomiast każdemu Jego słowu i każdemu słowu Jego Synów i Córek do nas skierowanych. Uważamy, że większość religii i wyznań zawiera pewną część Prawdy o Ojcu Niebieskim, więc z każdej z nich staramy się ją wydobyć i połączyć w jedną całość. Czy to się nam udaje? Nam samym nie, ale możemy stwierdzić, że jest to możliwe dzięki lekturze sesji przekazów telepatycznych Ducha Świętego, w których ofiaruje nam bardzo dużo wiedzy, wskazówek i podpowiedzi, jakie staramy się wykorzystać jak najlepiej. I poprzez intuicję, poprzez wskazania serca tak właśnie się dzieje. Sami nic nie jesteśmy w stanie osiągnąć, lecz cały czas mamy pomoc, która jest niezawodna. Wystarczy tylko jej zaufać i z niej skorzystać. I chociaż z całą pewnością wciąż jeszcze daleko nam do poznania pełnej Prawdy o naszym Wspaniałym Stworzycielu. to jednak nie ustajemy w swoich dążeniach i wysiłkach, aby cały czas do niej zmierzać).


Wracając do przerwanej myśli. Mieliśmy bardzo dużo czasu na poprawę naszego życia. Mieliśmy bardzo dużo czasu na czynienie dobra i budowanie lepszego świata dla nas wszystkich. Przez całe tysiąclecia dawano nam wiele wybornych okazji do skierowania swojego przeznaczenia we właściwym kierunku. Otrzymaliśmy ogrom cudownej starożytnej wiedzy, nauki i mądrości służącej wspaniałemu rozwojowi duchowemu, co w zastraszającej większości zostało niedocenione, odrzucone, zapomniane, zaprzepaszczone, zbezczeszczone, zmarnowane oraz zniszczone. I nie tylko chodzi o rozwój duchowy, lecz również o olbrzymi postęp technologiczny, o dostęp do naprawdę zaawansowanych rozwiązań technicznych, by stać się tak nowoczesną i tak doskonałą cywilizacją, jakich nie brakuje w całym Wszechświecie. Co w tym złego, żeby tak się stało, abyśmy się stali jedną z nich?

Chodzi o to, że zupełnie nic złego by się nie stało i nic złego w tym nie ma. Nic nie stoi też na przeszkodzie w osiągnięciu takiego prawdziwego postępu. A wszyscy ci, co temu się przeciwstawiają, zostaną usunięci z drogi wiodącej do osiągnięcia tego celu. Innymi słowami mówiąc - zło musiało dojrzeć, zło musiało obnażyć swe obłudne, fałszywe oblicze, zło musiało do końca być złem i zebrać swoje cierpkie, niedojrzałe, niesmaczne i bezwartościowe owoce swych postępków. To jest właśnie ta rycząca bestia, to jest właśnie ten czas jej ostatniego ryczenia - pełnego strachu i przerażenia, bo wie, że wybiła jej godzina, wie, że już pora na nią, więc za wszelką cenę stara się jeszcze tyle zła wyrządzić, ile jeszcze w ostatnich konwulsjach sił jej zostało.

Dlatego mamy teraz tyle dziwacznych decyzji różnych rządów na całym świecie i tyle mocno podejrzanych, zachowań licznych (skorumpowanych) polityków, włącznie z niektórymi zwierzchnikami Kościołów. Można odnieść wrażenie, jakby cały ten świat zupełnie się zapomniał w tych swoich niedorzecznościach, jakie wszyscy wyraźnie widzimy i jakie z coraz większą trudnością mieszczą się nam w głowach. A w duchu coraz częściej zadajemy sobie pytanie, jak to możliwe, żeby to wszystko nadal tak trwało i w takim kierunku do nikąd wciąż podążało. Coraz częściej dochodzimy do wniosku, że dobrze by było wreszcie skończyć z tym wszystkim co niewłaściwe i porządnie przywołać do porządku co niektórych przedstawicieli rasy ludzkiej.

I tak właśnie się stanie. Nie wiemy dokładnie kiedy, ale widzimy znaki i jeśli tylko potrafimy je właściwie odczytać, to wiemy, że ten czas bardzo szybko się zbliża. A znaków nie brakuje. Otrzymujemy je od Matki Natury - tych jest najwięcej, ale płyną one także z Wyższego Wymiaru, tak od Świata Duchowego jak i od innych Cywilizacji.

Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że nasza wiara w to, że wszystkie potrzebne zamiany nastąpią i to w całkiem krótkim czasie, nie jest wcale taka bezpodstawna, a wręcz podparta solidnymi argumentami. Szkoda tylko, że smutnymi. Jednak pocieszające w tym wszystkim jest to, jakie korzyści ludzkości te zmiany przyniosą.

