sobota, 1 lutego 2020

Wpis 88. Doskonałość poprzez małe osiągnięcia.

Długo się zabierałem do napisania tego wpisu. Jakoś nie łatwo jest mi zmierzyć się z tym tematem. Oczywiście - sam niczego nie jestem w stanie uczynić, osiągnąć i zawsze powtarzam, że razem, czyli z Duchem Opiekuńczym, którego nazywamy też Aniołem Stróżem, wszystko mogę zrobić jak najlepiej, bo tu chodzi o tę Najwyższą Moc z Wysokości, dzięki której wszystko jest możliwe. A to w myśl polskiego powiedzenia, mądrości: „bez Pana Boga ani do proga”. Bez Jego wsparcia nawet najprostsza czynność jest dla nas niewykonalna, więc w każdym doskonałym czynie przejawia się Jego Boskość. To tak, jakbyśmy przez doskonałość bezpośrednio z Nim obcowali i tę nierozerwalną Jednię mieli. I w tym właśnie rzecz: utrzymywać stale i nieprzerwanie tę doskonałą nić doskonałego połączenia z Doskonałym Ojcem Stworzycielem. I na tym polega wiara, żeby dzieci słuchały się Ojca i wypełniały Jego Świętą wolę. A to nie z przymusu, lecz ze zrozumienia i chcenia. (A przedmiotem wiary nie jest, jak to nam kłamie i ciągle łże watykanizm, czy Bóg istnieje czy też nie. Przecież nie podlega żadnej, choćby najmniejszej wątpliwości Jego Istnienie, a ta pewność wynikać powinna co najmniej z podstawowej zdolności myślenia, co, jak niestety widać, wielu ludziom skutecznie zostało odebrane. Zresztą, w wielu przypadkach za ich własnym przyzwoleniem).
.

A móc to chcieć, bo od tego właśnie trzeba zacząć. Jak jest chęć - to jest i wykonanie. Oczywiście nikt od nas tego nie wymaga, żeby z dnia na dzień stać się doskonałymi, osiągnąć pełnię doskonałości. Na początek wystarczy przecież „tyko” zechcieć do niej zmierzać podejmując ten wysiłek, znój i ciężką pracę. Tak, to jest bardzo ciężka praca, gdyż wymaga stałej uwagi i ciągłego pilnowania siebie, by wszystkie swoje czynności wykonywać z należytą starannością.

Doskonałość można przyrównać do łańcucha ciągłego podejmowanych wysiłków na duchowej ścieżce rozwoju. Wysiłków, by każdą, dosłownie każdą pracę wykonywać doskonale. Również i tę umysłową czy duchową. I tak jak na każdej nowej drodze - nie trzeba od razu biec, bo łatwo się przewrócić, lecz wystarczy małymi kroczkami zmierzać do celu. Tutaj kluczem do pełnego powodzenia jest stała praca nad sobą. To jest ten najważniejszy początek.

Czytając Księgę „Znak Czasu” uderzyło mnie również i takie zdanie: Myśli to słowa, słowa to czyny. Czyny zaś to los, a los to przeznaczenie. (Ten werset przytoczony jest z pamięci, więc nie jest zacytowany słowo w słowo jak w książce, lecz chodzi przecież o przekazanie jego znaczenia, tej myśli w nim zawartej.)

Tak więc widać, jak wielkie znaczenie ma już sama myśl, czyli co sobie w danej chwili myślimy. A myśli, to w gruncie rzeczy my same i sami, ponieważ to one odzwierciedlają wnętrze człowieka, duszę człowieczą (albo i nie człowieczą). Myśl to również Energia, siła sprawcza własnej rzeczywistości, gdyż mamy ją taką, jaką właśnie postrzegamy swym umysłem. Dodatkową kwestią są myśli podsuwane nam przez Istoty Duchowe, starające się nas ukierunkować, a na dobry początek skierować na właściwe tory myślowe, by w skutek tego i postępowanie odpowiednim było.

