wtorek, 13 grudnia 2016

Wpis 19. „Smoleńsk” to bardzo udany film. Tylko co z tą naszą wolnością?




Już od pierwszej zapowiedzi ukazania się niniejszego filmu, z niecierpliwością i dużą ciekawością go wyczekaliśmy. Wreszcie chcieliśmy obejrzeć ten wyjątkowy obraz. Już samo jego powstanie, a przede wszystkim to, że w końcu ujrzał światło dzienne i nastąpiła jego premiera (zresztą kilkakrotnie przekładana), skłania do zadumy nad kolejami losu, jakie i w tym przypadku znalazły swoje szczęśliwe zakończenie, gdyż z całą pewnością nie żaden zbieg okoliczności do tego się przyczynił, że film trafił do szerokiej publiczności. Zastanawiające jest i to, z jak wielkim trudem historia opowiedziana w ten sposób, torowała sobie drogę i zdobywała sobie prawo do zaistnienia, pomimo tej całej wolności głoszonej tak powszechnie i oficjalnie. Wydawało by się rzeczą oczywistą i nie podlegającą żadnej wątpliwości, że każdy twórca, artysta ma prawo do swobodnej wypowiedzi na każdy temat, nawet na ten najbardziej delikatny, niewygodny, czy też bardzo podejrzany i zagadkowy. W sumie takie prawo przysługuje każdemu. Tylko niestety, jak to w życiu bywa, w wielu przypadkach jedynie teoretycznie. A kiedy jakimś cudem stanie się wyjątkiem potwierdzającym regułę, słusznie zajmując sobie należne miejsce po stronie prawa do wyrażania własnego zdania, to dostaje się pod lawinę niszczącej krytyki. I tak właśnie jest z tym filmem. Dlaczego?
.

Zanim spróbujemy znaleźć odpowiedź na to pytanie, nie trudno zauważyć, że już dawno nie prowadzono tak zajadłej nagonki szkalowania, obrażania, wyśmiewania, lekceważenia, pomniejszania znaczenia, ujmowania wartości i miażdżącej krytyki, jak w przypadku tego obrazu. A do tego jeszcze te wszystkie ograniczanie dostępu do tego działa, czynione w każdy możliwy sposób. Na przykład w Internecie. Jakieś bajki, beznadziejne filmy i w ogóle jakieś głupoty można sobie pobrać z sieci („spiratować”) niemal od razu po ich premierze. Niekiedy już po kilku dniach, a tutaj już ponad cztery miesiące i ciągle nic. A jeśli nawet ten film gdzieś się pojawi, to zaraz jest usuwany.

To nie wszystko, gdyż dodatkowo mamy tutaj zaśmiecanie Internetu umieszczaniem w nim fałszywych filmów „Smoleńsk” - to już prawdziwa plaga - oraz celowe wprowadzanie w błąd mylnymi powiadomieniami o miejscach, w których można go obejrzeć. Aha, żeby mieć pełne odzwierciedlenie tej powodzi nieprzychylności, to na pewnych portalach filmowych zbiera przeważnie niskie oceny od „forumowiczów”, czyli znowu jakiegoś motłochu opłacanych wichrzycieli, co upust swoich słabości i frustracji dają nagrywając jakieś obraźliwe „recenzje” czy zamierzone paszkwile, udostępniając je następnie szerokiej publiczności, tak samo jak swoje teorie i wyjaśnienia katastrofy w formie nieprzyzwoitej, niskiej i niegodnej satyry, wyśmiewając tę narodową tragedię.

Cóż, niech kłamcy, prześmiewcy korzystają póki mogą, bo ich czyny świadczą o nich najlepiej, gdyż później nie będą mogli już nic zrobić, kiedy to właśnie one, ich własne występki swój najsprawiedliwszy wyrok na nich wydadzą.

