Oczywiście najlepszy w moim przeświadczeniu. A to ze względu na pomysłowość przemycenia ukrytych treści, a także mądrość wykonawców tego filmu, by pomimo tak wrogiego przekazu przedstawić największe bolączki i głupotę panującego ustroju politycznego. Gdyby tylko urzędujący strażnicy poprawności politycznej połapali się o co naprawdę chodzi w tym filmie, to chyba z miejsca uwięziliby wszystkich mających swój udział w jego powstaniu.
.
Już pierwsze ujęcia zapowiadają niezłą ucztę dla rozumu. Najpierw obraz kręci się w kółko jak na karuzeli, (muzyczka też odpowiednia jak z jarmarku), jakby dając nam do zrozumienia, że to błędne koło. I nie przypadkowo jest to Plac Zbawiciela, bo tylko Moce Niebiańskie są w stanie nas z niego wyrwać.
Od strony urzędu - władzy to wszystko wygląda oczywiście bardzo pięknie, ładnie i właściwie, co niestety nie ma nic wspólnego z codziennym życiem.
Dla jednych świeci Słońce, dla innych pada deszcz… (a przecież dzień jest jednakowy dla wszystkich, tylko że do tych innych się strzela, więzi i męczy na śmierć).
W drodze do wymarzonego domku - jak w krzywym zwierciadle.
Pierwsza, jakżeż przykra niespodzianka…
- Prąd mocny?
- Słaby. (Zasilanie, ustrój polityczny).
Co do samej elektryczności, to pamiętam z lat siedemdziesiątych coś takiego jak „dwudziesty stopień zasilania. Wtedy nawet prania nie można było zrobić.
Weselna uczta. Rzeczywiście, często naprawdę wystarczy miłość.
A w ogródku następne zaskoczenie…
Tutaj mamy ciekawą rzecz. Ten starszy odtwórca roli podaje swoje prawdziwe nazwisko, co jest bezpośrednim nawiązaniem do ówczesnej rzeczywistości. Tak jak by twórcy tego filmu chcieli powiedzieć: „to się dzieje naprawdę”.
Przyzwoitość i uczciwość, moralność przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości, przedstawiciela samego prawa będącego bezprawiem.
Próby usunięcia radzieckiego czołgu, pozbycia się obcej władzy.
A jeśli nie można go usunąć, to nie pozostaje nic innego, jak tylko nauczy się nim posługiwać. Zakup książki „nauka jazdy czołgiem”. Ale nie, nie ma takiej, więc pozostaje coś bardziej cywilizowanego, jak „nauka jazdy samochodem”.
Życzenia, by na nowej drodze życia nie było czołgu.
Oto teraz nadszedł nasz ten czas, wreszcie dorwaliśmy się do steru „władzy”…
A pomimo rozpaczliwych wysiłków czołg i tak jedzie, jak sam chce. Nie można nad nim zapanować.
Coś takiego nawet nie zostało ujęte w książce, bo to nie jest książkowy przykład.
Ani władza wojskowa nie wie, jak się zatrzymuje czołg. Oni tylko z orkiestry, przygrywają, a nie grają pierwsze skrzypce.
…lecz
temu nawet włos z głowy nie spadł.…
I polskiego Mikrusa trzeba zabrać z drogi, bo go rozjedzie. A jego właściciel „nawrzucał” kierującemu, nie wiedząc, ani nie podejrzewając, że…
…że to jeden z naszych, ktoś swój, nie żaden obcy, ale rodak tak jedzie. Bo dali się zaprzęgnąć do tej machiny zniewolenia.
A jak rodak, no to zupełnie co innego.
I jak widać czołg, to pojazd uprzywilejowany i traktowany z honorami.
Strzał do tłumu i w swojej bezsilności pozostaje (większości) picie wódy. Łatwiej jest rządzić narodem rozpitym.
Ostateczny akt poddania się. Wymowna obecność milczącego przedwojennego aktora.
A w sądzie jak to w sądzie, na ogół nie na korzyść zwykłego człowieka. Jeszcze tak nie było, żeby ktoś coś wskórał przeciw systemowi.„Na układy nie ma rady”.
Rychło w czas. „Musztarda po obiedzie”.
No i oczywiście szczęśliwe zakończenie…
Tak naprawdę, to w tym filmie można znaleźć odniesienia do tego wszystkiego, co teraz dzieje się na całym świecie. Działo się i ma miejsce nadal. Zło w swej tymczasowej bezkarności wypełza na powierzchnię nie zdając sobie sprawy ze swego rychłego końca. I to końca ostatecznego!

