Jeśli zatem pracę nad sobą zaczniemy od pielęgnowania, dbania o swoje wnętrze, od tego jak i co myślimy, to budujemy własne życie. Życie nie tylko to doczesne, lecz to po stokroć ważniejsze, bo w Świecie Ducha. Tam właśnie prawdziwie żyjemy. Tutaj to tylko chwila i już nas nie ma. W tej doczesności to jakby sen na jawie: krótki, czasem nawet jakby nierzeczywisty, urojony albo wręcz bez ładu i składu. (Zupełnie jak nieuporządkowane myśli, co kołatają się w głowie jak skaczące małpy na drzewie, plączące się między jego gałęziami).

A tak w ogóle to od czego dobrze byłoby zacząć, tę własną doskonałość? Trudno coś doradzić. Wszak każda osoba ma własnego Ducha Opiekuńczego, swego Wiernego Przyjaciela Duchowego, więc najlepiej słuchać właśnie jego głosu, jego podpowiedzi i dobrych rad. Co do mnie, to najwyżej mogę podać przykłady, jak to było i jest nadal w moim przypadku. I zastrzegam tutaj jeszcze raz - wyraźnie i dobitnie: to nie są moje osiągnięcia, a tym bardziej moje zasługi! Z Woli Opatrzności dane mi było zrobić takie czy inne rzeczy, albo osiągnąć to lub tamto. Jest wspaniale czuć czyjeś prowadzenie i wiedzieć, mieć tę całkowitą pewność opieki Kogoś z Istot Duchowych, która zawsze nade mną czuwa, opiekuje się mną i nie dopuści, żeby coś złego spotkało moją najbliższą rodzinę i mnie samego.

Myślę o sobie, że najpierw to jestem synem Ojca Stworzyciela Jahwe, Jego umiłowanym dziecięciem, a potem, że tak samo Jego narzędziem, przez które dochodzi do ukazania, urzeczywistnienia Jego Woli. W sumie to jak najbardziej: wszystkie i wszyscy bez wyjątku jesteśmy powołane i powołani do wypełniania Jego Świętej Woli! Czyż nie jest to pięknym i cudownym posłannictwem móc temu światu objawiać, nieść dobrą nowinę Jego Dobra i Miłości?!

Jak najbardziej, że jest. A jednym z nieodzownych warunków, jaki trzeba przy tym spełnić, to czystość, ponieważ Jego Boskiej Energii nie znajdziemy w miejscach nieodpowiednich, niewłaściwych, tam gdzie władają siły zła, ciemności i niskich żądzy. Siły przeczące naszemu boskiemu pochodzeniu, wręcz Niebiańskiemu dziedzictwu, jakim tak szczodrze zostaliśmy przecież obdarowane i obdarowani, a wiadomo, nie jest to żadną naszą zasługą, lecz Jego, naszego Najwspanialszego Ojca Stworzyciela Wielkim i Świętym Darem, jak i samo i Życie, co również jest nim niezaprzeczalnie.

Dbajmy więc o swoją czystość, skromność, prostotą, pokorę, zrozumienie. Nauczmy się więcej milczeć niż mówić, a kiedy mówimy niech słowa będą uzupełnieniem ciszy i w zgodzie z harmonią uniesień duszy. Bądźmy czuli na piękno, a zwłaszcza zwracajmy uwagę na drugiego człowieka, zaczynając od siebie naprawę tego świata i przezwyciężając zło w swoim wnętrzu. Szanujmy innych i traktujmy tak, jak same i sami byśmy chciały i chcieli, żeby odnosili się do nas. Pamiętajmy też o wcześniejszym usuwaniu belek ze swych oczu. I nie ważne, gdy dostrzeżemy jakąś małą drzazgę u kogoś innego. Jak ktoś już poradził sobie z usunięciem belki, to i z drzazgą, z pomocą Niebios, też doskonale da sobie radę.

Nieodzowną na ścieżce duchowej sprawą jest oczywiście i cierpliwość. Może nawet to i zasadnicza wartość, od jakiej właściwie dobrze byłoby zacząć swe doskonalenie. Trzeba tutaj wymienić też i odwagę, jaka z wiarą w parze zawsze iść musi. Nie ma wiary bez zawierzenia, bez odwagi właśnie, co i przed samą nawet utratą życia się nie cofnie, kiedy o prawdziwą wiarę akurat się rozchodzi. „Bądź mężny i dzielny” - taka nauka z Biblii do nas płynie. Na wszystkich ścieżkach życia bądź dzielną i dzielnym, nielękającą się przeciwności losu i mężnym, potrafiącą i potrafiącym stawić czoła wyzwaniom uczciwego i dostojnego życia, obfitującego w duchowe, bo to jedyne godne uwagi - wartości.