Następna sprawa. Mamy przygotować się duchowo do tych wszystkich wydarzeń, jakie mają nastąpić. No dobrze, duchowo, ale konkretnie jak? Nie, nie zamierzamy nikogo pouczać ani wskazywać jakiegoś złotego środka doskonałego przygotowania duchowego na te dni. Nic z tych rzeczy. Jedyne, co możemy zrobić, to przedstawić nasz punkt widzenia i nasze przemyślenia, ponieważ stan duchowego przygotowania będzie mógł być potwierdzony tylko i wyłącznie w jedyny i niezawodny sposób. W taki, który nie polega na zapewnieniu, jaka to ja jestem przygotowana i jaki to ja jestem przygotowany duchowo na każde tragiczne wydarzenie, jakie być może wystąpi na tej Ziemi oraz na każdą dokonującą się zmianę, nawet tę najbardziej nieprawdopodobną.

Najlepszym sposobem sprawdzenia tego właściwego przygotowania duchowego będzie stawienie czoła temu, co się stanie. Właśnie to, jak sobie poradzimy z tym wszystkim, pozwoli nam na najprawdziwsze zweryfikowanie stanu naszego ducha - czy jest on odpowiedni czy też nie. Wtedy dopiero okaże się, na ile wykorzystaliśmy swój czas, na ile dobrze go spożytkowaliśmy. Dotyczy to wszystkich bez wyjątku, również piszącego te słowa i jego najbliższej rodziny. Czas pokaże to najlepiej.

I właśnie ostatnio, bo zaledwie kilka dni temu, w rozmowie z moją żoną (na całe szczęście myślimy podobnie) daliśmy upust naszemu rozgoryczeniu, zniecierpliwieniu, zniechęceniu i żalowi. Tak, żalowi wywołanego brakiem choćby maleńkiego zrozumienia przez innych o co w tym wszystkich chodzi, że znajdujemy się w czasie przeobrażenia, w czasie wielkiej zmiany - transformacji, że nastąpią naprawdę bardzo poważne wydarzenia na Ziemi, jakie dokonają na niej ogromnych zmian. Ale co tam, ludzie są zatopieni w swoich sprawach, żyją w swoim świecie, z którego nawet na chwilę nie chcą wyjść ani wystawić swojego nosa, żeby zobaczyć to, co już się dzieje dookoła nich. A wszyscy ci, z którymi rozmawialiśmy i próbowaliśmy tłumaczyć, również swojej rodzinie, patrzą na nas dziwnie nic nie mówiąc. W ogóle o nic nie pytają i niczym takim się nie interesują. Nic, dosłownie nic do nich nie trafia ani nie dociera, tak jak i do większości tej ludzkiej masy.

Dlatego dając upust także swojej złości stwierdziliśmy, że nie będziemy się rozczulać, wzruszać ani żałować tych, co właśnie odchodzą z tego świata i dalej będą go opuszczać, również na niewyobrażalną skalę i w zastraszającym tempie. Przecież sami się na to zdecydowali, sami odrzucili poznanie, sami brną w uczynkach ciemności i sami starają się utrzymać ten świat w takim wydaniu, w jakim go teraz mamy. Nikt nikogo na siłę nie będzie uszczęśliwiał i nikt nikogo do niczego nie będzie zmuszał. Wszyscy mamy wolny wybór i decyzja należy do nas. Jak nie chcą słuchać, wiedzieć i wierzyć, to ich sprawa.

I niech potem nikt się nie usprawiedliwia ani nie wykręca mówiąc, że nie starczyło mu czasu na właściwe przygotowanie, na to, żeby dowiedzieć się tego wszystkiego, co jest teraz potrzebne. Nie, nic z tych rzeczy. Czasu było nam dane aż nadto, by dokładnie się dowiedzieć, nauczyć, a co najważniejsze, to zgodnie z tą wzniosłą wiedzą postępować. Pan Bóg dał nam „zaledwie” dwa tysiące lat. Dwa tysiące lat na poprawę siebie i swojego życia. Tyle właśnie czasu nam podarował, kiedy posłał właśnie do nas Swojego Umiłowanego Syna. Mało tego, Ojciec Niebieski dodał jeszcze tysiąc lat, abyśmy zdążyli się poprawić i stali się doskonałymi. A w dodatku, gdyby tego było jeszcze mało, to cała wspaniała starożytna wiedza, tyle pięknych i wartościowych nauk od tysięcy lat szerokim strumieniem nieprzerwanie płynęła do rasy ludzkiej tej Ziemi. Z jakim skutkiem? Z takim, że lepiej już nic nie mówić, bo szkoda w ogóle pisać…

