środa, 27 kwietnia 2016

Wpis 3. Apostazja - czy jej podpisanie jest nam potrzebne do duchowego życia?

Nie, nie jest. Nasze duchowe życie nie zależy od jakiegoś świstka papieru, który sobie wymyślili jacyś tam ludzie dla uzyskania odpowiednich dla siebie statystyk. Ktoś za wszelką cenę chce ukryć ten fakt o masowym opuszczaniu Kościoła przez wiernych. Właśnie - i tu jest zasadnicza i najważniejsza różnica - wierni opuszczają Kościół, ale nigdy Pana Boga, ponieważ Kościół Nim nie jest, chociaż można odnieść pewne wrażenie, że wielokrotnie chce Go zastąpić i usunąć w cień, a siebie umieścić na pierwszym miejscu.
.
A niepostrzeżenie doszło też i do tego, że to Kościół przywłaszczył sobie prawo do decydowania o wszystkich nas, wyznawcach Ojca Niebieskiego - jak mamy w Niego wierzyć i jakich zasad przestrzegać, których tyle już nawymyślał, że sam zaczyna się w nich gubić. Zniewala swoimi regułami, a w dodatku męczy nas do znudzenia tymi swoimi histerycznymi groźbami wiecznego potępienia, ekskomuniki i nie wiadomo czym jeszcze, jakby nasza przynależność do jego struktur była wręcz niezastąpioną i tak bardzo istotną dla jego istnienia. I w sumie jest, ponieważ kiedy nas zabraknie, to nastanie ostateczny kres tej zakłamanej i na wskroś fałszywej, a w dodatku przestępczej i mafijnej organizacji wilków odzianych w owcze skóry, które zwodzą  i na rzeź prowadzą często nieświadome owieczki, co im niestety ślepo zaufały i tak bardzo we wszystkim zawierzyły.

(Nie pomijając i tej biednej, głupiej i ślepej owieczki, co teraz spisuje te słowa, ale na całe szczęście tak było tylko do pewnego czasu, bo od niedawna przyszło jej obudzić się i przejrzeć na oczy).

I to jest tan największy błąd jaki popełniliśmy - uwierzyliśmy innym ludziom a nie Panu Bogu. Wierzymy w nauki Kościoła - nauki ludzkie, a nie w nauczanie płynące prosto ze Źródła Życia, daliśmy posłuch ich kłamliwym słowom, nie zwracając już żadnej uwagi na czysty przekaz płynący prosto z Wysokości.

Daliśmy się zwieść i wyprowadzić w pole. Pozwalamy się prowadzić do kościołów i świątyń, co są oderwanie od Natury, od Życia, od samego Stwórcy, który Życiem jest przecież wszechobecnym, Energią Najwyższą, Największą Mocą, Której po prostu nie da się umieścić, zamknąć ani ograniczyć do prymitywnego wymiaru mikroskopijnych budyneczków, wykonanych ludzkimi rękoma. I nie ma się też co dziwić, że w tych wszystkich nieudolnych próbach ludzkiej architektury, Pana Boga zwyczajnie nie ma. On w nich nie przebywa nie tylko dlatego, że Wszechświat cały jest podnóżkiem stóp Jego lecz także dlatego, że nie chce mieć nic wspólnego z tym wszystkim, co w tych przybytkach się wyprawia i w ogóle nie chce na to patrzeć, ponieważ jest to dla Niego obrazą, zgorszeniem i kłamstwem.

No a kapłani? Cóż, zamykają nas w budynkach jak w więzieniach czy lochach, co światła z zewnątrz żadnego do nas nie dopuszczają. A światło symbol wiedzy, światło - poznaniem, zrozumieniem z jakiego rodzi się wyznanie i uwielbienie, postępowanie i czynem poświadczanie. Oto prawdziwy sens prawdziwej wiary - samo Życie - Stwórcę uświęcać - cześć świętą Jemu oddać i samemu żywą i żywym zawsze pozostawać! Serce mieć żywe, człowiecze i czułe. Sercem żyć i nim się kierować a swoje człowieczeństwo zawsze pielęgnować!

Wiadomo - nie masz nigdy człowieka bez serca przecież żywego.
A kiedy to zrozumiesz, to sprzymierzeńca pozyskasz rozumnego.

I od tej pory ono już prowadzić Cię zawsze a bezpiecznie będzie.
Z nim już nie zabłądzisz - do celu właściwego dojdziesz wszędzie.

Serce, o czym się nam nie mówi, ma ogromną swoją inteligencję.
Słuchaj go a wyjdziesz na tym dobrze - tak uszanuj tę eminencję.

Daj sobie wreszcie spokój z ciągłym słuchaniem swojego umysłu.
On tylko bez przerwy sobie coś bredzi według jakiegoś wymysłu.