Wracając do filmu Pana Antoniego, to tak, ten film śmiało można nazwać dziełem, gdyż doszukuje się Prawdy i ukazuje ważną przemianę w sposobie myślenia. Myślenia tym trudniejszego, bo wcześniej wypaczonego pewnym zabarwieniem politycznym, wypaczonego zależnościami w pracy, czyli uwarunkowaniami materialnego bytowania. A wszystkie one miały przecież skutecznie przeciwdziałać właściwemu rozumieniu tej historii. Właściwemu rozumieniu nie tylko przez główną bohaterkę tej narracji, ale i przez całe rzesze ludzi, nas Polaków, a także wielu innych ludzi na całym świecie.

Można zatem stwierdzić, że my wszyscy, którym dane było zaznać tej nadzwyczajnej tajemnicy poznania i na własnej skórze doświadczyć otwarcia umysłu, opadania łusek z oczu (jeszcze na długo przed tym filmem) przeżyliśmy coś wyjątkowego, mianowicie wszyscy wzięliśmy udział w utworzeniu tej szczególnej więzi międzyludzkiej, jaką jest wspólnota myślących tak samo na gruncie Prawdy. Utworzyliśmy ze sobą zgodną, mocną, silną więź. I to nie pierwszy i jedyny raz w długich dziejach naszej historii, rzecz jasna.

A pokaźna część tej więzi mogła powstać również dzięki ekranizacji tej tragicznej historii. A nie ujrzała by ona światła dziennego, gdyby nie niezłomna odwaga wszystkich tych osób, prawdziwych postaci, których los poprowadził tą bolesną i tak trudną ścieżką. Wielkie im za to uznanie i chwała, wielkie im za to podziękowanie.

Tak samo podziękowanie należy się odtwórcom poszczególnych ról i w ogóle wszystkim artystom mającym swój udział w powstaniu tego ze wszech miar wyjątkowego dzieła, wśród których największe uznanie z całą pewnością należy się reżyserowi filmu, Panu Antoniemu Krauze. Trzeba też docenić odwagę ich wszystkich, ponieważ nie przestraszyli się i nie zrezygnowali z pracy nad tym obrazem, pomimo tak licznych „samobójstw” i „przypadków” utraty życia wielu ludzi, mających bezpośredni lub pośredni związek z katastrofą prezydenckiego samolotu.

Czy zatem obawa tych artystów o własne życia - gdyby taka powstała - byłaby zupełnie bezpodstawna? Jeśli ktoś miałby jeszcze jakieś wątpliwości, to polecamy obejrzenie innego, bardzo wymownego filmu noszącego tytuł: „Służby specjalne”, którego reżyserem jest zdolny Patryk Vega. Ukazuje on wyraźnie do czego zdolne są władze, by zachować rację stanu, a właściwie własną rację - plugawą, samolubną, zbrodniczą.

(A na uroczystej premierze filmu „Smoleńsk” żona pana prezydenta była nieobecna. I w ogóle tak jakoś mało dotrzymuje towarzystwa swojemu mężowi, bo w dniu 19-go listopada tego roku w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, też jej zabrakło, a powinna była wypełniać swoją rolę u boku małżonka… Oj, nieładnie Pani Prezydentowo, nieładnie zostawiać go tak samego.)

Pan Antoni zaś, jak sam wyznał, tym filmem zwieńczył swoją karierę, karierę reżyserską. Trudno nam się z tym pogodzić, lecz należy uszanować jego decyzję. Nie pozostaje nam zatem nic innego jak tylko zachować wdzięczność za jego całą twórczość. Niemniej pozostaje żal wynikający z utraty możliwości oglądania podobnych, tak wartościowych i logicznych historii. I w żadnej mierze ten film nie jest chaotyczny. Jest jak najbardziej uporządkowany, bardzo dokładnie zaplanowany oraz pomyślany w najdrobniejszych szczegółach. A skoro tak jest, to dlaczego ta cała krucjata przeciwko reżyserowi? Jaka jest jego wina? Skąd ta sroga kara wrogiej nieprzychylności, jaka na niego spadła? - bo już niemal wszyscy mają do niego jakieś pretensje. I o co? O to, że zabrał głos w sprawie tak ważkiej dla nas wszystkich Polaków, a nawet i dla wielu innych narodów? Za to, że nie boi się przeciwstawić kłamstwu? Za to, że w ogóle ośmielił się myśleć, wyrazić swoje zdanie i nie zgodzić się z kompromitującymi oficjalnymi orzeczeniami komisji (nie)rządowej? Tak, to święta prawda - Prawda w oczy kole. A jak uderzy się w stół, to nożyce zaraz się odezwą.

