czwartek, 8 października 2020

Wpis 94. Dlaczego dam się zaszczepić na covid-19

Obrazki zostały pobrane z następujących stron internetowych:http://rafalszwedowicz.blogspot.com/2012/01/prorok-to-usta-boga.html https://ec.aciprensa.com/wiki/Profetas  https://sites.google.com/site/silvioramirezb/5-el-saltoral/julio/21-san-daniel


A zaszczepić się pójdę nie tylko sam, lecz razem z moją małżonką oraz z dwoma synami, jakimi w Swej niezmierzonej dobroci Łaskawy Bóg Stworzyciel tak szczodrze raczył nas obdarzyć, moją Olivię i mnie. Czy zatem postradaliśmy zmysły, żeby ulec tej całej covidowej nagonce i pandemicznemu zakłamaniu? Ależ nie, doskonale zdajemy sobie sprawę z tego całego oszustwa rządzących, co w sposób sztuczny oraz przebiegły wymyślili sobie tę całą zarazę dla swoich niskich, nikczemnych celów. Jednak tutaj trzeba bardzo wyraźnie zaznaczyć, iż te wszystkie wydarzenia, jakie właśnie mają miejsce oraz następne, mające wkrótce nastąpić są związane z Oczyszczaniem Ziemi i ludzi. Są to narzędzia, jakimi Siły Boskie posługują się dla zaprowadzenia porządku na Ziemi i całkowitego usunięcia z niej zła.

Tutaj nie będziemy zajmować się szczegółami, jednak pisząc tak ogólnie, to zło wynika z głupoty, niewiedzy, a przede wszystkim ze strachu. W związku z tym wszyscy ludzie, co dali się spętać, usidlić tym niskim Energiom opuszczą ten świat. Jeśli zła ma nie być więcej na tej Cudownej Planecie Ziemia, to jest rzeczą zrozumiałą wyplenienie wszystkich tych, przez których to zło mogłoby znów się pojawić, zaistnieć. Tak więc zabierze ono razem ze sobą wszystkich swoich popleczników, pochłonie swoich wyznawców. Oczyszczanie musi być dokonane w pełni i do końca.

Dlaczego zatem mamy się zaszczepić? Czy to nie przypadkiem jakiś akt rozpaczy, albo może coś w rodzaju samobójstwa? Samobójstwa, to może i tak, lecz w znaczeniu uśmiercenia tych wszystkich złych cech - człowieczych słabości, słabości tego świata. Trzeba się ich wyzbyć i pokonać w sobie. Nie można dać się nimi zawładnąć. To właśnie uśmiercając je w sobie przezwyciężamy się, oczyszczamy a nagrodą jest Życie. To jest prawdziwy bój wiary, wiary w swoje ocalenie i lepsze życie dla wszystkich na Ziemi.

Zastanawiając się nad napisaniem tego wpisu przyszło mi na myśl jak to było z prorokami za czasów Starego Testamentu. Owi mężowie Boży, prawdziwi mocarze wiary, bohaterowie bezgranicznego zawierzenia jedynie na słowo i aż na słowo, jakie do nich dochodziło i było im objawiane - słowo nie zawsze i niekoniecznie od samego Boga Ojca, lecz i od Jego Synów - to na to usłyszane słowo byli w stanie ryzykować, narażać własne życie, żeby tylko je wypełnić i być posłusznymi Niebiańskiej Zwierzchności.

Często się zdarzało, to prawda, że ociągali się z wykonaniem poleceń, lecz ostatecznie przezwyciężali swoje słabości, czy nawet sprzeciw, wykazując się nie lada odwagą. Bo pójść do jakiegoś króla, potężnego władcy i powiedzieć mu w oczy, że postępuje źle, że jest w błędzie i nie ma racji, to naprawdę trzeba mieć w sobie dużo odwagi, niezłomnego ducha, trzeba być silnego ducha.

I tutaj dotykamy sedna sprawy. Prorocy kierowali się duchem, a nie tym co cielesne. Tak jak ze Świata Ducha otrzymywali polecenia, tak dalej szli drogą duchową naznaczoną wartościami duchowymi. Nie poddawali się materialnej ułudzie tymczasowego ocalenia własnej skóry, co ich duchowi szkodę tylko przynieść mogło, lecz w pełni świadomie ciało na szwank wystawiali właśnie dla zachowania życia ducha.

Tak też często bywało. Cierpieli niedostatek, biedę, głód, a czasem wydawało im się, że już stracili życie, trafiając między lwy, albo gdy jeden z nich nie widział dla siebie ratunku, znajdując się „w brzuchu ryby”. Żeby jednak zdać sobie sprawę z ogromnego wysiłki oraz trudu przełamania swoich słabości, to nie wystarczy sobie tylko czytać o pięknych owocach wiary. Zawsze łatwo i przyjemnie patrzeć na innych jak ciężko pracują. Jednak samej i samemu podjąć ten jakże ciężki bój wiary, to co to to już nie. Lepiej niech inni się męczą, bo po co mam się wysilać? Nie chce mi się.

