poniedziałek, 16 maja 2016

Wpis 5. Prawdziwa władza do nas należy, a od naszej jedności naprawdę wiele zależy!

Tylko cały kłopot w tym, że nie do końca zdajemy sobie z tego sprawy i nie potrafimy się zjednoczyć, żeby tę naszą potęgę odpowiednio - a co najważniejsze - skutecznie wykorzystać. I to właśnie w tym celu możni tego świata dokonali tylu podziałów między nami, i tak bardzo nas poróżnili między sobą, ponieważ doskonale o tym wiedzą, że to my tworzymy wielką siłę, jakiej oni nigdy nie byliby w stanie się przeciwstawić. A przemawia za tym choćby ten jeden jedyny, a jakże mało znaczący fakt. Mianowicie taki, że jest ich zaledwie 1% (nawet niecały jeden mały procencik) populacji całej ludzkości, a nas przytłaczająca większość 99-ciu procent! A zatem, jakżeż przytłaczającą mamy nad nimi przewagę! - czyli nad tymi, co tutaj rządzą, utrzymują nad nami kontrolę i nami ciągle manipulują.
.

Tak, bardzo sprytnie to sobie wymyślili, ponieważ żeby to osiągnąć, podstępnie wmówili nam fałszywe przekonanie, że wszyscy jesteśmy oddzielnym istnieniem, jakie w ogóle nie ma ze sobą żadnego połączenia. I tak jak oszukańczo doprowadzili do tego, że przestaliśmy wierzyć w tę nierozerwalną więź i już nawet nic o niej nie wiemy, to co gorsza pozbawili nas jedności z naszym Ojcem Stworzycielem. A właściwie, to my same - sami ją utraciłyśmy - utraciliśmy, bo daliśmy się możnym tego świata tak pokierować i wyprowadzić na bezdroża ciemności ignorancji.

W zapomnienie bowiem odeszła cała starożytna wiedza, mówiąca o tej niezwykłej, a przede wszystkim potężnej jedności, umożliwiającej Energii Najwyższej wpływać w sposób nieograniczony na naszą rzeczywistość, czyli zmieniać ją nie do poznania i czynić ją o niebo lepszą, bo doskonałą.

I tak jak w naszych umysłach doszło do tego podziału, to tak samo i nasze myśli nie są już zdolne wznieść się ponad tym podziałem, żeby zmienić ten świat z powodu bardzo mylnego przekonania, że po prostu tak już jest i nie da się tu nic zmienić.

No cóż, w sumie to można sobie tak myśleć, tylko że jest w tym pewne „ale” i coś bardzo zastanawiającego, bo skoro w jakiś tajemniczy sposób pojawiają się te nieśmiałe przebłyski marzeń, że jednak może być lepiej, bo skoro w snach widzimy lepsze życie, a czasami po prostu pamiętamy o nim z naszych poprzednich reinkarnacji na innych doskonalszych Planetach, lub same i sami przekonujemy się o tym na własne oczy odbywając podróże astralne, albo otrzymujemy telepatyczne przekazy od Istot Duchowych i takie natchnienie, i tę wiedzę, jaka również o tym nam mówi, to oznaczać może tylko jedno, że jednak to wszystko jest możliwym, a lepsze życie jest całkiem prawdziwym światem, jaki wszyscy na tej Ziemi też na zawsze mieć możemy i na pewno mieć będziemy!

I nie jest to wcale jakimś bezpodstawnym i pozbawionym logiki tokiem myślenia. Przecież doskonałe życie, doskonałe Planety istnieją nie od dzisiaj. A jeśli doskonałość powszechnie występuje w innych miejscach Wszechświata oraz w Innych Światach, to dlaczego nie miała by i do nas w końcu zawitać, i w naszym świecie być już stale obecną…

Właśnie, mieć takie święte przekonanie, mocno uwierzyć w tę możliwość zmiany naszej obecnej rzeczywistości, to już jest ten dobry początek jaki stanowi połowę dzieła. I nie trzeba żadnych zbrojnych rewolucji, żadnych zamachów stanu ani ulicznych zamieszek. Wystarczy tylko zmienić swoją świadomość, zmienić sposób myślenia, spojrzeć z nieco innej strony, zrozumieć trochę więcej i wyjść poza narzucone, fałszywie wyobrażenie naszej rzeczywistości, by następnie podjąć wspólne działania zmierzające do jej bezpowrotnej zmiany. I wcale nie potrzeba tutaj żadnego wielkiego wysiłku, żadnych nie wiadomo jakich przedsięwzięć.

