poniedziałek, 18 czerwca 2018

Wpis 69. Na bieżąco, dnia 18-go czerwca 2018-go roku.

1. Przyjęcie imigrantów w Europie to błąd.
2. Drużyna Meksyku Mistrzem Świata 2018!
3. Wieloletnia reforma energetyczna w Meksyku.
4. Referendum w sprawie budowy CPK w Baranowie.
5. Ustąpienie polskiego ministra rolnictwa z „powodów osobistych”?
.
1. Przyjęcie imigrantów w Europie to błąd.

Wpuszczenie milionów imigrantów do Europy było „błędem”. Nagle niektórzy politycy zdali sobie z tego sprawę i myślą, że dokonali wielkiego odkrycia. Eureka! A przecież od samego początku celem jest wojna, zniszczenie Chrześcijaństwa Islamem (a potem Islamu - tak jak wcześniej wykorzystano Talibów, a teraz się ich zwalcza. Następni w kolejce są Kurdowie), no i oczywiście wprowadzenie następnego bałaganu w tej rzeczywistości, pełne panowanie włodarzy tego świata. Dzięki komu? W głównej mierze dzięki niewolnikom tego systemu, który upadając pociągnie za sobą wszystkich ślepo mu służących w krainę niebytu…

Tymczasem rychło w czas zdali sobie z tego sprawę. (Albo tylko tak udają, gdyż rozdmuchując tę sprawę chcą jeszcze bardziej przestraszyć ludzi i wpędzić ich w pułapkę zwątpienia i niewiary). Może to dlatego niektórzy politycy chcą zamykać meczety albo odgrażają się, że nie będą ich więcej wpuszczać. Teraz to jest już po prostu za późno. Widocznie uznali, że jest tych imigrantów dosyć, więc teraz trzeba przejść do następnego etapu ich planu.

Tymczasem ci, co naważyli tego piwa sami się czują niezbyt pewnie. Na przykład taki Watykan jest gotowy do ucieczki w każdej chwili. Przygotowali swoje skarby (swego czasu powiadomiono o „odnawianiu” biblioteki watykańskiej) i czekają na odpowiednią chwilę. Spakowali walizki, więc myślą, że to wszystko czego im potrzeba… Chyba jeszcze tylko powinni poprosić Sorosa o błogosławieństwo na drogę. (Żeby tylko nie była ich ostatnia w tym życiu).

2. Drużyna Meksyku Mistrzem Świata 2018!!


Czemu nie? Niech po raz pierwszy nimi zostaną, a właściwie - nadając myśli moc sprawczą - niech Meksyk cieszy się z Mistrzostwa Świata piłkarskiej drużyny narodowej, jakie wygrali w Rosji! W końcu pokonali obecnych mistrzów świata, z którymi do tej pory zawsze przegrywali. A takie zwycięstwo na pewno ich uskrzydli, a zwłaszcza doda wiary w siebie. Tego im właśnie najwięcej trzeba. A co z tego będzie? Czy to wykorzystają? Jeśli tylko im nie zabronią, pozwolą grać, to przecież wszystko jest możliwe.

I mamy takie nieodparte wrażenie, że w meczu z Niemcami właśnie nie pozwolono im zdobyć więcej bramek. „Do bramki możecie trafić tylko raz, a dalej Niemcy niech już sami sobie radzą. Jak wam nie będą strzelać, to możecie wygrać”. Jakoś nie potrafimy znaleźć innego wytłumaczenia dla nagłego braku skuteczności meksykańskich piłkarzy, ich upadki zaraz po otrzymaniu piłki oraz niecelne podania tuż przed samą bramką drużyny przeciwnej. Wykorzystanie przez Latynosów dogodnych okazji do zdobycia bramki pozwoliło by im wygrać co najmniej pięć do zera (5:0), ale co to to nie, bo Niemcom nie można tyle „nakopać”. Ale i tak tym dziadkom już dziękujemy. Niech teraz inni cieszą się z mistrzostwa.

A po wygranym meczu Meksyku nagle poprawiło się tutaj kilka rzeczy. Mamy wodę w kranach i to bez przerwy od dwóch dni, co tutaj o tej porze roku jest naprawdę czymś niespotykanym, wyjątkowym. Prędkość Internetu ni stąd ni zowąd znacznie się poprawiła. Jakość jego sygnału też się wyrównała i nie skacze ani się nie przerywa tak bardzo jak wcześniej. Ludzie stali się wobec siebie bardziej uprzejmi. Jeszcze tylko brakuje, żeby spadły ceny i wzrosły wynagrodzenia…

A jeżeli życie dzięki temu może być lepsze i to dla wielu ludzi, to niech każde państwo będzie mistrzem świat w czym tylko sobie tam chce, ale pod jednym warunkiem - niech wszyscy na tym skorzystają i to jak najwięcej samych dobrych rzeczy!