Teraz (dla zwiększenia przerażenia) można by przytoczyć tu całkiem długą listę grożących nam niebezpieczeństw oraz możliwych katastrof naturalnych, no ale w końcu wszyscy znamy na pamięć najważniejsze przepowiednie i proroctwa, więc nie ma potrzeby ich powtarzania. I nie ma to większego znaczenia, czy to będą trzy dni ciemności, czy to cały świat nagle się zatrzyma, czy meteoryty spadną na Ziemię i spowodują trzęsienia, wybuchy wulkanów, wielkie tsunami, burze i powodzie, czy to stracimy grunt pod nogami, bo ziemia nagle się rozstąpi, czy też będą jeszcze jakieś inne kataklizmy - tego po prostu nie wiemy, ale z całą pewnością wiemy, że Stwórca Wszechmogący położy ostateczny kres wszelkiemu i całemu złu, jakie tutaj ma miejsce. Już wystarczająco długo cierpliwie czekał na opamiętanie się ludzkości. Jej nieprzejednana część na zawsze stąd odejdzie, bo sprawiedliwości musi stać się zadość. A w swojej miłości upomni się o Swoje wierne dzieci i nie pozwoli ich dłużej tak traktować - nikomu i nigdy więcej!

I dlatego dojdzie do porządnego, ale to naprawdę solidnego potrząśnięcia ludźmi, żeby przebudzili się z tego jakże głębokiego snu, żeby bardzo szeroko otworzyli swoje oczy ze zdumienia a nawet z przerażenia, żeby wstrząsnęło nimi aż do samego dna (DNA) ich duszy i do samego gruntu ich serca, i żeby zadali sobie sprawę jak daleko pozostawili swoje człowieczeństwo i jak bezwstydnie zapomnieli o swoim duchowym wymiarze istnienia. Tak, Pan Bóg w końcu przywoła nas do porządku. On wie najlepiej jak nas pouczyć, skarcić, dać nauczkę i zawrócić z bezdroży ego, egoizmu, odczłowieczenia i wszelkiego zła. Ojciec Niebieski ożywi nasze serca i sprawi, że nie będą już głuchym głazem nie czułym na nic, litą, zimną, twardą skałą, jakiej kropla nie drąży wcale. Właśnie w tym celu będą te wszystkie zmiany, żeby ludzkie serce znów było człowiecze, znów było żywe, znów było pełne uczuć, było pełne pięknych i wzniosłych wartości oraz zdolne do takiej miłości ku swojemu Jedynemu Ojcu, do jakiej zostaliśmy przecież powołani, a jaką udowodnimy szanując swojego bliźniego jak siebie samego, traktując go tak, jak sami byśmy chcieli, żeby on traktował nas i ofiarując mu to, co w nas najlepsze, co ze szczerego serca chcemy mu podarować wiedząc, że to jest naszą najlepszą cząstką jaką mamy a jaką właśnie jemu chcemy sprezentować, dać w szczerym odruchu serca to co w nas najlepsze i najpiękniejsze.

Stwórca Wszechrzeczy przywróci dawny stan rzeczy, przywróci pierwotną doskonałość i doskonały świat nam podaruje, w jakim wzajemnie serce okazywać sobie będziemy. Przywróci to co kiedyś już było. (A będzie to niczym - i oczywiście znacznie więcej niż - nasze powroty we wspomnieniach do lat dziecinnych, do wspaniałych miejsc naszych dziecięcych zabaw, jakie znów w pełnej świetności tamtych dni ujrzeć byśmy pragnęli. I tak samo będzie to dużo więcej od tak dobrze pamiętanego smaku ulubionej i przepysznej dziecięcej potrawy albo niezrównanego i niepowtarzalnego smaku zwykłej kromki chleba i mleka prosto od kochanej krasuli).

Jednak zanim to nastąpi, zanim znów będzie to co kiedyś było, to nie pozostaje nam nic innego jak wziąć się porządnie do pracy, do pracy przede wszystkim nad samą i samym sobą. Nic nie przychodzi samo. Rozwój duchowy najpierw, bo to najtrudniejsze zadanie i najcięższa praca pod Słońcem, a potem to już z górki i korzystanie przez wszystkich z zaawansowanych technologii.

W sumie, to wszystkie pozaziemskie Cywilizacje, znajdujące się już na tym doskonałym poziomie rozwoju, przechodziły to samo co nasza ziemska. Może tylko z tą zasadniczą różnicą, że nie wszystkie w taki sposób, jaki nas czeka. Niemniej jednak ciężko się napracowały, żeby cieszyć się tym szczęśliwym życiem, jakie teraz przypadło im w udziale. Niech więc będzie to dla nas zachętą oraz otuchą w ciężkich chwilach, jakie mogą na nas nadejść i niech będzie dla nas pociechą także to, że pomimo nocy nastanie nowy dzień, a pomimo burzy znów zaświeci Słońce, tym razem wesoło i radośnie, bo ujrzy znacznie lepszy świat.