Jak przyjemnie się czułem zamykając konto w pewnym banku, kiedy jego pracownik z nieukrywanym żalem dokonywał potrzebnych w tym celu czynności i uniżenie pytał o wyjawienie powodu takiej decyzji. I zawsze sprawiało mi dużą ulgę składanie swojej rezygnacji z zatrudnienia, kiedy udawało mi się znaleźć dużo lepszą pracę i lepiej płatną. Poczucie uwolnienia się spod jarzma niesprawiedliwego wyzysku i chwilowy oddech wolności zawsze był wart poniesionego w tym celu wysiłku i zdenerwowania. Nic nie miało znaczenia w porównaniu z osiągniętą znaczną poprawą mojego bytu, dla którego warto było trochę się pomęczyć.

Już teraz możemy zacząć działać, by skrócić sobie czas oczekiwania na ten wielki dzień, jaki jest zapowiedziany w Biblii.

Historia - ta odległa jak i ta całkiem bliska - odnotowała wiele pięknych dokonań, jakim wspólna i ta sama myśl nadała właściwy kierunek. Ludzkość może być z nich dumna. Dzięki nim może czerpać natchnienie i otuchę do następnych podobnych wielkich czynów zmieniających oblicze tej Ziemi, co niewątpliwie nie byłoby możliwe bez obecności Ducha Świętego we wszystkich nas.

Takim budującym tego przykładem jest Mohandas Karamchand Gandhi. Przez wiele lat cierpliwie i z pokorą znosił wiele upokorzeń, jakich mu nie oszczędził świat rasizmu. Jednak w końcu nie wytrzymał i podjął przeciw niemu działania. Upomniał się o los kolorowej ludności. Stanął na czele robotniczych strajków w Południowej Afryce, które osiągnęły bardzo dużą skalę. Oczywiście rząd nie pozostał bezczynny. Natychmiast rozpoczął prześladowania „buntowników” i przystąpił do ich masowego aresztowania. Jednak wkrótce okazało się coś bardzo ważnego i nad wyraz ciekawego. Władze musiały ich wypuścić na wolność, ponieważ uwięził tylu ludzi, że nie było już komu pracować.

Również nasza Polska była bardzo bliska wyzwolenia się spod jarzma ucisku i to w początkowych latach pięćdziesiątych minionego stulecia. Morze strajków jakie wtedy przelało się przez nasz cały kraj omal nie pochłonęło ówczesnego rządu i omal nie doprowadziło do jego upadku. Jednak brutalne i powszechne represje podjęte przez ówczesnych rządzących naszym narodem (pastwiących się nad nami), spowodowały zakończenie wszystkich protestów. Chcąc zachować swoją dominację, władza uciekła się do bezwzględnej metody pozbawienia pracy każdego robotnika - kobietę czy mężczyznę - chcącego wziąć udział w następnym strajku. W ten sposób osiągnęli swój cel i utrzymali kontrolę, czego bez wątpienia by nie osiągnęli w przypadku pełnej jednomyślności całego narodu bez wyjątku.

Innym przykładem był ruch oburzonych, jaki został zapoczątkowany w jednym z miast w USA. Jakaś klientka, jednego z największych banków tego kraju, była wielce niezadowolona z wprowadzenia dodatkowych opłat na jej koncie. Postanowiła powiadomić o tym swoich znajomych, sugerując zamykanie swoich kont oraz ich przenoszenie do innych mniejszych, lokalnych banków. Jej pomysł spotkał się ze sporym odzewem, co nie umknęło uwadze i zostało wyraźnie zauważone przez włodarzy tej instytucji finansowej, którzy przestraszyli się może nie tyle samej straty zysków, ile mocno ich zaniepokoiło wspólne działanie podjęte przez byłych już klientów ich banku.

I w sumie to nawet nie były potrzebne te wszystkie uliczne protesty, przemarsze, jakie później zostały zorganizowane w Londynie oraz w wielu innych miastach na świecie, a także w Polsce, ponieważ dużo więcej można było osiągnąć podobnymi działaniami, polegającymi na wycofaniu swoich pieniędzy i nie pozostawianiu ich do dyspozycji tym, co je sprzeniewierzają i je wykorzystują przeciwko nam. A takie działanie podjęte w skali całego świata, bez wątpienia porządnie dało by się we znaki tym wszystkim możnym tego świata.

