Ciągle nas zastanawia,
jak to rządzący bardzo sprytnie potrafią zjednać sobie rzesze ludzi. Wystarczą
do tego zaledwie pieniądze. A jest to mechanizm nad wyraz perfidny i podły.
Możni tego świata gromadzą bogactwa, mają góry złota, a większości ludziom na
Ziemi wydzielają racje głodowe. Oprócz tego ciągle dbają o sam głód, żeby
przypadkiem się nie skończył, tak jak i samo ubóstwo. (U-bóstwo naszych czasów).
Na świecie głoduje już ponad osiemset milionów ludzi! To prawie jedna siódma
wszystkich Ziemian! Straszą więc tym głodem i biedą wszystkich, żeby tylko ze
wszystkich sił pracowali i zarabiali pieniądze. Wpajają przy tym ludzkości, jak
to jedynie mamona zapewni jej dostatnie i bezpieczne życie. i nie ma się co dziwić,
gdyż wielu ludzi daje się na to złapać. Nie tylko dlatego, że „taki jest ten
świat”, lecz może głównie z powodu słabości, braku charakteru i hartu ducha,
braku wiary. Idziemy na łatwiznę schodząc na równą i szeroką drogę, kierowani
strachem, niepewnością, brakiem zaufania do Źródła Życia. Poddajemy się temu co
materialne, widoczne, zapominając o wiecznych, nieprzemijających wartościach
duchowych.
.
Wolimy słuchać ludzi
zamiast kierować się odwiecznymi Prawdami. W sercu mamy Boski Pierwiastek,
Cząstkę Najpotężniejszej Energii, a postępujemy tak, jak byśmy serca w ogóle
nie mieli. Za życia umieramy i jesteśmy chodzącymi trupami. Trupami bezwolnymi,
ponieważ zawsze do usług możnych tego świata. Co tylko chcą to z nami robią. I mało
tego. Sprzedają nam takie głupoty, tak nas okłamują i mamią na każdym kroku, a
my zapatrzeni w nich wierzymy im i słuchamy ich na każdym kroku, wcale nie
zdając sobie sprawy z ich ciągłego działania przeciwko nam. Zamiast kierować
się rozumem, kierujemy się brzuchem i myślimy tylko, jak go stale zapełniać.
Mniejsza o to czym, byle był wypchany. I wiemy tyle ile zjemy, a właściwie co
zjemy. (Byle co jemy i niewiele rozumiemy). Spożywamy głównie telewizyjną papkę
starannie przyrządzoną dla nic nie rozumiejących gapiów. No, chyba że udajemy,
że nic nie rozumiemy, bo boimy się przyznać przed samą i samym sobą, że jednak
z tym wszystkim się nie zgadzamy, lecz dla „świętego spokoju” udajemy, że nic
takiego się nie dzieje. A zatem tak jak oni nas, tak i siebie okłamujemy w najlepsze.
Wszyscy okłamują
wszystkich, więc mamy jedno wielkie kłamstwo, w jakim przyszło nam żyć. Oto
nasz świat ułudy, świat nieprawdziwy, bo przecież kłamstwo nie jest prawdziwe,
więc jego świat jest tylko pozorny, jest to świat zbudowany na czymś, czego nie
ma, lecz w tej nicości utrzymuje wszystkie te i wszystkich tych, co same i sami
się na to zgadzają. A wystarczy tak bardzo niewiele, żeby wyrwać się z tego
lenistwa, marazmu, uśpienia, umysłowego kalectwa. Jednym słowem Matrix trwa w najlepsze
dzięki nieświadomości, bezmyślności, dzięki braku zrozumienia.
Jak to powiedział Erazm z
Rotterdamu? Chyba coś w tym rodzaju - „całe zło bierze się z niewiedzy”. A
jeśli tak właśnie jest, to teraz sprawa jest jasna, dlaczego możnym tego świata
zależy jedynie na ogłupianiu całych stad owieczek. Im większa głupot tym lepiej
dla nich, więc i sami w dalszym ciągu nie zaprzestają swych knowań. Już lepiej
nie pisać, jakie one są. W każdym razie powtarza się pewien schemat. Tak jak
zauważyła moja umiłowana małżonka, po jakimś zagranicznym wyjeździe dany
polityk natychmiast udaje się do swojego zwierzchnika, żeby omówić z nim wynik
swoich wojaży lub coś uzgodnić w kwestii bieżących spraw państwowych.
W związku z tym pierwszą
rzeczą, jaką po długiej nieobecności zrobił prezes Kaczyński, to od razu
poleciał do prezydenta, niby to rozmawiać o naprawie polskiego wymiary
sprawiedliwości. Tylko nie wiadomo dlaczego, ale nabraliśmy pewnych podejrzeń.