To może tyle tych górnolotnych, lecz prawdziwych myśli i słów. Co do czynów zaś, co by nie pisać po próżnicy, to los mojej małżonce i mnie nie szczędził różnych wyzwań, większych lub mniejszych. A pokonanie swych słabości, stawienie im czoła, czy też w ogóle możliwość ich dostrzeżenia, jak i sama przemożna chęć ich przezwyciężenia brało się z tej myśli, że przecież chcemy się tego podjąć, chcemy się z tym zmierzyć. A do tego wiara w pełne powodzenie pracy nad sobą, gdyż wiadomo: „dobry początek to połowa dzieła”. I kiedy początek jest również właściwy, no to już spokojna głowa, teraz wszystko musi się udać i dobrze zakończyć. Ale znów trzeba pamiętać: sama i sam to niczego własnymi siłami osiągnąć nie jestem w stanie, lecz z pomocą z Wysokości wszystko jest możliwe.

O tym, to akurat nie zawsze wiedziałem i pamiętałem, zwłaszcza będąc dzieckiem mającym na ukończeniu szkołę powszechną. A to wtedy właśnie pojawiły się pod natchnieniem Ducha Opiekuńczego myśli przezwyciężenia w sobie przesądów. I tak samo w tym wieku z dnia na dzień doszło do rzucenia palenia. Tak, wstyd się przyznać, ale taka była wtedy głupia moda, że dzieckiem będąc chciało się naśladować zgubne nawyki starszych od siebie, czy też nawet niektórych krewnych. A w dodatku nie godziło się harcerzowi, gdyż mimo wszystko podłożem tego związku były przecież dobre rzeczy i przyświecały mu wzniosłe cele bycia pomocnym, uczciwym, szlachetnymi wobec innych ludzi.

Dlatego też nigdy mnie jakoś nie ciągnęło do używania brzydkich słów. Nie zaprzeczam, czasem się tam coś wyrwało, ale to były dawne i pojedyncze przypadki. Głównie spowodowane głupim zdenerwowaniem. A przecież wiadomo, że człowiek mądry się nie denerwuje. Można poczuć rozdrażnienie, zniecierpliwienie, lecz zaraz denerwować się nie ma po co, szkoda zdrowia. Wszystko można zrozumieć, lecz oczywiście nie ze wszystkim trzeba się zgadzać, a tym bardziej dawać swe przyzwolenie.

Już w przedszkolu, kiedy jedna dziewczynka powiedziała kilkorgu dzieciom, żeby pójść w krzaki przeklinać, to jakoś z miejsca poczułem do tego niechęć i nie dałem się namówić. Teraz wiem, że nie była to moja myśl, lecz najważniejsze, że od wczesnych lat Opatrzność skutecznie czuwała nade mną, kiedy to Duch Opiekuńczy zawsze był i jest na posterunku, co uchroniło mnie przed zejściem na złą drogę, czy to wskutek kradzieży, rozboju, albo czegoś jeszcze innego, i w ogóle od nieszczęścia.

Oprócz tego przeszła też kolej na żmudną naukę cierpliwości i wytrwałości, a zwłaszcza wiary - ufności. Takie kształcenie ducha zaczęło się na wiele lat przed wojskiem. Tak było w szkole średniej i w czasie przeprowadzki do nowego mieszkania, co wypadło w czasie zdawania pracy dyplomowej, matury i zdawania na studia. Przyśniło mi się też, że zdałem i tak się też stało. Jednak po jednym roku uczęszczania na „Uniwerek” moja przygoda z wyższym wykształceniem szybko się zakończyła. Widocznie ważniejsza była nauka z życia płynąca, bo wkrótce otrzymałem powołanie do wojska.

I wcale nie próbowałem tego uniknąć. Skoro taki los mnie spotkał, to trzeba stawić mu czoła. Przyszło mi na myśl, że przecież w wojsku też są ludzi, a być człowiekiem można zawsze i wszędzie, tym bardziej, że sam nie jestem, bo Duch Opiekuńczy, który cały czas jest przy mnie i tam wspierać mnie będzie. I tak też było, bo nie jeden raz mogłem trafić do wojskowego aresztu. To nie były jakieś wielkie wykroczenia, poważne przestępstwa, co raczej trochę igranie z losem wskutek młodzieńczych nieprzemyślanych zapędów, lecz tylko w dobrej sprawie. (A może było to również kwestią wiary?)