Właściwie to paraliżujący strach już ich dopadł od jakiegoś czasu. Bynajmniej z powodu utraty pieniędzy, ale wywołany naszym wspólnym działaniem, czego panicznie się boją i straszliwie drżą na samą o nim myśl. Tak, nasza jedność, nasza ogromna siła wynikająca ze wspólnego działania powodowanego tą samą i jedną myślą. Właśnie tutaj znajduje się nasza największa siła i tutaj mamy naszą nieograniczoną władzę. Przecież kiedy przestaniemy być im posłuszni i przestaniemy się ich słuchać, to jak oni biedni bez nas sobie poradzą?!

Kiedy wszyscy bez wyjątku przeciwstawimy się wielkim tego świata, to kto na ich skinienie będzie kradł, pobierał podatki, wtrącał do więzień, mordował, szedł na wojny, szerzył cierpienie i zniszczenie, powiększał niesprawiedliwość, morzył głodem i pozbawiał szczęśliwego życia? Przecież bez naszej pracy i naszej pomocy, to właśnie oni w pierwszej kolejności nie przeżyliby nawet jednego dnia w tym okrutnym świecie, jaki sami stworzyli.

Gdybyśmy tylko odmówili bycia ich niewolnikami, gdybyśmy tylko im się przeciwstawili, to wtedy właśnie oni bez nas by zginęli, a nie my. Gdybyśmy odmówili bycia ich służącymi, to czy oni sami poszliby pracować do fabryk albo poszliby pracować w polu? Czy to oni wzięliby się za jakąś pożyteczną pracą? Staliby przy maszynie cały boży dzień i w pocie czoła zarabialiby na kawałek chleba?

Bardzo, bardzo wątpliwe, żeby tak właśnie się stało, ponieważ nie są zdolni do niczego, zupełnie niczego i do niczego pożytecznego się nie nadają. Sami nie wytworzą ani nie dostarczą sobie żadnych produktów i nie będą w stanie ich załadować, przewieźć, rozładować, zmagazynować, rozpakować i wykorzystać. Sami nie będą produkować narkotyków oraz ich sprzedawać. Tak samo nie będą bomb produkować i żadnymi karabinami nie będą handlować. Sami też nie pójdą na żadną wojnę i nie wyjdą na ulice, żeby wszczynać niepokoje. Sami nie będą pilnować sztucznych granic i służyć w policji.

Nawet do tego stopnia są już nieporadni, że sami nie kupią sobie pożywienia, nie zatelefonują, żeby je zamówić, a tym bardziej nic sobie nie przygotują do jedzenia. Sami nie dojadą też do żadnej restauracji. A jeśli by nawet jakimś cudem tego dokonali, to nie będzie nikogo, kto by im coś przyrządził i do stołu podał. Bez nas nie są w stanie uczynić ani jednaj najprostszej rzeczy, dosłownie żadnej! To na nas są całkowicie skazani i od nas w pełni uzależnieni we wszystkim! I właśnie dlatego to my mamy pełnię władzy, ponieważ wszystko potrafimy same i sami zrobić i z wszystkim same i sami potrafimy sobie poradzić. Nie oni, tylko my! Właśnie my wszyscy!

Cały kłopot w tym, że to oni zawładnęli całym światem, co stało się niestety i za naszą sprawą. To oni mają technologie, jakich nikt z nas nie widział na oczy.

To oni są zdrowi, bo leczą się z wszystkich chorób, a także żaden nowotwór nie jest im straszny, ponieważ wszelkie metody jego wyleczenia bardzo dobrze są im znane i przez nich stosowane.

To oni wiodą tak dostatnie życie, że już dawno im się w głowach poprzewracało od tego całego bogactwa jakiego tyle nakradli i od wielkiego przepychu, w jakim bez umiaru się pławią, a nas jego choć najmniejszej drobiny pozbawiają.

Właśnie nas, nas wszystkich, co maja największe i najświętsze prawo do nieograniczonego korzystania z wszelkich dobrodziejstw postępu i dostatniego życia, ponieważ to nikt inny, tylko my dobywamy dobra tej Ziemi, wytwarzamy żywność, produkujemy dobra materialne, je dostarczamy, naprawiamy, świadczymy usługi i utrzymujemy w ruchu cały ten nasz świat, który bez naszej codziennej i tytanicznej pracy zatrząsł by się w posadach i z wielkim hukiem runął by w gruzach w jednej krótkiej chwili.

Bez nas nic, ale to dosłownie nic by nie funkcjonowało tak jak funkcjonuje i nie miało by prawa „się kręcić”, gdybyśmy nie zechcieli skinąć choćby małym palcem.