3. Wieloletnia reforma energetyczna w Meksyku.


O naprawie tej gałęzi gospodarki mówi się w Meksyku od wielu lat. Jednak taka „naprawa” służy wykończeniu meksykańskiego przemysłu wydobywczego i oddaniu go obcemu kapitałowi. (Skąd my to znamy…) I tak się właśnie dzieje. Wbrew zapowiedziom prezydenta o poprawie energia elektryczna jest coraz droższa, a każdego dna ludzie tracą pracę. Jednak prezydent jest z siebie dumny za przeprowadzenie tych zmian, tylko że za każdym razem, gdy tylko pojawi się gdzieś publicznie, bardzo często jest wygwizdywany przy wtórze głośnych okrzyków - „precz, precz”.

W naszym przypadku zdarzyło się tak, że klika miesięcy temu zgłosiliśmy usterkę linii doprowadzającej prąd elektryczny do domu. Zgłoszenie zostało przyjęte. Od razu też zwróciliśmy uwagę na potrzebę wymiany licznika, ponieważ obudowa z tworzywa sztucznego pożółkła i zrobiła się cała matowa. Chodziło nam o zapewnienie właściwego odczytu pomiaru zużycia energii. To zgłoszenie nie zostało przyjęte.

Tego samego dnia panowie z elektrowni przyjechali, sprawdzili przewody elektryczne i poprawili ich podłączenie, gdyż przewód miedziany był skręcony razem z aluminiowym, co skutkowało tym, że między innymi lodówka nie chciała się włączać i to całymi dniami.

Myślałem, że samemu temu zaradzę. Nie wiedząc co jest tego powodem dodałem jeszcze jeden oddzielny obwód elektryczny, tylko do podłączenia lodówki. Nic z tego. Dalej się nie włączała. Pracowała tylko w nocy. Na szczęście dni były wtedy chłodne i pożywienie dobrze się przechowywało. Sami zaś cieszyliśmy się z zaoszczędzonego prądu elektrycznego.

Niestety, wkrótce miny nam zrzedły. Przyszedł następny rachunek za prąd oraz jego „wyrównanie”. Tym „wyrównaniem” dołożyli nam do zapłaty drugie tyle, ile było na rachunku, czyli mieliśmy do zapłaty dwa razy więcej. Niemal się we mnie zagotowało, ale nie było rady. Trzeba się było pogodzić z tą jawna i ogromną niesprawiedliwością. A bolało nas to tym bardziej, gdyż oszczędzając każdy grosz na jedzenie tym samym skazywaliśmy się na następne długie dni przymierania głodem. Trudno.

Ku naszej wielkiej radości oraz dużemu zadowoleniu kolejny rachunek był już znacznie niższy i na całe szczęście nie było tym razem żadnego „wyrównania”. (To taki łatwy sposób okradania ludzi, nie tylko nas, bo wielu znajomych dotknęło to samo, a w Internecie też było o tym głośno).

A kiedy zapłaciliśmy elektrowni, co ich zdaniem im się należało, to po kilku dniach mieliśmy niespodziewanych gości. (Tym razem w dzień). Oto dwaj panowie z elektrowni przyjechali sprawdzić nasz licznik. Odłączyli go i szukali dziury w całym, to znaczy czy nie kradniemy prądu elektrycznego. Oczywiście niczego takiego nie znaleźli, bo w naszym przypadku nie wchodzi to w grę. Zawsze za wszystko uczciwie płacimy i niczego nigdy nie ukradliśmy ani nie kradniemy. Korzystamy, więc płacimy.

Jednak dwaj smutni panowie tym się nie zadowolili. Byli dobrze przygotowani do tego spotkania. Wyjęli zadrukowaną kartę i zaczęły się pytania:

Ile mamy komputerów?
Ile telewizorów?
Ile żarówek?
Czy mamy lodówkę i jaką? Małą, średnią, dużą?
Posiadamy klimatyzację, wiatraki, elektryczną pompę do wody?

(Właściwie, to te pytanie zostały źle przygotowanie, bo można mieć dane rzeczy, lecz z nich nie korzystać, więc powinni pytać, z jakich i z ilu rzeczy korzystamy. Druga sprawa. Tutaj z powodu nagminnego braku wody ludzie zakopują sobie zbiorniki na wodę, a potem by mieć ją w kranach korzystają właśnie z pomp elektrycznych, co oczywiście zwiększa zużycie prądu elektrycznego. Tak więc jesteśmy skazani na łaskę wodociągów. Jak „dobrodzieje” odkręcą wodę, to ją mamy i nalewamy do czego się da, i to o bardzo różnej porze dnia lub nocy. A jeśli nie, no to pustynia).

Pytali też o inne urządzenia. Nasze odpowiedzi widocznie ich zadowoliły, bo więcej w tej sprawie się nie pojawili. A kiedy tych dwóch spytałem, dlaczego nie ścigają tych, co rzeczywiście kradną prąd (o czym wiemy i to na przykładzie najbliższych sąsiadów, ale ich nie wydaliśmy), to jak zwykle w takich przypadkach odpowiedzieli, że mają niedobór pracowników i nie starcza im na to czasu. (Pewnie, marnotrawią go na coś zupełnie zbędnego).