Nawet sam Duch Święty potwierdza przeprowadzenie zamachu na samolot prezydencki. Dodaje również, że dokonali go ci, co najwięcej na tym skorzystali. Nic dodać nic ująć. I jak nas zapewnia, Świat Duchowy nie miał z tym nic wspólnego, ponieważ Duch Święty wiele razy powtarza i przy każdej okazji nam przypomina, że On do polityki się nie miesza, bo jej nie lubi. On jedynie zapowiada i nas zapewnia, że łeb i tej bestii wkrótce zostanie odcięty. A skoro tak, to bierzemy z Niego przykład i do polityki się nie wtrącamy.

Tak samo myśli i reżyser filmu, Pan Antoni Krauze - To nie jest polityka - to niechęć do kłamstwa (...) Żyję w wolnej Polsce i nie mam ochoty uczestniczyć w kłamstwach, a to jest tego typu sprawa, w której nikt nie może być obojętny.

I nie jesteśmy obojętni, ale też nie mamy się czym martwić, bo wszystko i tak jest dobrze, i będzie dobrze. Nie oznacza to oczywiście, że nie mamy myśleć. A myśleć, według Duchowego Opiekuna Ziemi Enki oznacza zmienić swoje postępowanie. Nie podążać utartym szlakiem bezmyślności, suchym i wyjałowionym korytem materialnych zależności i zniewolenia. Trzeba myśleć w inny sposób, trzeba otworzyć umysł - zmienić swoje postępowanie, odważyć się na uczynienie czegoś nowego w swoim życiu, ale zawsze uczciwego, prawdziwego. Tak, to jest bardzo trudne. Trudne, ale możliwe i wykonalne A skoro możliwe, więc wymaga też i odwagi, a do odważnych świat należy.

Tylko że zanim zdobędziemy ten świat, żeby go zmienić i uczynić o niebo lepszym, wymaga się od nas zrozumienia wielu spraw, dostrzeżenia różnych rzeczy oraz właściwego postępowania. „Zrobiliśmy to dla Was”. Takie słowa w czasie snu, jaki miał piszący te słowa wypowiedział ksiądz Adam Pilch. (Jak dobrze wiemy, jedna z ofiar katastrofy smoleńskiej). Proboszcza byłej parafii dane mi było ujrzeć we śnie, wkrótce po tym tragicznym wydarzeniu. Ubrany był jakby w mundur ułański, ale bez czapki. Górna część stroju, kurtka do pasa była czerwona ze złotymi wykończeniami. Spodnie zaś były białe. Adam znajdował jakby na otwartej, białej przestrzeni. Widziałem go z bliska. Jego twarz była wyraźnie widoczna.

Długo się zastanawialiśmy nad tymi słowami - „Zrobiliśmy to dla was”… - czyli złożyli świętą ofiarę swojego życia. Jednak żadna ofiara życia nie jest daremną. Każda jest tak bezcenną. A skoro do niej doszło, to znaczy, że wszystkim nam powinna dać coś niezwykle wartościowego. Dla wszystkich nas powinna być, można powiedzieć, zbawienna, bo nie chodzi o to, żeby bezmyślnie dać się wepchnąć na drogę walki, przemocy, lecz cała sztuka polega na ukazaniu nam czegoś ogromnie ważnego. Polega na ukazaniu Prawdy! A Prawda to wyzwolenie!