Jednak nawet w wojsku zostałem uchroniony przed powrotem do nałogu palenia tytoniu. O piciu alkoholu nie muszę nawet wspominać, bo w czasie całej, prawie dwuletniej „zaszczytnej” (obowiązkowej) służby wojskowej nie wypiłem ani jednego kieliszka wódki, albo innego podobnego trunku. (Chociaż nie, przepraszam, tutaj sprostowanie. Raz się zdarzyło, że jeden „bażant”, czyli student odbywający przyuczenie wojskowe, jakiego spotkałem na krótkiej przepustce zaprosił mnie na obiad do restauracji i wypiliśmy kilka kieliszków czerwonego wina.)

I tak samo w wojsku czystość myśli i słowa też została zachowana. Źle myśleć o innych nie miałem w zwyczaju, chociaż powodów do tego kilka mogło się znaleźć, na przykład wiele złośliwości, jakich doświadczyłem od niektórych osób, w tym także od przełożonych. Nie godzi się, jak mówi Biblia, by z tych samych ust wychodziło błogosławieństwo i przekleństwo. Nie godzi się więc i to, by w umyśle gościły myśli dobre jak i złe. Trzeba jasno i wyraźnie opowiedzieć się po stronie dobra, bo to oznacza dla nas życie.

A skoro wspomnieliśmy o piciu alkoholu, więc muszę przyznać się bez bicia, iż w moim przypadku obyło się bez wielkiego picia. Ani razu się nie upiłem, ani tym bardziej do utraty przytomności, czy jakiegoś zamroczenia. Raz tylko mnie coś podkusiło, żeby wypić kilka kieliszków wódki. Po prostu chciałem się przypodobać mojemu niedoszłemu teściowi. Nawet na weselach spokojnie mogłem się bez tego obejść, gdyż do dobrej zabawy nie potrzebowałem nawet kropli tego czy podobnego trunku. No, ale teraz to co innego, gdyż nie zaczynam dnia bez wypicia pół litra - wody (latem), ponieważ zdrowie to ważna rzecz.

Były też kobiety za pieniądze. Jednak i w tym przypadku dane mi było przezwyciężyć swoje słabości, zachcianki do tego rodzaju uciech, ponieważ na drodze do pełnej wolności, na drodze uwalniania się od jakichkolwiek uzależnień albo czegoś, co nad nami panuje, nie ma mowy o żadnych takich ograniczeniach. Zgodnie z Biblią człowiek prawdziwie wolny to ten, co potrafi przezwyciężyć swe słabości albo zniewolenie wynikające z wszelkich żądzy, gdyż te nie mają nad nim żadnej władzy ani nie są w stanie nad nim zapanować.

Odnosi się to również do gadatliwości, do paplania bez ładu i składu. Człowiek mądry wie, co mówi, głupi zaś mówi co wie. Jakoś wielu ludzi nie potrafi zapanować nad swym językiem. Jest to śmieszne, jak taka mała część ciała potrafi zawładnąć człowiekiem. Porównując, to jak mały ster, co kieruje dużym statkiem. Niewłaściwe posługiwanie się nim skutkuje rozbiciem o skały, zatonięciem, a w najlepszym przypadku dochodzi do tego, że statek osiada na mieliźnie. Przez rozpuszczony język osiada się na płyciźnie własnej głupoty.

Jeszcze jedno zagadnienie. Na całe szczęście nigdy też nie byłem miałem najmniejszych kłopotów z różnymi grami na pieniądze, z hazardem. Chociaż czasem zdarzało się obstawiać jakieś zakłady w grach liczbowych, to jednak pomoc z Wysokości skutecznie mnie z tego wyleczyła, gdyż to nie tędy droga. (Jak wyraźnie widać, pola do popisu nie brakuje, żeby się poprawiać).