I nic w tym trudnego. Przecież żeby się o tym przekonać, wystarczyło by przestać kupować określone produkty spożywcze i przemysłowe - te najbardziej trujące i najbardziej się psujące. Dzięki temu moglibyśmy wszyscy razem wymusić na producentach zaprzestania ich wytwarzania. Na przykład bardzo szybko by się zakończyła produkcja tak zwanych żarówek energooszczędnych, które tak naprawdę trują nas rtęcią, czy choćby takiej wstrętnej trucizny, jaką są wszystkie bez wyjątku słodzone napoje gazowane.

W ten sam sposób moglibyśmy wymusić obniżkę cen żywności, paliwa, energii. Wystarczyło by jednomyślnie przeprowadzić pokojowy protest zaprzestania kupowania wszystkiego w określone dni, zaprzestania korzystania na przykład z oświetlenia i poświęcenia się do spędzenia kilku wieczorów przy świecach. Mielibyśmy wymarzoną okazję na romantyczną kolację przy świecach, na miłe spędzenie wieczoru z babcią i dziadkiem, poznania ich pięknych a pouczających historii, wsłuchania się w ich przejmujące opowieści, albo można by się położyć wcześniej spać i odespać zaległości - przyjemne z pożytecznym. (Lepiej byśmy wypoczęli i następnego dnia wstali w dużo lepszych nastrojach).

No i co? Nie przestraszyli by się, gdyby wyniki sprzedaży nagle spadły im do zera? Nie zaczęli by zastanawiać się o co w tym wszystkim chodzi? Na pewno musieliby spełnić nasze żądania, żądania kupujących, czyli tych, co naprawdę decydują i posiadają władzę, pod warunkiem wspólnego podjęcia działań. A spanikowani producenci z miejsca by poprawili jakość swoich produktów i w dodatku jeszcze szybciej by obniżyli ich ceny.

A kiedy przestalibyśmy oglądać tę ich telewizję, wyrzucilibyśmy na śmietnik te ich telewizory, telefony przenośne, smartphony, ipody, tablety i takie tam inne śmiecie, zaprzestalibyśmy opłacać abonament radiowo-telewizyjny, to dopiero byłby poważny cios dla rządzących, ponieważ straciliby możliwość bezpośredniego manipulowania społeczeństwem, hipnotyzowania nas i ogłupiania. (A o odbieraniu nam zdrowia już nie wspominając).

No, ale niestety. Jak dotąd wszystko jest jak było i wszystko nadal jest po staremu. Szkoda tylko, że cały czas jesteśmy niepomni, nieświadomi jednaj istotnej sprawy, o jakiej też stale zapominamy - to my a nie oni, wytwarzamy dochód, wypracowujemy zyski, przysparzamy dóbr materialnych i powiększamy majątki!!! Ty i ja! Nikt inny!!! A przede wszystkim nie ci, co sami siebie nad nami ustanowili władcami i przywłaszczyli sobie prawo do ich gromadzenia i dzielenia, sobie pozostawiając lwią część z tego, czego sami nie wypracowali i na co sami w najmniejszym choćby stopniu nie zasłużyli, a nam rzucają na pociechę jakieś mało znaczące ochłapy…

I pięknie to zostało ukazane w pewnej bajce dla dzieci - a z całą pewnością nie tylko dla dzieci, bo zwłaszcza dla nas dorosłych – kiedy to jedna mała mróweczka przeciwstawiła się tyranowi i prosto w twarz mu powiedziała, że to właśnie mrówki są silniejsze, i że właśnie mrówki są potrzebne konikom polnym a nie odwrotnie.

A co dalej było, to już nie trzeba pisać. Wystarczy tylko sobie przypomnieć tę sielankę i beztroskę mrówek, jak również ich błogie życie o jakim wcześniej nie miały choćby zielonego pojęcia. A ostatnie sceny tego filmu zawsze przywołują bardzo miłe wspomnienie i wywołują błogi uśmiech na twarzy. Aż prosi się o ukazanie dalszych losów sympatycznych bohaterów tej wielce pouczającej historii, którzy chcąc pomagać innym uciskanym społecznościom owadów przychodzą im z pomocą i udowadniają, że do szczęśliwego życia nie są im potrzebni żadni ziemscy władcy, ani jacyś pozorni i samozwańczy opiekunowie, jakim to po prostu można się przeciwstawić i skutecznie się ich pozbyć, ale oczywiście bez żadnej przemocy wobec nich. Wystarczy jedynie przestać dla nich pracować. Oto ta cała „wielka” tajemnica.