Tak, ukazanie Prawdy, ponieważ to właśnie takim duszom, które jeszcze w Świecie Ducha postanowiły o swoim ziemskim życiu i postanowiły jak to życie zostanie zakończone zawdzięczamy to, że dowiadujemy się często Prawdy o tej rzeczywistości, w jakiej obecnie przyszło nam żyć i w jakiej się znajdujemy. Dlatego właśnie w wyniku różnych tragedii mamy ofiary żywiołów naturalnych, kataklizmów, wojen, czy właśnie tego rodzaju zbrodni, zdrady, bo gdyby nie one, gdyby nie tragiczny los tych wszystkich dusz, to skąd byśmy wiedzieli o niektórych znakach naszych czasów, czasów ostatecznych? Jak byśmy dostrzegli zło, które nas zewsząd otacza? Skąd byśmy wiedzieli o nieprawościach, jakie wciąż się zadaje? A tak, dzięki nim dochodzi do uwidocznienia tego całego zamętu i tych wszystkich niewłaściwych rzeczy, jakie teraz mają miejsce i stale się nasilają. Dochodzi do ich ujawnienia, ukazania ich w pełnym świetle takimi, jakimi one są naprawdę, żeby już nikt nie miał co do tego żadnych złudzeń, żadnych wątpliwości. Zatem dla tej przyczyny dusze te zdecydowały się dać takie a nie inne świadectwo, by ukazać to co się dzieje, ukazać taki stan rzeczy. A czynią to właśnie dla nas, by otworzyć nam oczy i uświadomić bardzo, bardzo ważne sprawy.

I dopiero po takich przemyśleniach, po takich wnioskach dane mi było zrozumieć następny sen, który bardzo mnie zaskoczył. A przyśnił mi się wkrótce po tym pierwszym. Tym razem Adam był ubrany w swoją charakterystyczną ciemną jesionkę i czapkę z daszkiem. Stał przy jakiejś szafce. Był wyraźnie zaskoczony, niejako zmieszany, że ktoś go zobaczył.

A co najważniejsze, to nie ulegało wątpliwości, że znajduje się wśród żywych! Jak to? Zginął w wypadku a teraz żyje? Co to znaczy? Odpowiedzi na te pytania przyniosły następne wiadomości, jakie można było znaleźć w Internecie, w przeciwieństwie do tych oficjalnych a często tak nachalnie wpychanych nam do głów. Okazało się, że były osoby, które przeżyły katastrofę samolotu, a jedną z nich był ksiądz Adam Pilch! Mało tego, to właśnie on wysłał wiadomość ze swojego telefonu przenośnego do księdza Mieczysława Cieślara, o treści: „Żyjemy”, który po Adamie przejął tymczasowo również obowiązki proboszcza jego parafii.

Jednak radość z tego powodu nie trwała długo, gdyż została brutalnie przerwana nadejściem następnych tragicznych wieści o śmierci wszystkich pasażerów samolotu prezydenckiego wraz z jego całą załogą, a także o nagłym zejściu księdza Mieczysława. Moja żona i ja dowiedzieliśmy się o tym od znajomej mieszkającej za granicą, a która wcześniej również należała do tej samej parafii i wiedziała o tej wiadomości przesłanej przez Adama, dlatego śmierć drugiego księdza od razu stała się mocno podejrzana. 

Źródła oficjalne (dezinformacji i bajdurzenia) powiadamiały, iż ks. bp Mieczysław Jerzy Cieślar „zginął w wypadku samochodowym”… Stało się to w nocy z 18 na 19 kwietnia 2010. Doszło do zderzenia czołowego z jakimś samochodem osobowym, którego kierowca był nietrzeźwy. (Stało się to w Przecławiu). A w dodatku jakby na ironię losu ksiądz biskup, zastępca Biskupa Kościoła Luterańskiego w Polsce, jechał z Warszawy - jak podaje Wikipedia - „w której współprowadził luterańską część uroczystości żałobnych ku czci ofiar katastrofy lotniczej w Smoleńsku”…

Kierowca zaś, który swoim samochodem uderzył w samochód księdza, dopiero w październiku stanął przed sądem za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Nigdy nie został za to skazany. (Czyżby jakiś funkcjonariusz służb specjalnych?).

