poniedziałek, 24 maja 2021

Wpis 107. „Szczęściarz Antoni” to najlepszy polski polityczny film prześmiewczy

 

Oczywiście najlepszy w moim przeświadczeniu. A to ze względu na pomysłowość przemycenia ukrytych treści, a także mądrość wykonawców tego filmu, by pomimo tak wrogiego przekazu przedstawić największe bolączki i głupotę panującego ustroju politycznego. Gdyby tylko urzędujący strażnicy poprawności politycznej połapali się o co naprawdę chodzi w tym filmie, to chyba z miejsca uwięziliby wszystkich mających swój udział w jego powstaniu.

.

Już pierwsze ujęcia zapowiadają niezłą ucztę dla rozumu. Najpierw obraz kręci się w kółko jak na karuzeli, (muzyczka też odpowiednia jak z jarmarku), jakby dając nam do zrozumienia, że to błędne koło. I nie przypadkowo jest to Plac Zbawiciela, bo tylko Moce Niebiańskie są w stanie nas z niego wyrwać.

Pałac Stalina, (a wielka szkoda, że nie kolejka podziemna) a za chwilę słychać, z czym zmagają się zwykli zjadacze chleba, uwikłani w pojedynek z ponurą rzeczywistością, by przetrwać każdy dzień swojego trudnego życia. Sprawy wydawałoby się błahe urastają do niebotycznych trudności, wyrokujących: być czy nie być i urastających do takich, co są niemal kwestią życia i śmierci. Jednak wzmianka o dobrym charakterze, usposobieniu głównego bohatera tego opowiadania, wskazuje oglądającym, którędy droga w tym narzuconym wszystkim bałaganie.
 

Od strony urzędu - władzy to wszystko wygląda oczywiście bardzo pięknie, ładnie i właściwie, co niestety nie ma nic wspólnego z codziennym życiem.

 

Jednak niestety, są tacy (większość), co dają się nabrać na piękne słówka urzędnika państwowego.

 

Dla jednych świeci Słońce, dla innych pada deszcz… (a przecież dzień jest jednakowy dla wszystkich, tylko że do tych innych się strzela, więzi i męczy na śmierć).

 

I zamiana ról, zmierzenie się z rzeczywistością z innego miejsca swojego bytowania. „Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada”. „Wpadł jak śliwka w kompot’ i „z deszczu pod rynnę”.
 
 

W drodze do wymarzonego domku - jak w krzywym zwierciadle.

 

 

Pierwsza, jakżeż przykra niespodzianka…

 

 - Prąd mocny?

- Słaby. (Zasilanie, ustrój polityczny).

Co do samej elektryczności, to pamiętam z lat siedemdziesiątych coś takiego jak „dwudziesty stopień zasilania. Wtedy nawet prania nie można było zrobić.

 

Weselna uczta. Rzeczywiście, często naprawdę wystarczy miłość.

 

W tym usroju to zupełnie jak w przedszkolu.

 

 

A w ogródku następne zaskoczenie…

 

Tutaj mamy ciekawą rzecz. Ten starszy odtwórca roli podaje swoje prawdziwe nazwisko, co jest bezpośrednim nawiązaniem do ówczesnej rzeczywistości. Tak jak by twórcy tego filmu chcieli powiedzieć: „to się dzieje naprawdę”.

 

Przyzwoitość i uczciwość, moralność przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości, przedstawiciela samego prawa będącego bezprawiem.

 

 

Próby usunięcia radzieckiego czołgu, pozbycia się obcej władzy.

 

A jeśli nie można go usunąć, to nie pozostaje nic innego, jak tylko nauczy się nim posługiwać. Zakup książki „nauka jazdy czołgiem”. Ale nie, nie ma takiej, więc pozostaje coś bardziej cywilizowanego, jak „nauka jazdy samochodem”.

 

Życzenia, by na nowej drodze życia nie było czołgu.


Nowożeńcy słuchają z niedowierzaniem. Życie bez czołgu? To jakieś herezje. Przecież on już się stał nieodzowną częścią tej doczesności.

 

Oto teraz nadszedł nasz ten czas, wreszcie dorwaliśmy się do steru „władzy”…

 

A pomimo rozpaczliwych wysiłków czołg i tak jedzie, jak sam chce. Nie można nad nim zapanować.

 

Coś takiego nawet nie zostało ujęte w książce, bo to nie jest książkowy przykład.

 

Ani władza wojskowa nie wie, jak się zatrzymuje czołg. Oni tylko z orkiestry, przygrywają, a nie grają pierwsze skrzypce.

 

I zdawałoby się, że i zwykłemu pijaczkowi - cwaniaczkowi (polaczkowi) na drodze nie przepuści i go rozjedzie…



…lecz temu nawet włos z głowy nie spadł.…


I polskiego Mikrusa trzeba zabrać z drogi, bo go rozjedzie. A jego właściciel „nawrzucał” kierującemu, nie wiedząc, ani nie podejrzewając, że…

 

 

…że to jeden z naszych, ktoś swój, nie żaden obcy, ale rodak tak jedzie. Bo dali się zaprzęgnąć do tej machiny zniewolenia.


A jak rodak, no to zupełnie co innego.

 

I jak widać czołg, to pojazd uprzywilejowany i traktowany z honorami.

 

 

Strzał do tłumu i w swojej bezsilności pozostaje (większości) picie wódy. Łatwiej jest rządzić narodem rozpitym.


 


Czołgu na złomowisku też nie chcą.

 

 

Ostateczny akt poddania się. Wymowna obecność milczącego przedwojennego aktora.

 

A w sądzie jak to w sądzie, na ogół nie na korzyść zwykłego człowieka. Jeszcze tak nie było, żeby ktoś coś wskórał przeciw systemowi.„Na układy nie ma rady”.

 

Rychło w czas. „Musztarda po obiedzie”.

 

 

No i oczywiście szczęśliwe zakończenie…

Tak naprawdę, to w tym filmie można znaleźć odniesienia do tego wszystkiego, co teraz dzieje się na całym świecie. Działo się i ma miejsce nadal. Zło w swej tymczasowej bezkarności wypełza na powierzchnię nie zdając sobie sprawy ze swego rychłego końca. I to końca ostatecznego!