Jest przeważająca rzesza ludzi na Ziemi, jaka dała się zwieść pustym obietnicom trafienia prosto do Nieba, prościutko do Raju. Ludziom tym zdaje się odebrało rozum, ponieważ całą odpowiedzialność za istnienie swego ducha oddali w ręce innych. Tak im we wszystkim zawierzyli, że sami już - jak uważają - nie muszą już nic robić, o nic się martwić, nawet nie muszą choćby kiwnąć palcem dla swego doskonalenia, pracy nad sobą. Po co? I tak trafię do nieba! Przecież kapłani im tak powiedzieli…

Taka „wiara” to właśnie przeciwieństwo prawdziwej wiary. To jest wręcz pogaństwo, gdyż uśmierca własnego ducha. Ludzie nawet już za życia są umarli kierując się dobrami materialnymi, czyli rzeczami przemijającymi, nietrwałymi. Ulegają ułudzie uważając ją za coś rzeczywistego. Za tego życia żyją jak we śnie, a kiedy przebudzą się do prawdziwego istnienia, to wtedy dopiero zdają sobie sprawę z największego błędu swego bytowania na Ziemi.

Zatracili wiarę, sprzeniewierzyli największe dobro swojego życia, zaprzepaścili największy skarb swojego istnienia. Dali się okraść swoim „dobroczyńcom” za zakłamane podarunki, jak małe dzieci kupione za cukierki. Siebie uważają za takich światłych, mądrych, wykształconych, a ten zakłamany system robi z nimi co tylko chce. A w dodatku są ślepi, bo nie potrafią tego nawet dostrzec. A kiedy ten chory system się skończy, to wraz z nim skończeni będą wszyscy jego poplecznicy.

Ale wracając do sedna, (bo trochę mnie poniosło - ta ludzka głupota tak bezkresna jak przestrzeń kosmiczna) to jednym z największych kłamstw katolicyzmu, czy też watykanizmu, jest zmiana znaczenia tego pojęcia, jakim jest właśnie Wiara.

W powszechnym rozumieniu, tym obecnym rozumieniu za wiarę uważa wierzenie w istnienie Pana Boga. Wierzę, że On istnieje, więc na tym koniec, to wszystko.

Tymczasem znaczenie właściwe, prawdziwe znaczenie wiary jest zupełnie inne. Od samego zarania Starego Testamentu wiara oznacza zawierzenie słowu Bożemu. Wiara to wierzyć w to, co Bóg Stworzyciel mówi. Wierzyć, to wierzyć Jemu na słowo. Wiara, to wierzyć Panu Bogu, wierzyć w to, co On nam mówi. Wiara to zawierzenie, to pełna i bezgraniczna ufność, że tak właśnie jest, jak sam Bóg Ojciec mówi.

Wierzyć Bogu Ojcu i POSTĘPOWAĆ ZGODNIE Z JEGO SŁOWEM, a nie wierzyć w Jego istnienie - to jest PRAWDZIWA WIARA! I tak właśnie było z prorokami - na słowo Boga Ojca robili wszystko, co im przekazywał. Wystarczało im Jego Słowo i już Jemu wierzyli, i zgodnie z tym postępowali. I taka w rzeczy samej jest Wiara Żywa, Wiara Prawdziwa.

Bo jak inni ludzie coś nam mówią, to albo w to wierzymy albo nie i w zależności od tego postępujemy, działamy. Z tego wynika, jak ogromny to ma wpływ na całe nasze życie, bezpośrednio je kształtując, gdyż nasze to czyny świadczą o nas, kim tak naprawdę jesteśmy. Bo albo kroczymy drogą kłamstwa, albo Drogą Prawdy. Innej drogi nie ma. Nie można iść częściowo drogą prawdy i kłamstwa. Jeśli wydaje się nam, że jak trochę kłamiemy, to i tak nic nie szkodzi, ponieważ na ogół jesteśmy prawdomówne i prawdomówni, to tak właśnie nie jest. Wyrządzamy sobie wielką krzywdę. „Jak mi to nie szkodzi, to mówię prawdę, a jak nie, to kłamię”. A to pociąga za sobą własne postępowanie, czyli urzeczywistnienie swoich słów, myśli. Kłamstwo to jest coś, co nie istnieje. Postępując według tego, co nie istnieje same i sami skazujemy się na niebyt.

Wiara zaś to więcej niż zamek wzniesiony na granitowej skale. Życie wiarą, budowla oparta na wierze - ta Wartość, jaka zdaje się być tak wątła, ulotna, wręcz jakaś taka nierzeczywista, gdyż oparta „tylko” na nieuznanych przez ten świat prawdach, potrafi okazać największą moc w życiu. A dla usunięcia tych właśnie niepodważalnych prawd świat wymyślił sobie jakieś własne i zupełnie nieuzasadnione rzeczy. Inni zaś nie wiedząc jak są zakłamane, wiodą swe życie podług nich, zatracając się w nich bez pamięci.

Oddawanie się złu dla własnych korzyści jest uśmiercaniem swojego ducha, czyli druga śmierć.