I niestety, to wcale nie koniec z wieloma ofiarami tego zakłamania. Można łatwo się doszukać tych wszystkich przypadków, kiedy różne osoby „popełniły samobójstwa”, „uległy wypadkom” lub zostały zamordowane „tylko” z tego powodu, że przeciwstawiały się temu systemowi, nie zgadzały się na taki stan rzeczy, a przede wszystkim znały Prawdę. I nie tylko w Polsce tak się dzieje. Ludzie giną, są mordowani na całym świecie. To są właśnie ci, co dla prześladowczej racji stanu i według tego systemu wszelkiego ucisku są dla niego niebezpieczni, niewygodni albo zbyt odważni.

Na zdjęciach poniżej tylko niektóre z tych osób: Mohandas Karamchand Gandhi, Karol Wojtyła, Jerzy Popiełuszko, Mieczysław Cieślar, Tadeusz Jordan Rozwadowski, Marek Papała, Sławomir Petelicki, Andrzej Lepper, Abraham Lincoln, Martin Luther King, John Fitzgerald Kennedy, John Lennon.
(Żadną miarą nie chodzi tutaj o porównywanie wielkości czy zasług każdej z tych osób, lecz o uzmysłowienie, jak bardzo ten system obawia się wybitnych postaci działających w różnych dziedzinach życia).

Obecność naszego Papieża w tym gronie może zaskakiwać, lecz niestety i on został zgładzony. Po przeżyciu bezpośredniego zamachu na swoje życie (zresztą przygotowanego przez Watykan), był systematycznie uśmiercany trucizną, jak wyjawił nam Duch Święty dodawaną do pożywienia.

A jeśli chodzi o samych tragicznie zmarłych w wyniku kwietniowego zamachu nad Smoleńskiem, to Duch Święty zdradza następną tajemnicę. Powiedział, że lista pasażerów tego pamiętnego lotu była długo i starannie układana. Dokładnie dobierano osoby, jakie się miały znaleźć na pokładzie tego rządowego samolotu. To nie był żaden przypadek, że podróżowało nim dwóch Prezydentów Polski, trzech kandydatów na ten urząd, że w samolocie było wiele wybitnych postaci życia kulturalnego i społecznego, jak również kilku tak kluczowych dowódców Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej. Uderzono w najwyższą władzę Państwa Polskiego, dokonano mordu na najważniejszych osobach w kraju.

Wracając do filmu, to można go krótko scharakteryzować:

Historia rzetelnie i godnie ukazana.
Film nie atakuje, nie oskarża ani obraża.
W filmie padają bardzo ciekawe a proste pytania.
Obraz ten skłania do zastanowienia i rozsądnego myślenia.
Ukazuje również mechanizm ohydnego kłamstwa i podłej manipulacji.

Oczywiście, film zawiera bardzo dużo niezwykle poważnych myśli i przekazuje nadzwyczaj ważne treści. Jedną z nich jest wypowiedź Pani Generałowej. Nie pamiętam już każdego słowa, ale zdanie przez nią wypowiedziane było w takim istotnym znaczeniu: „Polski rząd powinien bronić dobrego imienia swoich żołnierzy”. No tak, polski rząd z całą pewnością byłby w stanie to czynić, jak również potrafiłby uczynić dużo, dużo innych dobrych rzeczy. A co najważniejsze polski rząd nie podniósłby ręki na swój naród, nie krzywdziłby go ani nie prześladował na każdym kroku żadnymi podatkami, ZUS-em, przymusowymi szczepieniami i wieloma, wieloma innymi tego rodzaju mechanizmami zniewolenia, terroru i okradania. Okradania zarówno z dóbr materialnych, jak i z tych wyższych, duchowych.

