sobota, 9 kwietnia 2016

Wpis 2. Uzmysłowić sobie coś bardzo ważnego.

Jedna myśl, która całkowicie zmienia nasze rozumienie o sobie i o życiu. Mianowicie taka, że przede wszystkim jesteśmy duszą a nie ciałem. Żyjemy jakby w iluzji, jakby w sztucznych warunkach, w których nasz duch inkarnowany ma się sprawdzić i potwierdzić swą niezachwianą, całkowitą przynależność do Miłości Doskonałej, do której nasz duch uzyskuje pełne prawo na podstawie własnego postępowania, pomimo ograniczeń i uwarunkowań narzuconych tymczasowo przez materię. Żyjemy więc w świecie ograniczeń dającym nam nieograniczone możliwości dokonywania czynów miłości - przede wszystkim - jak również tych wszystkich innych czynów z niej wynikających, czyli współczucia, miłosierdzia, pomocy, dobrego słowa i najważniejsze - dobrego czynu.


Powołani zatem jesteśmy do tego życia w materii, żeby przejawiać cały czas wartości duchowe, czyli żyć tak, jakbyśmy ciała - materii - w ogóle nie posiadali, a jedynie duchem byli. Tak, właśnie tak - żyć według ducha, pozbyć się tych ograniczeń (strachu) wynikających z fizycznych warunków naszego tymczasowego przebywania w świecie materii, który na dobrą sprawę nie jest trwały, nie jest ostateczny, bo przecież tak samo jak wszyscy my z energii się składa, która przecież zawsze się doskonali i przechodzi na wyższy poziom, a my razem z nią. (Jeśli tego nie uczynimy, to wiadomo - nic dobrego z nas nie będzie. Ale to już odrębne zagadnienie).

Kiedyś Planeta Ziemia przejdzie na wyższy Poziom Energii, bo cała materia ulegnie przeobrażeniu (transformacji), więc nie pozostaje nam nic innego jak właśnie z nią przygotowywać się do tego długiego procesu, ale nie znowu takiego trudnego. No, może trochę, ale przecież wystarczy tylko chcieć, a dla chcącego to już nic trudnego. Chcieć to móc, no i po sprawie! Wystarczy tylko chcieć! I oto połowa dzieła już za nami, bo dobry początek to jest właśnie to, co decyduje o ostatecznym powodzeniu naszego przedsięwzięcia, o wypełnieniu naszego zamiaru, czyli o dotarciu do końca drogi - ścieżki, na którą postanowiliśmy wejść i nią podążać. My prawdziwi, czyli nasz duch, który jest właśnie inkarnowany w naszym ciele - ta nasza dusza, która teraz przebywa w świecie materii.

Może i czasem (albo też i często) buntuje się i sprzeciwia temu, żeby w ogóle wejść na tę wąską i jakżeż niewygodną, trudną ścieżkę, usianą samymi kamieniami, a co dopiero podążać nią przez całe życie… Przez całe życie? To chyba jakiś nie najlepszy pomysł - protestuje natychmiast świadomość, rozum czy „zdrowy rozsądek”. Zwał jak zwał, ale faktem jest, że często pojawia się tutaj sprzeczność i rozbieżność celów. Materia dąży do tego co materialne, a duch do tego co duchowe - wiadomo. Tylko jak wytłumaczyć materii, że to nie ona ma tutaj prawo decydować, bo nie jesteśmy ciałem, ale duszą, więc nie to, co tymczasowe decyduje o tym co wieczne. Nie to, co nietrwałe decyduje o tym, co trwałe. Nie to, co ograniczone decyduje o tym, co jest wyzwolone. Nie to, co krótkowzroczne decyduje o tym, co dalekowzroczne. Nie profanum decyduje o sacrum. Nie to, co z niskości decyduje o tym, co jest z wysokości.

Duszą jesteśmy a nie ciałem! I to zmienia cały sens każdego jednego istnienia w tym świecie materii! Nie należymy do niej, ponieważ stąd nie bierze się nasz początek, bo nie z materii pochodzimy i nią nie jesteśmy. Łatwo powiedzieć, ale trudniej wykonać kiedy musimy dbać o tę materię chociażby w taki sposób, żeby zapewnić jej dostatecznie dużo i właściwego pokarmu - energii, a także jakieś przyzwoite warunki do życia

Czy można więc zdać się całkowicie na Opatrzność i zaryzykować do tego stopnia, żeby mając na celu jedynie wartości duchowe i bezgranicznie się im poświęcając - zapomnieć o konieczności zarabiania pieniędzy i zapewnienia sobie wszelkich dóbr materialnych? To można być aż tak nieprzezornym i niezapobiegliwym, żeby przeżyć w tej materialnej dżungli dłużej niż jeden dzień, a o całym życiu nawet nie wspominając?