Lata pracy w międzynarodowym przedsiębiorstwie, i nie tylko w międzynarodowym, bo także i u polskiego właściciela obfitowały w jeszcze więcej doświadczeń. Na całe szczęście tych dobrych było znacznie więcej. A teraz, kiedy od długich lat wraz z moją umiłowaną małżonką nie pracujemy zawodowo, a jeszcze wcześniej, gdy Dobry Ojciec Stworzyciel w Swej dobroci i łaskawości raczył nas obdarzyć synami, to dane nam jest dostrzec coś bardzo wartościowego i dobrego. Otóż, nasi synowie są dla nas przykładem i wzorem. Tak, przykładem wytrwałości, staranności, pogody ducha, ufności, posłuszeństwa, spokoju, wiary i pracowitości. Zdarzyło się kilka razy, że kiedy sam rezygnowałem z czegoś, to ich upór i wytrwałość dodawały mi otuchy, bo ich postawa (tak jak i mojej żony) była dla mnie wsparciem, jakiego właśnie potrzebowałem.

Jak na przykład ponaglało nas grono osób z Polski, chcące zapoznać się z warunkami sprzedaży dwudziestościanów, a także zobaczyć obiecane im zdjęcia, to za przykładem właśnie naszych synów przekonałem się, że pośpiech nie jest wskazany i w tym przypadku. (Wiadomo: co nagle to po diable, albo bardziej poprawnie: co nagle to na marne). Czas nie jest ważny, liczy się jakość i dokładność. A chociaż pierwszym bryłom trochę tego brakuje, to jednak ostatni dwudziestościan okazał się być bliski doskonałości i został wysłany do bratniej duszy w Polsce. A mnie naprawdę było pogodnie na duchu, że oto następna trudność, jaka się pojawiła na drodze codziennego życia została przezwyciężona wspólnymi siłami, głównie z tymi z Wysokości.

A tam gdzie jest chęć, to jest i wykonanie, i powodzenie. Wystarczy trochę pracy, cierpliwości, wiary, otuchy i gotowe! To niemal tak, jakby samo się coś zrobiło. Wystarczy tylko chcieć - wystarczy tak mało, a czasem jednocześnie i tak wiele. W każdym razie naprawdę warto podejmować takie wyzwania i starać się z wszystkich sił przezwyciężać różne trudności, przeszkody na drodze do celu. A nie jest tak tylko w moim przypadku, bo naprawdę, tak dzielną i mądrą żonę, jaką Ojciec Stworzyciel zechciał mnie obdarzył, tak samo jak i dobrymi synami, to naprawdę wielkie błogosławieństwo i szczęście. A podążać razem ścieżką duchową, na jakiej nie brak wszelkich, naprawdę trudnych doświadczeń wiary to rzeczywiście coś wyjątkowego, czego naprawdę warto się podjąć i na to się odważyć.

I nie narzekam, jak od czterech lat dane mi jest zmagać się z bardzo bolesną i uciążliwą dolegliwością zdrowotną. Moja kochana małżonka też swoje wycierpiała, nie tylko z mojego powodu, gdyż i jej dane było doświadczyć utraty zdrowia. Zresztą, czy to w jej, czy moim przypadku kilka lat to jak chwila w porównaniu z całym życiem, bo przecież w końcu zacznie się i dla nas o niebo lepsze bytowanie na tej Ziemi i w czasie tego wcielenia. A w międzyczasie trwa w najlepsze praca nad sobą. Dobrą zasadą jest też i taka: co masz zjeść dzisiaj, zostaw na jutro, a co masz zrobić jutro, zrób to dzisiaj.

Nie przejmuję się także i tym, iż zarzucono mi nadmierną staranność wysławiania się, pisania w języku ojczystym. A wiadomo, że i tak będzie jeden wspólny język na Ziemi. Najpierw język hebrajski, a potem to już język myślowy, czyli porozumiewanie się za pomocą wymiany myśli. Jednak sprzeciw wobec powszechnej anglosifikacji, jaki we mnie się narodził kilka lat temu nie wynika z jakiejś wrogości, chęci pouczania kogokolwiek, „bo sam wiem najlepiej”. Nic z tych rzeczy. Przecież uczymy się całe życie. Jedynie zależy mi na tym, żeby dbać o rozwój umysłu, o powiększanie swoich przestrzeni myślowych. Niech to umysł się doskonali przede wszystkim, by i ten nasz cudowny świat w pełni doskonałym też mógł się stać kiedyś, a to również i dzięki naszej pracy, naszej pracy nad sobą.