Czy można zatem żyć postępując zgodnie z prawdziwą wiarą? Tak naprawdę, to takie pytanie nie ma racji bytu. Życie wiarą to jest jedyny właściwy kierunek w tej rzeczywistości, jaki zapewnia ocalenie w tych niepewnych, a przede wszystkich ostatecznych czasach. Tak, TO SĄ CZASY OSTATECZNE.

Żeby nie być gołosłownym jeden przykład. W minionym tygodniu otrzymaliśmy niewielką darowiznę. Jednak tych pieniędzy nie mogliśmy wykorzystać od razu, ponieważ bank potrzebował kilku dni na ich zaksięgowanie na koncie. Musieliśmy czekać do poniedziałku. Niby nic, można zaczekać, ale dużo trudniej wtedy, gdy jedzenie się już kończy i nie ma co do garnka włożyć.

Nie mając żadnej fizycznej możliwości sprawdzenia, czy pieniądze są już dostępne, otrzymaliśmy dobrą wiadomość od Istoty Duchowej z zapewnieniem, że już mamy te pieniądze i możemy je spożytkować. W pierwszej chwili pomyślałem, że lepiej się upewnić. W tym celu zamierzałem pójść do pobliskiego sklepu i kupić coś jednego, niedrogiego do jedzenia dla potwierdzenia tej wiadomości. Jednak po chwili przyszło opamiętanie, bo takie zachowanie byłoby obrażeniem tej Istoty Duchowej. Skoro zostało nam przekazane, że pieniądze są, to znaczy, że tak właśnie jest: „mur - beton”. Nie może więc być żadnej wątpliwości.

Powiedziałem o tym mojej jedynej przyjaciółce, mojej umiłowanej małżonce i bez wahania zgodziła się, żebyśmy od razu poszli do większego sklepu i kupili to wszystko, czego potrzebowaliśmy. Tak więc udaliśmy się na zakupy, co nie ukrywam, zrobiłem z trochę ciężkim sercem.

I nie da się ukryć, że gdzieś tam w sercu było trochę tej głupiej niepewności i trochę ślepego lęku, No bo jak napakujemy cały wózek zakupów, a potem przy kasie nie będzie czym zapłacić, no to wstyd na całego. A tu w dodatku jak zobaczą cudzoziemca, to od razu myślą, że bogaty, więc jak bym nie miał czym zapłacić, to nic innego, jak tylko zapaść się pod ziemię.

Z drugiej zaś strony wiara podtrzymywała nas na duchu i pomagała podsuwając myśli, że przecież Istoty Duchowe nie zawodzą, przecież nie pozwolą nam polec, nie pozwolą ponieść tej klęski, upaść skoro wierzymy i zawierzyliśmy na dane nam słowo. Słowo z Wysokości to Moc z Wysokości, a ta jest ponad wszystkie siły ziemskie, ponad moc tego świata.

Wózek pełny zakupów. Podjeżdżamy do kasy. Teraz trzeba płacić. Podaję kartę bankową. Chwila wyczekiwania. Spoglądam na żonę. Tak samo jak ja - kamienna twarz zdradzająca oczekiwanie w napięciu, co będzie. Spoglądam na ekran przy kasie. Wielka ulga. Pojawia się na nim okienko z powiadomieniem o dokonywanej płatności. Od razu mówię żonie: „są!”. W milczeniu kiwa głową. Wielka radość i niewysłowiona wdzięczność przepełniają nasze serca.

I zaraz jedna myśl za drugą: możemy na Was polegać, macie rację, jak mogliśmy wątpić? Kamień z serca i piękna lekcja wiary na przyszłość. Ciekawe, jaka będzie następna?

Długo nie musieliśmy czekać. Następny przekaz od Istoty Duchowej: „pójdziecie się zaszczepić”. Chwila zaskoczenia. „Skoro nam powiedziałeś o tym, to tak postąpimy”. Razem z małżonką uznaliśmy, że tak właśnie trzeba zrobić. Mamy bowiem zapewnienie, że nic nam nie będzie. Wierzymy na słowo, ponieważ wiemy Kto je nam dał i skąd pochodzi Zabezpieczenie, jakie otrzymaliśmy. Wiara jest ocaleniem, wiara jest życiem. Nie mamy co do tego najmniejszej wątpliwości.

Na tej Opoce, właśnie na wierze zbudowany jest Prawdziwy Kościół wszystkich prawdziwie wierzących na całej Ziemi. Ale czy jak Syn Boży Jezus przyjdzie ponownie, to czy znajdzie wiarę na Ziemi? Trzeba uczynić wszystko, żeby tak było. Trzeba połączyć siły wszystkich ludzi naprawdę wierzących dla przetrwania Jego Kościoła.

Pomimo zaszczepienia się przeżyjemy, zachowamy to życie tutaj na Ziemi, a zwłaszcza to duchowe. Ocalimy swego ducha i duch nasz żyć będzie wiecznie. Wystarczy tylko chcieć i podjąć tę pracę nad sobą na drodze duchowości i doskonalenia.

Uwierzyć, by zobaczyć.