Kto przy zdrowych zmysłach zdecyduje się na taką niedorzeczność? Kto przy zdrowych zmysłach na poważnie weźmie słowa Największego Proroka, który raczył stąpać po tej Ziemi i mówił, że los ptaków niebieskich jest w rękach samego Stwórcy, więc o ileż większe ma staranie o wszystkich nas, właśnie o Ciebie i mnie! Wierzysz Mu na słowo? Jesteś w stanie postępować według tych słów i tego zapewnienia, które wydaje się być najbardziej nieracjonalne, oderwane właśnie od tej rzeczywistości? Jesteś w stanie oddać się na działanie i pod wpływ temu nurtowi życia, aby Cię porwał i pokierował w wiadomym tylko sobie kierunku, niczym prądy powietrzne, na których ptactwo niebieskie wzlatuje tak wysoko bez żadnego swojego wysiłku? Dasz wiarę tym zapewnieniom i zaryzykujesz własne, a nawet nie tylko własne życie i oddasz się pod władanie swego Stwórcy, dobrowolnie pogodzisz się z tym, co On i tylko On Tobie wyznaczył, i On dla Ciebie przygotował? Jaka jest Twoja wiara? Potrafisz ją udowodnić swoim postępowaniem, czynami, zachowaniem? Zdobędziesz się, by zapomnieć o tym co sama i sam chcesz w tym życiu osiągnąć, a podporządkujesz się Jego Woli - bezgranicznie, posłusznie, pokornie i z pełnym zaufaniem? Właśnie - jesteś w stanie zaufać swojemu Ojcu Niebieskiemu? Jesteś w stanie zdobyć się na ten największy akt wiary?

Samo gadanie, wielogodzinne modlitwy choćby najbardziej wzniosłe, najbardziej wyszukane, samo ślęczenie na kolanach przez długie godziny w kościele niewiele tutaj znaczy, o ile nic nie znaczy! Dość już pustych słów i pustych gestów! Składamy sobie świąteczne życzenia - tak łatwo nam to przychodzi, bo to nic nie kosztuje, a gdzie ich  potwierdzenie?! Tak łatwo wyrazić nam troskę o innych i tak łatwo ich zapewnić, że wszystko będzie dobrze - ale co my same i sami robimy w tym kierunku, żeby naprawdę tak się stało?! Jaką dla siebie widzimy w tym rolę, żeby urzeczywistnić wypowiadane przez nas życzenia?

Jasne, wystarczy uspokoić swoje sumienie myśląc, że przecież niech sam Pan Bóg zajmie się innymi. Co mnie to obchodzi. On jest Wszechmogący, więc to Jego sprawa. Niech Sam się o to martwi.
No tak… A do tego te odwieczne do Niego żale, pretensje i skargi za cały ten bałagan na Ziemi, bo same wojny, głód, choroby, niesprawiedliwości, tragedie, bieda i ucisk. Jasne, przecież to Jego wina - ludzie się mordują, pastwią nad sobą, uciskają jedni drugich, wykorzystują, ale to wszystko Jego wina… Nie szkodzi, że to sami ludzie dopuszczają się tych wszystkich niegodziwości, ale On im na to przecież pozwala, więc to Jego wina. Nie szkodzi, że każda i każdy z nas ma rozum i wolną wolę, wolność decyzji i wyborów, ale to przecież On jest Wszechwładny i to Jego wina. Nie szkodzi, że dał nam prawo i możliwość decydowania o sobie, o naszym życiu, o naszym losie i tym świecie, ale to Jego wina!
Tak, to wszystko Jego i tylko Jego wina… Wina dlatego, że nas tak bardzo ukochał, że dał nam w prezencie całą tę Planetę Ziemia! To Jego i tylko Jego wina, że nas stworzył, dał nam życie - ten największy i niewyobrażalnie piękny skarb, którego już na co dzień nie szanujemy i lekceważymy! To Jego wina, bo pozwolił nam, Tobie i mnie decydować o sobie, podejmować decyzje, postępować w sposób wolny i niezależny! Tak, to On jest winny, gdyż obdarzył Ciebie i mnie Swoim pełnym zaufaniem! Okazał nam dobra wolę i przekazał tę Planetę do naszego użytku i te wszystkie wspaniałości, które ta Matka Ziemia nam bez przerwy rodzi i nimi nas codziennie obficie obdarza! I to też Jego wina, że nie potrafimy się nimi sprawiedliwie dzielić, żyć w zgodzie, wyznawać Prawdę, nie walczyć z sobą, szanować siebie i nasze zwyczaje. Przecież to On stale jest nad nami i nie pozwala nam normalnie żyć, ponieważ…