A teraz? Teraz nadal jak coś robię, to tak jak moi synowie staram się to robić dobrze, żeby danej pracy nie poprawiać. Lepiej raz coś zrobić dobrze, niż tracić siły na poprawianie i wracanie do tego samego. Trzeba iść naprzód, bo tylko tak można osiągnąć cel. I chociaż w życiu codziennym nie zawsze tak jest, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by dokładać wszelkich starań i wykazać się dbałością wykonując każdą czynność, jak choćby: naprawa, zakupy, gotowanie i pieczenie, zmywanie, pranie albo sprzątanie. Tak samo jest, gdy piszemy lub mówimy. I wiem, że popełniam błędy, lecz zawsze staram się je poprawiać i więcej ich nie powtarzać. (Jednak nie ma co ukrywać, też są niepowodzenia, bo coś się przeoczy, coś przypali, w sklepie o czymś się zapomni, druciki nie zawsze chcą się przylutować i jest bałagan na półkach z narzędziami - taki „artystyczny nieład”. Mimo wszystko dalej próbujemy i podejmujemy wysiłki).

To samo z uczuciami. Też pamiętamy o okazywaniu sobie serca, wzajemnego szacunku, miłości, uprzejmości, czyli samych najlepszych uczuć. Za przykładem mojej umiłowanej małżonki codziennie rano i wieczorem witamy na dzień dobry i żegnamy na dobranoc naszych synów obejmując ich, uściskując, całując w policzek, życząc bezpiecznego i spokojnego snu, tak samo jak i w codziennych modlitwach Ojcu Stworzycielowi się powierzamy, prosząc o opiekę, zdrowie, siły i rozjaśnienie myśli - a to nie tylko dla siebie, lecz i dla Jaskółek Nowej Ziemi oraz naszych znajomych, sąsiadów i krewnych, którzy sobie na to zasłużyli.

A jeszcze odnośnie staranności, to zdarza się, że jeden wpis dodawany na Cyfrazie to kilka dni pracy, a przepisane przekazy myślowe wielokrotnie są poprawiane, bo znajdowane są drobne uchybienia, takie jak podwójny odstęp, błędy literowe, czyli tak zwane „literówki”, no i przecinki, bo te to moje „ulubione”. Wiadomo: „diabeł tkwi w szczegółach”. Ale nie, przepraszam, przecież wiadomo, że go nie ma, nie istnieje, więc lepiej napisać: „zło tkwi w szczegółach”.

I właśnie od kilku tygodni jest mi dane pracować nad takim jednym „szczegółem”, gdyż obwód w pasie nagle mi się powiększył i „nie wiadomo skąd” przybyło tam tkanki tłuszczowej. Zdałem sobie sprawę z tego, iż główną przyczyną tej niepożądanej zmiany było spożywanie posiłków wtedy, gdy nawet nie odczuwałem głosu. Przyszło mi na myśl, jak zgubne jest łakomstwo, choćby i niewielkie. W takim razie mocne postanowienie, żeby wziąć się za siebie już przynosi oczekiwane wyniki. Teraz czekam z jedzeniem aż będę głodny, a wtedy jem niewiele, bo tak jak moi synowie - tyle, ile potrzebuję i staram się do pierwszego syta. (I nie jemy byle czego). Czasem raz dziennie, ponieważ tyle mi w zupełności wystarcza. Po prostu nie jestem głodny, nawet po dwóch, trzech kanapkach. I wiem, że jak razem za coś się weźmiemy, to z pewnością odniesiemy pełne zwycięstwo nad pokonaniem i tej mojej słabości.

A jak mówię i piszę w liczbie mnogiej o wykonywanych czynnościach, odczuciach, nowych pomysłach i przemyśleniach, to wiadomo - to nie ja, ale najpierw mój Duchowy Przyjaciel, a potem dopiero ja, więc wspólnymi siłami działamy zawsze, gdyż w każdym porządnym domu zawsze jest jakaś praca do wykonania. Zatem przygotujmy odpowiednio wnętrze swej duszy na godne ugoszczenie jej Stwórcy, by dusza ta będąc już doskonałą mogła znaleźć się tam, gdzie jej miejsce, czyli aż w siódmym niebie.