To, że nasi rządzący mówią po polsku, że mają polsko brzmiące nazwiska (nadane lub zmyślone jak przezwiska) wcale nie oznacza, że są Polakami. Prawdziwi Polacy nie dokonaliby takiej zbrodni na swoich Rodakach, ani nie podnieśliby ręki na głowę swojego państwa. Prawdziwi Polacy mieliby rząd prawowity i samowładny, a nie taki, jaki się później wyłonił, żerując na tej zbrodni, zbrodni przeciwko swojemu narodowi.

I niestety, tych zbrodni na Polskim Narodzie w naszej powojennej historii było przecież tak wiele. 45, 56, 68, 70, 76, 81. No tak, przecież dzisiaj mamy następną rocznicę - już trzydziestą piątą wprowadzenia stanu wojennego.

Tak, widać wyraźnie, że prześladowań i zbrodni nam nie żałowano. A w związku z tym jest następna poważna kwestia. Mianowicie, wiedząc o kłamstwie smoleńskim i w ogóle wiedząc kto wrogiem, kto działa na naszą szkodę, to można się poważnie zastanawiać, co mamy z tym wszystkim zrobić? Jak mamy się teraz zachować? Jak w ogóle postąpić z tą wiedzą, jaką nam dano? Mamy ruszyć do walki? Mamy zbrojnie, siłą zaprowadzić ład, zrobić z tym wszystkim porządek? Mamy wywołać jakąś następną wojnę czy rewolucję?

Nie, nic z tych rzeczy! Mieliśmy już tyle demonstracji, protestów, strajków, walki, wojen, a i tak wszystko na marne, bo ciągle nie mamy wolności, więc nadal jest jak było i nic się nie zmieniło. Wobec tego nie musimy niczego, ale dosłownie niczego nie musimy więcej robić, ponieważ właśnie uczyniliśmy coś nadzwyczajnego, coś niebywałego, najbardziej potrzebnego i użytecznego. Dokonaliśmy takiej rzeczy, jakiej ci oprawcy, prześladowcy panicznie się boją. Dokonaliśmy takiej rzeczy, przed którą ci mordercy w popłochu uciekają! Dzięki temu już sprowadziliśmy na nich klęskę, a sami przyoblekliśmy się w szaty zwycięstwa i godności.

A co jest tym tajemniczym i potężnym czynem jakiego dokonaliśmy? Tym czynem jest nasza wiedza, jaką posiadamy o tym zamachu i w ogóle nasza świadomość tych czasów. Tym czynem jest nasze poznanie samego fałszu i zakłamania, jakie doprowadziły do tej i wielu innych zbrodni w naszej historii - tej najnowszej jak i tej odległej. Ten czyn to umiejętność ujrzenia Prawdy. Ten czyn to nasze myśli w niej się znajdujące. To umiejętność zdemaskowania pozorów i właściwe zrozumienie tego, co na tym świecie właśnie się dokonuje, co się na nim teraz rozgrywa i o co w tym wszystkim chodzi. Ten piękny czyn to mieć oczy i widzieć, ten piękny czyn to mieć uszy i słyszeć, a także - jak Duch Święty często nam mówi - ten piękny czyn to mieć umysł i myśleć.

I to wszystko! A to tak wiele, chociaż mogło by się wydawać, że tak mało. Jednak wcale nie, ponieważ ci mordercy dążą do ukrycia Prawdy, żeby tylko nie wyszła na jaw. To oni dążą za wszelką cenę do utrzymywania nas w niewiedzy, głupocie, wojnach, chorobach, biedzie, czyli inaczej mówiąc w materialnej pułapce prymitywnego, niskiego bytowania (Matrix), ponieważ w żadnym razie życiem nazwać tego nie można. Tak, niestety, wszyscy wielcy tego świata dążą do jednego - w pełni panować, górować nad bezmyślnymi stadami owiec i baranów, które w każdej chwili dadzą się zaprowadzić na rzeź.