Jednak darowaliśmy sobie tę bezowocną rozmowę. A nasze oszczędzanie znów dało oczekiwany i dobry wynik. Ostatni rachunek też był niski. (Dla porównania i uzmysłowienia sobie naszych wysiłków, to za prąd elektryczny płacimy tyle samo, co znajomi za jego zużycie w swoim domku na działce, przebywając w nim tylko cztery razy w miesiącu przy okazji wyjazdów z końcem tygodnia. Nawet teraz, kiedy moja małżonka wróciła po zapłaceniu właśnie takiego rachunku powiedziała mi, że pani przyjmująca zapłatę zdziwiła się na widok tak niskiej kwoty do zapłaty.

I jak moja żona zażartowała, w elektrowni znów się zastanawiają, co jest nie tak z tym nowym licznikiem. Teraz żałują, że wymienili go nam na nowy, bo poprzedni wskazywał większe zużycie elektryczności.

4. Referendum w sprawie budowy CPK.


Zastępca ministra infrastruktury i jednocześnie pełnomocnik rządu do spraw związanych z CPK, niejaki Mikołaj Wild z rozbrajającą szczerością wyznał, że wynik referendum nie jest wiążący ani nie „będzie brany pod uwagę”. Właśnie są już opublikowane wyniki głosowania mieszkańców Baranowa i okolic, i oczywiście nie chcą u siebie czegoś takiego. Kto przy zdrowych zmysłach zgodzi się zamienić żyzną ziemię w martwe, betonowe klepisko? Kto rozumny zechce pozbyć się źródła swego wieloletniego utrzymania i zdać się na (nie)łaskę rządzących? Kto, będąc człowiekiem zgodzi się na uśmiercanie swej życiodajnej Matki Przyrody?

I za co? Za cenę kliku srebrników?! Jednak są ludzie potrafiący opowiedzieć się po słusznej stronie i w słusznej sprawie! A ich lekceważenie nie będzie takie bezkarne, jak to się tamtym wydaje. Pomimo ich usilnych starań ukrywania niewygodnych dla nich spraw, to one i tak wychodzą na światło dzienne, ponieważ zachodzą teraz, kiedy wszelkie zło ma być widoczne jak na dłoni. A tak właśnie się dzieje, co widzimy na własne oczy.

A gdyby włodarze tylko chcieli, to mogą sobie budować, skoro już tak bardzo tego chcą, to swoje wymarzone lotnisko na jakimś już zbudowanym. Niech to będzie na przykład Modlin. Nawet na prosty rozum wiadomo, że łatwiej oraz dużo  t a n i e j  jest budować w miejscu uzbrojonym, do którego doprowadzona jest woda, elektryczność i inne media, więc i szybciej dla NATO też by było, żeby sobie mogło przerzucać swoje wojska do następnych okupywanych przez siebie krajów.

No ale jak ktoś się uparł, żeby tak od razu wywalać miliony ton betonu i to w szczerym polu, no to już jego sprawa. A taka zbrodnia i tak zostanie im przypisaną, z której będą się bardzo, bardzo szczegółowo i długo tłumaczyć, co i tak niewiele im pomoże. Może to i niewielka dla nas pociecha, lecz co do mnie, to otuchy dodaje mi jedna i ciągle ta sama myśl. To wszystko kiedyś wreszcie musi się skończyć, bo w nieskończoność tak być nie może.

5. Ustąpienie polskiego ministra rolnictwa z „powodów osobistych”?


Właśnie dzisiaj i nagle pojawiła się ta wiadomość. (Nawet nie wymieniamy nazwiska tej osoby, bo na to nie zasługuje). A jak ładnie to brzmi - „z powodów osobistych”. Oczywiście, że z powodów nie związanych ze sprzeciwem rolników, którzy zarzucają (nie)rządowi w Polsce trucie jej samej i jej mieszkańców jakimiś zmodyfikowanymi śmieciami genetycznie, zasypywanie rynku czymś takim, czego nie można nazwać żywnością, a zwłaszcza dobijanie rodzimego rolnictwa. Pomijając już sprawę całkowitego ośmieszana się polityków.

Sami rolnicy zaś niczego dla siebie nie chcą, oprócz jednej jedynej rzecz - zostawcie nas w spokoju i dajcie nam spokojnie uprawiać ziemię! Zapewnijcie nam te same dopłaty, jakie są w przypadku innych krajów „wspólnoty” europejskiej i zróbcie to, czego się domagamy.

I co? I oczywiście, że rządzący tak właśnie postępują, bo wsłuchują się w głos swoich rodaków i zależy im na ich jak najlepszym życiu, na zapewnieniu im jak najlepszych warunków pracy, na wzroście produkcji rolnej jak najwyższej jakości, a zwłaszcza na jak najlepszym zdrowiu polskiego narodu…

A co wyczaruje premier MMM? (3M). Podobno już w tym tygodniu ktoś inny obejmie to stanowisko. A zatem prawdopodobnie będzie chciał zyskać na czasie, lecz ten wcale nie pracuje na jego ani na ich korzyść.