Tym umysłem chcą być kapłani, co wyręczają nas w myśleniu i za nas chcą podejmować wszystkie decyzje i którzy starają się nas czynić nierozumnym i nic nie wiedzącym posłusznym motłochem, pozbawionym własnego zdrowego rozsądku, a przede wszystkim wiary i wolności!

A jesteśmy naprawdę WOLNI! Żaden człowiek nie ma nad nami żadnej władzy, a jedynie sam Stwórca i Dawca wszelkiego życia!

I wyrazem tej wolności jest właśnie ta przemożna i niczym nie powstrzymana chęć, pragnienie złożenia swojej formalnej rezygnacji z przynależności do tego wszystkiego, z czym po prostu się nie zgadzamy. Nie zgadzamy się z tym wszystkim co wyraźnie czujemy, po prostu czujemy, że coś jest nie tak, że jakoś inaczej to wszystko powinno wyglądać i być urządzone. Tęsknimy za czymś innym, pragniemy wyzwolenia się spod ludzkiej dominacji, kontroli, nakazów, gróźb, a przede wszystkim chcemy uciec z tego miejsca, w jakim nie ma ani odrobiny Miłości, ponieważ to właśnie Pana Boga tam nie ma.

A tylko do Niego w pełni należymy i tylko Jego jesteśmy. I jako Jego dzieci zawsze i wszędzie bezpośredni kontakt mamy. Nie potrzebujemy więc żadnych do tego pośredników, żeby nam mówili jak mamy rozmawiać z własnym Ojcem! My same i same wiemy o tym najlepiej! Jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi i znamy naszego Ojca a On zna Swoje dzieci!

Samemu dane mi było i mojej najbliższej rodzinie, opuścić szeregi Kościoła, wystąpić z niego bez żadnego formalnego podpisywania czegokolwiek. A wcześniej przyszło nam zmienić wyznanie - zrezygnować z nauk ludzkich, bo bardziej trzeba słuchać się Pana Boga, niż waśnie ludzi. Nie chodzimy do kościoła już od wielu lat, nie przystępujemy do tak zwanej „komunii świętej”, nie chodzimy do spowiedzi ani nie przyjmujemy innych jakichś „sakramentów”, także wymyślonych i ustanowionych przez ludzi. I jakoś dalej żyjemy. Nie pochłonął nas żaden ogień piekielny, żaden diabełek nas nie straszy (bo przecież nie może, skoro jest wymyślony przez kapłanów i w cale go nie ma tak samo jak i piekła), a w każdą niedzielę nikt nas nie ciągnie na siłę do kościoła i nie straszy wieczną męką piekielną za ten największy grzech śmiertelny, bo popełniony przeciw „świętemu” Kościołowi i samej religii…

A w związku z tym, to wcale nie uważamy, że przestaliśmy wierzyć Panu Bogu. Tak, wierzyć Stwórcy, wierzyć Jego słowom, a nie wierzyć w to, czy On w ogóle istnieje czy też nie, ponieważ nie ulega to dla nas najmniejszej wątpliwości, że On jest.

I niestety, narzucony nam sposób wierzenia już i do tego stopnia został zmącony, że wypaczył i tę podstawową Prawdę, ponieważ zamiast być święcie przekonanymi o Jego istnieniu, mieć tę niezachwianą pewność i po prostu o tym doskonale wiedzieć, to w jakiś niezauważalny sposób pozbawia się nas tej wiedzy a wprowadza niepewność i wątpliwość czy tak naprawdę jest, wprowadzając wątpliwość do naszych serc, czy Pan Bóg w ogóle istnieje.

Pozbawiają nas więc tego tak drogocennego skarbu, jakim jest prawdziwa, mocna i niezachwiana wiara, ufność. A wiara to poznanie, to zrozumienie i samo życie - to tutaj jak i tam - wieczne.

Kierowani sercem wiemy o tym doskonale i więcej niczego już nie potrzebujemy, ponieważ to w naszym sercu znajduje się ta Iskierka Energii Najwyższej, to w naszym sercu stale przebywa Cząstka Pana Boga, więc głosu serca słuchając nigdy nie zbłądzimy i zawsze właściwie postępujemy, ponieważ jesteśmy w pełni posłuszne i posłuszni naszemu Umiłowanemu i Jedynemu Ojcu Niebieskiemu.

A nasz Ojciec Niebieski nie potrzebuje żadnego podpisywaniu takiego czy innego poświadczenia o naszej przynależności czy też nie, do takiej czy innej organizacji kościelnej lub religijnej. Liczą się czyny i nasze serce, które On zna najlepiej, ponieważ je widzi i najlepiej wie, jakim ono jest naprawdę.

(Myśli tutaj przedstawione wynikają z lektury przekazów telepatycznych z Duchowym Opiekunem Ziemi EA, czyli z Duchem Świętym, który na temat apostazji wypowiedział się w sesjach nr 161, 183 oraz 237, opublikowanych na stronie Pani Lucyny Łobos-Brown: http://misjafaraon.com/sesje/)