I w sumie najczęściej tak się właśnie dzieje, ale z tą różnicą, że z każdym dniem jest im coraz trudniej nas oszukiwać i nami manipulować. Z każdym dniem jest im coraz trudniej utrzymywać kłamstwo i karmić nas nim jak jakieś niemowlaki niestrawną papką, powodującą nieżyt szarych komórek, wyjaławiającą umysł, doprowadzającą do zaniku zdrowego rozsądku i powodującą brak samodzielnego myślenia.

No bo takich właśnie bezmózgowców, bez-moralnych, bez-wiernych, to oni w sumie najbardziej sobie cenią. Bezmyślnych, bezwolnych, beznadziejnych, bezbronnych, bezsilnych, zagubionych, przestraszonych, pozbawionych wiary, ufności, nadziei i prawdziwej miłości. Takich sobie hodują w tym materialnym folwarku trzecio-wymiarowym i tylko takich chcą sobie nadal hodować, by później mieć posłuszne a uniżone sługi na każde swoje żądanie.

Jednak zapominają o czymś niezwykle istotnym. Chcieć to oni sobie mogą, bo coraz więcej tych otumanionych owieczek i baranów ucieka im całymi stadami, bo nagle potrafią przejrzeć na oczy. A piszący te słowa był takim (lecz na całe szczęście już nie jest) zbetoniałym baranem, jakiego świat nie widział. I wcale to nie jego zasługa, że szczęśliwie już nim nie jest, ale dane mu było poznanie, dzięki któremu wyrwano go z głębokiego snu, z głębokiego marazmu umysłu i takiej ciemnoty, jakiej całe średniowiecze jeszcze nie miało.

(Nie będziemy się tutaj o tym rozpisywać, bo to oddzielne zagadnienie, że do tej ciemnoty swoją rękę przykładają też religie - sztuczny, fałszywy twór bytów, istot z innego wymiaru, które między innymi dzięki temu utrzymują to całe wstecznictwo, intelektualną śpiączkę na Ziemi.)

Jednak pomimo sprzysiężenia przeciwko nam sił niskich, mrocznych i wrogich, jakie już do końca chcą nas pozbawić zdolności samodzielnego myślenia, człowieczeństwa, uczuć i wiary, to w obliczu tej tragedii smoleńskiej, w obliczu tego zakłamania pojawia się wyjątkowa powaga, wzniosła zaduma. A te myśli, ten żal i tęsknota sprawiły coś wyjątkowego. Sprawiły, że w poczuciu tego nieszczęścia, jakie w większym lub mniejszym stopniu dotknęły nas wszystkich, i w obliczu ogólnej, narodowej żałoby, smutku - wszyscy staliśmy się sobie bliżsi. W niewidzialny sposób zostaliśmy połączeni więzią mocnej solidarności, jedności. Może nikt nie zwraca na to uwagi, ale wbrew pozorom, wbrew wszelkim podziałom ta następna tragedia narodowa ponownie zbliżyła nas do siebie o następny krok. Może to mały krok dla człowieka w jego relacjach międzyludzkich, ale za to wielki krok w zacieśnianiu więzi z Panem Bogiem. Tylko ogromna szkoda, że najczęściej przychodzimy do Niego, do naszego Ojca Niebieskiego Jahwe z powodu nieszczęścia, trwogi. Oby w końcu udało nam się to zmienić.