Prezes zniknął z życia publicznego na kilka tygodni, zupełnie wybył. Tak, jakby
wyjechał w podróż służbową. Czyżby możni tego świata nagle go wezwali? Później
niespodziewanie się pojawia w wiadomościach telewizyjnych i od razu szybko
spotyka się z prezydentem. A wyglądało to raczej jak przekazanie bardzo pilnych
masońskich, umarlackich wytycznych. No bo ile można gadać i jak długo można
powtarzać, że jeden z drugim jest za zmianami w sądach i obaj potwierdzają ich
konieczność… Całe dwie i pół godziny w kółko to samo? Dziwna sprawa. A potem
prezes wzywa swoich partyjniaków, chcąc uzgodnić „strategię działań”.
Przypomina to jakieś
bandyckie konszachty - rozmowy w cztery oczy, bez świadków i nic na piśmie.
Nawet przez telefon ze sobą o tym nie gadają. Pilnują się i to bardzo. Tak, to
są tylko przypuszczenia i nie mamy na to żadnych dowodów, że ich rozmowa
dotyczyła czegoś zupełnie innego niż sądownictwa. I nie mamy zamiaru nawet
próbować udowadniać czegokolwiek, ale tak w ogóle, to kojarząc tylko fakty i
przyglądając się temu, do czego obecnie zmierza (nie)rząd w Polsce, to można
odnieść pewne niekorzystne wrażenie i zacząć coś podejrzewać. I nie trzeba wszystkiego
widzieć żeby wiedzieć. Można w lot chwytać wiele rzeczy dzięki telepatii oraz intuicji.
Następna sprawa. Kilka
dni wcześniej minister finansów przebywał w UStanach. (Odwiedził kowbojów,
czyli krowich pastuchów - krowopasów, albo też kazali mu przyjechać). Później - z tym swoim
podejrzanym krzywym uśmieszkiem - zawiadamiał z dumą o wejściu na polski rynek
finansowego molocha, jakim jest JP Morgan. Czy rzeczywiście o tym właśnie tam
rozmawiał i uzgadniał warunki, na jakich miałoby to nastąpić? Czy to raczej oni
sami o tym postanowili i nie było potrzeby wcale o tym rozmawiać? Mafia banków
rządzi światem, więc to oni narzucają innym swoje bezprawie. Strzelają tylko
pustymi słowami tak jak ich rząd broni „demokracji”. A skoro tak, to powodem
spotkania musiało być coś jeszcze i minister nie miał tam nic do gadania.
Jednak pospólstwu trzeba
sprzedać jakąś bajeczkę i zamydlić oczy. Dobra zasłona dymna nie jest zła.
Każdy krok ku całkowitemu zniewoleniu ludzkości zawsze można ubrać w ładne
szmatki. I dlatego również i tę zdradę przedstawia się jako coś bardzo
korzystnego dla ludzi. Skoro rząd daje pieniążki (a właściwe jakieś ochłapy,
ponieważ to każdy człowiek swoją ciężką pracą przysparza bogactw, ale głównie
możnym tego świata), no to musi być to dobry rząd. A zdobywając sobie zaufanie
- w ten czy w inny sposób - dalej robi swoje i nie przestaje działać na naszą
szkodę.
I tak oto, minister
Morawiecki wpuszcza następnego bankowego złodzieja do Polski, JP MorganChase,
albo raczej sam tutaj włazi. (W języku angielskim „chase” oznacza pogoń, polowanie,
pościg. No to nieźle się zapowiada). A usprawiedliwia to pozyskaniem wielu
nowych miejsc pracy. No to nic się nie zmieniło, ponieważ on gada takie same
głupoty, jak przed laty minister Balcerowicz, kiedy to ponad miarę, a zwłaszcza
wbrew zdrowemu rozsądkowi wszystko „prywatyzowano”, czyli okradano i rozwalano
polski przemysł, czyniąc z naszego kraju trzeci rynek - rynek zbytu dla innych
gospodarek, a ludzi zmuszano do opuszczenia kraju w poszukiwaniu pracy,
doprowadzając w wielu przypadkach do rozpadu ich rodzin.
Zresztą takiemu rozpadowi
uległo wiele pożytecznych kierunków naszego ludzkiego rozwoju. Tym najważniejszym
jest oczywiście rozwój duchowy, lecz trzeba pamiętać też o takiej gałęzi
przemysłu, jaką jest choćby wytwarzanie pojazdów elektrycznych. Już w latach
osiemdziesiątych wydawało się, że w końcu coś się z tym ruszy, a to za sprawą uruchomionej
produkcji jednego samochodu elektrycznego. Niestety, wkrótce po rozpoczęciu
produkcji została ona przerwana, a sprzedane pojazdy szybko zostały odkupione
od prywatnych właścicieli przez samą fabrykę.