No właśnie - ponieważ co?! Ponieważ jest Dobrym Ojcem? Ponieważ traktuje nas jak dorosłych, którzy wiedzą co robią? (Raczej nie wiedzą, ale powinni wiedzieć). Ponieważ dał nam wolność i prawo decydowania, dał nam wszystko co tylko może być nam do tego życia potrzebne, żebyśmy dobry z tego użytek zrobili? Dał nam to życie, żebyśmy go nie zmarnowali i wykorzystali ku dobremu, ku właściwemu, ku wzniosłemu, ku duchowemu, ku budowaniu, pielęgnowaniu, rozwijaniu, udoskonalaniu. Do tego, aby to życie, my same i sami byli coraz lepsi, doskonalsi oraz coraz bardziej wzniośli - tak jak w swej myśli - tak samo i w swych czynach.

Do rzeczy pięknych i dobrych, wzniosłych i szlachetnych jesteśmy powołani - wszyscy bez wyjątku, ponieważ wszyscy bez wyjątku tym samym dziedzictwem jesteśmy uhonorowani, tym samym zaszczytnym pochodzeniem jesteśmy wyróżnieni i tym samym wyjątkowym udziałem jesteśmy obdarowani. Najpiękniejszym, najwspanialszym, najbardziej umiłowanym Potomstwem samego Ojca Niebieskiego wszyscy przecież jesteśmy i nie ma między nami żadnych różnic, żadnych podziałów, żadnych nieporozumień. Jesteśmy jednakowi, jesteśmy zgodni, jesteśmy wartościowi, piękni, szlachetni i wszyscy jesteśmy z Najwyższego Rodu, tak wysokiego jakiego nawet często nie jesteśmy sobie w stanie uzmysłowić, a o którym tak często niestety zapominamy… Wszyscy wspaniałymi dziećmi Tego Samego Ojca niezmiennie jesteśmy! Duszą jesteśmy i duchem jednakowym z Jego Ducha swój początek czysty, nieskazitelny mamy. Początek kryształowo czysty i na wskroś przejrzysty, niczym nie zmącony, bez najmniejszej skazy czy niedoskonałości.

I teraz, właśnie w tym życiu, w tej materii, z której z Jego Dobroci dane nam jest się cieszyć i być szczęśliwymi, po tę doskonałość teraz należy nam sięgnąć, dobyć ją wśród zgiełku codziennej szamotaniny zwanej życiem. I ta doskonałość jest dla nas tym niezawodnym drogowskazem, światłem, które nieomylnie i bezbłędnie wskazuje właściwy kierunek życia, ułatwiając nam wędrowanie po nim, bo najciemniejsze nawet ciemności rozjaśnia tak bardzo, że nawet o najmniejsze i najbardziej niebezpieczne jego przeszkody już nigdy się nawet nie potkniemy, a tym bardziej nie upadniemy. A jeśli przypadkiem nawet by się tak stało, to zawsze mamy pomocną Jego dłoń wyciągniętą do nas, która jest tą samą dłonią skorą do pomocy, którą inny człowiek nam ofiaruje, czasem w najmniej oczekiwanej przez nas chwili.
Skoro to Ojciec Stworzyciel w nas przebywa, jego Pierwiastek - Życie w sobie wszyscy mamy, więc sami też bogami przecież jesteśmy. Oczywiście, że nie takim samymi jakim On jest, bo nikt z Nim równać się nie może i nigdy nie będzie, ale w znaczeniu Jedności z Nim, sami jak On stawać się mamy i pełne prawo nam przysługuje do tego, aby wszystkimi czynami, całym naszym postępowaniem i na każdym kroku uświęcać Jego Imię, oddawać tylko Jemu należną cześć i chwałę jako dzieci, które szanują swojego Ojca, są Mu posłuszne i po prostu Go kochają.