Jednak pomimo tego zawsze możemy liczyć na Jego pomoc. Również i teraz, ponieważ jedynie dzięki niej na całe szczęście nie jest aż tak źle. W dalszym ciągu światłość pokonuje ciemności. W dalszym ciągu ten świat walczy o swoją nadzieję i stara się poprawić, być lepszym. W dalszym ciągu ludzie odważni, ludzie mądrzy, zgodni i uczciwi są na tym świecie, poprzez których Prawda jest w stanie przeciwstawić się wszelkiemu zniewoleniu. I żadne siły zła, żadne tajne organizacje sprzysiężone z ciemnymi mocami nie są w stanie usunąć ani jej, ani innych wyższych wartości z naszego życia. Prawda cały czas nas jednoczy, wzmacnia i umieszcza po właściwej stronie istnienia. Dzięki temu cały czas jesteśmy:

Po stronie Życia a nie śmierci.
Po stronie Światłości a nie ciemności.
Po stronie Mocy z Wysokości a nie słabości z nicości.
Po stronie Tego co Dobre i Właściwe, a nie tego co złe i fałszywe.
Po stronie Zrozumienia i Poznania, a nie kłamstwa, ciemnoty oraz zacofania.

I całe szczęście, że tak jest, ponieważ trwa w najlepsze to, co nieuniknione, a stać się musi, bo tak od dawna zostało postanowione i zapowiedziane.

Nieprzerwane trwa oddzielanie plew od ziaren, kozłów od owiec. A zwieńczeniem tego będzie koniec Wielkiej Nierządnicy, Wielkiego Babilonu. Bestia jeszcze ryczy resztką sił i rzuca do walki ostatnie niedorzeczności tego świata, jakimi do końca chce nas zdławić, zniewolić, zapanować nad nami.

Zło musi dojrzeć i w pełni ukazać swe na wskroś zakłamane, zepsute i ohydne oblicze, żeby potem mogło być całe usunięte, w pień wycięte i wyrwane z korzeniami. Tylko tak można oczyścić Ziemię, żeby nie pozostał na niej nawet najmniejszy ślad zła. Dlatego jeszcze ono się nasila, potęguje. Wydaje mu się, że zwycięża. Niby jest takie cwane, bystre, bo w swoim odczuciu staje się coraz mocniejsze, to jednak wcale tak nie jest. Bardzo się myli. Z każdą chwilą jest coraz słabsze i chyli się ku nieodwołalnemu upadkowi. Jego ostateczny koniec jest już bliski, bardzo bliski.

Użycie siły, uciekanie się do przemocy przez system, chcący za wszelką cenę utrzymać swoje panowanie świadczy o słabości, strachu i rychłym, niechlubnym jego końcu.

Ich czas nieubłaganie się kończy. Wielka Nierządnica chyli się do nieuniknionego upadku, co stanie się z wielkim hukiem. Mieli swój czas, mieli swoje panowanie, otrzymali swoją szansę poprawnego, pożytecznego bytowania lecz ją zaprzepaścili, zmarnowali, a nawet zbezcześcili swoim plugawym postępowaniem. Na nic teraz ich płacz i zgrzytanie zębów. Na nic teraz ich rozpacz - bardziej lub mniej szczera, czy też rozpaczliwa chęć poprawy. Rychło  w czas… Czas głupców zbliża się do końca i wkrótce wszyscy oni sobie stąd pójdą i to raz na zawsze.

Teraz tylko do siebie mogą mieć pretensje, że okazali się takimi głupcami i dali się zwieść swoim niskim, prymitywnym żądzom, że owładnął nimi obłęd władania, górowania nad innymi, podsycany w dodatku nienawiścią, zapalczywością, wściekłością, ego, a przede wszystkim jadem obrażania i wyśmiewania wszystkich i wszystkiego. A skoro tak postępowali, to w takim razie otrzymają swoją zapłatę i nagrodę. Otrzymają w dwójnasób to, czym sami się uczynili i kim być się okazali. Nikt nad nimi sądu sprawować nie będzie, bo takowy sami na siebie już dawno wydali. A teraz sprawiedliwości stanie się zadość, gdyż Los Ostateczny na nich spadnie. Nam zaś przeznaczone jest Życie, Wolność, Szczęście i Dobro. Amen.