I tak przez całe
dziesięciolecia nic się nie zmieniło. Pełny dozór każdego rodzaju produkcji. Na
przykład przejęcie polskiego producenta żarówek o nazwie „Polam”. („Polam - i
wszysko jasne”.) Zamiast niego mamy teraz Philipsa - głównie produkcja żarówek
energooszczędnych, ale już nie oszczędzających nasze zdrowie. Oczywiście takich
przykładów jest bez liku, ponieważ na co dzień doświadczamy kładzenia łapy
obcego kapitału i obcej władzy na wielu gałęziach produkcji i życia społecznego.
Pamiętam też, jak
najbardziej znany w Polsce producent wyrobów czekoladowych Wedel został bezwzględnie
zniszczony. Właściciele dostali propozycje nie do odrzucenia. Zapłacono im za
prawo używania ich nazwy. A wkrótce potem czekolada Wedla, czy na przykład
ptasie mleczko nie nadawało się już do jedzenia, pomijając już sam fakt utraty
przychodów przez rodzimego wytwórcę.
Mamy więc obce środki
masowego przekazu, skupione w jednym ręku, różne korporacje finansowe,
przemysłowe i wiele innych, z władzą UE na czele i sojuszniczymi (wrogimi) wojskami,
„strzegącymi” naszego „bezpieczeństwa narodowego” - jak twierdzą „nasi” politycy.
I tak jak w latach
dziewięćdziesiątych, w czasach reform ministra Balcerowicza mówiono o „pozyskiwaniu”
nowych technologii, to tak samo i teraz mydli się ludziom oczy, bo kilkuset
pracowników znajdzie zatrudnienie w jakimś tam banku JPMorganChase. A to, że
taki finansowy moloch będzie wyprowadzał zyski z naszego kraju, nie będzie
płacił podatków i nie będzie wspierał polskiego przemysłu, ani nie przyczyni
się do ogólnego wzrostu naszego kraju, gdyż jako obcemu kapitałowi nie będzie
mu się opłacać wspierać konkurencyjną gospodarkę, przyznając na jej rozwój
choćby pożyczki inwestycyjne, więc będzie wstrzymywać postęp w wielu dziedzinach
- to o tym rzecz jasna minister MM nie raczył już wspomnieć.
A jego następnym „błyskotliwym”
pomysłem jest uczynienie z całej Polski specjalnej strefy ekonomicznej, w celu
przyciągnięcia jeszcze większych inwestycji - konkurencji dla rodzimych
przedsiębiorstw. To znaczy, że bez względu na miejsce, każda nowa zagraniczna
fabryka w Polsce będzie mieć ulgi. Ile więc stracą na tym ludzie, ile straci na
tym skarb państwa? I to ma być wspieranie odradzającego się polskiego
przemysłu?
Tymczasem MM nawet ani
jednym słowem się nie zająknął, tak gładko przeszły mu przez gardło te
wszystkie kłamliwe i słodkie słówka, jakoby to z tego powodu kopnął nas wielki
zaszczyt. Ciekawe ile wartościowych, rewolucyjnych i pożytecznych pomysłów
wykopie ten kapitałowy moloch, nie przeznaczając na nie „swoich” (skradzionych)
pieniędzy, tak jak przed laty John Pierpont Morgan wstrzymał wypłatę swoich pieniędzy
na wdrożenie największego wynalazku w dziejach ludzkości i dla całej ludzkości,
czyli odkrycia dokonanego przez największego naukowca na Ziemi w naszych
czasach, jakim jest Nikola Tesla. Chodzi oczywiście o wybudowanie wież pozwalających
na przesyłanie wolnej energii na duże odległości. Taki „nieistotny drobiazg”.
Tak, „drobiazg”, gdyż
wskutek tego ludzkość została zmuszona do poszukiwania innych, jakżeż
szkodliwych, śmiercionośnych i trujących technologii, wykorzystujących w sposób
rabunkowy naturalne surowce Ziemi. Rozwinął się wtedy przemysł wydobywczy i
rozpleniła się ta cała zaraza brudnej, niszczycielskiej gospodarki. Nowe
kopalnie węgla kamiennego wyrastały jak grzyby po deszczu. Ogromnie wzrastało
wydobycie ropy naftowej, aż w końcu stało się to co najgorsze - wykluła się potworna
energia jądrowa - prawdziwa zmora naszych czasów.
I nie chodzi tu jedynie o
bomby jądrowe, lecz i o takowe elektrownie. Każda z nich stanowi olbrzymie zagrożenie
dla życia na Ziemi. Lepiej nie myśleć co by było, gdyby się zaczęły rozpadać, sypać
jedna po drugiej. Wtedy to nawet żadna Korea Północna z tymi jej rakietkami nie
będzie już potrzebna do urządzenia nam atomowej zagłady. Nie mamy się jednak
czego obawiać. Jeśli już miałoby dojść do czegoś podobnego, to tylko na tyle,
na ile pozwoli Świat Duchowy w ramach Oczyszczania. Oczyszczane Ziemi jest
nieuniknione i trwa w najlepsze. A jak dalej będzie przebiegać, to oczywiście
tego nie wiemy. Wiemy jedynie, że jeszcze się zwiększy.