I za każdym razem mając okazję obejrzenia filmów o podobnej wymowie, zwłaszcza o niezrównoważonych umysłowo władcach dawnego Rzymu lub o współczesnych przywódcach państwowych, którzy nie licząc się z ludzkim życiem tak łatwo nim szastali, terroryzując całe społeczności oraz całe narody, to nigdy nie mogłem się nadziwić, jak to jest możliwe, że jakiś jeden człowieczek, w dodatku niespełna rozumu, pozwala sobie na to wszystko. Wszystkim rozkazuje co żywnie mu się podoba i zachciewa, a dowódcy wojskowi, czy też sami żołnierze stojący wokół, jedynie wykonują te wszystkie niedorzeczności - potulnie i mocno zlęknieni - jakie owa karykatura człowieka sobie wymyśliła.

A widząc to nie mogliśmy zrozumieć, jak to jest możliwe, aby żołnierze i dowódcy, których zwyczajnie jest więcej i którzy przecież stanowią rzeczywistą władzę, posiadają siłę, to dają się tak bardzo wodzić za nos jakiejś jednej słabej osobie, w dodatku rozhisteryzowanej i nie wiedzącej czego chce. Po prostu śmiech na sali, bo ci, co wspólnie mogliby z taką łatwością zlekceważyć swojego przywódcę i nie słuchać żadnego jego bzdurnego rozkazu, to ślepo są mu posłuszni, bo się go boją.

I bardzo śmieszne były sceny filmów, kiedy jakiś rzymski cesarz miotając się w swojej zapalczywości, piszczącym głosem wydawał jakieś niedorzeczne rozkazy, a postawni żołnierze (przewyższający go o dwie głowy i w paraliżującym strachu o utratę swojej własnej, a w dodatku z mieczami w swoich dłoniach) stoją potulnie jak nic nie rozumiejące barany i bez najmniejszego oporu i sprzeciwu słuchają się tego małego, którego ktoś ustanowił „wielkim” władcą. Stoją sobie takie dryblasy, a pomiędzy nimi plącze się jakiś karzełek i nimi pomiata.

A wystarczyłoby, żeby tylko jeden z nich wziął go za ucho, wykopał z pałacu i byłoby po sprawie. Łatwo, szybko i skutecznie. Żaden kłopot. Żołnierzy jest zawsze więcej i żaden cesarz, choćby najbardziej się rzucał, to i tak im nie podskoczy, bo tamci są od niego silniejsi.

No, ale nic jeszcze straconego, ponieważ historia bardzo lubi się powtarzać i wyświadcza nam olbrzymią przysługę, ucząc bardzo dobrze jakich błędów należy się w przyszłości wystrzegać, żeby wszystko potoczyło się tak jak trzeba. Widocznie wtedy to nie była jeszcze ta właściwa pora, ponieważ kiedy tylko nadejdzie ten właściwy Czas, to takiej okazji już nie zmarnujemy i bardzo dobrze ją wykorzystamy dla nas wszystkich. Właśnie my, wszystkie uciskane i ciemiężone narody, małe mróweczki lecz nie pozbawione siły, znające swoją wielką wartość i z godnością czekające na właściwą chwilę zmiany swojego przeznaczenia, ponieważ taka chwila z całą pewnością przyjść do nas kiedyś musi i już jest coraz bliżej, i do drzwi naszego życia wkrótce głośno zapuka.

A wystarczy, że te bramy szeroko chętnie wspólnie otworzymy,
do naszego świata radośnie światło poznanie wejść zaprosimy,
by cały ten świat zmienić w końcu tak bardzo i nie do poznania,
czyniąc go lepszym miejscem dla szczęśliwego życia zaznania.

Tymczasem daliśmy się zwieść pozornemu szczęściu i swoim egoizmem wzmacniamy władzę możnych tego świata. Nasze wygodnictwo przyzwala im na dalsze utrzymywanie tego bezprawia. A my, cóż… Można odnieść wrażenie, że w ogóle się tym nie przejmujemy i wcale nie zwracamy na to swojej uwagi, ponieważ ci, co mają trochę lepiej, nie przejmują się losem tych, co mają trochę gorzej albo całkiem źle. Daliśmy się podzielić na różne sposoby, a największy podział dokonywany jest przy pomocy pieniądza. A ci, co mają ich pod dostatkiem, uważają się za lepszych od wszystkich tych, co wcale ich nie mają. Tak, stan posiadania, przynależność taka a nie inna dokonała największych zniszczeń w naszej wzajemnej jedności oraz w jedności ze Źródłem Życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz